The BIT, to dość młoda firma z Korei Południowej, która w tym roku mocno zaatakowała rynek topowych przenośnych odtwarzaczy muzycznych, za pomocą modelu Opus #1.

Nie kończą jednak na tym swoich premier, a dzięki firmie Audeos właśnie dostaliśmy w nasze ręce małe combo DAC/AMP o nazwie Opus #11, które zostało wycenione na 999 złotych. Jak się sprawuje ten maluch i czy jest warty swojej ceny? Postaraliśmy się to sprawdzić.

 

Urządzenie otrzymujemy w dość niepozornym białym kartoniku, na którym umieszczono nazwę modelu, krótki opis oraz jego specyfikację. Ta wygląda całkiem imponująco:

  • DAC Sabre ES9018K2M wsparty przez XMOS,
  • obsługa próbkowania od 44.1KHz do 384KHz nawet w 32 bitach,
  • wsparcie dla DSD64 (2.8224MHz) oraz DSD128 (5.6448MHz),
  • impedancja wyjścia na poziomie 1,2 ohm,
  • napięcie wyjścia: 2,1 Vrms (bez obciążenia),
  • skuteczność S/N: 118dB @ 1kHz,
  • Cross Talk: 133dB @ 1kHz,
  • THD+N: 0.005% @ 1kHz,
  • bateria o pojemności 1400mAh zapewniająca osiem i pół godziny grania na jednym ładowaniu,
  • rozmiar 56 x 103 x 7,9 mm przy 83 gramach wagi.

W pudełku, prócz naszego combo, znajdziemy kilka dodatków:

  • 5-centymetrowy przewód USB OTG z końcówkami micro B,
  • 16-centymetrowa przejściówka z dużego USB na micro B, z odciętą linią zasilającą (przydatne gdy nie chcemy by DAC pobierał energię np. z laptopa, tylko korzystał z wbudowanego akumulatora),
  • przewód USB o długości 1,2 metra, którym i podładujemy akumulator i połączymy się z systemem,
  • silikonowa podkładka zabezpieczająca telefon przed porysowaniem gdy sparujemy go z Opusem,
  • instrukcja obsługi oraz karta gwarancyjna.

Opus 11 akcesoria

Jest tego sporo, ale jednak zabrakło mi dwóch rzeczy: gumek do spinania The Bita ze smartfonem oraz przewodu USB OTG z odciętą linią zasilającą. Dlaczego tego drugiego? Bo Opus #11 przy połączeniu z telefonem zaczyna się ładować. Nie tylko przyspiesza to rozładowywanie się smartfona, ale może powodować problemy uniemożliwiające słuchanie muzyki, jak było w przypadku mojego prywatnego Samsunga Galaxy S6. Co prawda jest to wina producenta telefonu, bo już na Sony Z3 testowany DAC działał bez żadnych niespodzianek, ale na wypadek takich sytuacji warto by mieć zabezpieczenie.

 

Sam Opus #11 nie wygląda zbyt skomplikowanie i w sumie to nie dziwie, skoro jest niewiele większy od karty kredytowej. Bryła została wykonana z anodowanego na złoto aluminium i jedynymi „ozdobnikami” jakie na niej znajdziemy są: napis „USB DAC Hi-Res Audio Opus#11” oraz nalepka gwarancyjna. Cała reszta, to już rzeczy praktyczne.

Opus 11

Na froncie mamy  dwie diody – jedna informuje o aktualnie odbywającym się ładowaniu akumulatora, druga o działającej funkcji DAC. Co ciekawe, uruchomienie Opusa odbywa się poprzez podpięcie słuchawek, nie znajdziemy żadnego osobnego włącznika.

Dolna krawędź, to wyjście mini-jack, wejście micro USB oraz okrągłe wejście na ładowarkę 5V/1,5A (jednak nie znajdziemy jej w zestawie).

Opus 11 złącza

Co istotne, elektronika została dobrze odizolowana od otoczenia, dzięki czemu nie będziemy ciągle atakowani zakłóceniami generowanymi przez komunikację telefonu z siecią komórkową. Również szum własny zastosowanych układów jest na niskim poziomie, więc nie musimy się obawiać podpinania wysokoskutecznych słuchawek.

I na tym koniec jakikolwiek cech fizycznych. Brak tu sterowania głośnością, zmiany wzmocnienia czy podbicia basu. Wpinamy słuchawki oraz źródło i od razu przechodzimy do słuchania muzyki.

 

A skoro w Opusie #11 zamknięto kość Sabre, to możemy spodziewać się brzmienia lekkiego oraz czystego i tak jest w istocie.

 

Bas jest szybki, sprężysty i nieco wygładzony, nie narzuca się swoją ilością. Jeśli szukamy urządzenia, które podbije nam dolne rejestry, to nie tędy droga. Tu ma on dość neutralny charakter – pojawia się kiedy trzeba i w odpowiedniej ilości. Często miałem jednak wrażenie, że słyszę lekkie podbicie na niskim basie, podnoszące nieco wrażenie wysokiej dynamiki nagrań.

 

Tony średnie, to naturalne, lekko rozjaśnione brzmienie. Nie uciekają jednak w surową, techniczną stronę muzyki, tylko oferują dźwięk płynny i bezpośredni. Na pewno nie jest to charakterystyka na spokojne wieczorne odsłuchy, ale świetnie się sprawdza w ruchu i w sytuacjach, gdzie liczymy na dynamiczne angażujące granie.

Taka charakterystyka średnicy przekłada się oczywiście na wokale, które jednocześnie są blisko słuchacza i nie dają poczucia relaksującej intymności. One raczej pobudzają do działania. Czasami da się odczuć, że sybilanty są trochę za bardzo zaakcentowane, ale jednocześnie nie przekraczają progu nieprzyjemnego syczenia.

 

Soprany są dynamiczne, wyraziste, a przy tym dalekie od cyfrowej agresywności. To co szczególnie może się spodobać, to barwa dźwięków, gdzie zwłaszcza skrzypce potrafią zagrać jak żywe, oferując zarówno odpowiednie rozciągnięcie, delikatność, jak i właściwe wybrzmiewanie. Choć talerze perkusji czy trójkąt także brzmią żywo i plastycznie, a dobrze zestrojona góra nie ogranicza się do jednego instrumentu.

 

Scena nie należy do największych, źródła dźwięku raczej trzymają się blisko słuchacza. Jednak dzięki dobremu ułożeniu poszczególnych planów w przestrzeni, dają poczucie poprawnej holografii oraz satysfakcjonującej głębi.

Szczegółowość jest przyzwoita, ale czuć, że ten Opus nie wyciąga z utworów wszystkich mikro-detali. Mamy jednak do czynienia z małym combo za tysiąc złotych, więc ciężko spodziewać się czegoś więcej.

 

W kwestii mocy, to wysterowanie Beyerdynamic DT770 250ohm nie jest dla Opusa #11 niewykonalnym zadaniem. Co prawda czasami słychać, że balansują one na granicy poprawnego napędzenia, ale jednak to połączenie brzmi dobrze i świeżo. Idąc w dół, to również z niskoomowymi słuchawkami dokanałowymi nie było problemów. Żadnych artefaktów w dźwięku czy zachwianej charakterystyki grania nie udało mi się odnotować. I choć charakterystyka grania The Bita nie do końca pokrywała się ze słuchawkami Custom Art Pro330 v2, tak z MEE Audio P1 było przyjemnie lekko i dynamicznie.

 

Jak wypada na tle konkurencji?

xDuoo XD-05 brzmi bardziej swobodnie, z mocniej rozbudowaną sceną, a także większą ilością detali. Jednak Opus jest o wiele mniejszy, to już typowy sprzęt przenośny, gdzie xDuoo raczej nadaje się do domu.

iFi Nano iDSD oferuje dźwięk cieplejszy i bardziej muzykalny od #11. Jest przy tym słabszy mocowo od Opusa, zdecydowanie od niego grubszy i wymaga mniej popularnych przewodów do sparowania ze źródłem.

Furutech ADL A1, to mniej równa charakterystyka, przygotowana pod słuchawki grające w stylu V, a nie nastawiona na uniwersalny odbiór.  Z tego względu są to rozwiązania skierowane do innych klientów.

Natomiast produkty firmy FiiO są usadowione na niższej półce zarówno cenowo, jak i brzmieniowo, często z wyraźnie obecnym efektem cyfrowym na sopranach, którego Opus jest pozbawiony.

 

Podsumowując, Opus #11 jest zaskakująco udanym combo DAC/AMP. Małym, dobrze wykonanym, banalnie prostym w obsłudze i przyjemnie brzmiącym. Gdy liczymy na poprawę brzmienia w telefonie, to na pewno Opus jest warty rozważenia, a i do laptopa w podróży może się przydać.

A czy przyjmie się na rynku? Niegdyś popularne „kanapki” wydają się znów powracać do łask użytkowników, więc czemu nie? Na pewno warto dać mu szansę.

 

Za użyczenie Opusa #11 do testów, Muzostajnia serdecznie dziękuje sklepowi

Audeos

Reklamy