Tydzień temu przy okazji recenzji Zero Audio ZH-DX200 Carbo Tenore wspomniałem, że miał być test porównawczy z HiFiMANami RE-400b. Pojedynek się nie odbył, ale w końcu przedstawiam drugiego zawodnika, wycenianego na około 430 złotych (w wersji bez „b”):

HiFiMAN RE-400

HiFiMANy, podobnie jak Tenore, zostały udostępnione przez kolegę jd1210, więc znów pominę część związaną z opakowaniem, akcesoriami, papierami itp. Za to od razu przejdę do tego, co trafiło w moje ręce zaraz po wyjęciu zawartości zastępczego kartonika.

Słuchawki są małe, mogą się podobać i dzięki metalicznemu wykończeniu dostają nutkę elegancji. Całość sprawia solidne wrażenie, elementy są dobrze spasowane, a filtry w tulejkach można wymieniać.

Kabel wydaje się przyzwoitej jakości i przypomina mi nieco ten z Brainwavz M1. Zbliżona faktura i poczucie solidności przy zachowaniu standardowej grubości. Nawet nieco zbyt duża sztywność i zauważalny efekt mikrofonowy się zgadzają. Całe szczęścia ta ostatnia cecha może zostać zminimalizowana przez noszenie kabla za uchem.

Na osobne kilka zdań zasługuje wtyk jack. Przede wszystkim, w wersji RE-400b jest on czteropinowy. Nie znajdziemy tu jednak mikrofonu do telefonu komórkowego. Ta budowa jest ściśle związana z „b” na końcu nazwy – jest to skrót od „balanced”. Model ten został przystosowany do grania w trybie zbalansowanym, który oferuje odtwarzacz HiFiMANa: HM-700. Nie bez powodu właśnie ta para często jest oferowana łącznie. Konsekwencją tego jest to, że podpinając słuchawki do innego odtwarzacza lub smartphona, otrzymamy dźwięk tylko z jednej strony. Z mojego zestawu odsłuchowego, tylko iFi iDSD Nano sobie radziło z tym problemem. Na całe szczęście producent dostarcza przejściówkę, która eliminuje problem braku kompatybilności. Może wygląda ona nieco tandetnie, ale bez zarzutu wywiązuje się ona ze swoich funkcji. Jednak gdy nie posiadamy odtwarzacza zdolnego do podawania zbalansowanego sygnału, lepiej zainteresować się wersją standardową: RE-400.

Pewne problemy sprawiła mi ergonomia. O ile z lewym uchem nie było komplikacji, tak nad prawym z reguły musiałem się napracować, by wyważyć ułożenie RE-400b pomiędzy izolacją, a zassanym kanałem. Jednak niewielki rozmiar słuchawek oraz dobrze wyprofilowane kształty nie powinny większości osób sprawiać kłopotów.

Ale teraz najważniejsze, czyli jak te HiFiMANy grają, a grały z takim zestawem:

  • iFi iDSD Nano,

  • Samsung Galaxy S6,

  • Fiio X1,

  • xDuoo X2,

  • iPod Video 5G,

  • Taga HTA-700b.

Bas jest z tych miękkich i raczej spokojnych. Nie uderza szybko i bezlitośnie, tylko pulsuje by dać o sobie znać i nie zamęczyć przy tym słuchacza. Jest prowadzony dość równo, z leciutkim spadkiem w swojej dolnej strefie, jednak całościowo prezentuje się ciekawie.

Taki na przykład wibrujący wstęp do „the Curse” Diary of Dreams jest i odczuwalny i nie wypycha się przed inne pasma, wszystko jest trzymane w ryzach.

Czy czegoś mu brakuje? Lepszej dynamiki i zdecydowania. Bo o ile informacji dostarcza dużo, to emocji już jest mniej. Przysłowiowy „kop”, to nie tutaj.

Średnica jest… piękna. Tak po prostu. Szczegółowa, dość równa, z lekkim złagodzeniem wyższych partii, łatwa w odbiorze. Tyle że takie cechy, to można spotkać w niejednych słuchawkach. Cała magia w tym, że kryje się tu duża partia muzykalności. Ma ona jednak delikatny charakter, agresywne granie tak naprawdę nie jest dla RE-400. Nie że sobie nie radzą z gitarami czy elektroniką, po prostu nie pokazują wszystkiego na co je stać. Za to muzyka klasyczna, to tutaj cudo. Czy to smyczki, czy fortepian, czarują one swoimi dźwiękami. A nisko schodząca waltornia? Aż czuć wibracje powietrza.

Oczywiście jest to niezbyt obiektywna ekscytacja z mojej strony, jednak już trochę wody w Wiśle upłynęło odkąd jakieś słuchawki dokanałowe tak mnie wciągnęły w klasyce – to był jeden z tych testów, gdy muzykę uruchamia się w celach analizy brzmienia i przypomina sobie o tym dwie płyty później.

Wokale są nieco oddalone od słuchacza, przyjemnie przedstawione, jednak nie uniknięto tu pewnych przekłamań. Śpiew męski jest trochę za bardzo zmiękczony i nosowy, jakby wokaliści właśnie męczyli się z lekkim przeziębieniem. Nadspodziewanie mocno jest też akcentowane „s”, choć jeszcze nie w stopniu wywołującym nieprzyjemne odruchy.

Znacznie lepiej wypadają głosy kobiece. Nazwałbym je powabnymi, bawią się słuchaczem, kuszą swoim ciepłem i lekkością. Loreena McKennitt czy Candice Night w otoczeniu żywych instrumentów potrafią zabrać na wspaniałą podróż. Niestety i tu czasami sybilizacje potrafią się pokazać nieproszone.

Generalizując, to w tej cenie chyba nie słyszałem bardziej urzekającej średniy.

Tony wysokie są przeciętne. Z jednej strony dość bogate i starające się trzymać naturalności przekazu, jednak z drugiej, to całość jest zbyt zmiękczona, brakuje jej pazura. Jest to dość relaksujące, może się podobać, ale na dłuższą metę nudzi brakiem wyrazistości. Na całe szczęście można to podciągnąć za pomocą jaśniejszego źródła. Nie będzie to radykalna zmiana, jednak poprawiająca jakże istotnie ogólne wrażenia z odsłuchów. Co prawda dalej zostaniemy z pewnymi brakami w najwyższych partiach i lekko zgaszoną dynamiką, ale żadnej tragedii nie ma.

Szczegółowość RE-400b jest zaskakująca gdy się weźmie pod uwagę ocieplenie oraz delikatność przekazu. Teoretycznie można śledzić większość instrumentów pojawiających się w nagraniach, bo HiFiMANy nadążają z przekazem zmian dźwięków, nie robią z nich jednej ściany. Tyle że angażujący sposób prezentacji muzyki, niezbyt do takiej analizy zachęca.

Scena jest przedłużeniem charakterystyki brzmienia słuchawek – dobrze poukładana, słychać ustawienie instrumentów, szczególnie na boki i przed słuchaczem. Ale przy tym jest tu pewna płynność i rozmycie, w którym poszczególne plany się przenikają. W połączeniu z niezbyt mocno rozbudowaną przestrzenią, dostajemy dość gęste granie. Być może był to zabieg celowy, służący wywołaniu wrażenia intymności, jednak osobiście bym wolał nieco bardziej analityczne podejście do sceny.

Biorąc pod uwagę jak RE-400b grają, spodziewałem się pewnych problemów z dopasowaniem źródła. Okazało się, że były to obawy raczej bezpodstawne. Jedyny sprzęt z jakim się nie zgrały, to Samsung Galaxy S6. Sam w sobie całkiem dobry, natomiast w parze z tymi dokanałówkami jakoś wszystko były nieco pozbawione emocji.

Ocieplone Fiio X1, xDuoo X2 czy iFi iDSD Nano nie sprawiały żadnych problemów. Było miło i przyjemnie.

Za to połączenie z iPodem Video, to jak dla mnie był majstersztyk w tej cenie.  Szczególnie w wywoływanej kilka razy muzyce klasycznej. Po odpaleniu muzyki, na jakiś czas zawsze odpływałem, czy to planowałem czy nie.

Reasumując, są to bardzo ciekawe słuchawki, mimo że nie pozbawione swoich wad (skraje pasm mogłyby być lepsze, a ergonomia mniej problematyczna). Uniwersalne, łatwe w odbiorze, kulturalne, potrafiące zachwycić. Niekoniecznie do cięższych gatunków metalowych czy mocnej elektroniki, ale i tu niesmaku po sobie nie zostawią. Kojarzą mi się trochę z armaturowymi MEElectronics A151p w ostatniej rewizji – zbliżona maniera grania, choć HiFiMANy są barwniejsze i bardziej czarują słuchacza.

Zdecydowanie warto się nimi zainteresować, choć raczej wersją bez „b” na końcu, by nie martwić się o firmowy adapter.

Advertisements