Czwartek późne popołudnie, a nawet już wieczór, wracam spokojnie z pracy do domu aż tu nagle dzwonek telefonu…
Odbieram, kolega mówi coś w stylu (po cenzurze 😉 ) „mam coś bardzo ładnego dla Ciebie za co mi ładnie podziękujesz”. Okazało się, że ów niespodzianką jest Violectric HPA V281, a więc flagowy produkt niemieckiej firmy Lake Peolple. Pisk opon i w długą po sprzęt 🙂

Poniższy tekst nie jest recenzją, a krótkim zobrazowaniem mojego odbioru tego sprzętu. Powód banalny – sprzęt miałem tylko przez jeden weekend i to za mało czasu aby osłuchać się na tyle, aby z pełną odpowiedzialnością pisać obiektywne zdanie odnośnie sprzętu, czyli recenzję.

Wracając do meritum – V281 to jak wspomniałem flagowy wzmacniacz firmy Lake People, który to za dopłatą można doposażyć w przetwornik cyfrowo-analogowy. Ja właśnie otrzymałem taki doposażony egzemplarz, niestety z wejść cyfrowych wyposażony jedynie w gniazdo optyczne. Sprzęt jest dość pokaźnych rozmiarów, co widać na zdjęciach, ale o dziwo nie jest ciężki. Sporo lżejszy od mojego Audio-gd NFB-28. Na tyle lekki, że mnie to zdziwiło.

IMG_1489IMG_1491IMG_1493    IMG_1485
Klocek jest dość funkcjonalny – para wejść i para wyjść niezbalansowanych RCA i taka sama ilość zbalansowanych XLR. Mój egzemplarz jak wspomniałem doposażony w DAC i wejście Toslink. Z przodu wyjście zbalansowane XLR 4pin oraz dwa wyjścia niezbalansowane jack. Potencjometr krokowy (całkiem wygodny i dający się precyzyjnie ustawić moim zdaniem – choć na czułych słuchawkach nie sprawdzałem), przyciski wyboru We/Wy, włącznik oraz potencjometr do ustalanie balansu pomiędzy kanałami. Sprzęt prezentuje się mało audiofilsko, idąc w stronę wyglądu sprzętu „pro”, co mi osobiście bardzo pasuje.

Bardzo cieszyłem się, że będę miał okazję posłuchać tego sprzętu, zwłaszcza po tym jak bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie niższy model firmy, czyli V181. Więc raz dwa skombinowałem interkonekty XLR aby rozpocząć zabawę.
Więc jak gra flagowiec ludzi z jeziora, jeziornych ludzi czy ludzkiego jeziora (hmmm… nie wiem jak to przetłumaczyć 🙂 )? Gra bardzo dobrze! Acz skupmy się na funkcji wzmacniacza – dlaczego o tym na końcu.

Wzmacniacz moim zdaniem jest niesamowitym połączeniem neutralności z naturalnością. Neutralny, gdyż gra równo jak stół. Żadne pasmo nie jest faworyzowane, ani żadne nie gubi się. Równiej niż jakikolwiek wzmacniacz, który do tej pory słyszałem. Również bardzo równy Audio-gd NFB-28 w tym porównaniu minimalnie faworyzuje niższy środek i wyższy dół będąc trochę ciemniejszym, natomiast zachwycający mnie ostatnio Schiit Mjolnir był nieco rozjaśniony. O pozostałych goszczących u mnie zabawkach nie wspominając. Jedynie bateryjny Headonic pod tym względem dorównywał, acz cierpiąc jednocześnie na kilka bolączek z tego powodu (ale o tym już pisałem tu). Tymczasem V281 przy swojej neutralności jest bardzo naturalny w sensie gładkości, aksamitnego grania – bez żadnych wyostrzeń czy wysuszeń. Wszystkie instrumenty są bardzo dobrze wypełnione, głębokie, soczyste – acz bez żadnego lukrowania czy niepotrzebnego wzbogacania przekazu. Bo tak na prawdę bardzo fajnie jest tu oddawane źródło – więc po lekturze tego tekstu proszę nie piszcie „co za bzdury tu są napisane – wszak u mnie to jest jakoś sucho i bezpłciowo”. Bo to znaczy ni mniej ni więcej jak, że takiego DACa macie! Niemniej Violectric zapewni, że nie będzie to masakra do kwadratu. Poda sygnał poukładany, spokojny, czysty – i jak wspomniałem gładki. Jasnego nie zmieni w ciemny, mulastego w ostry. Ale nie spotęguje wad, a nawet poda całość w dobrym technicznie stylu.

Poszczególne pasma w skrócie bym opisał tak – piękna, zróżnicowana i detaliczna góra. Zaokrąglona acz bardzo rozdzielcza. Wybaczająca, bo podana dosyć ‚okrągło’, analogowo. Talerze brzmią fantastycznie – wyraźnie wskazując swoją grubość.
Środek aksamitny, od góry do dołu spójny. Gdy trzeba z mięskiem, gdy trzeba z blaskiem. Nie ma takiego dociążenia jak w AGD, ale nie ma też rozjaśnienia jak w Schiit. Gitary elektryczne, bas, kontrabas, niższe dęciaki – brzmią bardzo naturalnie i pełnie. Mają moc i budzą respekt, nawet porównując z nieco bardziej dociążonym konkurentem. Gitara akustyczna natomiast dostaje nieco więcej blasku. Czy te cechy dają dla nas zmiany na lepsze czy nie to suma summarum zależy od reszty toru, a przede wszystkim słuchawek. Na DT990 600ohm nieco lepiej działa NFB-28. Tu więcej pazurka mi nie potrzeba. Natomiast HE500 już wolały Violectrica. Nieco może nie odchudzenie, a rozjaśnienie średnicy w tym porównaniu daje im troszeczkę jakby pazurka, takie poczucie kropeczki nad ‚i’, nieco wyraźniejszej niż w AGD. Nie jest to duża różnica, a miły smaczek.
Dół jest trzymany za pysk jak nigdy dotąd. Jest bardzo szybki i rozdzielczy. Najszybsza stopa świata nie jest w stanie zaskoczyć 🙂 Jednocześnie jest on mocny, dynamiczny i sprężysty. Nie ma tu żadnego „kartonu”, a pełne dźwięki. Oczywiście to wszystko tylko kiedy potrzeba, bo zróżnicowanie jest na bardzo wysokim poziomie.

Wszystkie pasma są po prostu jak należy – żadnych kompromisów. Jest wszystko. I moc i blask. I stopa i dzwoneczek. Wszystko oddane moim zdaniem jak należy. Słuchawki zagrają tak jak zostały zestrojone. Do tego dochodzi niesamowita dynamika – i ta makro i mikro. Dotyk palca, smyczka, pałki – to na prawdę słychać pomimo następującej po tym mocy dźwięku.
Ale to wszystko jeszcze nic… po tych zachwytach kłania się nam piękna holografia. Instrumenty mają swoje konkretne miejsce na scenie i bardzo precyzyjną wagę. Ani nie są chude ani rozlazłe. Dodatkowo nie ma tu żadnego dymu z papierosów, żadnego nienaturalnego echa. O ile oddaje to nasze źródło to mamy w efekcie końcowym pięknie napowietrzoną, otwartą scenę. To wszystko daje namacalne odseparowanie instrumentów, który każdy jeden można śledzić nawet w gęstszej muzyce. Na scenie po prostu panuje porządek i nikt sobie w drogę nie wchodzi. Działa to i w szerz i w głąb. Rozplanowanie jest na prawdę na bardzo wysokim poziomie.
Tym chyba najbardziej Violectric mi zaimponował. I dzięki temu, jeśli trafi w porządny tor i w pasujące nam słuchawki same w sobie, to jest to po prostu najlepszy wzmacniacz jaki słyszałem. Owszem nie każdemu podejdzie – ale widzę tu jedynie dwie możliwości. Albo reszta toru nie do końca pasuje pod nasze preferencje i wzmacniaczem chcemy sobie skorygować np. barwę, albo po prostu wolimy lampy. Bo pomimo swej gładkości i naturalności to jednak tranzystor lampą nigdy nie będzie i dobra lampa na dłuższą metę okaże się „lepiej przyswajalna” dla swoich zwolenników. Natomiast technicznie Violectric HPA V281 to na prawdę wysoka półka.

Od Audio-GD NFB-28, z którym porównywałem bezpośrednio jest po prostu lepszy. Głównie chodzi mi o porządek sceniczny i rozdzielczość, zwłaszcza dołu. Są to zmiany bardzo małe – dla przykładu ta druga kwestia była słyszalna na dosłownie dwóch kawałkach, których szukałem specjalnie aby przetestować na prawdę szybką i mocną stopę. A i tak różnica była nieznaczna. Dodatkowo nie we wszystkich konfiguracjach ten progres był odczuwalny. Też ciekawa sprawa – większe różnice notowałem na Beyerdynamic DT990 600ohm niż na Hifiman HE500. W HE500 różnice w holografii i rozdzielczości się zupełnie zatarły. Minimalnie czuć tylko różnice barwy, ale to nie lepszość a preferencje, jako że wpływa na naturalność, którą każdy z nas odbiera inaczej. No może minimalnie na HE500 dało się odczuć większą szybkość, kontrolę dołu, lepszą separację gęstej stopy – ale minimalnie, na granicy percepcji. Wydaje mi się, że z tej dwójki to po prostu DT990 jednak lepiej różnicują tor i pokazują jego jakość…  albo po prostu lepiej je znam? To na nich więcej niuansów na plus Violectrica udało mi się wychwycić. HE500 bardziej reagują na moc, są trudne do porządnego napędzenia. Ale kiedy obu zawodnikom się to udało to okazało się, że więcej te słuchawki wybaczają niż Beyery.

Chętnie bym porównał naszego bohatera łeb w łeb Schiitem Mjolnir, który mi też niegdyś zaimponował. Jednak na innym torze i na innych słuchawkach, więc precyzyjnych wniosków wyciągnąć nie mogę. Na pewno Schiit jest jaśniejszy, trochę odchodząc od neutralności. Też utkwił mi w pamięci nieco płytszy dół, ale to reszta toru mogło na to wpłynąć. Więc w kwestii jakości to niestety ze sporym marginesem błędu mogę tylko wysnuć hipotezę, że też pola by ustąpił.

Jednak wracając do Violectrica – jak wspomniałem jest bardzo dobrym wzmacniaczem. Wg mnie najlepszym jaki dotychczas miałem okazję słuchać. Lepszym niż mój obecny Audio-gd NFB-28. Jednak różnice są na tyle niewielkie, że oceniam jako niewspółmierne do kosztów. Więc ja sprzętu nie zmieniam 😉 Jeśli natomiast ktoś oczekuje i potrzebuje najwyższej jakości… a przede wszystkim ją wykorzysta oraz ma akurat wolną gotówkę i bez problemu może wyłożyć na stół taką kasę to polecam (na stronie producenta 1900Euro, w jednej z popularnych niemieckich hurtowni 1500Euro – oczywiście za wersje podstawowe bez DAC)! Na pewno jest to bardzo wysoka półka. Tak to już niestety w świecie audio jest – im wyższa półka tym więcej trzeba zapłacić za mniej. Zabawa z tym urządzeniem, poza niesamowitą radością z odsłuchu dała więc jeszcze radość mojemu portfelowi – gdyż w moich oczach tylko podkreśliła klasę posiadanego przeze mnie obecnie NFB28…
Współczynnik jakość/cena nie jest więc tak oczywisty. Zwłaszcza jak popatrzymy na większego brata naszego chińczyka, a mianowicie NFB27. Ptaszki ćwierkają, że też lepszy niż NFB28. Funkcjonalność genialna, włączając w to że jest to kombo DAC+AMP – a cena taka jak ‚gołego’ Violectrica! Tak samo niemal w tej samej kwocie uda się zakup duetu Schiit Mjolnir + Gungnir. Więc przed decyzją o zakupie warto by też tego zawodnika rozważyć, zwłaszcza jeśli w okolicach tej kwoty 6500-8000pln chcemy się zamknąć z całym torem, czyli jeśli V281 chcemy wykorzystać w konfiguracji DAC+AMP. A dlaczego zwłaszcza wtedy?

No właśnie… na koniec kwestia wspomnianego DACa wbudowanego w testowany egzemplarz. Mówiąc krótko – nie opisuję bo moim zdaniem nie ma o czym pisać. To spore ograniczenie dla tego wzmaka. Zdecydowanie lepiej wszystko szło, gdy za DAC robił AGD NFB28. DAC w Violectricu od razu pokazywał mniejszą dynamikę i wszystko jakby kompresował. Od samych dźwięków po sposób budowania sceny. Dla mnie DAC w tym urządzeniu to tylko dodatek awaryjny – jeśli nie potrzebny to nie warto dopłacać. Gra poprawnie, ale tej klasie wzmacniacza należy się godniejszy partner. Tylko jedna uwaga – mój egzemplarz był wyposażony tylko w wejście Toslink. Czy to ono było ograniczeniem czy jednak sam układ przetwornika, tego nie jestem w stanie stwierdzić. Acz różnice były na tyle zauważalne, że znów mogę postawić tezę, że Coax też nie dojdzie do takiego poziomu jaki warto zapewnić sekcji wzmacniacza tego urządzenia.

Reklamy