Jakiś czas temu, dzięki firmie AudioHeaven, dostałem szansę na sprawdzenie dwóch słuchawkowych gwiazd z niskiej półki cenowej, a mianowicie póki co niedostępnych w Polsce Rock Zircon oraz KZ ZS1. Są to chińskie słuchawki dokanałowe, których cena zaczyna się w okolicach 10 dolarów, a mimo tego jakiś czas temu zrobiły sporo szumu na forum Head-Fi.

Co prawda do wywoływanych tam hajpów podchodzę z dużą rezerwą, szczególnie gdy mamy do czynienia z budżetowymi rozwiązaniami, jednak korzystając z okazji czas się przekonać, czy to aby nie jeden z nielicznych przypadków, gdzie coś jest na rzeczy w tworzonym wokół nich hałasie na chyba największym forum słuchawkowym na świecie.

 

Mały spis treści:
– Rock Zircon
– KZ ZS1
– Brzmienie
– Słowa końcowe

 


Rock Zircon:

Zircony dostajemy w niedużym kartoniku, na którym nadrukowano podstawowe informacje oraz grafiki prezentujące słuchawki. W środku umieszczono blister trzymający nasze dokanówki, trzy pary całkiem przyzwoitych nakładek silikonowych (rozmiary S, M oraz L), a także dokumentację i kartę gwarancyjną. I biorąc pod uwagę cenę, to ciężko się spodziewać czegokolwiek więcej w tym zestawie – dostajemy to co niezbędne i tyle. Ze swojej strony polecam dokupienie jakiegoś etui, które wydłuży słuchawkom życie.

Rock Zircon - opakowanieRock Zircon - tipsy

To co potrafi zaskoczyć w tym modelu firmy Rock, to wykonanie.

Kopułki zostały wykonane z cyrkonu (znanego choćby z noży ceramicznych), któremu nadano ergonomiczny kształt dość mocno kojarzący się z Sennheiserami IE800. Tu jednak znajdziemy tylko jeden otwór wentylacyjny, umieszczony z tyłu słuchawek w aluminiowej wstawce, barwionej na kolor złoty. Prezentuje się to ładnie, młodzieżowo błyszczy się w słońcu i sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z czymś z wyższej półki cenowej niż 10 dolarów.

Rock ZirconRock Zircon 2

Na dole kopułek umieszczono krótkie przezroczyste odgiętki, które wyglądają jak kawałek zwykłej rurki. Ale w końcu oszczędności gdzieś musiały być zrobione, a takie rozwiązanie i tak powinno dobrze spełniać swoją funkcję ochrony kabla przed złamaniem.

 

Sam przewód jest przyzwoitej jakości – nie jest zbyt cienki ani sztywny, nie ma tendencji do nadmiernego plątania się, a na prawym odcinku idącym od splitera do słuchawki umieszczono pilot wraz z mikrofonem. Rozgałęźnik, to nieduży kawałek plastiku z kawałkiem gumowego kołnierza wzmacniającego kabel. Prezentuje się przyzwoicie, nie zwraca na siebie uwagi i powinien być długowieczny. Część przewodu od splitera do wtyczki została pokryta szarym oplotem dodatkowo chroniącym przed uszkodzeniem.

Wtyk jack jest łamany pod kątem 90 stopni, a umieszczona na nim odgiętka jest krótka i sztywna. Przed nią znajdziemy dodatkowy kawałek plastiku pomagający w wypinaniu słuchawek, co jest dobrze pomyślane i ergonomiczne.

Rock Zircon - jack

 


KZ ZS1:

ZS1 są konstrukcją dwuprzetwornikową i w każdej kopułce umieszczono jeden driver o średnicy 8mm odpowiadający za tony niskie i średnie oraz jeden przetwornik o średnicy 6,8mm dla rekonstrucji częstotliwości wysokich.

Sam KZ, to jeden z producentów, który wyrósł z robienia bezczelnych podróbek słuchawek znanych producentów (Sennheiser, AKG czy Audio-Technica) i jakiś czas temu postawił na autorskie rozwiązania. Nie porywa się jednak na wysokie półki cenowe, tylko próbuje zdominować rynek w przedziale 8-15 dolarów. Oferuje tu całą gamę modeli o różnych charakterystykach brzmieniowych i konstrukcjach, a przeglądając fora internetowe, nietrudno zauważyć, że są to najczęściej polecane budżetówki. Osobiście podchodziłem do tego z umiarkowanym entuzjazmem, gdyż spora część pozytywnych opinii na ich temat pod względem merytorycznym była… dość wątpliwej jakości. Ale skoro nadarzyła się okazja, to warto spróbować jednego z modeli KZ.

 

Opakowanie w jakim dostajemy ZS1 jest pod pewnym względem dość nietypowe: niewielki czarny kartonik, na którym umieszczono nazwę i logo firmy oraz podstawowe informacje dotyczące specyfikacji słuchawek, to rzecz oczywista i powszechnie spotykana. Jednak pominięcie nazwy modelu oraz użycie ciemnej (acz odblaskowej) fioletowej farby, która nie jest zbyt czytelna na czarnym tle, to już pewne zaskoczenie.

KZ ZS1 - opakowanie

W środku znajdziemy foliowy woreczek, a w nim same dokanałówki wraz z trzema parami silikonowych nakładek w rozmiarach S, M oraz L. Tutaj pojawia się dość powszechna chińska specyfika w budżetowych modelach – wymienne tipsy nie są najwyższej jakości, jednak od razu na słuchawki mamy nałożoną parę w rozmiarze M, który pasuje większości osób, a jest ona wykonana z wyraźnie lepszych materiałów niż zamienniki z zestawu.

KZ ZS1 - tipsy

Kopułki ZS1 są duże i to nie na zasadzie „można kupić coś mniejszego”. One są ogromne jak na dokanałówki – patrząc na samą objętość, to w jednej słuchawce KZ zapewne by się zmieściła para Zirconów i jeszcze by zostało wolne miejsce. Osoby z małymi małżowinami niestety będą miały problem z ich użytkowaniem. W moim uchu miejsca jest na styk, choć wrażenie jest bardziej podobne do słuchawek typu clip-on niż do dokanałowych, co z początku jest dość dziwne. Na szczęście część obudowy stykająca się ze skórą jest przyjemnie zaokrąglona, więc jeśli nie okażą się one dla nas za duże, to dość komfortowo siedzą w uszach.

Na froncie znajdziemy po cztery duże otwory wentylacyjne, które wspomagają przetworniki w reprodukcji basu. Poza tym na obudowach umieszczono nadruki z nazwą modelu oraz oznaczeniem strony. Odgiętek na kabel jako takich nie ma, wychodzi on ze sztywnych wypustek, jednak nie ma obawy o uszkodzenie kabla, ze względu na budowę odcinków pamięciowych na przewodach, ale do tego wrócimy za chwilę.

KZ ZS1

Materiał z którego została wykonana konstrukcja kopułek, to tworzywo sztuczne, w czarnym, na wpół przezroczystym, kolorze. Dzięki temu mamy podgląd na wnętrze – przetworniki i okablowanie – jednak bez „etapowania nagością”. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwyczajne połyskliwe obudowy, a dopiero z bliska widać środek. Prezentuje się to ciekawie i tak jak w Rockach, sprawia wrażenie, że jest to coś droższego (nie tak dosadnie jak Zircony, ale jednak).

KZ ZS1 2

Przewód zaczyna się od wspomnianych wcześniej odcinków pamięciowych przy kopułkach. Jednak to nie byle jakie odcinki i w pewien sposób pasują do wielkich kopułek: to dziesięciocentymetrowe kawałki drutu pokryte izolacją (razem z faktycznym kablem), które możemy sobie dowolnie kształtować, choćby przyszło nam na myśl pionowe stawianie ZS1. Dodatkowo zostały one zakończone obciążnikami mającymi stabilizować owe odcinki, dzięki czemu jeszcze lepiej będą one trzymały słuchawki w uszach. Takie rozwiązanie jest jak najbardziej zasadne i sensowe, tyle że w przypadku standardowych miękkich przewodów. Przy sztywnych drutach mogą one co najwyżej spełniać funkcję dekoracyjną. Ale czy tak pomyślane odcinki pamięciowe spełniają swoją funkcję? Jak najbardziej tak, gdyż przy ich dobrym ukształtowaniu kopułki siedzą sztywno w małżowinach, a odpowiednie dogięcie za uchem dodatkowo wzmacnia stabilność. Czy jest to wygodne? Cóż, jest to mocno indywidualna sprawa, jednak sytuacja gdy materiał sam dostosowuje się do naszego ciała, jest zazwyczaj bardziej ergonomiczna.

Dalej mamy już standardowy kabel słuchawkowy, trochę grubszy od tego w Zirconach, ale izolacja jest mniej przyjemna w dotyku, co jest w sumie nieistotnym drobiazgiem, jeśli nie nosimy przewodu pod ubraniem, przez kilka godzin dziennie. Zastosowany spliter jest elastyczny, ma spore odgiętki i sprawia wrażenie odpornego na typowe uszkodzenia przy korzystaniu ze słuchawek.

Wtyk jack, to również w ZS1 konstrukcja łamana pod kątem 90 stopni, jednak bardziej masywna i nieco mniej funkcjonalna od tej, jaką daje nam w swoich dokanałówkach firma Rock. Jednak za to otrzymujemy większą i dłuższą odgiętkę, która powinna dobrze chronić przewód.

KZ ZS1 - jack


Brzmienie:

Czas jednak na najważniejsze, czyli opis brzmienia. Tym razem bezpośrednio zestawiam ze sobą obie recenzowane pary, gdyż wyraźnie są skierowane do tego samego klienta i więcej je ze sobą łączy niż dzieli. Tak w szybkim skrócie, to dostajemy przyciemnione słuchawki grające V (większym lub mniejszym), z głównym akcentem na basie. Czyli są to słuchawki imprezowe, do muzyki techno, dance itp., a nie delektowania się smaczkami konkursów chopinowskich.

Podczas odsłuchów korzystałem z następujących źródeł: Cyberdrive EX-2 (który znajduje się w kolejce do recenzji), xDuoo X3, Shozy Alien oraz Samsung Galaxy S6.

 

Skoro producenci naszych dzisiejszych bohaterów stawiają w pierwszej kolejności na bas, to oczywiście zacznijmy od niego. W obu przypadkach jest go dużo, daje o sobie dać od razu i raczej niechętnie się chowa. Główny akcent w Zircone został postawiony na midbasie, w ZS1 przesuwa się on w stronę średnicy. W Rockach ma on wyraźniejsze i szybsze uderzenie, a w KZ wybrzmiewa on dłużej, ale nie jest aż tak dynamiczny, co zachęca do podkręcania głośności, przez co może wydać się on bardziej monumentalny.

I tu i tu dół ma dokładnie ten sam problem: jest trochę za mało niskiego basu, trochę za dużo wyższego, przez co wyraźnie wchodzi on na średnicę i przyciemnia muzykę.

Gdy jednak przypomnimy sobie, że mamy do czynienia ze słuchawkami za 10 dolarów, które przynajmniej teoretycznie (bo w przypadku KZ oraz Rock pomijamy narzut podatkowy w Polsce) korespondują z nie tak dawno temu opisywanymi Philipsami SHE3590, Panasonicami RP-HJE125 oraz MEE RX18, to ciężko nie zauważyć, że chińska para oferuje bardziej kompletny przekaz niskich częstotliwości i nie ma w nich tak dużych kompromisów brzmieniowych.

 

Średnica oferowana przez Zircony oraz ZS1 jest mocno osadzona na basie (wręcz jest nim zdominowana), ciepła, przyciemniona i cofnięta. Instrumenty naturalne są rozmyte, tracimy dużą część detali i jest to sprawą problematyczną jeśli np. lubimy śledzić zmianę strun na gitarze. W tym paśmie bardziej cierpią słuchawki KZ, gdyż wyższa średnica nie odpowiednio podbita, więc ogół dźwięków pozostaje po ciemnej stronie, co z jednej strony praktycznie eliminuje sybilanty, które w Rockach potrafią męczyć, z drugiej bardziej przekłamuje brzmienie i obniża dynamikę muzyki. Z tego względu Zircony bym bardziej skierował w stronę fanów mocniejszej elektroniki czy metalu, a ZS1 na hip-hop, głównie ze względu na większą tolerancję na słabe wokale.

Śpiew odtwarzany na KZ jest oddalony od słuchacza i kojarzy mi się z kameralnymi koncertami w małym i zadymionym lokalu. Czyli jest dość płytko, trochę zza kotary i jak przed chwilą było wspomniane, praktycznie bez sybilantów. Konsekwencją takiego strojenia jest bardzo duża zdolność tych słuchawek do wygładzania nawet słabych nagrań, przez co są one łatwiejsze do odbioru. Loreena McKennitt czy choćby Chris DeBurgh, to nie są wymarzeni wykonawcy dla ZS1, gdyż zostaną oni przez nie stłamszeni. Ale już np. Gang Zadbani, to zupełnie inna historia: niedostatki wokalne zostają zakamuflowane, całość nabiera ogłady i możemy skupić się na słowach zamiast na niedociągnięciach wykonawcy.

Tutaj Rocki są właściwie przeciwieństwem KZ. Wyraźnie podbita wyższa średnica jest mocno wrażliwa na sybilanty i agresywna. Wokale są przekazywane bezpośrednio i mocno, co się pozytywnie przekłada na odbiór mocnych męskich głosów, dzięki czemu np. taki Disturbed jest żywiołowy, a śpiew Draimana dodatkowo daje kolejną porcję energii. Gorzej gdy chcemy posłuchać słabszych realizacji lub odprężyć się przy anielskich głosach wokalistek. Nagle okazuje się, że są one zbyt bezpośrednie, sybilizacja robi się nieprzyjemna i o odprężeniu możemy zapomnieć.

 

Tony wysokie, w żadnym z recenzowanych dziś modeli nie grają pierwszych skrzypiec, co można zauważyć choćby przy… skrzypcach. O ile w Zirconach otwarcie góry jest wyraziste i jasne, tak bardzo szybko ona opada, przez co odnosimy wrażenie, że coś wycięto z tego zakresu. Natomiast w ZS1 początek jest spokojny i w sumie niewiele się zmienia, ale jednak soprany mają tu lepsze rozciągnięcie, co sprawia, że po prostu jesteśmy w stanie więcej usłyszeć. Podobnie sytuacja prezentuje się w przypadku talerzy perkusji, które teoretycznie w Rockach są łatwiejsze do wychwycenia, ale raczej przypominają metaliczne syknięcia niż hi-haty. W KZ są one bardziej wycofane, ale za razem bliżej im do naturalnego brzmienia, co łatwiej docenić przy spokojnych odsłuchach.

 

Scena w obu parach słuchawek jest nadzwyczaj dobra jak na ten przedział cenowy. Co prawda poszczególne plany zbytnio się przenikają, przez co zostaje zaburzona holografia nagrań, tak sama wielkość sceny potrafi miło zaskoczyć. Różnica jest taka, że ZS1 są mniej bezpośrednie i w większej części niż Zircony wyciągają muzykę z wnętrza głowy.

Separacja stoi na dobrym poziomie jak na tak budżetowe rozwiązania, ze wskazaniem na słuchawki firmy Rock, które dzięki bardziej agresywnemu strojeniu przekazują detale w sposób bezpośredni.

Oczywiście o wyciąganiu drobnych smaczków z nagrań możemy zapomnieć, ale i tak można odczuć sporą satysfakcje podczas kolejnych odsłuchów.

 


Słowa końcowe:

Obaj bohaterowie tej recenzji nie mają wielkich wymagań odnośnie mocy jaką oferuje źródło, tu już zwykły smartfon wystarczy, by cieszyć się muzyką. Dość ważna jest jednak synergia, gdyż nie lubią one odtwarzaczy mało dynamicznych, w których bas jest lekko poza kontrolą, zaakcentowany bliżej średnicy. W takim przypadku i Zircony i ZS1 zrobią się bardzo rozlazłe i zamglone w odbiorze, przez co stracą cały urok. Przy Rockach warto uważać na agresywną wyższą średnicę, by jej dodatkowo nie podbić źródłem, co z kolei dobrze zrobi słuchawkom KZ.

A jak wypadają one względem konkurencji? Cóż, brzmienie mają stabilniejsze i pełniejsze niż dokanałówki, jakie możemy kupić w sieciówkach po 30-40 złotych, do tego zdecydowanie przebijają je jakością wykonania. Szczególnie Zircony wydają się naturalnym zastępstwem dla wcześniej wspomnianych słuchawek, ze względu na przekaz w mocno nakreślonym V, który nie cierpi na bolączki z dużym brakiem kontroli, szczególnie na basie.

Jednak pojawiające się opinie, że oba testowane modele dorównują dokom za 50, 100 czy 200 dolarów, to można spokojnie włożyć między bajki. Wystarczy mieć w kieszeni 100 złotych, by kupić coś zauważalnie lepszego – równiejszego w brzmieniu, bardziej uniwersalnego, z większą ilością szczegółów. Mamy w końcu spory wybór wśród takich marek jak Soundmagic, Mee audio, Brainwavz, Takstar czy również typowo chińskie VJJB K4, które za jakiś czas pokażą się na naszych łamach.

Ale przy budżecie w wysokości 10 dolarów, to naprawdę rozsądne i ciekawe produkty, a gdy dla kogoś każda złotówka ma znaczenie, jak najbardziej powinien wrzucić Rock Zircon oraz KZ ZS1 do kręgu potencjalnych zakupów.

 

Za użyczenie słuchawek do testów, Muzostajnia serdecznie dziękuje sklepowi

logo heven

Reklamy