Aune E1

O słuchawkach dokanałowych Aune E1 zrobiło się głośno już jakiś czas temu. Niemal każdy był zachwycony po ich odsłuchu, ale nawet na stronie producenta nie ma po nich śladu. Okazuje się jednak, że znów są dostępne i to na wyłączność polskiego sklepu Audeos. Dzięki temu i do mnie trafił egzemplarz testowy, jeszcze ciepły i pachnący, prosto od Macieja z Audeosa (z Audeos? z Audeosu?).

Kosztują one 599 złotych, więc wchodzą na średnią półkę cenową i mają wokół siebie sporą konkurencję, tak więc zapowiada się ciekawy bój.

 

Wyposażenie

Po ich odebraniu nieco się zdziwiłem niedużym rozmiarem paczki, więc szybko zabrałem się za macanko. Efekty?

Jak na taką kwotę dostajemy nadspodziewanie małe pudełko, kojarzące się trochę z tym od VSonic GR07. W środku znajdziemy egzemplarz E1, po trzy pary nakładek z wąskim i szerokim wylotem (rozmiary S, M oraz L), parę uniwersalnych pianek oraz karteczkę ze specyfikacją.

Jak widać nie wymieniłem żadnego etui czy woreczka, gdyż po prostu go tu nie ma, co jest niemiłym zaskoczeniem. Ale nie smućmy się, gdyż od teraz Audeos, wybiegając przed zestaw oferowany fabrycznie, dodaje w gratisie metalowe zakręcane etui, prosto od Aune.

 

Konstrukcja

Same słuchawki, to klasyczna konstrukcja o pękatych kopułkach, z kablem prowadzonym ku dołowi (choć nic nie stoi na przeszkodzie by poprowadzić go za uchem, ja tak nawet wolę). Wyglądem niezbyt się wyróżniają, plastikowe tulejki pod kątem prostym i szare aluminiowe komory przetworników bez żadnego logo, nie pozwalają nam nawet na ustalenie producenta, co może się spodobać osobom często poruszającym się w środkach komunikacji miejskiej, przebywających w szkołach, czy innych zatłoczonych miejscach, w których rośnie ryzyko, że nasze dobra zmienią właściciela bez zgody z naszej strony. Nierzucające się w oczy, nieco smutne słuchawki raczej nie powinny być dla nikogo łakomym kąskiem, a przynajmniej nie do czasu, aż ich nie posłucha.

Jedynym ozdobnikiem są czerwone kapselki przy wgłębieniach wieńczących końcówki obudów. Szkoda, że ta czerwień, z lekka wpadająca w róż, jest po obu stronach. Gdyby przykładowo na prawej był ten kolor, a na lewej choćby niebieski, to w dzień szybko moglibyśmy zidentyfikować strony przed aplikacją w uchu, co aktualnie jest utrudnione, gdyż jedyne oznaczenia znajdują się na wewnętrznej stronie odgiętek, gdzie i tak trudno je dostrzec.

E1 - kanał

Za to należy pochwalić Aune za jakość wykonania i materiały. Nie ma tu żadnych niedociągnięć, wszystkie elementy są świetnie spasowane, nie znajdziemy resztek kleju czy nierówno przyciętych części. Kabelek nie jest odpinany i wzrokowo nie sprawia wrażenia nadzwyczaj mocnego, ale jest to 25 skręconych miedzianych żył wzmocnionych kevlarem, więc jego zerwanie będzie wymagało większego wysiłku. Dodatkowo udało się osiągnąć w E1 niski efekt mikrofonowy, mimo że na kablu nie ma ściągacza, który by pomógł ułożyć przewód.

 

Pod względem wygody ciężko o narzekanie i jeśli tylko nie mamy wąskich kanałów słuchowych, w których nie mieści się standardowa tulejka T400, to słuchawki powinny siedzieć pewnie i nie będą wymagały ciągłego poprawiania w uchu. Ze względu na to, że plastikowa tulejka przechodzi płynnie w komorę przetwornika, w zbliżające się powoli zimne dni skóra przy uszach będzie miała bardzo ograniczony kontakt z lodowatą aluminiową obudową, co mocno poprawi komfort w pierwszych chwilach po założeniu Aune.

 

Brzmienie

E1 wyposażono w drivery z berylową powłoką i już od początku wzbudzało to moje zainteresowanie, gdyż pewnym zbiegiem okoliczności, praktycznie wszystkie dokanałówki z tego typu rozwiązaniem jakie kojarzę, charakteryzowały się przyjemnie ciepłym dźwiękiem o wysokiej dynamice.

Żeby sprawdzić czy dalej mam to szczęście, zaprzęgłem słuchawki do takich źródeł: FiiO Q1 Mk2, HiBy R3, Samsung S7, Shanling M0, Shozy Alien Gold, Shozy Alien+, xDuoo D3 Nano, xDuoo X3 II.

 

Jednak zanim zacznie się na poważnie słuchać Aune E1, warto dać im pograć kilkadziesiąt godzin, by się ułożyły. Zmiany nie są drastyczne, ale z czasem dźwięk nabiera ogłady i wyższej kultury, czyli po prostu słuchawki brzmią lepiej.

 

Gdy już je wygrzejemy i siądziemy do odsłuchów, to szybko w uszy rzuci się nam bas. Nie jest on monumentalny i mocno przesadzony, ale nie pozwala o sobie zapomnieć. Jednak to co jest w nim najważniejsze, to nie ilość, a jego różnorodność. Potrafi uderzać szybko w punkt, by zaraz przejść do głębokiego mruczenia, przy okazji szybko przeskakując pomiędzy subbasem, a wyższymi regionami tego zakresu. Jedyny gatunek muzyczny, w jakim dół był dla mnie trochę za wesoły, to muzyka klasyczna, gdzie kotły czy wiolonczele wybrzmiewały nieco za długo i za blisko średnicy. Jednak jest na to prosta rada, ale o tym będzie trochę później.

 

Tony średnie są lekko ocieplone i dynamiczne, co dodaje im naturalności, choć takiej lekko ubarwionej, co akurat w czasie odsłuchów na mieście może być dużym plusem. Gdy dodamy do tego pewne przybliżenie średnicy do słuchacza, dostajemy angażujące i intymne brzmienie, które jednocześnie ucieka od kluchy, jaka lubi trapić słuchawki zestrojone w ten sposób, gasząc detale i energię w nagraniach. Tu instrumenty mają przyjemne i bogate wybrzmiewanie, trochę podkolorowane, więc niekoniecznie dla purtystów zamiłowanych w analizie nagrań, ale świetnie wypada w nowoczesnych gatunkach, zachęcając do tupania w rytm muzyki.

Do tego dochodzą bliskie wokale, stabilnie ułożone na średnicy, bez atakowania sykliwymi spółgłoskami czy pogłosu, jakby ktoś miał katar podczas śpiewania. Jest tu żywo i czysto, słuchacz szybko wsiąka w wokale, szczególnie męskie głębokie i delikatne kobiece, które przyjemnie wibrują w uchu.

 

Tony wysokie są rozciągnięte, szybkie i wyraźne, ale nigdy nie robią się agresywne, ani gdzieś tam schowane, wyłaniające się tylko czasami jak zza firanki. W E1 ich obecność ciągle jest namacalna, a brzmienie instrumentów daje dużo frajdy, gdyż są oddawane w przekonywujący sposób, z odpowiednim wybrzmiewaniem i ładną barwą. Jedynie, tak jak w przypadku basu, niekoniecznie będzie to idealny wybór do klasyki, gdyż skrzypce czy inny trójkąt nie są aż tak krystaliczne jak koneser takich dźwięków może oczekiwać. Co prawda dzięki temu Aune są bardzo uniwersalne, bo nie błyszczą nadmiarem góry choćby w techno, ale pewna grupa słuchaczy może czuć się niedopieszczona.

 

Wielkie wrażenie może robić scena, bo jak na ten przedział cenowy jest zaskakująco spójna, z wyraźną głębią, sporą ilością przestrzeni na bokach i dobrym lokalizowaniem poszczególnych dźwięków. I nie ma przy tym sztucznego rozciągania sceny – jest intymnie, ale słychać, że całość jest nie tylko wieloplanowa, ale i całość dobrze się ze sobą łączy, bez efektu pustej hali i męczących nadmiarowych pogłosów.

Podobnie wypada szczegółowość, gdyż jak na takie pieniądze znajdziemy tu naprawdę dużo szczególików w muzyce, łącznie z mikrodetalami, typu kaszląca osoba z trzeciego rzędu widowni. Co ważne, nie jest to analiza rzucona na twarz, którą łatwo osiągnąć przez podbicie wyższych częstotliwości, co jest niezwykle modne w tańszych dokanałówkach z Chin. Tu jest wszystko podane z klasą, w tle muzyki, a nie na froncie, dzięki czemu nie ma mowy o zmęczeniu nadmiarem informacji.

 

Gdy już zaczniemy rozważać, czy jest to dobry wybór dla naszego odtwarzacza czy telefonu, to najczęściej odpowiedź będzie pozytywna, gdyż nie są to wybredne słuchawki ani w stosunku do mocy (choć jak jest jej więcej niż w normalnym telefonie, to brzmienie E1 dodatkowo potrafi się poprawić), ani w stosunku do strojenia źródła. Z ocieplonym Shanlingiem M0, to wręcz idealna para na wynos, bo nic nie jest przesadzone, a frajdy cała masa. Jaśniejszy HiBy R3? Brzmienie się wyrównuje, ilość wyższego basu spada, góra dostaje więcej blasku, więc całość nadaje się bardziej do spokojnego słuchania. Samsung S7, to taka trochę smartfonowa kopia M0 pod względem sparowania z Aune, czyli kupa zabawy, ale bez brutalnego atakowania naszych uszu, tylko znajdziemy tu mniej detalu niż w Shanlingu. FiiO Q1 Mk2 leży gdzieś pomizy M0 i R3, a choć jego główną bolączką jest mocno taki sobie układ wzmacniający, to E1 spokojnie sobie to kompensują. xDuoo X3 II może być zaskoczeniem, bo dodatkowo uwidocznia bas oraz górę i dodaje dynamiki, więc przy cięższym metalu powstaje efekt “wow”.

Jedynie odtwarzacze z którymi nie za bardzo Aune E1 się lubią, to te od Shozy, co było dla mnie niemiłym szokiem, bo spodziewałem się wręcz genialnej synergii. A tu na Alienie+ jest po prostu tak sobie, a na Goldzie wręcz słabo, z rozjeżdżającym się dźwiękiem…

 

Konkurenci? Na pewno Periodic Audio Beryllium. Obie pary brzmią nadspodziewanie podobnie, jedynie Aune ma troszkę mniejszą scenę, kapkę mniej detali i jest to nieco jaśniejsza para słuchawek. Za to są dwa razy tańsze od Beryllium i dwa razy lepiej wykonane.

W drugiej kolejności bym postawił Cozoy Hera, które są tańsze i równiejsze, ale brakuje im głębi E1 oraz oferują niższą szczegółowość dźwięku.

Master & Dynamic ME05 raz są drożej, a raz taniej niż E1. I jak je lubię, tak po przejściu na nie prosto z Aune wyraźnie brakuje lepiej zarysowanej średnicy oraz głębi sceny. Za to całość wydaje się trochę gładsza od Aune, więc zapewne część osób wybierze takie brzmienie.

Ciekawie prezentuje się konfrontacja z iBasso IT01. Jak im dobrze dobierzemy nakładki i uda się zaaplikować je odpowiednio głęboko, by opanować szeleszczącą górę, dostajemy nieco jaśniejszą wersję E1 – świetny bas, dobra dynamika, szeroka scena. Tylko średnica jest dalej i ponownie nie ma tej głębi.

Nie wiedzieć czemu, pojawiło się sporo głosów porównujące Aune E1 do MEE P1. Otóż są to absolutnie różne słuchawki. Nawet pomijając różnicę w cenie i wyposażeniu (obie cechy konkretniejsze są w MEE), to dźwiękowo nawet koło siebie nie leżały. P1 są zdecydowanie jaśniejsze, w większym stopniu akcentują soprany, grają szerszą sceną i są bardziej detaliczne. Nie trudno mi sobie jednak wyobrazić sytuację, że dla kogoś liczy się bardziej rozrywka niż śledzenie ruchów smyczka na strunie. Do tego Aune nie potrzebują specjalnie dużych ilości mocy, podczas gdy MEE wymagają małej elektrowni by się rozkręcić.

 

I na koniec ciekawostka. Napisałem wcześniej, że wyższy bas można ograniczyć w prosty sposób. Otóż E1 są bardzo podatne na zmianę nakładek. W zestawie mamy pary z szerokim i wąskim wylotem, z czego dla mnie te wąskie są nieciekawe, bo słyszalnie zagęszczają muzykę, a dołu robi się jeszcze więcej, w bonusie ze spadającą dynamiką. Tak więc osobiście wolałem zostać przy tych szerokich wylotach.

Ale co by się stało, gdybyśmy założyli jeszcze coś innego? Pianek nie chciałem, bo obawiałem się misiowatego dźwięku, jednak wygrzebałem z szafy silikonowe biflange (czyli zwykłe gumki z podwójnym kołnierzem) o dość szerokim wylocie i nagle spada ilość wyższego basu, a scena dodatkowo się otwiera, sprawiając, że nawet moje narzekania na klasykę przestały mieć uzasadnienie…

 

Podsumowanie

Aune E1, to bardzo dobre słuchawki dokanałowe. Ich brzmienie daje masę frajdy podczas odsłuchów, oferując przyjemnie ocieplony dźwięk o wysokiej dynamice, z solidnym, ale nieprzesadzonym basem, intymną średnicą i bogatą górą, która nie męczy. Gdy dorzucimy do tego poukładaną scenę i małe wymagania odnośnie źródła dźwięku, otrzymujemy świetną bazę pod przenośny zestaw muzyczny.

Dla miłośników rozrywkowego brzmienia, którzy nie chcą wydawać fortuny na słuchawki, to może być stacja końcowa w poszukiwaniach.

 

Zalety:

  • dynamiczne brzmienie, jednocześnie dość zrównoważone, jak i rozrywkowe,
  • zróżnicowany bas o wysokiej kulturze,
  • rozbudowana scena oraz solidna holografia jak na ten przedział cenowy,
  • dobra szczegółowość,
  • solidne wykonanie,
  • metalowe etui jakie dorzuca Audeos przy zakupie.

 

Wady:

  • ubogie wyposażenie jak na ten przedział cenowy (w wersji bez gratisa),
  • mało widoczne oznaczenie kanałów,
  • dla fanów przejrzystego i neutralnego brzmienia może być za dużo basu i za spokojna góra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s