Audiofilska destrukcja rynku

 

Z destrukcją obszaru wymiany gospodarczej mamy do czynienia w dwóch kontekstach. Abstrahując od kwestii regulacyjnych, normatywno-legislacyjnych i politycznych,  degrengolada rynku może następować wskutek działań fizjologicznej gry konkurujących na nim podmiotów lub wręcz odwrotnie – podmioty funkcjonujące w danej branży nie konkurują ze sobą w klasycznym rozumieniu tego terminu, a licytują się na ceny – zgodnie z paradoksem dóbr Veblena: Kto zaoferuje droższy produkt, ten wygrywa. Przypomina mi się w tym miejscu dowcip o dwóch rosyjskich nuworyszach, którzy przybywszy do Paryża udali się na zakupy : po kilku godzinach spędzonych na zakupach w ekskluzywnych pasażach handlowych spotykają się na kawie – jeden szczyci się, że nabył m. in. elegancki krawat za 400 euro, drugi wybuchając śmiechem rzuca – Ty durniu! Ja za taki sam na drugim rogu ulicy dałem 1000 euro!!!

Obrazek ten jako żywo przypomina mi całokształt audiofilskiej niszy rynku elektroniki użytkowej. O ile w sytuacji, gdy dochodzi do wojny cenowej i rynek ulega erozji cenowej beneficjentem takiego rozwoju wypadków jest klient, to w przypadku procesu, w którym klient liczy na zakup jak najbardziej ekskluzywnego produktu i gdy do tego ten konsument jest w istotnym stopniu irracjonalny  – wygranym jest producent, a obiektywnie poszkodowanym jest rozsmakowany w wykwincie quasi-koneser – konsument. Audiofil będąc takim konsumentem nic sobie z tego oczywiście nie robi, głównie z tego powodu  – jak to wyłuszczyłem we wcześniejszych tekstach – że jest to osobnik skrajnie nieracjonalny, z iście kobiecym zapałem do totalnie impresjonistycznego, wyłącznie emocjami napędzanego pędu do zakupów,  których jedynymi kryteriami są:

  • autosugestia (swoista parafraza kartezjańskiego – słyszę, więc wiem, nie potrzebne mi inne dowody)

  •  wyrocznie Guru-recenzentów czy

  •  hype społeczności forumowej

Fora internetowe, w szczególności te audiofilskie to w ogóle jest zarzewie wszelkich brzemiennych w skutkach procesów grupowych, z mechanizmami takimi jak „społeczne dowody słuszności” czy konformizm  normatywny prowadzący do zmian w percepcji na czele, generujące finalnie osobliwy stan rzeczy, w którym dorosły, z pozoru poważny i skądinąd inteligentny facet zachowuje się w pewnych okolicznościach jak skończony idiota.

Gdyby podejść do przeciętnego, zdrowego na umyśle, a tym bardziej dość rozumnego człowieka o minimalnej znajomości podstaw fizyki i powiedzieć, że są ludzie, którzy wierzą, że 1m kabla elektrycznego od gniazdka do odtwarzacza CD musi kosztować 10000 zł i są tacy, co tyle za niego płacą i się tym szczycą, bo ich zdaniem zmienia on brzmienie tego plejera CD i co on o tym sądzi, to bez wątpienia jegomość uznałby pytającego za kretyna, a gdyby nabrał przekonania, że w tym pytaniu nie ma krzty przesady, to resztę dnia strawiłby zastanawiając się, jakie patologiczne procesy muszą zachodzić w głowach audiofilów, aby w tak kuriozalny sposób postrzegać świat.

Jak wyjaśniałem w poprzednich artykułach, mnie to nie dziwi, przeciętna kobieta, artysta czy homoseksualista (dwaj ostatni mogą występować w jednej osobie) też wierzą i wygadują różne ekscentryczne, oryginalne, bardzo dalekie od empiryzmu, rozsądku czy logiki rzeczy i żaden rozsądny facet się tym nie mityguje, kategoryzując tego rodzaju ekscesy jako paroksyzm emocji przepełniających ww. postaci.  Audiofile to mniej więcej ta sama maść. Nie mam nic do trzech pierwszych kategorii osób, artystów podziwiam, z kobietami sypiam nie wdając się z nimi w poważny dyskurs np. o chłodziwie zbiorników paliwa w rakiecie Saturn 5, homoseksualiści mi nie przeszkadzają, nawet jeden był moim fryzjerem, fajny gość, taka mądrzejsza babka z penisem, to tym bardziej powinienem tolerować audiofilów.

Ale nie, oni mnie w…wiają i to nieprawdopodobnie! Dlaczego?

Idę do sklepu po słuchawki. Pięć lat temu te najlepsze kosztowały ok. 300 euro. Nie, teraz nie mogą tyle kosztować, 1000 zł to ledwie entry level. Wrażliwi chłopcy, co słyszą lepiej od nietoperzy odcisnęli tu swoje niepodważalne piętno. Klient głupi każdy szmelc kupi i to jeszcze za furę siana. Wystarczy przywalić ceną z grubej rury i już mamy spoconego Uszatka z banknotami w zębach. Np. Sennheiser pomnożył ceny swoich słuchawek swego czasu razy 2 i nic się nie stało, przepraszam stało się – popyt, zamiast zmaleć  – wzrósł, co najmniej dwukrotnie. I nie mówię tu o nowych modelach – a o wysłużonej serii HD6xx. Pal licho słuchawki. Jedziemy dalej – 5-6 lat temu nie słyszałem o kablach USB za mega kasę „tylko dla Uszatków”, a przecież przetworniki studyjne były łączone w tym standardzie od niepamiętnych czasów. Ale nie, teraz kabel za 1000 zł „gra” o „kilka klas” lepiej od tego za 20 zł. Jakie to oczywiste. Olać kabel, bo i tak żadnego w życiu nie kupię.  No dobra, przetworników DAC używają też zdrowi na umyśle ludzie i tu jeszcze można kupić coś sensownego w dość normalnej cenie . Za to odtwarzacze mp3, kiedyś mały, fikuśny odtwarzaczyk o brzmieniu hi-fi można było nabyć za 1500 zł. Np. tyle kosztował flagowiec Sony czy Cowona, fajnie wykonane o rzetelnym, obiektywnym brzmieniu, do tego działały bez zająknięcia 35h na jednym ładowaniu, a Cowon nawet 50h. A teraz? Uszaci i ich kościół też tu namieszali – 5 000 zł trzeba naszykować by wejść w posiadanie kloca, który brzmi – no co tu dużo mówić dla standardu PCM 16/44.1 tak samo jako kiedyś liga „1500 zł”. A topową półkę, wyróżniającą się niewątpliwym WYKWINTEM i tylko nim, wycenia się na 10 000 zł i więcej. Jeszcze parę lat, a pomysłowi producenci reagujący na romantyczną potrzebę Uszatych bycia na audiohaju dojdą do ceny nowego samochodu kompaktowego za pudełeczko rozmiarów małej paczki fajek, które będzie działało 1h, ale za to napędzi elektrostaty. Po co pytam? Ma to tyle sensu, co fotel domowy składany do kieszeni. Ba, w kontekście takich wynalazków jak wspomniane DAPy zbudowane na komponentach stacjonarnych, to ten fotel może mieć nawet sens, salon zemulujemy sobie w poczekalni na lotnisku: wdziewamy stacjonarne słuchawki, najlepiej takie AKG K1000, w których wygląda się jak kretyn, dmuchany fotel wyjmujemy z kieszeni marynarki i teleskopowa lampa z salonu z abażurem rozkładanym jak parasol i już pozostali pasażerowie dzwonią po karetkę, podczas gdy my kosztujemy audiofilskiej uczty. Uszatej rozkoszy nadejdzie jednak rychły kres, bo „zacna” empetrójka za 10 000 zł ma niewymienny akumulator, który przy 5h działania odtwarzaczyka najdalej za dwa lata będzie potrzebował wymiany, a wówczas wspaniała „manufaktura” skośnookich Astello&Karmello  albo nawet takie Sony wypuści kolejnego jednorazowego DAPa za 30 000 zł i już nam nie będzie się opłacało wymieniać akumulatora w naszej jakże badziewnej base-line mp3 za 10 000 zł. Przydając rumieńców sprawie nadmienię, że nawet zwyczajowo wstrzemięźliwi Japończycy z poważnej niegdyś firmy Sony niechybnie wiedzą, że Uszaci są głupi jak niektóre baby, to nawet karta pamięci wystarczy by wyrwać od nich tysiąc PLN.

Stuk, puk, halo, Audiofilu, skoro nawet na kartę SD chcą Cię wycyckać, to zastanów się kim Ty tak naprawdę jesteś???

I tak się ten audiofilski cyrk kręci w nieskończoność, zgodnie z regułą: im drożej – tym gorzej, aliści dla Uszatego lepiej, no bo „przecież On słyszy, że lepiej gra i nie potrzebuje żadnych obiektywnych dowodów, a wykresy nie grają” – rozumiem, że podobne tezy wygłaszałby grafoman Mickiewicz. Ja jednak wolę prawdziwych artystów jak Rafał Wojaczek, nie tylko za twórczość, ale też za to, że Ci wybitni nie wypowiadają się autorytatywnie w sprawach, o których nie mają pojęcia, jak audiofile o sprzęcie audio.

78 Comments

  1. 1.Trudno się nie zgodzić z treścią.
    2.Kilka zdań już mocno prowokacyjnych, pisanych wprost „pod publiczkę” coby ruszyła na Ciebie z widłami.
    3. Audiofilów obraziłeś i kobiety, niestety.
    4. Ale jesli Mickiewicz dla Ciebie to grafoman na tle Wojaczka, to nazywanie audiofilów babami to raczej komplement.
    5. Wojaczek – na pewno genialny, ale chłopiec, nie mężczyzna. Mężczyzna radzi sobie z życiem, jakie by nie było, chłopca może ono przerosnąć, może nie dać rady…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oj tam, oj tam. Niektórzy zasłużyli sobie na taki komentarz. Przykład: co robi facet, gdy najdroższy produkt w swojej kategorii, jaki właśnie nabył okazuje się być komletną tandetą: dzwoni do sklepu i robi awanturę. Co robi audiofil?

      Pewien kolega na forum (przemilczę nicka przez grzeczność), po zaliczeniu kolejnej awarii słuchawek Grado GS1000 nabytych za bajońskie 6000 zł napisał:

      „Piękne i delikatne są niczym motyl, szkoda, że znów muszą udać się na kurację za ocean, będę tęsknił”

      Mickiewicz zostaje w tyle.

      Polubienie

      1. Dokonujesz następującego zabiegu erystycznego – obarczonego błędem logicznym:
        Podajesz wyjątek, przykład skrajny, następnie rozciągasz – wyjątek – na całą kategorię pt „audiofil”.
        To, że kilku audiofili zachowało sie śmiesznie, absurdalnie – nie dowodzi, że każdy audiofil, ex definitione zachowa się absurdalnie.
        Tak jak kilku macho zachowało sie wyniośle/prostacko nie dowodzi, że każdy macho to wyniosły prostak.
        Formy retoryczne, ktorych użyłeś w tym artykule – ironiczne, groteskowe , odwołujące się do ośmieszania i dyskursu bulwarowego niestety implikują obniżenie intelektualnych lotów i pociągają za sobą w.w. błędy logiczne.
        Szkoda.

        Polubienie

        1. Zgadza się, ale to chyba przywilej lekkiej formy felietonu. To nie dysertacja naukowa, nie trzeba posługiwać się narzędziami statystycznymi by napiętnować pewne zachowania. Z drugiej strony, jeśli firm kablarskich jest spokojnie kilkaset, a tych od „uszatej elektroniki” tyleż samo, to aby przeżyć muszą mimo wszystko notować spory zbyt na swoje wynalazki. Tak więc ludzi o skrajnej postawie nie jest wcale tak niewielu, rzekłbym nawet, że fakt możności wpływu na spory przecież przemysł elektroniczny, osób o podejściu audiofilskim świadczy o rozmiarach grupy o wyrazistych poglądach audiofilskich. Można by nawet powiedzieć, że cała ta grupa jest skrajna w sensie pewnych poglądów, ale w jej obrębie lokują się jeszcze większe skrajności. Dość powiedzieć, że firmy niegdyś o profilu stricte profesjonalnym wpływają do audiofilskiej zatoki, a może już do małego morza (?), np. Beyerdynamic, AKG, Audio Technica czy Shure. Nikt w tak dużym biznesie nie ryzykowałby wprowadzania nowej linii produktów adresowanej do audiofilów (jak np. seria Tesla w Beyerdynamic), gdyby był to mikro rynek. Audiofilska „filozofia” niestety propaguje i zatacza coraz szersze kręgi, infekując ludzi o małej wiedzy w zakresie audio, przekabacając ich na swoją modłę, co IMO jest szczególnie niepokojące.

          Polubione przez 1 osoba

  2. „Audiofilska destrukcja rynku” – może warto byłoby doprecyzować tytuł. Jakiego rynku ?
    Chyba nie konsumenckiego? Szacuję, że 80% ( a pewnie więcej ) rodzimej populacji nie wchodzi w takie widełki cenowe, np. słuchawki powyżej 1000 złotych.

    Czyli my ( bo wchodzimy w te widełki ) również przyczyniamy się do destrukcji rynku.

    Czytając starałem się ustawić nie na pozycji audiofila (za którego się nie uważam), nie na pozycji konsumenta, ale, hmmm … „świadomego słuchacza” ?

    I z tej pozycji poczułem się trochę głupio. W tym znaczeniu, że jak chcę sobie zrobić dobrze z Muzyką i kupuję, mam nadzieję, że świadomie, coś droższego, to działam destrukcyjnie na rynek …

    Możliwe. Jednak z tego nie zrezygnuję, bo lubię dobry dźwięk w dobrej jakości.

    Chyba, że ktoś ma pomysł jak mam tę kwadraturę koła obejść to chętnie wysłucham.

    W sumie mogę sobie wydziargać fujarkę z drewna lipowego i samodzielnie tworząc „muzykę” napawać się nią.

    Do czasu. Do czasu aż mnie rodzina nie wyrzuci z domu.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Prosta sprawa – audiofil poszukuje produktów jak najdroższych, bo one, jego zdaniem – najlepiej grają.

      Stąd też producenci mnożą ceny w nieskończoność. Recepta jest trywialna – kup sprzęt dla ludzi trzeźwo stąpających po ziemi, a co najważniejsze – znających temat audio. Sprzęt profesjonalny, używany przez osoby tworzące muzykę jest zdecydowanie lepszy niż audiofilski w kontekście relacji cena/jakość, a często technicznie też góruje nad fajną stolarką w głośnikach czy wykwintem fikuśnych obudów elektroniki, za które głównie płacimy w sprzęcie audiofilskim. Owszem, dobre głośniki profesjonalne są dość drogie, ale one są drogie ze względu na wydajność – zdolność do nagłośnienia dużych studiów, mniejsze monitory z dobrej półki oferują równie dobre odwzorowanie dźwięku, ale operują w znacznie mniejszej kubaturze. Jeśli ktoś nie chce nagłośnić salonu pow. 40m2, to monitory za 6 tys. zł para oferują wzorcowy dźwięk, aha mają wprawdzie jeden mankament – płaci się za dźwięk – więc pięknego audiofilskiego forniru nie uświadczymy, za to nierezonująca aluminiowa bądź kompozytowa obudowa jest standardem. Przetwornik DAC, najlepszy z możliwych to koszt rzędu ok. 3000-4500 zł i wszystko ponad to jest już wykwintem. Kable do głośników, najlepsze dostępne – np. Adam Hall 5 stars – 200 zł za 2x2m. Wzmacniacz jest zbędny, bo monitory aktywne mają optymalnie dobrane wzmocnienie do charakt. przetworników, a dodatkowo nie mamy do czynienia z przesyłem dużej mocy kablami pętającymi się po pokoju. Reasumując – referencyjny DAC, monitory studyjne do pokoju do maks. 30-35m2, kable, laptopa nie liczę, bo niemal każdy się nadaje – to koszt 10 000 zł i mamy hi-end. Przy większych pomieszczeniach do monitorów musimy dorzucić drugie tyle, ale to i tak ułamek bezsensownie wydanej kwoty na sprzęt „klasy Uszatych”.

      Zestaw słuchawkowy – DAC 3500 zł + wzmacniacz w klasie A o świetnych osiągach od 1200 zł do 3000 zł np. genialny iFi iCan Micro lub jeśli ktoś koniecznie chce zaszpanować – Teac HA-501 za 2800 zł + słuchawki od 900 zł za Focal Spirit Pro lub AKG K712 za 1500 zł (K812 to jest już model audiofilski, bo ma chamski pik na 6,5kHz i wokal syczy jak potłuczony, a do tego ma środek lekko schowany, dźwięk ciągnie skrajami, co jest mało referencyjne), a jeśli chcemy zaszaleć to mamy np. Shure SRH1540 jak chcemy mieć bas pod gatunki typu rock/metal albo SRH1840 jeśli wolimy jazz czy klasykę, obydwa modele za ok. 2100 zł. Całość zamyka się w kwocie od 5500 do 8500 zł.

      Polubienie

  3. „Całość zamyka się w kwocie od 5500 do 8500 zł.”

    Hmmm … To mogę spać spokojnie, bo ja się ze swoim zestawem DIY ( słuchawkowym ) właśnie w tych widełkach zmieściłem.

    Polubienie

    1. Manu, mam nadzieję, że nie staramy się być śmiertelnie poważni w tym co piszemy 😉
      W sumie to jednak mogę być w miarę spokojny (nasza rozmowa na pw), że nie przegiąłem z ogólnie wydaną kwotą na audio szukając dla siebie optymalnego zestawu. Jego cena jest oczywiście niższa niż ta kwota ogólna i akurat w widełkach się mieści…

      Polubienie

    2. Widzisz, Manuelu, bo audiofile to nie tylko osoby posiadające zestaw za 50 kzł w górę, ale również te, które CHCIAŁYBY taki posiadać (gdyby finanse pozwoliły), bo ich zdaniem „gra on o 20 klas lepiej od takiego za 5000 zł”. Osobiście uważam, że jest też sporo nie-audiofili w społeczności forów audiofilskich, ale są też tacy, co mają zestaw za 2000 zł i są święcie przekonani, że na audio trzeba wydać 300 000 zł, bo to jest dopiero nirwana, co jest nieprawdą. Tak więc, jak pisałem w jednym z felietonów – audiofila definiuje STOSUNEK, MNIEMANIE o tym, ile kosztuje dobry, „referencyjny” dźwięk, a nie stan posiadania. A dźwięk wzorcowy kosztuje mniej więcej tyle, ile podałem powyżej i wnoszę to na podstawie prawie 10 lat doświadczeń, peregrynacji od spoconego ludzika do człowieka o ugruntowanej i analitycznej postawie nt. audio.

      Polubienie

  4. Po tym przestałem czytać: „mnie to nie dziwi, przeciętna kobieta, artysta czy homoseksualista”.
    Z tego wynika, że każdy, kto ma jakieś zainteresowania, jest kobietą, artystą albo homoseksualistą. Bo wyda więcej na nożyce do przycinania drzew owocowych, bo kupi droższy olej do silnika, bo model skleja czymś kosztowniejszym niż butapren itp. itd.

    Takie generalizowanie i stawianie totalnie błędnej tezy, że prawdziwy mężczyzna jest zawsze rozsądny i logiczny do bólu, po prostu spowodowało, że nie mam ochoty dalej przez to brnąć, bo zacząłem to postrzegać jako artykuł nie o audiofilii, a próbę podbudowania swojego ego.

    Polubienie

      1. Nie obrażam się, bo nie czuję się w żaden sposób dotknięty tym tekstem (przynajmniej częścią którą przeczytałem).
        Po prostu nie zamierzam czytać czegoś, co uważam za miałkie podbudowywanie swojego ego (bo absolutnie nie sądzę, że jest to wyraz głupoty autora).

        Polubienie

        1. Krótko: czy tak się zachowuje facet, który ma jaja, gdy kupił słuchawki-bubel za 6000 zł –

          cyt. po wtóre „Piękne i delikatne są niczym motyl, szkoda, że znów muszą udać się na kurację za ocean, będę tęsknił” ???

          Polubienie

          1. A czemu nie? Nie każdy musi od razu mówić „Wyglądają zajebiście jak mój dres, ale łamią się w chuj i kurwa muszę zjebać dystrybutora!”.
            Facet może przyznać, że coś jest piękne, bo niby czemu nie. „Delikatne jak motyl” – raczej bym coś takiego powiedział o jakiejś delikatnej dziewczynie, ale w sumie takie wyrażenie funkcjonuje w języku, więc niech mu już będzie.
            A że będzie tęsknił? Ja np. tęsknię za jednymi spodniami, bo były rewelacyjnie praktyczne i wygodne, a kolejnych takich nie znalazłem, bo teraz to i tak ciężko o coś innego niż jakieś rureczki. Nie czuję się przez to ani kobieco, ani artystycznie, a i pociąg do płci przeciwnej nie zmalał.

            To mi przypomina trochę dawne historie z USA, gdzie cenzorzy chcieli zamknąć wszystkie tytuły o Batmanie, bo to homoseksualista i pedofil (w końcu ma obcisły kostium i pomaga mu chłopak).

            Polubienie

  5. Inszy, bawmy się i cieszmy, bo „nie wiadomo czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie”.
    Nie ma sensu brać świata zbyt serio, bo on nas tak nie traktuje 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ta audiofilska karta pamięci to w zasadzie wcale nie jest takie głupie jak się każdemu tutaj wydaje.
    No ale najlepiej jest po tym smarować do oporu, ja w tym generalnie widzę sens, ale niestety nie ma w tym niczego co by potwierdzało „lepszość” tejże karty od Sony nad innymi.

    Karta SD mimo, że jest mała to dość skomplikowane urządzenie.
    Każdy kto kiedyś używał kompa to wie, że nierzadko słychać zakłócenia z nośnika SSD czy HDD na wylocie z PC podczas odczytywania/zapisywania na nim danych, być może w przypadku SD zachodzi podobna korelacja, dlatego dla mnie cała sprawa jest ciekawa i bym tego tak jednogłośnie nie jechał z góry do dołu.

    A najważniejsza sprawa, podstawowa (elementarna) wiedza z zakresu fizyki to za mało, żeby sobie móc wyjaśniać zjawiska elektryczne/elektroniczne na których sprzęt audio się opiera. Tutaj faktycznie trzeba mieć łeb, usiąść i rozbierać temat jak cebulę, warstwę po warstwie.
    Inna ciekawa kwestia, że społeczeństwo zarabia coraz więcej, więc wydaje coraz więcej, a żeby to robić muszą pojawić się odpowiednie produkty, no więc są odpowiednie produkty.
    I nikogo dupa o to nie powinna boleć co kto robi ze swoją kasa, czy idzie przejebać na dziwki, na alkohol, na kolejną kolekcje znaczków czy woli kupić kabelek do swojego audio-pierdolnika 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie rozwodzę się tutaj o laptopie, a o karcie i nie zbaczajmy z tematu oraz nie dorzucajmy do tego kolejnych urządzeń.

        Dawno temu widziałem artykuł na temat hackowania karty SD, co się okazało ona jest takim uproszczonym, miniaturowym PC, dlatego ja wierzę, że coś takiego jak „audiofilska” karta SD może faktycznie nieść jakieś korzyści ze sobą, chociaż raczej nie nazywałbym jej audiofilskiej a bardziej niskoszumnej, albo zoptymalizowanej do pracy z urządzeniami przenośnymi itp.
        Wiem z autopsji jak wkurwiające są zakłócenia powstające w wyniku odczytu/zapisu danych na nośnikach w PC oraz jak bardzo słyszalne to jest.

        Co do kabla to kabel dobry można wyprodukować stosunkowo tanio i tego przy zakupie trzeba być świadomym, do kogo idą te pieniądze i za co. W przypadku sprzętu gdzie musi ze sobą współgrać wiele elementów, projekt itp. koszta rozkładają się zupełnie inaczej.

        PS: nigdy nie widziałem audiofilskiego laptopa.
        PPS: Roland masz HTC One M8 (teraz to pewnie już może nawet M9), pewnie sprawa Ci jest znana, jak HTC zrobiło „audiofilski” model M8, który od zwykłej M8 różnił się ADSP oraz paroma plikami w systemie, bo głośniki już w podstawowej wersji tego modelu są produkowane przez Harmana. Tego typu zagrywki szkodą rynkowi (niezależnie od branży) najbardziej.

        Polubienie

        1. Zgadzam się całkowicie, że smartfoniada powoli zaczyna przypominać rynek „hi-end” audio. Choć oczywiście zachowane tu zostają pewne pozory determinizmu cena->jakość. Nowe modele topowych komputerków kieszonkowych w stosunku do zeszłorocznych mają większą moc obliczeniową, jeszcze większą rozdziałkę matrycy, a u Samsunga – wreszcie normalne wykonanie i nie przycinającą nakładkę systemową (co akurat jest najbardziej sensowym aspektem tegorocznego wypustu flagowców) i jeszcze bardziej de luxe wykonanie/design. Są to cechy na pewno WYMIERNE I OBIEKTYWNE, co zasadniczo odróżnia ten rynek od hi-end audio. Pytanie, czy taki zakup ma sens??? Jako, że One M9 w moich łapkach gości od zeszłej środy, to śmiało mogę powiedzieć, że nie warto – złotko na bokach (mam wersję silver-gold) pewno nie przetrwa dwóch lat użytkowania (do kolejnego flagowca może dociągnie, a chyba o to chodziło HTC), większa wydajność oznacza, że mamy toster w kieszeni, w sam raz na zimę, ale teraz akurat idzie lato, a i akumulator krócej trzyma niż w M8 z Andkiem 5.0. Generalnie jest tu wiele absurdów, są jakieś, na pewno bardziej logiczne przesłanki tego, że cena urządzenia minimalnie wzrosła, ale czy mają one jakieś praktyczne znaczenie – dla przeciętnego usera na pewno nie. Aha, M9 ma jeszcze lepszy dźwięk niż M8, ale na tym akurat nie każdemu zależy. Ja czekam na M9 Plus, bo Mediatek mniej się grzeje, a i słuchawka ma być single colour, co mnie bardziej przekonuje estetycznie. Fakt wymiany telefonu za 3 kółka co roku podsumuję tak: to czysty szpan i gdyby w audio o to chodziło, to ja wręcz kocham ludzi, którzy kupili zestaw hi-end za 1000 000 zł, ale właśnie z tego powodu – dla blichtru. Natomiast dorabianie do tego jakiejś fałszywej teorii o lepszym dźwięku niż w sprzęcie pro za ułamek tej sumy jest szkodliwym nadużyciem, bo niektórzy połykają takie bajeczki jak rekiny po tygodniowym poście, a przy tym nie mają tyle kasy na wyrzucenie, co elita finansowa audiofilskiego światka.

          Polubienie

          1. Racjonalnie rzecz biorąc do przeciętny konsument może mieć telefon z końca 2012 roku i tam wszystko śmiga płynnie a obraz jest bdb.
            Co Ci z większej rozdziałki? Nic, wydajność spada, bateria szybciej się prosi o doładowanie. Szybszy procesor? W teorii tak, w praktyce okazuje się, że nie, bo cały czas się przegrzewa i pracuje na granicy wytrzymałości.
            Aha i mam HTC One M8 i niestety on gra gorzej niż taki LG G3, jedyne co go ratuje to po prostu większa moc tego wyjścia słuchawkowego, jakość dźwięku jest na poziomie zintegrowanego kodeka audio w typowym PC, czyli szału nie ma, o ile w podróży się to spisuje o tyle latanie z tym po domu to już trochę mnie mierzi 🙂

            Polubienie

            1. No to przecież piszę, że ta wyższość nowych modeli smartfonów nie sensu praktycznego, ale technicznie można ją udowodnić.

              W audio jaki jest sens kupowania słuchawek za 8kzł jak np. Edition 5 Unlimited, podczas gdy takie Philipsy Fidelio X2 za 1,4kzł mają nawet lepsze parametry, a i ch-kę równiejszą? Większość prawdziwych audiofilów powie, że Ultrasy są o 7 klas lepsze (proporcjonalnie do ceny)…nie wiem, czy się śmiać czy płakać nad tym i to mnie gównie irytuje w audiofilach.

              Polubienie

              1. Ultrasone słuchałem wielu modeli (wtedy topowych) oraz tych z obecnej średniej półki (Signature Pro), niestety ale to co dane mi było słyszeć do ok. 3 tyś zł od tej firmy to jest śmietnik i inżynierskie potworki.
                Zresztą ja buduję od czasu do czasu jakiś wzmacniacz itp. też widziałem różne potworki za bardzo wysokie ceny 🙂

                Polubienie

    1. To wyjaśnij mi jako elektronik w jaki sposób mogli ten szum zredukować? Nie można było tego np załatwić filtrującą obudową? I skąd pewność, że sam układ odzczytujący nie generuje szumów? O ile jeszcze w dap ze względu na wzajemną bliskość elementów jestem w stanie przyjąć jakieś marginalne zaszumienie, to ni diabła nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak ta karta pokaże lepszość np w lapropie, na którym jest odtwarzana, a potem sygnał, nadal cyfrowy, leci 1m po kablu do dac. Karta sd jest nadal kartą sd, nie zmkenili pezecież technologii, więc rozumiem, że nadal jest ram zestaw gęsto upakowanych bramek/przerzutników co z racji technologii indukuje prąd i koniec. Chyba że źle rozumiem, wtedy z perspektywy elektronicznego doświadczenia wyjaśnij mi proszę.

      Polubienie

      1. Ja nie jestem elektronikiem 😀
        Szum może pochodzić z zewnątrz, ale też z wewnątrz, pojedynczy rezystor wprowadza szum do systemu a co dopiero jakaś skomplikowana struktura 🙂
        Ja generalnie jestem sam ciekaw w jaki sposób Sony wyjaśniłoby to technicznym żargonem, ale nie skreślam tego od razu ponieważ karta SD to dość skomplikowana, choć bardzo mała struktura.

        Polubienie

        1. Ja jestem sceptyczny z tej przyczyny, że to nadal domena cyfrowa. Nie można zjedynknić jedynki bardziej, albo z zzerować zera. Szum przy zapisie/odczycie w przypadku dap może się rozpropagować na inne układy analogowe, bo dzieli je centymetr. Ale nadal uważam to za wartości marginalne. Jeśli natomiast próbują mi wmówić, że odszumiają wartości dyskretne – to ktoś w tej dyskusji robi z drugiego idiotę 🙂

          Polubienie

  7. Uprasza się drogich komentatorów o zachowanie kultury języka 🙂
    Rozchodzi się tutaj o nie używanie wulgaryzmów 🙂
    / można wykropkować, jak zachodzi konieczność stylistyczna/

    Jesteśmy w MuzoStajni, dbamy o kulturę 🙂

    Zaraz śpieszę regulamin MuzoStajni przypomnieć, u dołu strony zostanie na stałe.

    Wolność słowa z zachowaniem:
    1. Wzajemnego szacunku
    2. Kultury wypowiedzi

    Łamanie regulaminu skutkuje reakcją moderacji.
    Od usunięcia treści do bana.

    Polubienie

    1. Całego zdania nie wykropkujesz 😉 A zachowanie kultury wypowiedzi? No jakoś w artykule umyślne obrażanie innych mimo wszystko Ci nie przeszkadza, więc nie stosujmy podwójnych standardów.

      Polubienie

            1. To zdanie jak najbardziej, ja pisałem o odbiorze komentarza jako całości.
              I moim zdaniem, obraził też mężczyzn, zamykając ich w pudełku „tylko pomiar się liczy, a prawdziwy facet nie ma uczuć prócz nienawiści”.

              Polubienie

              1. No prawda, ale Rolland broni się w polemice ze mną, wyzej, że to forma felieton, lekka i posługująca się uproszczonymi , karykaturalnymi nieco formami wyrazu i takimiż argumentami. Zgodnie z arkanami sztuki felietonopisania, zdaje się i chyba zgodnie z definicją felietonu jako formy lekkiej, dosadnej i grubą kreską rysowanej…

                Polubienie

                1. Przeklejam fragmenty
                  EL MANU EL
                  11 KWIECIEŃ 2015 O 11:08
                  (…)
                  Formy retoryczne, ktorych użyłeś w tym artykule – ironiczne, groteskowe , odwołujące się do ośmieszania i dyskursu bulwarowego niestety implikują obniżenie intelektualnych lotów i pociągają za sobą w.w. błędy logiczne.
                  Szkoda

                  SCHWARZCHARAKTER
                  11 KWIECIEŃ 2015 O 11:32
                  Zgadza się, ale to chyba przywilej lekkiej formy felietonu. To nie dysertacja naukowa, nie trzeba posługiwać się narzędziami statystycznymi by napiętnować pewne zachowania. (…)

                  Polubienie

                2. W takim razie od dawna niemal każda myśl w tematyce audio jest u niego takim felietonem.
                  Poza tym proste obrażanie innych, chyba nie do końca wpisuje się w ową dosadność.

                  Może tego po prostu nie czuję, nie dostrzegam ironicznej głębi itp., nic na to nie poradzę. Za dużo spotkałem ludzi, którzy w podobny sposób leczyli swoje kompleksy.

                  Polubienie

                  1. Obrażanie innych – Ty i ja nazywamy rzecz tak samo. Dowody powyżej. Nie powinno to mieć miejsca w MuzoStajni. To też jest dla nas jasne, myślę. Lex retro non agit, więc sprawy stoją , jak widać. Jednak ufam, że podobnie jak w dwóch pierwszych felietonach Rolanda, w przyszłości nie będzie już konieczności przywoływania regulaminu 🙂

                    Polubienie

    1. Staxa słuchałem dwa razy w życiu, modeli: 007 i 009, zresztą całkiem niedawno, fajny środek, słaby bas, reszta dobra, ale mnie nie powaliła, przynajmniej nie deklasowała najlepszych słuchawek dynamicznych. Technologia takich słuchawek jest dość droga w implementacji, więc to dostatecznie IMO uzasadnia ich wysoką cenę. Jeśli dla kogoś jest to wystarczający powód by wydać kilkanaście tys. zł, to OK, nie mam z tym problemu.

      Polubienie

  8. Czytam egzaltowane wypowiedzi o obrażaniu, o szkalowaniu i oczom nie wierzę. Co kogo obraża??? Dla mnie obrażanie kogoś to jest używanie wobec niego inwektyw lub pomówień, albo świadome mijanie się z prawdą w celu zniesławienia. Gdzie są te kalumnie pod adresem kobiet, audiofilów, etc.??? Włos się na głowie jeży, jak niektórzy potrafią tendencyjnie postrzegać świat. Może jak na kogoś ktoś inny spojrzy, jego zdaniem niestosownie, to też go to obraża???

    A może chodzi o to, że jeśli wymaluję się szminką, ubiorę kieckę i obcasy i wyjdę tak na ulicę, a kumpel powie, że wyglądam jak baba, to się obrażę???? A co, nie wyglądam w tym stroju jak baba, to jak kto??? Marsjanin, John Rambo? Gdy ktoś nie myśli logicznie, nie kieruje się danymi empirycznymi, a buja w obłokach jak marzyciel, kieruje się chwilowymi impulsami, a wszystko ocenia przez pryzmat własnych emocji, nie docierają do niego przy tym racjonalne argumenty i ktoś napisze, że taki człowiek zachowuje się trochę jak kobieta, to go obraża?? Gdzie ja żyję? Czyżby poprawność polityczna i marksistowska ideologia zakrzywiania nawet prozaicznej rzeczywistości, zdominowały już każdą dziedzinę życia?

    Jeśli kogoś boli jego fideizm i ignorancja w dziedzinach stricte technicznych i deterministycznych jak elektronika, to czy ja mu zabraniam patrzeć na te sprawy racjonalnie, analitycznie? A może to ja mam uznać, że jego fideizm jest racjonalny, co samo w sobie jest już oksymoronem, bo inaczej stwierdzi, że myślenie racjonalne, indukcyjne od faktu do wniosku go obraża? To może ja mam uznać, że metodologia naukowa jest bezużyteczna, bo on w ślepej próbie nie słyszy fenomenów, na które się nieustannie powołuje, a zatem by go nie obrażać, ja zaneguję cały dorobek współczesnej epistemologii naukowej by się czuł w swoim matriksie komfortowo?

    Polubienie

    1. Faceci bardzo często kierują się emocjami, a dane empiryczne dobierają tak, żeby pasowały do ich romantycznego postrzegania czegokolwiek. Drogie samochody, zegarki, przeznaczanie wielkich kwot na ciuchy sportowe, bo raz w miesiącu przejdą się 5 kilometrów itp. Itd. Kobiety z reguły kupują więcej, ale taniej. Za cholerę nie współgra to z przedstawionymi tezami.
      Więc albo umyślnie obrażasz wszystkich dookoła, albo masz mocno zachwiane postrzeganie rzeczywistości. Stawiam na to pierwsze. W końcu jak mówi stara maksyma: jak dane nie pasują do faktów, to tym gorzej dla faktów.

      Polubienie

    2. Jeden np. poniższy akapit w którym ludzi obrażasz: tego słowa użyliśmy

      „Jak wyjaśniałem w poprzednich artykułach, mnie to nie dziwi, przeciętna kobieta, artysta czy homoseksualista (dwaj ostatni mogą występować w jednej osobie) też wierzą i wygadują różne ekscentryczne, oryginalne, bardzo dalekie od empiryzmu, rozsądku czy logiki rzeczy i żaden rozsądny facet się tym nie mityguje, kategoryzując tego rodzaju ekscesy jako paroksyzm emocji przepełniających ww. postaci. Audiofile to mniej więcej ta sama maść. Nie mam nic do trzech pierwszych kategorii osób, artystów podziwiam, z kobietami sypiam nie wdając się z nimi w poważny dyskurs np. o chłodziwie zbiorników paliwa w rakiecie Saturn 5, homoseksualiści mi nie przeszkadzają, nawet jeden był moim fryzjerem, fajny gość, taka mądrzejsza babka z penisem, to tym bardziej powinienem tolerować audiofilów.”

      Obraźliwe jest tutaj krzywdzące posługiwanie się stereotypem /nadgeneralizacją/
      Nie ma tutaj znieważenia w myśl prawa, oczywiście,
      Jest natomiast umyślne jak pisze Inszy „obrażanie” czy też celowa prowokacja obliczona na shitstorm.
      Chcemy by MuzoStajnia była miejscem kultury 🙂
      Dlatego nie możemy się na w.w. niskie zagrania językowe zgodzić.
      Co do treści artykułu Roland – ja się z Tobą zgadzam, wiele osoób pewnie, bardzo dobrze, że niesiesz racjonalne audiooświecenie, jest tego potrzeba, niewątpliwie, Twoja misja jest ważna.
      Nasze zarzuty dotyczą nie treści a formy/środków wyrazu, (kilku) których użyłeś celowo, wiedząć, że parę/dziesiąt/ osób poczuje się urażonymi.
      Dwa Twoje poprzednie artykuły nikogo nie obrazily, a treści przekazałeś , które chciałeś.
      Masz ostre i lekkie pióro, dar ironisty i satyryka.

      Trawestując jednego dla Ciebie grafomana 😉

      ” aby język giętki wyraził wszystko, co pomyśli głowa,
      ale by umiał zawsze to w kultury pełne ubrać słowa”

      Można pisać, co się chce /treść/
      Ale nie można pisać wszystkiego jak się chce, tylko

      „Właściwe dać rzeczy słowo” /forma/

      Pamietająć o cenzorze jakim jest kultura /zasady współżycia społecznego/, które tak w życiu nas ograniczają / i chwała Panu / jak i w MuZoStajni…

      MuzoStajnię czytają/ czytać będą moi uczniowie i mój syn, bo już się czytać nauczył.

      Ja nie pozwalam sobie ani innym w życiu realnym publicznie innych obrażać ani mówić publicznie wulgarnym językiem.

      Nie zamierzam w internecie zaniżać swoich standardów. 🙂

      Polubienie

  9. Manuel, mogę skasować artykuł, jeśli sobie życzysz, to Twoja piaskownica.

    Wnioskuję także, że pojęcie dystansu, hiperboli literackiej dla niektórych nie istnieje.

    Z drugiej strony, takie podejście niewiele różni się od GW, gdzie przy okazji dyskusji o stereotypach, gdy przytoczyłem fakt, iż wszyscy projektanci mody to homoseksualiści, dostałem bana, otrzymałem także etykietkę nazisty, homofoba i podżegacza.

    Wiem, że statystyka w naukach społecznych to dziś dziedzina zakazana.

    Stwierdzenie – poparte konkretnymi badaniami socjologicznymi, że np. czarni są statystycznie bardziej uzdolnieni muzycznie, to rasizm, albo że kobiety statystycznie rzecz biorąc – interesują się modą – to szowinizm, albo że ktoś, kto ewidentnie podważa metodologię społecznych nauk empirycznych (krytyka badań ABX w audio) jest nieracjonalny jak PRZECIĘTNA (to nie znaczy KAŻDA kobieta) to cham plujący jadem. OK, A. Gramsci zawładnął nawet internetem.

    Polubione przez 1 osoba

  10. Odwrotnie, życzenia mam dwa:

    1. Aby w niniejszm felietonie zostało wszystko w takiej formie, jak jest.

    2. Abyś w kolejnych felietonach trzymał poziom tak intelektu jak i kultury języka, jaki masz w komentarzach, gdzie dyskutujesz z nami – z zachowaniem tejże w 100% , a swoje racje potrafisz i tak wyeksplikować mocno i dosadnie 🙂

    Polubienie

    1. P.s. Przeciętne kobiety są bardziej racjonalne niż mężczyźni. Z racji na konkretne operacje umysłowe, które wykorzystują częściej niz abstrakcyjne, dzieki czemu o paradoksie! Bardzo mocno trzymają się bytu percypowanego zmyslowo, są zatem trzeźwo myślące w potocznym rozumieniu, ergo racjonalne 🙂

      Polubienie

  11. Zgadza się, ale kobiety też nie podchodzą do zakupów i ewaluacji zjawisk percepcyjnych w sposób analityczny, a holistyczny, a do zakupów związanych z ego – ubiorów i kosmetyków – emocjonalnie. Podobnie jest u audiofilów.

    Polubienie

  12. Shut up and take my money!!!! 🙂
    Niestety to ostatnio postępujące zjawisko – młodzi wykształceni z wielkich ośrodków potrzebują topowych androidów do trzaskania selfie z kiblem w tle na instagrama i jeszcze tłumaczą, że potrzebują dużej mocy do „pracy” na telefonie (nie ważne że robi w call center i sprzedaje pakiety internet plus telefon 😛 i smartfon jest mu potrzebny jak kwiatek do kożucha).
    Do tego powszechny hype na raybany, rowery miejskie po kilka tysi, gdzie wypaśniejszy romet za 1500zł to praktycznie to samo i beats by dre – bo to rozpoznawalne.

    Polubienie

    1. Hmmm… Świadczyłoby to o tym, że klasa średnia ma coraz więcej pieniędzy,a to chyba dobrze …
      I niech wydają. Pieniądz żyje tylko wtedy kiedy jest w obrocie 😉

      Polubienie

      1. Tak jest. Mam trochę bananowej młodzieży w pracy i niestety naoglądałem się tego. Okulary przeciwsłoneczne za 700 i więcej złotych. I nie chodzi o to, że ludzi stać. To trochę jak w latach 90 kiedh dresiarze okeadali ludzi żeby mieć na fajny dres 🙂 – za wszelką cenę muszę to mieć. Pracowałem jako informatyk w telekomie i robiliśmy system crm dla tej firmy. Korzystali z niego pracownicy call center – 2000zł brutto to nie jest szał w Warszawie, zważywszy na kkszty najmu. I ci ludzie się wypruwali, żeby mieć takie trendi szkiełka. Średnią klasą bym ich nie nazwał, z racji przychodu. Ot taka nasza natura – będąc zwierzętami stadnymi próbujemy dokonać niemożliwego – identyfikować się ze stadem, powielając pewne schematy (beats na łeb, rayban na oczy), ale wysoką ceną chcemy zapewnić sobie unikalność (mam coś dla większości niedostępne – nie ważne jakim kosztem to jest dla mnie)

        Polubienie

        1. Przyznam, że miałem tak w szkole podstawowej w latach 80-tych. Byłem wtedy depeszem i musiałem mieć kurtkę skórzaną. Potem w liceum kiedy byłem już jakby hipisem chorowałem na „markowe” dżiny… I mialem – jedną parę 😀 oraz kurtkę , markową, ekstrawagancko czerwoną. Potem mi przeszło. Jako audiofil kolekcjoner chyba jednak wpisuję się w ten kurs top trendy… Ponownie 😀 hehe. I przypomina mi się, kiedy zacząłem zbierać te audiograty… Chciałem sobie sprawić – jak to w kryzysie wieku średniego – preludę V 2.3 VTEC , dla jej piękna, ale żona zdecydowanie powiedziała : veto. Przyznałem jej rację, bo faktycznie drugie auto tarasowaloby podjazd niepotrzebnie.
          Niemniej jednak wtedy zacząłem kupować słuchawki, wzmacniacze, etc.
          Dobrze, że nie znaczki… 😉 😀

          Polubione przez 1 osoba

  13. Córce kiedy była w gimnazjum powiedziałem tak : imponują Ci koledzy i koleżanki w wypasionych ciuchach z trendy gadżetami ?
    ( była krótko trzymana finansowo ). Odpowiedziała, że owszem. Ja jej na to : niech do Ciebie dotrze, że nie ma w tym ich żadnej zasługi. Nie zdobyli tych rzeczy swoją pracą, ale dostali od rodziców. Patrz na to jakim ktoś jest człowiekiem, a nie na opakowania.
    W liceum zaczął się koło niej kręcić rówieśnik w wypasionym jeepie, którego dostał od ojca. Mówię jej, popatrz na Krzyśka ( imię przykładowe ), jeździ starą bryczką za 5k, ale zarobił na nią w wakacje. Dla mnie on jest gość, przyprowadź go na grilla.

    W wieku 16 lat :

    – Tato, chciałabym mieć własnego konia.
    – Nie ma sprawy. Jutro Ci kupię, ale sama opłacasz stajnię, pasze, pielęgnację i weterynarza.

    W wieku 18 lat :

    – Tato, zebrałam niezłą kasę na 18-kę. Może kupić auto
    – Nie ma sprawy. Dołożę Ci na lepsze, ale sama je utrzymujesz : opłacasz ubezpieczenia, paliwo i remonty.

    Córka ma teraz 21 lat. Nie biega w Beatsach ani w raybanach – taki świat i lans zupełnie jej nie interesuje.
    Jak patrzę na środowisko jej rówieśników zastanawiam się czy czasem nie wyrządziłem jej krzywdy. Możliwe, że nie bo jest bardzo lubiana i lideruje grupą w które wchodzi.

    Zeby offtopu nie było – nie muszę się też martwić o to, że zostanie audiofilem 😉

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Moja ma 17, jest metalem, całkowicie nie brnie za grupą, muzy słucha najczęściej na telefonie (X1050 gnije na biurku) i dokach które nie kosztowały więcej niż 100pln, podczas malowania, rzeźbienia leci na wieży LG takiej trochę odpustowej ale jak się dowie że mam zamiar jechać na jakikolwiek koncert to nie odpuszcza, resume: moja pierworodna jest na tym etapie że nic nie odda muzyki tak jak artysta na żywo!

      Polubienie

  14. Bardzo dobry styl wychowania. Dziś młodzież dzieli się na: outsiderów i bananowców (wiem od młodszego brata). Pierwsi słuchają hip-hopu lub metalu (rzadziej), nie mają wszystkiego podanego na tacy, los im się układa różnie, jednak z zasady pozostają wartościowymi ludźmi, a drudzy to celebryci na koszt rodziców.

    Moja siostra dokotoryzuje się przy swoim IQ 80, a 3 słuchaczki jej studiów pracują regularnie na odlotach.pl, za 500 zł full pakiet – taki mamy klimat.

    Ktoś kto powiedział uniwersalną prawdę: światem rządzi k… i złodziej, miał cholernie dużo racji.

    Polubienie

  15. Nie mogę, jak ta cała młodzież słucha tych Matafaków… Za moich czasów 😉 punki przynajmniej musieli ze dwa chwyty na gitarę znać, a teraz każdy tylko nawija pod bity z komputera i myśli,że jest poetą z blokowiska…. Co gorsza, punk jakoś już umarł a rap ciągle żyje…

    Polubienie

    1. Ja trochę takich raperów znam , sam wielu stworzyłem warunki do nagrania ich piosenek, nagrałem znaczy… Większość z nich to dzieciaki z problemami, ale z kręgosłupem, mogłem na nich liczyć, byli szczerzy, prawdziwi, w przeciwieństwie do rozpieszczonych bachorów… Także w tej cześci potwierdzam słowa Rolanda. Ale takze miedzy raperami, metalami a rozpieszczonymi bananami jest spora grupa normalnych dzieciaków, która się nie pokazuje ani od strony bananowego lansu, ani od strony buntowniczej kontestacji , balansując gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami, ale na dluzej w nie nie wpadając. Norma znaczy. Istnieje, Roland norma – jako rozumiesz sinusoida wahnięć miedzy lansem , trendem, konformizmem, oportunizmem, a buntem, kontestacją, negacją, protestem.
      Także , bedzie dobrze. Na nas też narzekali. Dzieciaki sobie wbrew pozorom lepiej radzą w tej dziwnej , pokręconej i nienormalnej rzeczywistości niz nam się wydaje. Oni to ogarniają, tworząc nową kulturę. Czy wyższą, czy niższą, nie mam pojecia, nową, na pewno – w aspekcie powierzchniowym, bo kultura choć nas określa, to tylko z wyglądu, a w środku wszyscy ludźmi jesteśmy, a w punkcie alfa tego środka , co to staje się omegą , juz wszyscy tacy sami 🙂
      Także ja, jak mawiają poeci:
      I put my trust in You.

      Polubienie

  16. A ja z zasady neguje wszystko, wy…… mam na wszystko, żyję bardzo dobrze.
    Zresztą Manuel mnie zna, to wie jaki jestem, zasady są ustalane przez silniejszych, żeby słabsi nigdy nie stali się tymi silniejszymi, tylko wili się w bólu i cierpieniu póki na tym łez padole nie wydadzą ostatniego tchnienia 😉

    Mi wszyscy mówią, że się lansuje, prawda jest taka, że komputery, telefony, całe audio funduje sobie odkąd mam własną kasę (częściowo) czyli od 15 roku życia, oczywiście czasem rodzice dołożyli ale odkąd mogę wszystko biorę na siebie, ludzie są na tyle płytcy i powierzchowni, że im to koło dupy lata kto i w jaki sposób się dorobił czy coś ma, liczy się fakt posiadania.
    Zazdrość i zawiść jest na każdym kroku, ale Ci co tak robią sami nie potrafią wziąć swojego życia w garść i czekają aż samo się zrobi i będzie na gotowo 🙂

    Manu zresztą widział w jakich warunkach pracuje 😀 A potrafiłem dosłownie w komórce, która jest mniejsza niż cela więzienna stworzyć fajny wzmacniacz itp 😉

    Polubione przez 1 osoba

      1. Tylko Manu nie każdy wie, że miejsce w którym narodził się Rapture AMP, to komórka mniejsza niż cela więzienna, gdzie jak wejdą dwie osoby, to nie da się obrócić a i wyprostować się ciężko.
        Jedyny luksus to taki, że dwa lata temu podłączyłem sobie prąd i mam stół oraz krzesło.
        Nie ma nawet okna, a na zimę jest ok 5 stopni w środku.
        Można wręcz powiedzieć, że jestem bez warunków do pracy, a i tak sobie poradziłem nie najgorzej, bo zrobiłem coś z niczego w zasadzie na ugorze po sam horyzont.

        Polubione przez 1 osoba

            1. Uruchomienie prototypu , sztuk dwa , mój recenzował Ryka kosztowało circa 2750 chyba – to był Twój cały budżet na projekt Rapture, w tym gotowe dwa Raptury dla mnie i dla Mkl.

              Polubienie

              1. I jeszcze z tego musiało być na części na zapas gdyby coś padło 😀
                Generalnie to się tak zakręciło koło 2500zł budżetu operacyjnego bez możliwości jakiejkolwiek awarii/usterki.
                Wszystko poszło vabank, jedna szansa i jedno podejście.

                Polubione przez 1 osoba

    1. >>ludzie są na tyle płytcy i powierzchowni, że im to koło dupy lata kto i w jaki sposób się dorobił czy coś ma, liczy się fakt posiadania.<<

      I to jest najstraszniejsze, bo być ch albo k to jest teraz powód do dumy, bo się MA. Uczciwość jest dziś mniej warta niż zużyta srajtaśma.

      Polubienie

      1. Wartość przez duze W (np. uczciwość) pozostaje Wartością w każdych warunkach społecznych – vide obozy koncentracyjne, obozy pracy, etc. Faktem, że większość jej nie zachowuje, tylko mniejszość, jednak Wartości ostają się i przekazują poprzez pokolenia dalej. Może w mniejszości, ale – zawsze tak było. Kultura wysoka jest od zawsze – elitarna 🙂

        Polubienie

  17. No niby tak, ale gołodupca nikt nie będzie słuchał, więc jego wpływ na ciemne masy poprzez „autorytet” czy modelowanie zachowania jest żaden. Dziś morderca, jak dzieciobójczyni z Sosnowca może być celebrytą (dokładnie jak O. Stone pokazał w „Natural Born Klillers”), a człowiek prawy jest „nikim”, gdyż jego postawa nie przemawia do nikogo. Robactwo ogląda TVN jak transmisję z Niebios, choć są wśród ogółu też tacy, choć nie najmądrzejsi, jednak wiedzą, że coś jest „nie tak”. Tym niemniej wynik np. PO w wyborach dobitnie pokazuje poziom większości.

    Polubienie

  18. Trzeba jeszcze pamiętać o efekcie placebo i psychologicznym zadowoleniu z dokonanych wyborów, co przekłada się na zadowolenie z korzystania ze sprzętu do słuchania muzyki. Część osób CZUJE, że ich tor po zakupie kabla zasilającego za 10 tys jest dużo dynamiczniejszy i dla nich ten zakup ma sens (jeśli stać ich na taki właśnie kabel), bo to właśnie odczucia się liczą. To czy ten kabel ma jakikolwiek wpływ na jakość odtwarzanej muzyki to już inna sprawa. Efekt powiązania wrażenia jakości z ceną wykorzystywany jest zresztą w każdej dziedzinie i wazoniki z Almi Decor robione przez tych samych chińczyków, co te z Black Red White wydają się znacznie lepsze, bo są 5x droższe. Na końcu liczy się poczucie wartości zakupionego produktu, na co składa się także poczucie (a nie rzeczywistość) wysokiej jakości powiązane bezpośrednio z ceną. Pamiętajmy że w nowoczesnym marketingu sam produkt to coś zdecydowanie większego niż suma części potrzebnych do produkcji (vide iPhone)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s