Niedawno, dzięki firmie Audioheaven, do Polski trafił xDuoo XQ-10 – czyli kosztująca 119 złotych konkurencja dla Fiio E6. A że wśród małych tanich wzmacniaczy na naszym rynku praktycznie nic się nie dzieje, to czas przedstawić tego małego ampa.

Dane techniczne:

  • Power Source: DC4.2V built-in li-polymer rechargeable battery
  • Output power: 100mW(32Ω load)
  • Frequency response: 10Hz-100KHz(±0.5dB)
  • Gain: 6dB
  • THD+N: 0.001 %( 1KHz)
  • S/N: 104dB
  • Suitable Headphone Impendence: 8Ω-300Ω
  • Charging time: <2H
  • Playback time:>20H
  • Size: 62.5*36*10mm
  • Weight: 30g

xDuoo XQ-10

Jak widać dostajemy w ręce małą i zgrabną kostkę. Ładnie spasowana obudowa zrobiona z metalu powinna wytrzymać długi okres użytkowania, bez specjalnego pieszczenia się ze sprzętem. W pudełku jest jeszcze interkonekt jack-jack o długości 10 cm niczym nie różniący się od tych dodawanych do Fiio E6, przewód USB służący do ładowania baterii oraz papierologia.

Na pierwszy rzut oka wzmacniacz wygląda na rebrand ampów Hippo: Cricri oraz Mooka (szczególnie przy tym drugim XQ-10 wygląda niemal jak kalka). Przy kolejnym spojrzeniu znajdziemy drobne różnice, ale już w po chwili w dłoni wiemy, że to jednak inne konstrukcje – xDuoo jest leciutki, Hippo czuć w dłoni. Tak więc jeszcze przed odpaleniem pozbyłem się złudzeń, że dostaniemy o wiele tańszą wersję modeli konkurencji.

 

A samo użytkowanie?

Przy pierwszym kontakcie zwrócił moją uwagę przycisk uruchamiający, trochę za lekko chodzi, można go wcisnąć przypadkiem. Natomiast w czasie pracy XQ-10 lekko szumi (poziom xDuoo X2) i potrafi zebrać szum z komórki przy połączeniu, jednak jest to zwyczajowy problem małych wzmacniaczy.

Pokrętło zmiany głośności chodzi pewnie, nie ma problemów z ustawieniem poziomu generowanych decybeli, ale na samym początku nie łapie równo kanałów. Niebieska dioda sygnalizująca pracę nie oślepia w nocy jak np. wspomniany wcześniej Mook. Dyskretnie daje znać, że działa i tyle – to mi się podoba.

 

Odnośnie samego grania, postanowiłem napisać jak reagują na niego poszczególne odtwarzacze i słuchawki, jakie z nim parowałem.

 

1) Odtwarzacze:

 

Fiio X1 (fw 1.5) – przy XQ-10 podpiętym poprzez line-out dostajemy bardziej dynamiczne granie niż przy korzystaniu z wyjścia słuchawkowego. Góra się ociepla, traci ciągoty do sybilizacji, jakie przejawiała na niektórych płytach. Bas dostaje więcej mocy, chociaż za dużo się go pojawia przed samą średnicą. Nie jest jednak to tak misiowate brzmienie jak goły X1. Dodatkowo lekko poszerza się scena, ale kosztem obniżonej analityczności. W tym połączeniu dokupienie xDuoo ma sens, jeśli męczy nas mało dynamiczne brzmienie Fiio – brzmienie nie będzie pozbawione wad, ale i niedużo wydajemy.

 

Samsung Galaxy S6 – synergiczne połączenie. S6 wytraca swój cyfrowy przydźwięk, brzmienie nabiera masy i bardziej naturalnego posmaku. Po odłączeniu xDuoo każdorazowo miałem wrażenie, że czegoś w dźwięku zaczyna brakować. Nie zauważyłem zmian w prezentacji sceny, a choć część mikrodetali zaczęła uciekać, to w trakcie spaceru było to całkowicie pomijalne. Właśnie tego połączenia najchętniej używałem, miałem poczucie dopełniania się i znoszenia wzajemnych wad. Jak na 120 złotych, to całkiem rozsądna inwestycja.

 

Sansa Clip+ (Rockbox) – otrzymujemy więcej wyższego basu oraz przyciemnioną górę, która daje poczucie zmatowienia dźwięku. Zmiany brzmieniowe można rekompensować poprzez korektor, ale prócz innego rozkładu tonalnego otrzymujemy również lepszą kontrolę nad dźwiękiem, a poprzez nią poprawę szczegółowości. W tym przypadku XQ-10 może być dobrym wyborem jeśli posiadamy dość wymagające słuchawki o jaśniejszym brzmieniu. Przy basowych potworkach dół zaczyna się przelewać na średnicę, co jeszcze potęguje taka a nie inna prezentacja góry.

 

xDuoo X2 (fw v6) – bardzo nieduża zmiana brzmienia. Znów można zauważyć większy nacisk na bas i wygaszanie góry, jednak w mniejszym wymiarze niż w przypadku Clipa+. Scena, szczegółowość i kontrola pozostają bez zmian. Łączenie ze sobą pary xDuoo jest raczej pozbawione sensu, bo podobny efekt, choć w większym zakresie, można uzyskać korzystając z presetów korektora w odtwarzaczu.

 

2) Słuchawki:

Audio-Technica ATH-AD700X – xDuoo poprzez zdjęcie podbicia pomiędzy średnicą a tonami wysokimi i dodanie basu, wyrównuje brzmienie tych słuchawek, jednak słychać braki w wyrafinowaniu grania XQ-10. Dźwięk wydaje się lekko rozchwiany, nie do końca kontrolowany i z uboższymi detalami. Tutaj przewaga stacjonarnego wzmacniacza jest bardzo widoczna i niezaprzeczalna.

 

Custom Art Pro330 v2 – niewątpliwe za duża różnica jakości występuje pomiędzy tymi słuchawkami i wzmacniaczem. Po prostu xDuoo nie jest w stanie wydobyć z nich wszystkiego, a dokłada do dźwięku szum (słyszalny tylko w przerwach i przy bardzo cichym słuchaniu). Na szczęście również nie psuje ich brzmienia. Dół customów dobrze sobie radzi z dodatkową dawką basu, a CA same w sobie mają na tyle dobrze poukładanej góry, że nie straszne im przyciemnienie. Czuć jednak, że są to sprzęty z zupełnie innych półek i jakościowych i cenowych.

 

MEElectronics M-Duo – całkiem dobrze dopełniają się z xDuoo. Soprany przestają być niespodziewanie agresywne, brzmienie dostaje więcej mięsa i płynności, przez co staje się bardziej uniwersalne. Ciągle najlepiej skupić się na elektronice, ale i w innych gatunkach te słuchawki zaczynają się sprawdzać. W tym przypadku XQ-10 może być całkiem ciekawym rozwiązaniem, choć bardziej jako mały sprzętowy korektor, bo M-Duo same z siebie nie są zbyt prądożerne.

 

Phonak Audeo  PFE012 (szare filtry) – więcej mocy na Clipie+, więc się sprawdza, ale w tym połączeniu bas potrafi się wlewać na średnicę. Na pozostałych odtwarzaczach nie było tego problemu. Podobnie jak w przypadku CA Pro330, dobra kontrola nad górą ze strony słuchawek pozwala w dużym stopniu ignorować przyciemnianie sopranów przez ampa. Czy jest sens parować? Jeśli słuchawki duszą się na odtwarzaczu z powodu jego małej mocy, to jak najbardziej można to rozważyć.

 

Samsungi Level In po modyfikacji – XQ-10 pasuje do nich charakterystyką, bo dynamizuje bas i wygładza górę (która i tak ciągle potrafi zakłóć od czasu do czasu przy słabej jakości nagraniach). W połączeniu z Sansą czy SGS6 wzmocnienie jest bardzo wskazane, by rozruszać dobrze wszystkie przetworniki i dokładnie to daje xDuoo.

 

Takstar HD2000 – te słuchawki z XQ-10 nie potrafią złapać wspólnego języka. Niby jest mocniej, ale ciepłe granie dodatkowo wygaszone wzmacniaczem, zupełnie mnie nie przekonuje.

 

Takstar Hi1200 – ciepłe doki ze zbyt dużą ilością wyższego basu w połączeniu ze wzmacniaczem dodającym wyższego basu i korygującym górę? Cóż, na początku nie jest dobrze i dopiero zabawa w ustawieniach dźwięku Rockboxa pomogła na rozlazły dźwięk. Nie jest to jednak dobre połączenie, a że słuchawki same w sobie nie potrzebują dużo mocy, to tym bardziej wzmacniacz wydaje się zbędny.


A jak bym odniósł xDuoo XQ-10 do konkurencji? Cóż, właśnie dlatego ten tekst nie jest testem, a luźnym zbitkiem spostrzeżeń – nie mogę go bezpośrednio do niczego odnieść. Fiio E6 zmarł mi dawno temu, Hippo Mooka sprzedałem kawał czasu wstecz, podobnie z SMSL SAP-5 oraz wypożyczonym SAP-7.

Ale napiszę o wrażeniach jakie po sobie pozostawiły:

  • Fiio E6 – fajny, ale jakby mu brakowało trochę mocy, a scena była dziwnie przymglona (nie lubiłem tego uczucia). Za to dość naturalne brzmienie, możliwość ustawienia kilku pozycji korektora i klips do ubrania czyniły/czynią z niego całkiem przyjemną kosteczkę.

  • Hippo Mook, czyli stylizacyjny protoplasta XQ-10. Ciepło brzmiący, ale dobrze poukładany i bardziej przekonywujący na scenie od Fiio. Mój ulubiony mały i tani wzmacniacz (choć w sumie niedostępny w normalnej dystrucji). Szumiał jednak bardziej od xDuoo i dlatego poszedł w świat.

  • SMSL SAP-5 – ciemny, mocno basowy, z szarym tłem. Dźwiękowo prawdopodobnie gorszy od xDuoo. Jednak dawał od siebie dużo mocy i w odpowiednim połączeniu potrafił nieźle zagrać. Bardzo długo trzymał na jednym ładowaniu.

  • SMSL SAP-7 – tonalnie przypominał Fiio E6, tylko z dodatkową mocą. Jego problemem była typowa chińska pomysłowość – za każdym razem uruchamiał się na najwyższej głośności, co czyniło go dla mnie całkiem nieprzydatnym.

 

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi

AudioHeven

Reklamy