Przez te kilka dobrych miesięcy, udało nam się zaprzyjaźnić z TA-01. Nie była to może wielka miłość z fajerwerkami od pierwszego posłuchania, jak przy S.M.S.L. M6, ale raczej obopólne uczucie oparte na fascynacji i powolnym zgłębianiu swoich tajemnic. TA-01 jest moim wstępem do świata „lamp” i pierwszą okazją do skosztowania prawdziwie analogowego grania. Do tego za sprawą tego małego pudełka z aluminium, postanowiłem przestać pisać rozwlekłe poematy, by zamiast tego w swoich recenzjach skupić się na meritum, bez niepotrzebnego lania wody i rozpisywania na kilka stron tego, że potencjometr kręci się w obie strony, a pudełko jest kartonowe. Od wymyślania koła na nowo i wciskania ludziom, że to coś wyjątkowego, są już co najmniej dwie firmy na rynku, których podejścia do klienta nie jestem w żadnym wypadku fanem.

Xduoo TA-01 to combo DAC i wzmacniacz lampowy w jednym, którego obdarzono cudownym dodatkiem w postaci chipu XMOS. Dzięki temu komunikacja z komputerem jest bezproblemowa i na dobrą sprawę po wcześniejszym zainstalowaniu sterowników do tegoż układu, teraz nie musiałem się posiłkować płytą stanowiącą element zestawu. Nota bene sterowniki w wersji „generic” musiałem zainstalować kiedy miałem jeszcze iBasso DX80, który na sterownikach z ich oficjalnej strony działać nie chciał. W zasadzie to sterowniki nie chciały działać z uwagi na brak podpisu cyfrowego. Mniejsza z tym.

Klocek jest rozmiarów raczej kompaktowych, w zasadzie dłuższy, na szerokość mając na oko tyle, co na wysokość. Idealnie wpasował się pod monitor (Dell U2311) na biurku, na którym nie mam w zasadzie za wiele miejsca i nawet po jego opuszczeniu w dół, dolna ramka monitora ledwo dotykała do obudowy. Uważać jednak należy na wystającą lampkę, bo w ferworze walki można by ją złamać, a wymiana wcale nie jest prosta. W tym celu trzeba sprzęt rozłożyć, czego osobiście nie próbowałem. Za to znalazłem w internetach, że wymiana lampy jest w stanie poprawić dźwięk i chociażby zniwelować dość znacznie pewne szumy w tle, o których kilka wyrazów dalej.

TA01_5.jpg

Co do jego wyglądu, to cóż, w oczy się na pewno nie rzuca, nie licząc wspomnianej lampki. Poza tym obudowa jest do bólu prosta, a wręcz nudna i poza pstryczkiem-elektryczkiem, diodą nadeń się znajdującą, wejściem na dużego Jacka (duży Jacek, tak jest) i wielkim potencjometrem, jedynym wodotryskiem jest pasek srebrnego amelinium na górnej części obudowy, który zgrabnie otacza wycięcie z którego spoziera czubek lampy. Mogę za to powiedzieć, że jakość wykonania jest na naprawdę wysokim poziomie. Lampa siedzi sztywno i tak, sprawdziłem to organoleptycznie. Pstryczek działa tak fajnie, że jak ktoś ma dziwne fiksacje, to spędzi dobrych kilka minut na zabawą nim. Z kolei potencjometr pracuje w ten idealnie wyważony sposób, z odpowiednim oporem i precyzją, a przy tym przy regulacji nic nie strzela w kanałach. Za to wyraźnie strzela w momencie włączania i wyłączania urządzenia, co jest naprawdę przykrym doświadczeniem. I podobno jest to typowe dla lampy, że szumi, trzeszczy i brumi cicho przez pierwsze kilkanaście minut, zanim nie złapie temperatury. Poziom tego hałasu jest tak niski, że cicho puszczona muzyka spokojnie go zagłusza. Z kolei temperatura jaką osiąga ta lampka nie ogrzeje co prawda pokoju w zimę, ale na pewno ogrzeje dłoń.

Jeszcze słów kilka o tyłach Xduoo. Tylko kilka, bo za wiele się tam nie dzieje. Wejście mini-usb, więc odpada używanie kabla od ładowarki telefonu, wejście zasilacza 12V i porty wejściowe RCA z osobnymi kanałami na lewą i prawą stronę. Wszystko to w otoczce mrocznej czerni. Na całe szczęście w zestawie jest komplet okablowania, więc nie trzeba się martwić wykopywaniem kabla mini-usb z odmętów otchłani.

TA-01_3.png

A teraz danie główne, czyli wrażenia soniczne. Mógłbym w zasadzie odesłać do recenzji Fatso, gdyż nasze odczucia co do sprzętu są w gruncie rzeczy niemal identyczne, ale jednak chciałbym dorzucić coś od siebie. Zaczynając zatem standardowo od samego dołu… No dobra, nie od samego dołu, bo niestety (lub stety dla niektórych), TA-01 nie oferuje basu głębokiego jak paszcza otchłani i nawet grające mocnym sub-basem Soundmagic HP150, będą z tego pasma nieco wykastrowane. Lampka nadrabia to jednak bardzo przyjemnym mid-basem, który daje zarówno poczucie masy jak i wypełnienia, więc fani wygaru na stopie perkusyjnej nie będą mieli powodów do narzekań podobnie jak Ci, którzy lubią czasem posłuchać brzdąkania gitary basowej. Ogólnie dolne rejestry są jakby zaoblone, skoncentrowane na środkowym ich rejonie, lecz mają charakter muzykalny i relaksujący. Beretu z głowy nie zerwie, ale ta będzie się na pewno rytmicznie bujać.

Średnica jest gładka i niezwykle przyjemna, co cieszy nawet na wspomnianych HP150, które grały z TA-01 zdecydowaną większość czasu. Lampka dodaje mięsa i naturalności brzmienia tym słuchawkom, czyniąc je przy dłuższych odsłuchach zdecydowanie mniej męczącymi. W moim odczuciu wokale, zarówno męskie jak i żeńskie, miały odpowiedni poziom dociążenia i w żadnym wypadku nie brzmiały sucho, czy pusto. Nawet w przypadku ciężkiego, głębokiego growlu. Znawcą muzyki poważnej i instrumentów orkiestrowych nie jestem, więc powstrzymam się od oceny brzmienia fortepianów, skrzypiec i altówek. Tyle powiem, że Paganini, Brahms i Rachmaninow brzmieli dla mnie cudnie 🙂

Cieszy mnie to, że górne rejestry choć ładnie rozciągnięte, nie zostały pokierowane w stronę „cyfrowego” charakteru, czy przesadne przejaskrawienie. Słychać „metal” w talerzach, a samo połączenie ze średnicą jest na tyle gładkie, że TA-01 nie eksponuje sybilantów, choć też ich całkowicie nie maskuje. Może się więc zdarzyć, że czasem coś zasyczy, lecz nie jest to zjawisko na tyle przykre, by trzeba było przed tym ostrzegać. Wręcz mogę powiedzieć, że było to mniej dokuczliwe przy sparowaniu z rekablowanymi Beyerami DT990 Pro, niż kiedy te same słuchawki współpracowały z SMSL’em M6. Wtedy potrafiły nieprzyjemnie pociąć w uszy. A tak nie męczą specjalnie i pozwalają na długą, relaksującą posiadówę przy ulubionej muzyce.

W kwestii sceny, to faworyzowana jest na pewno głębia, a w mniejszym stopniu szerokość. Nie ma jednak uczucia klaustrofobicznego zamknięcia nawet mimo tego, że wokale trzymają się blisko słuchacza w niemal każdym wykonaniu. Instrumenty są poprawnie ułożone w przestrzeni, choć na mój gust odrobinę brakuje między nimi powietrza, żeby całość mogła zabrzmieć tak jak lubię, czyli przestrzennie, z rozmachem i spektakularnie. Najważniejsze jest to, że nawet w ciężkich, dynamicznych kawałkach nic się nie gubi, a przekaz zachowuje spójność. Poza tym w połączeniu z HP150, używałem lampiaka do CS:GO. Na pewno zyskiwałem sporo w kwestii pozycjonowania przeciwnika. Mogłem określić jego odległość oraz kierunek w większości przypadków z na tyle dużą precyzją, by wykorzystać to na swoją korzyść. Ot, przewaga na tyle istotna, że wielokrotnie zaskakiwałem przeciwnika ze słabszym sprzętem, który kompletnie się mnie nie spodziewał gotowego do akcji 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Xduoo TA-01 to sprzęt solidnie wykonany, dobrze brzmiący i rozsądnie wyceniony. Może być nie tylko idealnym wstępem do świata lampowego HiFi, lecz solidnym elementem domowego toru, który dogada się ze sporą ilością słuchawek. Ma na tyle dużo mocy, że z DT990 Pro 250Ohm nawet się nie spocił, choć nie testowałem go z niczym mocniejszym. Ot, mogę powiedzieć, że jak przy X2 i X3, tak i tym razem chińska marka się popisała.

P.S. Zdjęcia tylko z internetów, bo karta z aparatu żony pokazała środkowy palec i udała się do krainy martwych pamięci.

Reklamy