Ilu nas jest, tak każdy inaczej słucha, tym bardziej inaczej słyszy. To co wszystkich nas łączy to ciągła pogoń za Graalem i tym co łączy nas z poszukiwaczami tej relikwii- wszyscy umrzemy zanim go znajdziemy. Co prawda, co jakiś czas ktoś gdzieś chwali się, że dogonił króliczka, ja jednakowoż jakoś nie bardzo w to wierzę.
Jedni znajdują ukojenie styranych nerwów i nadwerężonych portfeli w dynamikach, jeszcze inni dogonili, albo przynajmniej widzą omyk tego króliczka, uciekającego zająca, w postaci armatur, jeszcze inni rozkoszują się planarami.
I o tych ostatnich dziś słów kilka- Fostex T50 RP. Polski internet raczej o nich milczy, może poza nielicznymi wpisami, m.in. jeden z nich popełniony został na forum.mp3store przez niejakiego Mikołaja612.
Nie będzie to typowa recenzja, a to z kilku powodów, gdzie najważniejszy z nich- moja sztuka jest zmodzona i to mocno. Ale od początku.
Słuchawki przychodzą do nas w pudełku, i w zasadzie opis w tym miejscu mógłbym zakończyć stwierdzeniem- ono jest i pewnie środowisko nie ucierpiało przy jego produkcji, bo wygląda na papier z odzysku, niekoniecznie udanego. A podobno Japonia jest tak technologiczne rozwinięta. A może papier pochodzi z Chin, w końcu kraj kwitnącej wiśni nie jest duży i drzew mają mało, to może sprowadzają takie coś?
To zajrzyjmy do środka….Są tam słuchawki, siermiężne, toporne, niezbyt urodziwe, wręcz paskudne. Za headband służy efekt współpracy stomilu z kowalem z Wojciechowa- wyraźnie wyczuwalny kawał metalu pokryty paskiem gumy z dużym napisem FOSTEX. To może jest w tym niekoniecznie magicznym pudełku coś więcej?
Ano jest, znajdziemy tam też kabel. Długi na jakieś dziesięć stóp, prosty, jakiś taki nie plastikowy, nie gumowy. Z jednej strony zakończony małym jackiem kątowym, z drugiej dużym, bez żadnych przejściówek. Kabel wyjątkowo nieaudiofilski, nawet złotem nie pokryty. To nic dobrego nie może wróżyć.
Już zaczynam mieć wrażenie, że nie były to najlepiej wydane pieniądze w moim życiu. Z duszą na ramieniu zakładam słuchawki na głowę. Nie mam jej jakoś przesadnie dużej, uszy raczej mam małe. I….Słuchawki leżą nieźle, choć pady do najlepszych nie należą. Znów nic nie porywa.
Zniesmaczony podłączam słuchawki pod dziurkę wzmacniacza. Klapa tonalna, żeby nie napisać klapa totalna. Dźwięk wydobywający ze słuchawek jest niezły, ale kompletnie wyprany. Myślę, może jak się wygrzeją, po chwili jednak przypominam sobie, że planary się nie wygrzewają.
Jednak rację mieli ci, którzy pisali- out of box te słuchawki są nijakie. I tu wyjaśnienie tytułu wpisu- te słuchawki mają wiele twarzy, może więcej nawet niż Grey, gdyż są to bodaj najczęściej modowane słuchawki na świecie. Każdy kucharz-modder ma na nie swój przepis.
Kucharzem byłem i ja, kilka dolarów zainwestowane w zestaw małego technika, jakieś wygłuszenie, jakieś pady i do roboty. Przepisem są różne wpisy na różnych forach, w różnych miejscach w sieci.
Na czym polegała zmiana- oprócz poprawienia osadzenia drivera, pozbawiającego od czasu do czasu pojawiającą się rezonację jego obudowy, największa zmiana to zamknięcie tych słuchawek. Oryginalnie przychodzą do nas jako półotwarte/otwarte. Producent chyba się pomylił przy ich kostruowaniu. Je trzeba zamknąć!
Dr Jeckyll i Mr Hyde
Mniej więcej taka zmiana towarzyszy tym modyfikacjom. Dźwięk w końcu brzmi, dość powiedzieć, że te słuchawki pogoniły droższe konstrukcje, które miałem w tamtym czasie. I z nimi spędzam najwięcej czasu. Ale usystematyzujmy:
Wysokie rejestry:
Są czytelne, nie schowane za kocem, czasem potrafią delikatnie syknąć, niespodziewanie zasybilizować. Mam wrażenie, że najczęściej dzieje się to wtedy kiedy….jestem zmęczony po pracy, zbyt wielu kawach wypitych i papierosach wypalonych. Kiedy głowa trochę pulsuje a słuch jest wyostrzony. Trochę wybijają się ponad średnicę, to jak już przy niej jesteśmy….
Średnica:
Jest w niej jakaś magia, jest świetnie zaokrąglona, przecudnie wypełniona. Tak, to jest mocna strona tych słuchawek, cholernie mocna strona. Gitary, wokale- brzmią, wybrzmiewają, omamiają. Jest podana wprost, bez żadnego nalotu, bez szarości, bez piachu i nierówności. I nie jest podkolorowana, nie ma ocieplenia, jest raczej chłodna.
Tony niskie:
Nie są dla bassheadów. Bas jest krótki, raczej punktowy, twardy. Nie ma tych krągłości typowych dla słuchawek dynamicznych (tak,wiem są dynamiki z bardzo twardym basem). Tego może czasem brakować zwłaszcza, że gitara basowa jednak trochę ginie, przykryta średnicą i wysokimi. Stopa nie ma takiego impaktu, nie poczujemy miłego głaskania bębenków.

Słuchawki grają raczej wprost, scena nie jest rozbudowana. Jeśli już to wgłąb, zwłaszcza przez wycofanie basu, sprawiające wrażenie umiejscowienia perkusji oraz gitary basowej gdzieś kompletnie z tyłu. Tu wokale grają pierwsze skrzypce. A kobiece zdają się zmysłowo szeptać i podudzać każdy, najmniejszy nerw.
Wygoda:
Tragicznie nie jest. Można ją sobie poprawić poprzez zmianę padów (Shure, Branwavz HM5). Ja mam jedne i drugie, choć zostałem na tych od HM5. Headband nie przeszkadza, kilkugodzinny odsłuch nie sprawia żadnego dyskomfortu, nawet w taką pogodę jak teraz (powyżej 20 stopni nawet o 12 w nocy).
Rozumiem ludzi, którzy są zakochani w armaturach. Tu pokusiłbym się o porównanie- to takie audeo PFE 012/112 na sterydach, z jeszcze bardziej czystym przekazem, dociążonym jednak o bas, który w zerodwónastkach raczej nie istnieje.
Na chwilę cofnę się do opisu kabla- pamiętacie jak pisałem, że do podłączenia mamy tylko dużego dżaka, bez żadnych przejściówek? Nie bez przyczyny. Te słuchawki nie pójdą na przenośnym źródle. To znaczy, nawet jak się uprzemy i podłączymy, głośno może i będzie, ale nie będą poprawnie napędzone. One potrzebują prądu!!! AK120 nie dał im rady. To nie są słuchawki przenośne, może i dobrze, bo tylko wstydu można byłoby się nabawić wychodząc w nich na miasto. Albo ludzie wzięliby za freaka, albo hipstera.
Czy jednak były to dobrze wydane pieniądze- jak najbardziej. Za 500-600 plnów nie dostaniemy tak pięknie podanej średnicy i czystych wysokich. To jest jasna strona grania, taka mi odpowiada, choć moja droga do niej była dość długa i zaczynała się po ciemnej stronie mocy, znaczy grania.

Reklamy