W zeszłym roku szybkimi mailami dogadałem się z Manu na zwrotną wymianę słuchawek. Ja mu dostarczyłem Audio-Technicę ATH-AD700X, a po odsłuchach wróciły do mnie wraz z Shure SRH1440 doposażonych w kilka gadżetów (kabel stockowy, tzw. srebrny Jim i basowy FAW CS mk2; oryginalne pady welurowe oraz od SRH1540 zrobione z alcantary).

Wrażenia Manu zostały spisane tutaj: Kliknij! Kliknij!

Po miesiącu słuchania (więcej) i porównywania (mniej) w końcu czas na moje wrażenia. Nie będzie to jednak żadna recenzja, tylko czysto subiektywny szybki opis, w którym w żaden sposób nie próbuję uciekać od swoich gustów i przyzwyczajeń.

W sprzęcie towarzyszącym nie pojawiło się nic wysokich lotów, ale mi wystarcza. Było więc tak:

  • wzmacniacze: hybryda Sense G5, hybryda Taga HTA-700B, przenośny iFi iCan Nano,

  • źródła: iMod Video 5g, iFi iDSD Nano, Taga HTA-700B.

Na początek może napiszę dlaczego te pary: wokółuszne, otwarte i o raczej jasnej sygnaturze dźwięku, czyli tak jak z reguły lubię. Różnica w cenie, to około 400 złotych, ale może Shure rekompensuje brzmieniowo takie pieniądze?

Zanim jednak o dźwięku, to wstępniak o budowie i wygodzie:

Przede wszystkim SRH wydają się solidniejsze gdy na nie patrzymy. Masywny pałąk, duże muszle, tu musi być mocne. Czar jednak pryska gdy weźmie się je do ręki. Ciężko mi to opisać innym słowem niż „rozklekotane”. Osobiście radziłbym na nie uważać, by coś nie pękło ani się nie wykruszyło.

ATH dokładnie odwrotnie. Na początku wyglądają delikatnie, ale chwila w rękach i mamy wrażenie, że upadki im nie straszne.

Wygoda? Po stronie Shure. Bardziej pojemne owalne pady lepiej leżą na głowie od okrągłych Audio-Technici. Dodatkowo boleje ograniczona regulacja ułożenia muszli w słuchawkach rodem z Japonii. Ot, taka ich myśl techniczna, że każdy ma głowę o szerokości 30 cm, więc nie trzeba regulować ich kąta w zakresie góra-dół. Co prawda połowiczny pałąk ATH znacznie lepiej leży mi na głowie (i nic nie uwiera w czubek), jednak nie każdy jest zadowolony z takiego rozwiązania. Warto przymierzyć przed zakupem.

Ale dość wstępniaka, czas na muzykę.

Porównując fabryczne zestawy ATH-AD700X i SRH1440 nie miałem większych problemów by za faworyta wskazać słuchawki Audio-Technici. Z jednej strony mocno zbliżone charakterem grania, z drugiej różnice wydawały mi się dość oczywiste.

Scena w AD700X jest nieco szersza, bardziej oddalona od słuchacza, mniej słuchawkowa, że się tak wyrażę. Instrumenty są wyraźniej osadzone na swoich miejscach niż w SRH. Samo granie jest też w nich równiejsze: nie ma tego podbicia w zakresie 1,5k-5kHz jak w Shure, przez co dłuższy odsłuch był dla mnie mniej męczący.

Góra jest podobnie detaliczna i rozciągnięta, jednak ATH są mniej odporne na kiepskie nagrania, przez co szybciej kłują w nich po uszach, zaczynając już od sybilantów na górnej średnicy. Za to jest ona bardziej zwarta, w SRH1440 miałem czasem wrażenie, że wysokie tony dostają jakiegoś poślizgu, jak, nie przymierzając, przy bieganiu w skarpetkach po kafelkach. Po prostu gdy zaczynało się więcej dziać, to się nie wyrabiały.

Ale przecież do SRH1440 pasują  pady od większego brata, czyli od SRH1540…

Są one głębsze, wykonane z alcantary (bardziej szczelnego od weluru) i ogólnie bardziej „wow”. Pod względem wygody do długich odsłuchów wolę welur, ale to nie konkurs leżenia słuchawek na głowie. Zmieniamy więc nauszniki jak ciekawość każe i wracamy do porównań.

No, teraz już lepiej. A może raczej inaczej? Na pewno dostajemy więcej basu, szczególnie wyższego i mid-basu, niższego jest jednak mniej niż w AD700X, które tu ciągle przeważają całościowo.

Góra? Jakby została nieco usztywniona, nie ganiając już pół kroku za daleko, choć ciągle nie dogania Japończyków.

Poprawie ulega scena: oddala się od nas upodabniając nieco do tej z ATH, choć wciąż brakuje mi lepszej holografii. Ogólnie granie robi się bardziej uniwersalne i rozrywkowe.

Ale nic to, wciąż wolę słuchawki z kraju kwitnącej wiśni. Bardziej zwiewne i zrównoważone.

Jednak nie ma co się tu zatrzymywać, przecież w Shure mamy możliwość łatwej wymiany przewodów. Tak więc do roboty!

Na pierwszy ogień poszedł kabel zwany srebrnym Jimmem.

I cóż mogę powiedzieć – nie jestem wyznawcą kabelkologii, nie napiszę, że zmiany były ogromne i tak dalej. Ale… no właśnie: „ale”. Zmiany może nie ogromne, ale zauważalne i sumarycznie dające wymierny efekt.

Przede wszystkim poprawie ulega bas. Pojawia się więcej niskiego, wyższe partie są bardziej ogarnięte i dzięki temu całościowo prezentuje się co najmniej poprawnie, żeby nie powiedzieć bardzo dobrze. Zwarty, szybki, kiedy potrzeba, to wybrzmiewa.

Góra jest świetna. Pełna detali, pozbawiona wcześniejszego „poślizgu”, lubi błyszczeć zachowując przy tym gładkość. Gdy wkładam po nich ATH, zaczyna mi brakować tych małych detali i swobody…

Scenę w obu parach postawię obok siebie. AD700X mają ją nieco większą, SRH1440 na srebrnym Jimmym trochę lepiej poukładaną. Kwestia preferencji lub zwykłego kaprysu co będzie lepsze.

Ze średnicą podobnie. Audio-Technici mają ją jednak równiejszą, w Shure znajdziemy więcej szczegółów.

Suma summarum – dźwiękowo wyżej postawię tu Shure.

Mija trochę czasu i łapię za drugi customowy kabelek. Tym razem basowy FAW CS mk2.

Zanim jednak zacznę, mały przytyk w stronę Forzy, który ma je w swojej ofercie – jaki był powód braku rozróżnienia kanałów na wtykach? Może jestem dziwny, ale osobiście jeszcze przed odsłuchem lubię wiedzieć czy mi stereo nie obróci się o 180 stopni, bo podpiąłem przewody nie do tych muszli co trzeba…

Ok, norma marudzenia na stronę wyrobiona, czas brać się za muzykę.

Od razu na początku trafia nas dźwięk bardziej masywny, spokojniejszy w porównaniu do srebrnego Jimmiego. Oczywiście żaden tam misio, charakterystyka nie zmienia się diametralnie. Czuć jednak wyraźne dociążenie.

Góra ciągle jest bogata w szczegóły i ładnie wybrzmiewa, ale czasami przy klasyce brakowało mi w niej blasku. Tutaj wolę sięgnąć po mniej doskonałe technicznie i suchawe AD700X.

Średnica jest ciepła i bogata, choć momentami mam wrażenie, że trochę za bardzo do głosu dochodzi wcześniej wspomniane podbicie z zakresie 1,5k-5kHz, przez co może stać się męcząca na nieodpowiednich nagraniach.

Scena? Jakby nieco węższa, bardziej skupiona wokół słuchacza i może „intymna”? Ale nie mam do niej zastrzeżeń – przyjemnie otula nas muzyką.

I w końcu bas, cel powstania przewodu. Co tu dużo kryć, podbicie dołu jest zauważalne praktycznie w całym zakresie, ze szczególnym uwzględnieniem niskiego i środkowego basu. Głową nie zatrzęsie, ale słuchanie elektroniki (przynajmniej w Schillerowskich klimatach) nie sprawia tu żadnego dyskomfortu. Jest dość gęsto, nie za szybko i wesoło, bez popadania w basowe party.

Tak, pod względem niskich częstotliwości przewód FAW bije i ATH i wcześniej opisane kable i Audio-Technici.

Natomiast wybór pomiędzy AD700X, a SRH1440 z kablem FAW, to już trochę na zasadzie jabłek i pomarańczy. Dwa dobre owoce, ale niewiele je łączy, więc wybór nie bywa prosty.

Po skończonym słuchaniu stwierdzam, że jednak Shure zagrają lepiej, trzeba jednak trochę zainwestować w pady oraz kable. Problem jest taki, że za nieco większą wygodę i lepiej (lub inaczej) brzmiące słuchawki zapłacimy przynajmniej dwukrotnie wyższą cenę. I w bonusie gorsze wykonanie.

Pozostaje teraz pytanie: ile musimy włożyć w ATH by przegonić SRH1440 z nowymi padami oraz okablowaniem? Mam nadzieję, że za jakiś czas to sprawdzę, plan w głowie już kwitnie, a SRH czas odesłać…

I tak nieco z boku: odnoszę wrażenie, że ATH-AD700X są bardziej podatne na źródło, nie potrzebując przy tym dużo prądu do dobrego grania (choć z telefonu będzie im go za mało, by właściwie się rozbujać). Natomiast w przypadku Shure sytuacja wydaje się odwrotna – są nieco mniej wrażliwe na źródło, zachowują się bardziej stabilnie przy jego zmianach, za to odwdzięczają się za większe ilości mocy.

Reklamy