Ilość modeli w ofercie firmy S.M.S.L może być dla niektórych przytłaczająca i przyznaję, że sam chyba nie widziałem firmy, która w tak niedużym przedziale cenowym oferowała by tak wiele różnych modeli. Mało tego, poza zróżnicowaną paletą produktową jest jeszcze opcja wyboru kolorów danego modelu, choć ogranicza się ona do klasyki w postaci czerni, srebra i ewentualnie złota. Jednak bez względu na różnice, wszystkie SMSLe mają pewne cechy wspólne. Są nimi fantastyczna jakość wykonania, świetny dźwięk, bardzo atrakcyjna cena i niewielkie gabaryty. Model M3 to kolejna propozycja chińskiego producenta pozwalająca niewielkim kosztem znacząco podnieść jakość dźwięku dobywającą się z komputera lub laptopa. Jeżeli jesteście ciekawi z czym to się je i jak smakuje, to zapraszam do lektury.

Wyposażenie i konstrukcja

1.jpg

Opakowanie w jakim przyjeżdża ten mały kombajn jest niewielkich rozmiarów, będąc w gruncie rzeczy niewiele większym od tego, w jaki znajduje się SMSL M2. Zaufajcie mi na słowo, SMSL nie oszczędza na opakowaniach i choć może wyglądają one na zwyczajne, to tektura z jakiej je wykonano jest naprawdę wysokiej jakości (w tym wypadku jednostronnie bielona dwuwarstwowa fala E z linerem 😀 ). Konstrukcyjnie to dwuczęściowy karton złożony z wkładki obwoluty w kolorze białym. Na wierzchu obwoluty mamy nadruk z nazwą modelu, zaś na przodzie i tyle kartonika informacje dotyczące specyfikacji oraz diagram przedstawiający poszczególne elementy zewnętrzne. Wnętrze wyłożono miękką, acz gęstą pianką w kolorze czerni, gdzie w idealnie dociętej formie umieszczono samego M3. Wspomnianą formę można także wyjąć po to, aby dobrać się do akcesoriów jakie zostały dołączone do zestawu. Jest skromnie, ale jakościowo naprawdę dobrze i tak naprawdę nie wiem, co można by tu jeszcze dodać. W każdym razie otrzymujemy krótki kabelek microUSB-microUSB, dłuższy kabel USB-microUSB pozwalający podłączyć sprzęt do komputera oraz przejściówkę z małego jacka na dużego. Ten ostatni element jest o tyle ważny, że M3 posiada wyłącznie wyjście słuchawkowe o średnicy 6.3mm.

2.jpg

Samo urządzenie wygląda bardzo solidnie i całkiem efektownie jak na swoje niewielkie wymiary. Jeżeli kogoś to interesuje, to M3 jest małym grubaskiem, bo na szerokość liczy sobie 9,5cm, na głębokość 8cm, a wysokość to niespełna 3,5cm. Jest więc to sprzęt typowo biurkowy, mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że pół-przenośny. Przy takich wymiarach jego wciśnięcie do torby podróżnej to mały pikuś tym bardziej, że wagowo jest zbliżony do Aune B1.

3.jpg

Egzemplarz jaki otrzymałem do testów miał kolor czarny i do złudzenia przypominał testowanego przeze mnie M2. Mamy więc do czynienia z obudową wykonaną w całości z aluminium malowanego proszkowo na matowy kolor. Powłoka będzie więc całkiem odporna pod warunkiem, że komuś nie przyjdzie do głowy skrobać jej nożem 😉 Front jest przyjemny dla oka. Od razu rzuca się centralnie umieszczone gniazdo słuchawkowe, które zostało lekko wpuszczone wgłąb obudowy. Na prawo od niego jest pokrętło do regulacji głośności i powiem szczerze, że jest to jedno z najlepszych, z jakimi miałem do czynienia. Chodzi z gładko, aczkolwiek z lekkim oporem i jego regulacja jest naprawdę bardzo precyzyjna. Po lewej stronie przedniego panelu umieszczono przycisk on/off podświetlony diodą oraz 9 małych diod. Jest to o tyle ciekawe, że przyciskiem zasilania poprzez krótkie naciśnięcie wybieramy jeden z trzech portów wejściowych, którego ustawienie w danym momencie sygnalizuje jedna z trzech diod. Pozostałe 6 odpowiada za próbkowanie podawane w kilohercach.

4.jpg

Tył urządzenia to już dość spektakularne widowisko, gdyż ilość umieszczonych tam wejść i wyjść zasłużenie pozwala nazywać M3 kombajnem. Idąc od lewej mamy dwa wyjścia RCA na prawy i lewy kanał, wejście coax, wejście optyczne, wejście micro-USB i port do zasilania również micro-USB. Z portami USB jest o tyle zabawna sprawa, że o ile tylko jeden może robić za port wejściowy, to zasilanie Kombajnik może pociągnąć z obu. Na dobrą sprawę może być nawet zasilany wyłącznie poprzez wejście, przez które został połączony z komputerem.

Specyfikacja

  • Napięcie wyjścia: 1.9Vrms

  • THD+N: 0.0006%

  • Skuteczność: 112dB

  • SNR: 107dB

  • Separacja kanałów: 105dB

    Próbkowanie:

  • USB: 96KHz(24bit)

  • Optyk i Coaxial: 192KHZ(24bit)

  • Moc wyjściowa wzmacniacza:

  • 32Ω 108mW @THD=0.1%

  • 64Ω 85mW @THD=0.1%

  • 150Ω 49mW @THD=0.001%

  • 300Ω 24mW @THD=0.001%

  • THD+N: 0.0002%

  • SNR: 100dB

Użytkowanie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podłączenie M3 do sprzętu, w moim przypadku komputera stacjonarnego nie pierwszej młodości, nie nastręczało żadnych problemów. Ot, kabel USB-microUSB i ogień. Tyle tylko, że przy takim najzwyklejszym połączeniu, które sprawdzało się w przypadku M2, nie jest tak kolorowo. Muzyka odtwarzana jest skokowo, przy akompaniamencie głośnych trzasków i zgrzytów. Problem ten niweluje podłączenie zwyczajnej ładowarki od telefonu, która najwyraźniej podając prąd o większym natężeniu, stabilizuje pracę całego układu. Podejrzewam, że albo jest to wina niemożności dostarczenia jednym kablem dostatecznej ilości prądu oraz przesłania takiej ilości danych, albo zwyczajnie M3 potrzebuje nieco więcej amperów do działania. Drugą wesołą sprawą jest to, że podłączenie przez usb daje większą głośność, niż podłączenie przez optyka, mimo ciągłego zasilania z ładowarki 2A. Sposób grania pozostaje taki sam i różnice w jakości dźwięku są marginalne lub na poziomie autosugestii. Poza tym ważna rzecz. Nawet po 3 godzinach ciągłego grania, obudowa pozostawała całkowicie zimna, gdzie w pokoju było +/- 22 stopnie. Idąc dalej, przy wyłączonej muzyce, M3 na czułych słuchawkach wyraźnie szumi nawet kiedy gałka głośności jest ustawiona niemal na minimum. Jest co prawda nieco ciszej, niż w przypadku M2, ale nadal jest to poziom z łatwością słyszalny. Całe szczęście włączenie muzyki pozwala zagłuszyć szumienie.

Brzmienie

Sprzęt używany przy testach:

Słuchawki: Mee M6 Pro, Beyerdynamic DT990 Pro 250 Ohm, Soundmagic HP150, Audio-Technica ATH-R70X

DAPy: iBasso DX80 (jako DAC USB/transport)

Wzmacniacze\DACi: Aune B1, SMSL M3, SMSL SD-793 II, SMSL M6

Przyznaję bez bicia, że sygnatura M3 od razu przypadła mi do gustu i najbardziej podobało mi się parowanie go z Soundmagic HP150. Zanim jednak przejdę do kwestii doboru potencjalnych słuchawek pod ten sprzęt, kilka słów o tym, co ten mały SMSL prezentuje dźwiękowo. A prezentuje sobą całkiem sporo i bez wahania mógłbym go nazwać po prostu zauważalnie ulepszonym M2.

Przede wszystkim ten kombajn to sygnatura ocieplona, z solidną podstawą basową. Jak dla mnie było tłusto, ciepło, mięsiście i przyjemnie. Wszelakie brzmieniowe analogie do modelu M2 są jak najbardziej uzasadnione, choć jest to granie o klasę dla mnie lepsze. Przede wszystkim bas jest głębszy, a samo jego fakturowanie zasługuje na uwagę. Dolne rejestry ogólnie są efektowne i mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że są momentami monumentalne. Bas schodzi nisko, potrafi naprawdę solidnie zatrząść i zawibrować, co w połączeniu z również podkreślonym mid-basem daje świetny efekt. Do tego potrafi uderzyć naprawdę mocno i twardo, choć dość długie wybrzmiewanie nie spodoba się tym, którzy preferują tony niskie w wydaniu szybkim, punktowym i mocno kontrolowanym. Co prawda bas jest trzymany w ryzach naprawdę dobrze i nawet na Sennheiserach IE80 nie robi się zbyt tłusto, to mimo wszystko nie ma co liczyć na analityczne granie. Jest to zdecydowanie charakterystyka nastawiona na muzykalność, przyjemność i efekt „wow” podczas słuchania. A że ostatnimi czasy analityczne granie kompletnie mi zbrzydło, to i bas w M3 cieszył mnie jak wata cukrowa pięciolatka 😀 Od razu hint. EXGF – We are the hearts – sub-bas masuje tak pięknie na HP, że aż ciarki przechodzą. Z kolei w Dire Straits – Sultans of Swings gitara basowa przecudownie mruczy 🙂

Chociaż bas nie wylewa się na średnicę i nie próbuje jej przysłaniać swoją potęgą, to odczuwalne jest solidne dociążenie tego pasma. Objawia się to w dwojaki sposób. W pierwszym przypadku słychać, że zwłaszcza gitary nabierają wagi, brzmią ciemniej i ich strojenie jest jakby niższe. Jest to o tyle ważne, zwłaszcza w utworach gdzie stanowią rdzeń brzmienia, że w żadnym wypadku nie okaże się, że brzmią sucho i bez polotu. Drugim objawem ocieplonego dźwięku są wokale, a zwłaszcza te damskie, które brzmią gładko i bardzo słodko. Tracą co prawda nieco na ostrości i blasku, lecz w zamian są mniej męczące przy długich odsłuchach. Rzecz ma się podobnie z wokalami męskimi, które korzystają z dodatkowej masy większą energią i siłą przekazu. Dodać do tego należy fakt, że średnica jest w zasadzie na pierwszym planie, z wysuniętymi do przodu wokalami, które wybrzmiewają blisko. Nie jest to prezentacja agresywna, rzucona na twarz w sposób chamski jak w przypadku Fiio M3 (tak, będę wytykał to aż po kres mojego istnienia!), która odstręcza. Jest intymnie, bezpośrednio i angażująco. Lubię! Od razu nadmienię, że zniknął brudny charakter prezentacji, jaki prezentował M2. Jest znacznie czyściej, całe pasmo jest równiejsze mimo tego dociążenia, znacznie bardziej czytelne i lepiej poukładane. Chyba największa zaleta względem małego brata.

Postęp czuć też w stosunku do górnych rejestrów, które zyskały na czytelności, są także lepiej poukładane i przede wszystkim znacznie lepiej rozciągnięte. I chociaż zdecydowanie wspinają się wyżej, znacznie lepiej reprodukując wyższe częstotliwości jak różnego rodzaju sample, czy inne piskliwości, to poprowadzone są na tyle łagodnie, by załagodzić ewentualne sybilanty. Zyskują na tym również talerze perkusyjne, które nabrały blasku, brzmią bardziej naturalnie i bardziej swobodnie. To na co w przypadku blach jestem szczególnie wyczulony, to ich metaliczne brzmienie, którego brak mocno mi doskwiera. Tu na całe szczęście czuć, że pałeczka uderza w kawał metalu. Biorąc powyższe pod uwagę, w efekcie mimo podkreślonego basu i dociążonej średnicy, bardziej obecne w całym paśmie górne rejestry dają wrażenie większej swobody, przestrzeni i większej ilości detali. Dlatego mimo przesunięcia balansu tonalnego w stronę dolnego pasma, całość jest relatywnie równa i ładnie uporządkowana, bez skrajnego podbicia którejś ze składowych.

Pod względem sceny zachodzi chyba drugi po średnicy, największy postęp w stosunku do SMSL M2. O ile na szerokość jest tylko nieco lepiej, to przede wszystkim scena urasta wgłąb i odczuwanie prezentacji dźwięków na tej płaszczyźnie jest znacznie lepsze. Do tego pomijając wysunięte wokale, całość prezentacji oddalona jest od słuchacza jakieś 1-2 kroki w tył. Dodając do większej przestrzeni więcej powietrza i lepszą separację poszczególnych źródeł dźwięku, otrzymujemy brzmienie bardziej swobodne. Mogę wręcz pokusić się o stwierdzenie, że w M3 dźwięk w końcu zaczyna żyć i po prostu słyszy się to, jak poszczególne jego elementy poruszają się, a całość jest bardziej płynna, bardziej swobodna i naturalna. Przy długich odsłuchach będzie to zdecydowanie mniej męczące granie, którego nie sposób nie docenić.

Słuchawki

Z całą pewnością zalecał bym unikanie słuchawek o brzmieniu gęstym i mocno dociążonym, o ile ktoś nie lubi dźwięku o konsystencji budyniu. Świetnie zagrały mi z M3 moje Soundmagic HP150, gdzie sub-bas zachował swój efektowny charakter, mid-bas wyszedł do przodu, dość neutralna średnica została dociążona, a góra z lekko cyfrowym nalotem zyskała łagodniejszego, przyjemniejszego brzmienia. M3 powinien więc sprawdzić się ze słuchawkami jaśniejszymi, które zyskają na dociążeniu, tudzież takie, które mają tendencję do zbyt ostrego grania mogącego dawać się we znaki. M3 bez problemu pędzi DT990 250Ohm, którym również nieco uspokaja brzmienie, tworząc przyjemne, bardzo relaksujące i niemęczące połączenie. No i wiadomo, lepiej być przygotowanym na to, że słuchawki o niskiej impedencji i wysokiej czułości będą na nim mocno szumiały.

Podsumowanie

Dla mnie SMSL M3 to potwierdzenie, że za nieduże pieniądze można otrzymać świetnie wykonany sprzęt o nieprzeciętnych walorach użytkowych. Granie efektywne i z rozmachem szczególnie przypadnie tym, którzy słuchają muzyki dynamicznej, o masywnym brzmieniu lub oglądają dużo filmów. Szereg wejść, kompaktowe wymiary i zdumiewająca jakość brzmienia to zalety, wobec których nie można przejść obojętnie. Podchodząc do recenzowania sprzętu, zawsze staram się patrzeć z perspektywy kupującego, który mając niezbyt dużo środków na sprzęt, chce wyciągnąć jak najwięcej z każdej wydanej złotówki. Wiele osób wie też, że lubię zachwycać się sprzętem i często przemawiają przeze mnie emocje, kiedy dorwę coś nowego. W tym wypadku serce i rozum zgodnie twierdzą, że o ile SMSL M2 w swojej kwocie był sprzętem naprawdę dobrym, to M3 jest cholernie dobry. W przypadku czterech combo od chińskiego producenta zrobię to jeszcze tylko jeden, w pełni zasłużony raz. A mianowicie zachęcę, żebyście udali się w miarę możliwości do sklepu Mp3Store i sprawdzili sami, ile to maleństwo potrafi.

Za użyczenie sprzętu do testów bardzo serdecznie dziękuję dsytrybutorowi marki S.M.S.L. na Polskę, firmie MIP, właścicielowi sieci sklepów MP3 Store.

1_mp3store_logo

Podziękowania ślę również mojej kochanej Małżowince, której pomoc w wykonaniu fantastycznych zdjęć była, jest i będzie nieoceniona :*

Reklamy