W związku z hypem na ZH-DX200 Carbo Tenore jaki się rozpoczął ostatnio w polskim internecie (kilkumiesięczne opóźnienie w stosunku do „zachodu”), postanowiłem podzielić niedokończony tekst porównawczy słuchawek HIFIMAN RE-400b oraz Zero Audio ZH-DX200 Carbo Tenore. RE-400b pojawią się na dniach, dziś jednak czas na Tenore.

Sprzęt towarzyszący podczas odsłuchów (kolejność przypadkowa):
– iPod Video 5g,
– Fiio X1,
– xDuoo X2,
– Samsung Galaxy S6,
– iFi iDSD Nano,
– Taga HTA-700B.

Muzyka docierała z głębin Tidala HiFi oraz moich prywatnych zasobów pozgrywanych do plików flac.

Słuchawki dotarły do mnie od kolegi jd1210 (tu publiczne podziękowanie), który używa ich na co dzień, więc pominę część poświęconą opakowaniu czy akcesoriom.
Tenore
Za to o samych dokanałówkach już można coś napisać. Przede wszystkim to, że są malutkie. Tulejka o rozmiarze T200, przetwornik 5,78mm i niewielka obudowa sprawiły, że są to jedne z najmniejszych słuchawek z driverem dynamicznym, jakie miałem w ręku. Do tego pokryte są wzorem imitującym carbon i mamy urodziwe, skromne koreczki.
Niestety dalej jest gorzej, bo przewód nie budzi mojego zaufania. Jest cienki, zbyt wiotki i raczy nas mocnym efektem mikrofonowania. Elementy zabezpieczające przy kopułkach też zbyt pewnie nie wyglądają i dopiero wtyk kątowy wygląda bardziej sensownie. Także ewentualnym nabywcom radzę nie obchodzić się z nim zbyt brutalnie.

Ergonomia jest nieco kontrowersyjna jak na moje uszy. Jednak jest to rzecz bardzo indywidualna, wynikająca z fizjonomii, więc potraktujcie to, jako drobną wskazówkę, możliwość, a nie pewnik.
Słuchawki są małe i lekkie, ale przez to ciężko mi było poprawnie ułożyć je w kanale. Nie za głęboko, by nie tłumić dźwięków i nie za płytko, żeby nie stracić szczelności. I tak za każdym razem chwilę musiałem spędzić bawiąc się w układanie. Ale w końcu założyłem gumki tri-flange i problem zniknął.
Osobiście polecam nosić Tenore z kablem poprowadzonym za uchem. Nie tylko zmniejszymy efekt mikrofonowania, ale i zwiększymy stabilność doków w kanałach.

Jednak najważniejsze – jak ten model brzmi? Czy naprawdę wygryza wszystko w swoim budżecie i wiele droższych modeli? Czas na odsłuch.

Zanim przejdę do opisu, informacja zachęcająca (lub wręcz przeciwnie) do dalszej lektury: są to słuchawki nadzwyczaj równe, wręcz niespotykanie w tym budżecie, grające bardzo lekkim V, jednak z mocniej zaakcentowanym basem niż górą. Całość dźwięku jest lekko przyciemniona, ale niezbyt ciepła.

Jeśli czujecie się zaintrygowani, to zapraszam dalej.

Bas jest wyraźnie zaakcentowany, dobrze rozłożony na swojej rozciągłości, z akcentem postawionym gdzieś pomiędzy niższą a środkową jego częścią. Nie ma tu ubytków, schodzi nisko, nie jest nadzwyczaj szybki, ale też się nie ociąga, starając się zachować punktowy charakter, nie jest przy tym pozbawiony solidniejszej faktury. Mimo że można odczuć jego wibracje, to nie ma też zapędów by zalewać średnicę. Czasami może doskwierać brak większej dynamiki, gdzie np. przy „The Trooper” w wykonaniu 2Cellos wiolonczele potrafiły się zlewać w dolnym paśmie, choć z kolei stopa perkusji w muzyce metalowej brzmi bardzo wiarygodnie. Chętnie usłyszałbym tu też odrobinę więcej ciepła, bo o ile charakter dołu jest przyjemny i ciekawy, to da się wyczuć lekką suchość. Tu pomogło podpięcie pod hybrydę Tagi – HTA-700B. Niby nie jest to wzmacniacz do słuchawek dokanałowych, ale akurat Tenore dostały od niego miły analogowy smaczek.

Średnica jest poprawna, unika falowania mimo wyraźniejszego akcentu w niższych rejonach (nie jest to jednak podbicie, tylko solidne oparcie na basie). Jest też lekko cyfrowa w odbiorze. Ten ostatni czynnik sprawił, że nie mogłem się przekonać do prezentacji muzyki smyczkowej, ciągle mając wrażenie, że ktoś poobcinał końcówki dźwięków z dobrze znanych mi nagrań (choćby takie „Adagio For Strings” w aranżacji Filharmonii Praskiej). Nie był to jednak faktyczny brak szczegółów, po prostu nieco nienaturalny przekaz.
Postanowiłem jednak nie męczyć się dalej smyczkami i odpaliłem Stone Sour oraz Nightwisha. Uff… od razu poprawa. Gitary chodzą wyraźnie i dynamicznie, klawisze się nie gubią, a całość jest przyjemnie rytmiczna. W końcu trzeba było pójść dalej w rozrywkę, jakiś pop, trance i tu już w ogóle Tenore czuły się jak w domu, grając radośnie i przekonywująco.
Wokale natomiast określę mianem lekko problematycznych. Przez okres odsłuchów nie udało mi się dojść do tego, jak dany śpiew wypadnie Zero Audio w kwestii ustawienia na scenie. Z reguły są tu odsunięte od słuchacza, jednak o ile zazwyczaj były prawidłowo delikatnie wysunięte przed instrumenty, tak czasami pojawiały się na równi z nimi, by na kolejnej płycie chować się z tyłu. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że na innych słuchawkach (nie ważne czy nauszne, czy dokanałówki, za 50 złotych czy 2 tysiące) nie uraczyłem takich zmian, a przecież krążki są te same i zmiana źródła też w tej kwestii wiele nie wniosła. Cóż, przyjąłem że tak ma być.
Jeśli jednak pech nas ominął i nie trafiliśmy na nagrania, w których wokal został nadmiernie przesunięty w głąb, to ciężko tu coś zarzucić. Głosy damskie są łagodnie przekazywane (chyba że słuchamy np. Straight Line Stitch), nie wykazują tendencji do sybilizacji, co ratowało część nagrań Blackmore’s Night, oraz zachowują naturalną barwę. Z kolei męskie wokale są mocniejsze, bardziej zwarte, choć delikatnie suche.
Całościowo jednak średnica wypada bardzo przyjemnie, rozrywkowo, jednak bez nadmiernego kolorowania.

Tony wysokie wypadają nadspodziewanie dobrze. Są czyste, odpowiednio rozciągnięte i swobodne. Co prawda mają lekko metaliczną naleciałość, dającą trochę „brudu” na talerzach perkusji czy trójkącie, ale taka już maniera tych słuchawek, która jednak w tym paśmie nie jest dokuczliwa. Co ważne, ciężko nawet je zmusić do tego, by męczy w odbiorze, więc nie ma problemów przy długich odsłuchach. Oczywiście jak niemal we wszystkich słuchawkach z tego przedziału cenowego brakuje pewnej kropki nad „i”, tej dodatkowej iskierki, gdy skrzypce rozwijają się na samej górze, ale to już jest domena rzeczy droższych, przeznaczonych do bardziej krytycznego odsłuchu.

Separacja wypada bardzo dobrze gdy się spojrzy na cenę. Choć część mikrodetali ucieka, przetwornik po prostu nie zawsze nadąża za muzyką, to jednak absolutnie nie ma mowy o zlewającym się graniu. Poszczególne dźwięki mają swój wyraźny początek i koniec, nie przeszkadzają sobie na planie mimo rozrywkowego brzmienia.
Gorzej jest ze sceną. O ile pierwszy plan jest lekko oddalony z centrum głowy i rozchodzi się ciekawym półkolem boki-przód, wyraźnie rozstawiając w powietrzu instrumenty, tak rozmywają się kolejne płaszczyzny. Traci przez to przejrzystość dźwięku, gdy zaczynamy się głębiej wsłuchiwać – tło robi się zadymione i jednowymiarowe.

Pod co najlepiej podpinać Tenore? Najlepiej pod odtwarzacze, które dadzą im trochę ciepła, wyrwą z okowów cyfrowego nalotu i czyniąc je bardziej naturalnymi. Jednak… tak naprawdę nie jest to konieczne, gdyż te dokanałówki zachowują swój charakter niezależnie od źródła. Pod co nie podpinałem, było dobrze. Nie jest to częsta sytuacja, ale wymarzona dla konsumenta.
Jedyne na co można zwrócić uwagę, to moc dziurki słuchawkowej. Przy słabeuszach może się okazać, że Carbo, choć małe, to nie grają na pełnię swoich możliwości. Oczywiście spinanie ich z biurkowymi wzmacniaczami, to już gruba przesada.

Hype Hater!
Czy są to dobre słuchawki w swojej cenie? Tak, brzmieniowo wypadają świetnie wśród konkurencji w podobnym budżecie. Czy są to słuchawki wybitne? Moim zdaniem nie. Nawe pomijając słabe elementy konstrukcyjne, to mają też swoje za uszami w kwestii dźwięku: nieco za mała dynamika basu, słabą głębszą scenę i cyfrowe, nieco suche zabarwienie mocno kojarzące mi się z Donscorpio Bass Colour.
Oczywiście mamy też masę zalet, na czele z bardzo udanym, rozrywkowym układem tonalnym poszczególnych pasm, dobrą separacją i energetycznym przekazem.
Całościowo nie potrafię jednak szczerze napisać „kupuj, bo nic lepszego do 150-200 złotych nie ma”. Osobiście w tym przedziale do ciepłego grania wolę Takstary Hi-1200, a do bardziej krytycznego odsłuchu MEElectronics M6 Pro. Są jeszcze MEElectronics A151P, oferujące podobnie uniwersalne granie do ZH-DX200, choć z inaczej rozłożonymi plusami i minusami. Brainwavzów S0 też niżej nie postawię – są łagodniejsze i bardziej relaksujące. A przecież na tych modelach lista się nie kończy, kwestia preferencji.
Jednak w ogólnym rozrachunku Zero Audio wydało na świat zaskakująco dobre słuchawki dokanałowe, na pewno warte sprawdzenia, bo ich charakter grania jest na tyle bezpieczny, że może się sprawdzić niemal w każdej muzyce i przy każdym odtwarzaczu.

Reklamy