SMSL M2 to DAC/Amp, który co prawda jest już znany od dłuższego czasu, lecz dopiero niedawno pojawiła się możliwość jego zakupu w polskiej sieci sprzedaży. Dotąd produkty tej chińskiej marki trzeba było importować, co wiązało się z niemałym ryzykiem, nie wspominając o dodatkowych kosztach i problemach w przypadku awarii. Właśnie wspomniany M2 cierpiał na problemy związane z wadliwymi kośćmi EEPROM, choć od tego czasu podobno problem został rozwiązany wraz z nową partią wspomnianych kości. Ponadto ten mały SMSL doczekał się nowej rewizji, w której chociażby port mini-usb został zastąpiony bardziej uniwersalnym micro-usb. Ta właśnie wersja oznaczona jako 6th Anniversary Version trafiła na moje biurko, a poniżej opiszę moje wrażenia z ponad dwutygodniowego okresu wspólnego bytowania.

Wyposażenie i konstrukcja

1.jpg

Pudełko w jakim znajduje się urządzenie przypomina swoją formą pudełka smartfonów. Na tym jednak analogie się kończą, gdyż po ściągnięciu wierzchniej warstwy kartonika wita nas warstwa pianki takiej, jaką używa się pod panele podłogowe. Po jej zdjęciu oczom ukazuje się M2 umieszczony wewnątrz piankowej ramki. Materiał ten jest o tyle trafiony, że pomimo niewielkiego ciężaru ciężko wyobrazić sobie coś, co byłoby równie efektywnym środkiem mającym na celu zabezpieczyć sprzęt przed ewentualnym uszkodzeniem, utrzymując przy tym niskie koszty. Po wyciągnięciu ramki i kolejnego „plastra” pianki, czekają na nas papierki w postaci krótkiego manuala i certyfikatu kontroli jakości, a pod nimi dwa kable. Jeden dłuższy to kabel USB-MicroUSB do połączenia z komputerem, zaś drugi (ok. 15cm) to kabelek microUSB-microUSB do łączenia ze smartfonami.

2.jpg

Jeżeli chodzi o jakość wykonania i samą konstrukcję, to dla mnie M2 jest mistrzostwem świata. Mały SMSL ma wielkość karty płatniczej przy grubości niespełna centymetra. Nie ma jednak kształtu idealnego prostokąta, lecz posiada delikatne wcięcia na obu dłuższych bokach obudowy. Jego ciężar jest znikomy, gdyż wynosi raptem 45 gram. Udało się to osiągnąć poprzez obudowę wykonaną z aluminium oraz brak wbudowanego akumulatora. Dokładnie tak, M2 nie posiada własnego zasilania i pracować może wyłącznie wtedy, gdy energia jest do niego dostarczana z zewnątrz. W przypadku komputerów i laptopów nie jest to problem, lecz w przypadku smartfonów może skutkować zdecydowanie krótszym czasem pracy baterii.

3.jpg

Wracając jednak do budowy tego malucha, to spasowaniu nie mogę absolutnie nic zarzucić. Wszystko wykonano z absolutną precyzją. Sama obudowa jest idealnie spasowana z dwoma metalowymi panelami na przodzie oraz tyle, zaś całość skręcono czterema śrubkami na klucz ampulowy. Z tyłu znajduje się wyłącznie port micro-usb będący jednocześnie portem ładowania i portem wejściowym, pozostawiając boki niezagospodarowane. OD frontu umieszczono diodę LED informującą o pracy urządzenia, wyjście słuchawkowe, zintegrowane wyjście liniowe i optyczne w jednym porcie oraz pokrętło głośności. Samo pokrętło chodzi płynnie i z małym oporem, dzięki czemu regulacja głośności odbywa się precyzyjnie.

Użytkowanie

5.jpg

Pod kątem użytkowym i komunikacji z urządzeniami sprawa jest dość prosta. Jeden port wejściowy micro-usb będący jednocześnie źródłem zasilania oraz sygnału wejściowego nie daje żadnej innej możliwości połączenia. Wystarczy zatem byle jaki kabel, żeby podłączyć M2 do komputera, którego system rozpoznaje tego DAC’a w mgnieniu oka i nie potrzebuje do jego działania żadnych sterowników. Niestety nie jest już tak kolorowo odnośnie współpracy z telefonami. Oficjalny soft Samsunga sprawia, że Note 4 nawet go nie widzi po podłączeniu przez USB-OTG, a w przypadku HTC One M7 chociaż urządzenie zostaje wykryte, to nie udało mi się zmusić go do współpracy za pomocą Neutrona, który jest moim jedynym i podstawowym odtwarzaczem na wszystkich androidowych sprzętach.

4.jpg

Z portami wyjściowymi za wiele zabawy nie ma. Do wyboru w zasadzie tylko wyjście słuchawkowe i wyjście liniowe zintegrowane z wyjściem optycznym. Z racji tego, że jest to sprzęt budżetowy, opis wrażeń sonicznych jest przede wszystkim odzwierciedleniem tego, co M2 pokazał poprzez podłączenie słuchawek poprzez wejście słuchawkowe, bez zastosowania dodatkowych wzmacniaczy.

Specyfikacja

  • Częstotliwość próbowania: 32~96KHz(włącznie z 88.2KHz)
  • Obsługa dźwięku: 16~24Bity
  • Specyfikacja USB: USB 2.0, asynchroniczny przesył danych
  • Zniekształcenia THD + N: DAC < 0.003% AMP < 0.005%
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz~48KHz
  • Wspierana impedancja słuchawek: 8Ω~600Ω
  • Maksymalna moc wyjściowa: 130mW + 130mW/32Ω
  • Skuteczność: 110dB(24Bit)
  • Stosunek sygnał/szum: DAC > 105dB amp > 100dB
  • Napięcie wyjścia: < 2Vrms
  • Zużycie energii: < 0.5W
  • Wymiary. 87 × 58.5 × 9.6mm

Brzmienie

Sprzęt używany przy testach:

Słuchawki: Mee M6 Pro, Mee P1, Sennheiser IE80, Beyerdynamic DT990 Pro 250 Ohm, Soundmagic HP150, Audio-Technica ATH-R70X

DAPy: iBasso DX80 (jako DAC USB/transport)

Wzmacniacze\DACi: Aune B1, SMSL M3, SMSL SD-793 II, SMSL M6

Zacznę od kilku słów na temat ogólnej sygnatury dźwiękowej tego małego mocarza oraz związanych z nią niuansów. Zastosowanie sprawdzonych komponentów, czyli DACa Sabre ES9023P połączonego z układem wzmacniacza MAX9722, dało wyjątkowo mocarne combo. Teoretycznie M2 ma mieć zdolność napędzania słuchawek do 600Ohm mimo zasilania prosto z portu USB, który podaje prąd o natężeniu jedynie 0.5A. W praktyce nie miał większych problemów z popędzeniem Beyerów DT990 250Ohm, z czym dawał sobie radę tak samo dobrze, jak większy SMSL M3. Niestety w związku z tym czułe słuchawki będą wyciągały sporo szumów. Na Sennkach IE80 był on słyszalny nawet wtedy, gdy grała muzyka na niskim poziomie głośności. Ponadto Ci, którzy będą próbowali podpiąć słuchawki pod wyjście liniowe muszą być przygotowani na to, że dźwięk nie koniecznie będzie lepszy. W gruncie rzeczy po krótkich próbach nie otrzymałem oczekiwanego wzrostu mocy na wyjściu. Za to z wyjścia słuchawkowego dźwięk był zauważalnie w moim mniemaniu lepszy. Co do samej sygnatury, to jest ona zdecydowanie nastawiona na muzykalność i czerpanie przyjemności ze słuchania muzyki. M2 gra po ciepłej stronie mocy, choć przy tym zaskakująco równo, gdyż żadne pasmo nie wybija się wyraźnie przed pozostałe. Rozbijając to jednak na składowe, sprawy mają się w sposób następujący.

Bas serwowany przez M2 jest podawany w sposób przyjemny i niemęczący. Nie jest to rozlazła klucha, lecz dobrze kontrolowany dźwięk o całkiem niezłej fakturze. Główny ciężar położono na mid-bas, który nieznacznie dominuje nad sub-basem sprawiając, że ogólny charakter dolnych rejestrów jest zorientowany na wspomniany wcześniej fun. Zejście też jest całkiem niezłe, choć odrobinę brakuje mocy w najniższych częstotliwościach. Za to przejście z wysokiego basu do średnicy jest płynne, miękkie i przyjemne. Perkusja w tym wypadku brzmi bardzo przyjemnie, z odpowiednim wykopem i energią. Z kolei w elektronice nie uświadczymy rozlewającego się basu, który jest świetnie kontrolowany, zachowując przy tym solidny wykop.

Średnica jakby nieco zabrudzona, mniej wyrazista i przyciemniona, choć znajduje się zdecydowanie na pierwszym planie. Taki sposób jej prezentacji z pewnością może się podobać i będzie podobał się wielu z uwagi na jej całkowicie niemęczący, przystępny charakter przy jednoczesnym zachowaniu intymnego, bezpośredniego przekazu. Zwolennicy bardziej analitycznego brzmienia zapewne nie będą zbyt przekonani do takiego sposobu grania. W kwestii gitar sprawa ma się tak, że te przesterowane będą brzmieć odpowiednio brudno i mięsiście. Jednakże przy szybkich solówkach, gdzie dochodziły do głosu wyższe rejestry, brakowało mi czystości oraz pazura. Wokale z kolei są nieco odsunięte w tył od słuchacza. Męskie wokale brzmią przez to nieco mało wyraziście, z jakby drobną chrypką. Te damskie za to są słodkie i nasycone, więc słucha się ich przyjemnie.

Tony wysokie są obecne, choć podawane w pewien ułagodzony sposób, dzięki któremu zjawisko sybilizacji zostało ograniczone i nawet na Beyerach DT990, które potrafią syknąć dosyć nieprzyjemnie, zjawisko to występowało sporadycznie, nie będąc przy tym szczególnie mocno zauważalnym. W zasadzie przy zwykłym, rozrywkowym słuchaniu jest ono całkowicie do zignorowania. Tak czy owak, elektroniczne sample maści wszelakiej mają miejsce do popisu. Jednak w przypadku talerzy perkusyjnych brakowało mi blasku oraz ostrości, do których jestem przyzwyczajony przez specyfikę chociażby Mee M6 Pro, czy posiadających górę z lekko cyfrowym nalotem Soundmagic HP150. Co za tym idzie, nie miały one tego charakterystyczne, metalicznego brzędku, przez co brzmiały matowo i nieco nijako.

Scena jest przede wszystkim rozbudowana na szerokość, choć trzyma się dosyć blisko słuchacza i dźwięki nie uciekają zbyt daleko od głowy. Na całe szczęście nie jest to granie klaustrofobiczne w głowie słuchacza, więc jest jednocześnie intymnie i przyjemnie niemęcząco. Na całe szczęście daje się odczuć również budowanie sceny na głębokość, choć nie jest to nic spektakularnego. Z drugiej strony przy tej cenie po prostu jestem czepialski, gdyż w całym gronie testowanych przeze mnie produktów SMSL, ten jest najtańszy. Separacja stoi na dobrym poziomie, choć muzykalny charakter sprawia, że część drobnych smaczków i mikrodetali jest trudniejsza do wyłowienia. Instrumenty nie zlewają się ze sobą i nawet przy tych najszybszych, najbardziej agresywnych utworach w mojej audiotece nie odnosiłem wrażenia, jakoby podawana mi była dźwiękowa papka.

Parowanie ze słuchawkami

M2 zagrał co najmniej poprawnie ze wszystkim, co mu rzuciłem, z małymi tylko wyjątkami. Pierwszym były Sennheisery IE80, w przypadku których było dla mnie zbyt mułowato, plus wspomniane wcześniej szumy były mocno denerwujące. Co za tym idzie, łączenie tego SMSLa z mocno basowymi, ciemnymi słuchawkami może się średnio sprawdzić, o ile komuś nie zależy na ciemnym, tłustym graniu. Drugim wyjątkiem były Audio Technica R70X, a to z powodu ich wysokiej impedancji wynoszącej jedyne 470 Ohm. R70X są o tyle specyficznymi słuchawkami, że mimo takiej impedancji, grają całkiem przyjemnie z dość słabych źródeł, jak gdyby wartość ta była mocno przekłamana. W przypadku jednak tego parowania, dało się słyszeć, że M2 napędza je na granicy swoich możliwości, co odczuwalne było głównie przez braki w dolnych rejestrach objawiające się znacznym ubytkiem sub-basu i nieco mniejszym mid-basu, jak również ogólnemu przytłumieniu dźwięki, który stracił część swojej dynamiki oraz czaru. Warto więc parować to urządzenie z mało i średnio wymagającymi słuchawkami, które grają V-ką lub mają zbyt ostrą górę. Z basowymi słuchawkami zabraknie dynamiki, zaś w przypadku zbyt jaskrawych słuchawek, góra zostanie nieco utemperowana, a średnica zyska na charakterze.

Podsumowanie

SMSL M2 to udany sprzęt za nieduże pieniądze, który jest idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy mają niewiele miejsca, a szukają solidnego skoku w jakości odtwarzanego dźwięku za przystępne pieniądze. Ten DAC/AMP radzi sobie nawet z dość wymagającymi słuchawkami, oferuje przystępną sygnaturę dźwiękową, jest fenomenalnie wykonany, a do tego bez problemu zmieści się w kieszonce koszuli wizytowej. Poza tym może posłużyć również jako wspomagacz do telefonów z Androidem, które cierpią na niedostatki mocy. Biorąc pod uwagę to wszystko, za niespełna 300 złotych można otrzymać wielofunkcyjne urządzenie mobilne, któremu w tej cenie naprawdę ciężko coś zarzucić.

Za użyczenie sprzętu do testów bardzo serdecznie dziękuję dsytrybutorowi marki S.M.S.L. na Polskę, firmie MIP, właścicielowi sieci sklepów MP3 Store.

1_mp3store_logo

Reklamy