Napiszę dla was dzisiaj parę słów o wrażeniach swoich z porównania dwóch par słuchawek Beyerdynamic. Nie będzie to recenzja, raczej zestawienie z odsłuchu na szybko. Mało je znam, a w dodatku słychać, że dwóm tym egzemplarzom przydałby się inny tor, którego w tej chwili nie posiadam.

Być może, z nowym sprzętem przedstawię kolejną część porównań. Na razie skupię się na połączeniu z FiiO X5 w użyciu jako DAC/AMP na sterownikach 2.23. Dźwięk w tym wydaniu zgrywa się z tymi słuchawkami gdzieś po środku, uniwersalnie. W funkcji DAP na FW 2.20 X5 wyraźnie faworyzuje pod względem synergii DT-150, pozostawiając DT-990 pro troszeczkę zbyt jazgotliwymi. Inny FW pewnie mógłby w jakiś sposób odwrócić sytuację.

Mimo, że słuchawki są z tej samej bajki – jak się rozejrzymy to znajdziemy je przy konsoletach w studiach nagraniowych – oraz dzielą podobną germańską filozofię dźwięku, to charakterystykę mają do siebie przeciwną. Przyrównać to można do chińskich duchowych spadkobierców Beyerdynamica – które są bardziej dostępne cenowo i być może, dlatego obecnie bardziej znane – Superluxów. Mimo, że mają rozmaite charakterystyki, to jakość i pewną surowość dźwięku zachowują podobną.

Teraz, szczególnie na rynku konsumenckim idzie się odmiennymi drogami, producenci starają się zabłysnąć w nowych modelach jakimiś sztuczkami dźwiękowymi. Wiele takich projektów jest bardzo udanych (wiele ponosi klęskę), ale Beyerdynamic’i – oldschool wśród nauszników – dalej zadziwiają profesjonalnością dźwięku. Jest to dźwiękowo solidna rzemieślnicza robota, nastawiona pod konkretne zadania. Bez wydziwiania i urealniania.

Ich odbiór w pierwszym kontakcie na podstawowym źródle może się dawać wrażenie “normalności” i “zwykłości”. Dlatego też ich zalety wychodzą dopiero, gdy znany nam utwór muzyczny otwiera się przed nami na nowo. Lub gdy dostrzegamy jak dokładnie różnicują nasze źródła dźwięku, których cechy w końcu możemy rozpoznać i ugotować z poszczególnych elementów toru smaczny posiłek melomański. Tym samym sposobem, można przekształcić je z porządnych produktów ze średniej półki, w bolidy wyczynowe, dość wysokich lotów. O! Takie z nich wdzięczne narzędzia, zarówno w rękach profesjonalistów jak i audiofilów.

Przyznam szczerze, że przyciągną mnie do nich taki właśnie ich urok i dziwny sentyment, jaki w tym hobby nabywamy do pewnych “okazów”. W innym przypadku skierowałbym się pewnie w stronę np. może droższych ale łatwiejszych w napędzeniu Philips Fidelio X2 (które zresztą też mam na celowniku) lub innych powstających jak grzyby po deszczu marek, nie patrząc się już za siebie, a jedynie szukając bezpośredniej synergii z X5. W ostatnim jednak zrywie niczym husarski żołnierz wyruszam na przeciw legendarnym niemieckim bohaterom.

No dobra wróćmy do zestawienia. Różnica między nimi jest jak w zamierzchłych armiach między jazdą ciężką (DT-150), a jazdą lekką (DT990pro). Obie mają znaczenie strategiczne, swoje wady i zalety.

Muza do testów:

Tytuł Artysta
Trouble’s Lament Tori Amos
Concerto No. 1 in E major, Op. 8, RV 269, „La primavera” (Spring): I. Allegro Anne Akiko Meyers, English Chamber Orchestra & David Lockington
Darkest Dark, Brightest Bright Amber Rubarth
St. Thomas Sonny Rollins
Change Partners Pierrick Pedron
Jácaras Ciaramella
Spy Boy / Flag Boy Christian Scott
Another Country Cassandra Wilson
Ain’t We Got Fun Alexis Cole
Brasilia Robert Len
Juego de Relojes / Game of Clocks Smoke & Mirrors Percussion Ensemble
Fireopal (Acoustic Version) Ottmar Liebert

Tutaj można ją zdobyć.

DT990 pro – „Lekka jazda”.

Wjechały na teren bitwy nie mając odpowiedniego wsparcia, ze strony toru. Mimo niezwykłego potencjału na X5, poniosły porażkę „synergiczną”. Zaczęło się od wejścia Tori Amos.  Z początku szarpnięcia strun  gitary i…. czujemy agresywny podjazd prosto w punkt strategiczny – wokal. Jest w centrum uwagi, reszta nie bardzo się liczy. Jest podany w sposób neutralny, ani intymnie, ani z dystansu, niczego nie brakuje, ale ciężko wskazać, aby było coś dodane. Jest szczegółowy, ale nie ziarnisty.

Można było by uznać, że jest ok. Tylko reszta elementów  to takie świśnięcia szablą, przecinające powietrze – stopa punktowa, razem z basem plumkają sobie w tle, nie podkreślają grubości dźwięków, cały przekaz niczym w samo południe doświetlony przez przeszywające słońce. Gitary i pianino są wyraźne i dynamiczne, lecz bez charakteru i rozciągnięcia. Mamy odpowiedni stopień separacji i poukładanego dźwięku, ale bez finezji, taka żołnierska robota. Cechą tak naprawdę charakterystyczną jest otwartość dźwięku w pionie i wszerz, z dostrzegalną głębią, bez wyraźnych granic.

W zasadzie reszta utworów gra w podobnym stylu. Słuchawkom brakuje wypełnienia i zmiękczenia. Większość rzeczy jest robiona poprawnie, ale z dużą wstrzemięźliwością. Jest to zła synergia dla tych słuchawek. W dodatku cofnięta średnica mimo poprawiania techniczności to odchudza jeszcze bardziej dźwięk. Podejrzewam, że każde przyciemnienie tego przekazu poprawi sytuacje, wprowadzając więcej kontrastu.

Jednak by nie zostawiać w takim nastroju tej jednostki to powiem co mi się podoba. Wszelkie cykanie, brzęczenie, dzwonienie, drganie w utworze Cassandry Wilsone jest rozdzielcze dosadne i energetyzujące, ale mojej granicy bólu jeszcze nie przekroczyło. Smyczki w utworze  Clarinet Quintet in B Minor, Op. 115 IV. Con moto mają świetną dynamikę wraz z wciągającą żywiołowością.

Na koniec dnia może się wydarzyć dziwna rzecz… odpalam Spotify, na którym jest trochę większa kompresja i w wielu utworach nawet w tym zestawieniu zapewniły mi przyjemność z korzystania, dodają do muzyki klarowności, tworząc dość znaczącą przestrzeń. Z łatwością rozkładającą utwór w stronę w pełni wirtualnej sceny. Jest to granie z pazurem i dynamiką, ale nie nerwowe. Jest bardzo dobrze jeśli ktoś lubi taki czyste jasne granie.

Po całym dniu testowania założyłem leżące obok łóżka Fidelio. Okazały się one “bardziej” pod każdym względem, dynamiczne, wypełnione, szczegółowe, rozdzielcze, zrównoważone, finezyjne. Lecz nie mam pretensji do DT, miałem z nimi wcześniej styczność na innych torach i wiem, że nie powiedziały swojego ostatniego słowa. Philipsy zostały po prostu stworzone pod uboższe warunki i od razu nastawione na finalny efekt.  Nie mają jednak one takich możliwości w scenie jak 990tki.

Nie wątpię, że ta jednostka moich oddziałów może stać się czymś więcej niż lekką jazdą. Jednak w tym zestawieniu bardzo pasuje takie określenie, choć w efekcie końcowym zawiodły sprawy logistyczne. Fakt może przyzwyczajony jestem do ciemnego brzmienia i dlatego tak odbieram te Beyery.

DT-150 – „Ciężka jazda”.

Ta jednostka to zupełnie inny kaliber. Nie będziemy bawić się w strategie, tylko przewałkujemy się przez teren walk mając nadzieję na nieduże ofiary. Atmosfera jest jakby lepsza, mocno się ściemniło, to raczej ciemne granie. Towarzysz broni – X5 – okazał się połączeniem co najmniej… no właśnie. Z jednej strony, nie ma pików, nie ma zgrzytów, ale ktoś tutaj obiadu przed walką nie jadł. Dźwięk jest przyjemny, masywny, soczysty, relaksujący, ale również powolny, wlokący się i mimo, że pewna struktura się wyłania, to brakuje w tym pary i kunsztu. Słuchawki na Flag boy’u w basie nie wyrabiają, zaczynają dudnić, nie ma on lokalizacji i braknie konturów.

Średnica jest przyjemnie neutralna barwą, ciemna, klimatyczna, ale też gęsta. Gubią się niestety detale i faktury. Słuchawki na pewno w tej formie nie są do analizy, mimo, że pewien zadowalający poziom szczegółowości został zachowany i dużo się dzieje, to góra jest nieśmiała i delikatnie tylko wyłania się z przekazu ładnie cykając, lecz nie wprowadzając niuansów.

Spektakl Alexis Cole z kapelą wypadł w baaardzo zrelaksowany ciągnący się sposób. Przyznam, że czasami lubię takie niezobowiązujące granie, odpręża i sprawia, że zwalnia czas, choć odbiega od pewnych moich standardów. To samo w klasyce, jest klimat, lecz do odpowiedniego poziomu się to nie zbliża. W innych utworach zachowują się podobnie.

Jest coś urzekającego w takim graniu, coś z dawnych czasów, w wersji vintage. Człowiek nie zastanawia się jak coś gra, po prostu leci gitarka w Fireopal , to się w tym zatapiamy i nic nam nie przeszkadza, by odpłynąć. Wibracje grubej struny służą za podkład basowy :D. Scena nie jest w tym połączeniu taka duża, a też wydaje się od strony intymnej pokazywać to co trzeba, bez wrażenia natłoku.

Myślę, że bitwy nie przegrały, ale też jej nie wygrały. Odpalając spotify również pokazały się z przyjemniejszej strony niż z utworami z HDtracks. Przede wszystki dostajemy potężny dyskotekowy bas, który potrafi zagrzmieć. Niestety znika na najniższych rejestrach, ale można mu to wybaczyć. Wykazują się też przyjemną głębią bardziej widoczną niż wcześniej. Uwidocznia się też w niektórych utworach fajny tembr gitary elektrycznej i sample pianina brzmią w bardziej przekonywujący sposób.

Są to słuchawki, w których dla zadowalającego efektu będzie trzeba rzeźbić dalej i wyciągać to czego nie ma na starcie. Uważam, że warto! Jako jedne z nielicznych czarują dla mnie muzykę i jest to jedna z dróg, którą chętnie pójdę.

Jak możecie wywnioskować z powyższych opisów za wcześnie by wydawać wyroki. Choć pokusiłbym się o stwierdzenie, że obie pary ze sobą nie konkurują. Celują w tak różne gusta, że ciężko stwierdzić, czy którejś z par warto wskazać przewagę.

Reklamy