Anew U1 – Dobrze i tanio

Dobrze i tanio – te dwa słowa definiują najważniejsze kryteria przy wyborze nowych słuchawek, jakimi kierują się często Ci, którzy nową parę kupują dopiero wtedy, gdy poprzednia definitywnie zakończyła swój żywot. Część wybiera potem sprawdzone rozwiązanie, lecz pozostałe grono tychże osób szuka zastępstwa częstokroć lepszego, które niewiele większym nakładem środków zapewni zauważalny skok jakościowy. Właśnie do grona tych osób może trafić najnowszy dalekowschodni wynalazek, który w zagranicznych źródłach spotkał się z niezwykle entuzjastycznym przyjęciem. Anew U1, bo o nich mowa, to debiutancki model tej marki, który celuje w coraz mocniej zatłoczoną średnią półkę w jakiej nie brakuje konstrukcji tak świeżych, jak sprawdzonych i w swojej klasie wybitnych. Jakimi środkami do walki o portfele i gusta melomanów Anew U1 stają w szranki z konkurencją, postanowiłem przekonać się osobiście.

Opakowanie i wyposażenie

Pudełko w jakim przychodzą do nas słuchawki jest jednym z najbardziej spartańskich, jakie miałem okazję widzieć. Matowo-biały, dwuczęściowy karton jedynie na froncie wieka posiada umieszczone logo firmy i na tym koniec. Żadnych grafik, żadnych ozdobników, a jedynie logotyp marki. Do przeoczenia jest nawet to, że na dolnej ściance, przy samej jej krawędzi, znalazła się czarna kropka stanowiąca oznaczenie kolorystyczne wybranego wariantu słuchawek. Na samym spodzie kartonu znajduje się z kolei srebrna naklejka, na której umieszczono specyfikację słuchawek wraz z symbolami certyfikatów niezbędnych do wprowadzenia na rynek europejski sprzętu elektronicznego.

1

We wnętrzu panuje ta sama prostota i oszczędność, która przekłada się na skąpe wyposażenie zestawu. W piankowej wytłoczce o precyzyjnie wyciętych krawędziach ułożono same słuchawki z kablem oraz dwa komplety tipsów w trzech standardowych rozmiarach składowane w foliowej, półprzezroczystej torebce. Anew U1 występują w dwóch wariantach kolorystycznych – białym oraz czarnym – a do mnie dotarł ten drugi oznaczany jako Edycja Specjalna. Wspomniane tipsy różnią się od siebie dość znacząco. Jedne, o sztywniejszych płaszczach i rdzeniach mają barwę zbliżoną do torebki, w jakiej się znajdują – półprzezroczyste białe. Z kolei drugie, bardziej miękkie, są białe i względnie poza sztywnością oraz kolorem, nic nie różni ich od tych przezroczystych. I to tyle. Żadnego etui, żadnych dokumentów – absolutnie nic. Marka Anew obrała jednak kompletnie inną drogę, niż większość firm i zamiast walczyć o klienta wyposażeniem bogatym jak mamina wałówa dla biednego studenta, postanowiła skupić się na czymś innym, o czym będzie w kolejnych akapitach.

Budowa i wykonanie

Już od pierwszego ujrzenia Anew U1 robią pozytywne wrażenie tak pod kątem wykonania obudów jak i dołączonego do słuchawek kabla. Zaczynając jednak od tych pierwszych, dostajemy wykonane z akrylu połyskujące, lakierowane obudowy w kolorze czerni. Do złudzenia przypominają mi one obudowy słuchawek customowych, w tym moich dawnych Ei.XX. Gabarytowo nie są wielkie i nie wypełniają w moim przypadku wnętrza małżowiny, choć z racji dość znacznej grubości wystają poza profil ucha. Konstrukcyjnie nie idą w kierunku mocno wyprofilowanych kształtów a’la semi-custom jak w przypadku np. Oriolus Finschi, choć za sprawą obłych kształtów i miękkich krzywizn w ich formie nie ma nic, co mogłoby negatywnie wpływać na ergonomię. Faceplate ozdobiono logotypem firmy w kolorze srebrnym identycznym w każdym detalu z tym, jakie znajdziemy na pudełku. Mało tego, zostało ono zatopione w obudowę, a nie przyklejone do jej powierzchni, więc z upływem czasu nie dozna żadnych uszkodzeń. Ciekawymi elementami są umieszczone na tyłach obudów pojedyncze, spore otwory przysłonięte metalową siatką, które spełniają dwojaką rolę. Pierwsza to dostarczenie pożądanej ilości powietrza dla przetworników, a druga to oznaczenie kanałów, bowiem obwódka wokół nich ma kolor odpowiadający stosowanym powszechnie symbolom – prawy kanał to kolor czerwony, a lewy to niebieski. Jeżeli chodzi o przetwornik to w środku siedzi nie byle co, bo pojedynczy driver o średnicy 10mm i membranie wykonanej z nanorurek węglowych (CNT). Najczęściej tego rodzaju i zbliżone rozwiązania można znaleźć w droższych konstrukcjach. Wydłużone od strony ucha obudowy idealnie łączą się z metalowymi tulejkami o dużej średnicy (T500), które na samych szczytach wieńczy taka sama siateczka jak w przypadku wspomnianych wcześniej otworów na tyle obudowy z tą różnicą, że ma większą średnicę.

5

Anew mają odłączane kable w oparciu o jedne z najpopularniejszych rodzajów złączy na rynku – MMCX. Gniazda umieszczone w obudowach są pozłacane i zostały bardzo precyzyjnie, wręcz perfekcyjnie w nich osadzone tak, że szczyt gniazda jest niewyczuwalny ponad krawędzią powierzchni akrylowej skorupy. Samo połączenie z kablem jest z kolei sztywne i pewne, sygnalizuje je dość głośny „klik”, a odłączenie kabla wymaga użycia odrobiny siły. Niemniej mimo kilkunastokrotnego odłączania i podłączania kabla, nie zauważyłem żadnej degradacji w kwestii sztywności połączenia. Co się tyczy samego przewodu, to zapewne jest on współodpowiedzialny, ba, stanowi głównego winowajcę tak oszczędnego wyposażenia zestawu. Wykonany w oparciu o posrebrzaną miedź monokrystaliczną utkaną w cztery grube żyły, stanowi rewelacyjny dodatek i prawdziwą ucztę dla oczu. Nie jest to kabel lekki, zwłaszcza z racji metalowej konfekcji, ale z jego miękkość, giętkość oraz wyprofilowane, sprężyste odcinki pamięciowe ukształtowane w formie zausznic gwarantują wysoki komfort. Wtyczki mmcx są metalowe i podobnie jak splitter oraz wtyczka jack, mają kolor srebrny z wąskimi tylko pierścieniami oznaczającymi kanały. Splitter ma formę niewielkiej baryłki z czarnym pierścieniem dzielącym go na pół, na jakim umieszczono logotyp firmy. Na całe szczęście nie zapomniano też o ściągaczu pod brodę, który wykonano z grubego, dość elastycznego silikonu. Zwieńczeniem jest masywny, prosty wtyk o średnicy 3,5mm i złoconej końcówce, który także został ozdobiony logotypem Anew. Przyjemnym dodatkiem jest także rzep, który pomaga zwiniętym słuchawkom uchronić przed splątaniem kabla czy to w kieszeni, czy w etui jeżeli dla nich jakieś kupimy.

6

Jedyną drobną uwagę mam do widocznych pod światło refleksów pokazujących niewielkie wady kosmetyczne. Widać to po załamaniu się światła na lakierowanych obudowach, które wskazują na niewielkie niedoskonałości w procesie ich tworzenia. Te nierówności nie występują jednak fizycznie i obudowy pozostają równe oraz gładkie co zapewne oznacza, że w procesie finalnego lakierowania wszelkie nierówności są w ten sposób niwelowane, a cała powierzchnia wyrównywana oraz wygładzana, by nadać jej niezwykle gładką, przyjemną powierzchnię. Ten stan rzeczy jest niedostrzegalny bez wnikliwych obserwacji i ustawiania obudów pod takim kątem, by światło odbijało się od nich pod odpowiednim kątem zdolnym ukazać te kosmetyczne imperfekcje.

Użytkowanie i ergonomia

Moje uszy w stosunku do słuchawek są dość tolerancyjne, więc zazwyczaj kwestia wygody sprowadza się zatem do wybrania odpowiednich nakładek. W przypadku Anew było to nieco utrudnione z racji tego, że będące na wyposażeniu tipsy są wykonane z miękkiego silikonu, a ich płaszcze są dość cienkie, przez co miałem problem z właściwym ich ułożeniem. Zazwyczaj słuchawki aplikuję głęboko, wpychając je w zasadzie do samego końca, aż wewnętrzna strona obudów dotknie powierzchni małżowiny. Tymczasem z U1 ta sztuka na standardowych nakładkach w rozmiarze „M” nie zdawała egzaminu, gdyż słuchawki po chwili „wyjeżdżały” z kanału słuchowego i choć ten pozostawał względnie szczelny, to była to szczelność niepewna, możliwa do stracenia w przypadku ruchu. Ostatecznie więc niejako zmuszony do płytszej aplikacji, zamieniłem tipsy na rozmiar większy i „L-ki” zdały egzamin.

3

Mimo grubości większej niż przeciętna, kabel nie sprawiał żadnych problemów natury ergonomicznej mimo niskiej wagi słuchawek. Wpływa na to kilka czynników, które sprawiają, że zastosowany w U1 przewód jest nie tylko ucztą dla oczu. Po pierwsze, czterożyłowa plecionka jest bardzo elastyczna i giętka, bez tendencji do wpadania w nadmierną wręcz sprężystość potęgującą efekt mikrofonowy. Do tego kabelek nie zapamiętuje kształtu i nawet ciasno zwinięty po długotrwałym pobycie w etui, od razu odzyskuje swój pierwotny kształt. Do tego nie zauważyłem po dłuższym okresie użytkowania, żeby splot w którymś miejscu tracił spójność i ulegał rozluźnieniu. Kolejnym elementem jest niewielki splitter i co najważniejsze, bardzo dobrze działający suwak, który nie wymaga siły podczas ściągania kabla pod brodą czy jego rozluźniania, a przy tym utrzymuje się w miejscu podczas ruchu. Ostatnim elementem są odcinki pamięciowe mające postać półprzezroczystych, dość mocno wyprofilowanych rurek z tworzywa, które w niewielkim stopniu zwiększają na tym obszarze średnicę przewodu. Ich zakrzywienie okazało się być niemal perfekcyjne, bowiem nawet bez ściągania kabla pod brodę, odcinki pamięciowej układały się wokół ucha w taki sposób, że idealnie wręcz przylegały do skóry małżowin, wychodząc tuż pod uchem. Możliwe więc było w razie potrzeby wyciągnięcie na moment jednej słuchawki z ucha, a potem szybkie jej włożenie z powrotem.

Brzmienie

Strojenie Anew U1 jest bardzo spójne i przemyślane, pozbawione skrajnych spadków lub podbić w całym paśmie. Nie jest to z całą pewnością brzmienie neutralne czy w pełni naturalne, bowiem postawiono tu na podkoloryzowanie poprzez wyraźnie podkreślony bas, który stanowi fundament dźwięku. Nie ucierpiała jednak na tym ani średnica, ani tony wysokie, które idealnie zgrywają się z podbitymi niskimi tonami, oferując tym samym brzmienie o tyleż rozrywkowe co kompletne, na bardzo wysokim poziomie technicznym. Z racji samej konstrukcji przetwornika, wygrzewanie przynosi poprawę w jakości brzmienia i ogólnej dynamiki, głównie poprzez lepszą kontrolę basu. Przed przystąpieniem do oceny krytycznej słuchawek były one wygrzewane przez blisko 300h, a w momencie kończenia testu miały już blisko 450h przebiegu i przez ten okres nie zanotowałem już żadnych zmian w ich brzmieniu.

4

Bas po stosownym wygrzaniu zaskakuje i stanowi zdecydowanie najmocniejszy punkt tych słuchawek. Pełne, wyraziste tony niskie charakteryzują się bardzo głębokim zejściem i wręcz wzorową jak na tę półkę cenową kontrolą. Bas jest dynamiczny, twardy i ma świetną fakturę, a jego rozdzielczość pozwala bez trudu oddzielić od siebie poszczególne elementy zestawu perkusyjnego jak również śledzenie gitary basowej, o ile ta w samym nagraniu nie została zepchnięta na dalszy plan. Nie gubi się w nawet najszybszych partiach, będąc w stanie dostarczyć szybkie, precyzyjne uderzenia połączone z solidnym, głębokim uderzeniem kotłów centralnych, czyli tzw. stopy. Z kolei w muzyce elektronicznej czy nowoczesnej, gdzie linia basowa odgrywa główną rolę, otrzymujemy brzmienie tak masywne, co nie zaburzające dynamiki utworów. Tam gdzie wokalista gra pierwsze skrzypce, bas nie tłamsi i nie wpływa na wokale, tym samym nie zabierając im należnego miejsca na scenie.

Średnica jest pełna, ale nie gęsta, ocieplona ale wciąż bliska względnej naturalności. Zdecydowany akcent położono w niej na prezentację wokali zarówno męskich jak i żeńskich, które wychodzą przed szereg i zawsze prezentowane są przed instrumentami, które stanowią w mniejszym lub większym stopniu tło dla nich. Wciąż jednak pozostają czytelne i wyraziste, więc nie występuje zjawisko ich stłamszenia. Gitary brzmią klarownie i dźwięcznie, lecz chociaż nie brakuje im masy, momentami mogą brzmieć odrobinę za ostro zwłaszcza, jeżeli idzie o te przesterowane, w dźwięku których zabraknie tego ciężkiego, brudnego charakteru. W kwestii wokali, to te męskie brzmią poprawnie, bez tendencji do nosowości, za to klarownie i dźwięcznie. Damskie z kolei zdradzają pewne wygładzenie, może im brakować mocniejszej artykulacji oraz czystości, choć jest to coś, co rzuca się w oczy tylko przy porównaniu ze słuchawkami, które prezentują ten obszar lepiej. Ponadto chociaż Anew specjalnie nie akcentują sybilantów, to dla osób bardziej na to zjawisko wrażliwych zauważalne będzie nieco ostrzejsza artykulacja co bardziej sykliwych zgłosek w obrębie żeńskich głosów.

Soprany w porównaniu do pozostałych składowych wypadają nieco gorzej, choć nie można powiedzieć o nich złego słowa z perspektywy tego, w jakiej półce cenowej znajdują się U1.

Pod kątem sceny Anew oferują prezentację stawiającą bardziej na szerokość, za to z ograniczoną głębią. Ma ona przyzwoite, choć niepowalające rozmiary. Na plus na pewno zaliczyć można fakt, iż poszczególne dźwięki potrafią być rozstawiane naprawdę szeroko, a separacja kanałów jest bardzo dobra. Głębia jest jednak niewielka, toteż można odnieść wrażenie, że scena przez to jest niemal płaska, z niedużym wychyleniem w głąb i sama gradacja planów jest raczej niewielka. Nie ma tu jednak ścisku, poszczególne źródła pozorne są kształtne, duże, czytelne i posiadają wyraziste kontury, znajduje się też między nimi dość przestrzeni, żeby nawet w utworach złożonych nie dochodziło do ich sklejenia. Co prawda nie można nazwać U1 szczególnie detalicznymi i smaczki w nagraniach nie są mocno czytelne, jednak nie tracą mocno na detaliczności i wciąż potrafią ukazać niuanse nagrań, choć nie z powalającą przejrzystością.

Z innymi słuchawkami

W porównaniu do Oriolus Finschi, bas w Anew jest ciaśniejszy, uderza twardziej i dysponuje większą dynamiką w stosunku do obszernego, choć dość miękkiego, obłego basu na standardowym przewodzie w hybrydach. Ma on w U1 także lepszą rozdzielczość, co rzuca się w oczy zwłaszcza w szybkich partiach perkusyjnych. Tony średnie w Anew są bliższe, strojone na inną modłę i mocniej odseparowane od tonów niskich, z wyraźnie podbitymi wokalami tak męskimi jak żeńskimi, które wychodzą przed szereg. Barwą nie posiadają takiego wypełnienia w niższej średnicy, która przy tym jest mocniej zaakcentowana. Gitary mają więcej pazura, jednak tym niżej strojonym może brakować odrobiny „brudu”, a akustycznym naturalności z racji lekkiego wyostrzenia ich brzmienia. Wokale damskie z kolei bardziej naturalnie i czyściej brzmią w Finschi. Co do góry, to bardziej naturalna brzmieniowo, czystsza i lepiej rozciągnięta jest ta w Oriolusach, na tle których Anew prezentują mocniejszy akcent na niższe soprany z tendencją do lekkiego przeostrzenia i zarnistości. Oriolusy grają sceną nieco węższą, za to o wiele głębszą, ze zdecydowanie lepiej separowanymi planami i dużo lepszą szczegółowością, prezentując tym samym lepszą holografię.

Ikko OH1 to brzmienie gładsze, bardziej miękkie i spokojne. Bas w nich chociaż schodzi nisko, nie ma takiej potęgi, nie jest tak obfity i nie uderza tak twardo, jak również wybrzmiewa krócej prezentując zgoła odmienny charakter od tego, jaki uświadczymy w przypadku Anew U1. Przetwornik CNT zapewnie brzmienie bardziej wyczynowe, a można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że agresywne w stosunku do bardziej grzecznego, spokojnego basu w OH1. Podobnie ma się rzecz z tonami średnimi, które OH1 prezentują w sposób łagodniejszy, podając średnicę bardziej gładką, miękką i kulturalną, z mniejszym naciskiem na niższą średnicę, przez co może tu brakować na tle U1 wyrazistości oraz wypełnienia. Co do sopranów, to te w Ikko tak jak w przypadku pozostałych składowych są łagodniejsze, bardziej miękkie i nie mają takiego podbicia w niższej części, jak w Anew, choć posiadają lepsze ich rozciągnięcie. Scenicznie OH1 grają szerzej i głębiej, z lepszym poczuciem poszczególnych planów i warstw w głąb. Źródła pozorne są jednak zauważalnie mniejsze, a między nimi jest więcej przestrzeni.

Aune E1 prezentują charakterystykę równiejszą, z nie tak mocno podkreślonym basem. Tony niskie w Aune są miększe, nie schodzą tak nisko ani nie uderzają tak twardo i mocno, przez co całościowo bas nie jest w nich tak prominenty. Za to wyższy bas w Aune jest mocniej zaznaczony i bardziej obfity. Średnica w nich jest także równiejsza, nie tak agresywna i jasna, z mniejszym akcentem na wokale. Tonalnie w tym podzakresie Anew są jaśniejsze, bardziej wyraziste, choć nie mają tego samego ciepła mimo dobrego wypełnienia, jakie oferuje pokryty berylem dynamik z E1. Te zresztą mają też soprany gładsze i nie tak jasne, z mniejszym akcentem na niższą ich część, choć o lepszym ich rozciągnięciu. Obie pary w podobny sposób subtelnie akcentują sybilanty, czy raczej nie próbują ich na siłę ukrywać. W kwestii kreowanej sceny prezentują się podobnie, choć nieco szerzej grają Anew, które za sprawą jaśniejszej barwy tonalnej dają wrażenie lepszej szczegółowości i napowietrzenia.

Whizzer HE-03 Kylin mają znacząco inaczej rozłożone akcenty w paśmie, przez co brzmią skrajnie inaczej od Anew mimo kilku cech wspólnych. Zaczynając od basu, Kyliny będące słuchawkami hybrydowymi dają dół masywny, gęsty i wolny, potężny, lecz na tle pojedynczego dynamika CNT pozbawiony dynamiki. W skomplikowanych, szybkich utworach nie nadąża i zaczyna zamulać brzmienie, gdyż brakuje mu twardości jaką oferują U1. Podbarwia także średnicę, która w niższej części jest zauważalnie cofnięta i zagęszczona, co z kolei sprawia, że gitarom brakuje blasku i wyrazistości, a ich barwa podobnie jak tonalność męskich wokali, jest zauważalnie przyciemniona. W wyższej średnicy Kylin mają wyraźny akcent co skutkuje podobnie jak w Anew wysunięciem w przód damskich wokali. Są one jednakowoż gładsze, pełniejsze, o wyraźnie cieplejszej barwie i zerowej tendencji do akcentowania jakichkolwiek sybilantów. W sopranach, jakie jak zapewne nietrudno się domyślić są również przyciemnione i wygładzone, nie ma takiego blasku jak w Anew. Jest bardziej słodko, łagodniej choć lekki akcent w niższych sopranach dodaje powietrza do przekazu. Wciąż jednak U1 brzmią naturalniej, barwniej i mają więcej powietrza. Za to scena w Whizzerach jest pod każdym względem większa, choć przede wszystkim na szerokość i wysokość. Mimo gęstego, dociążonego brzmienia oferują przy tym lepszą detaliczność kreując bardzo duże, kształtne źródła pozorne.

Ibasso IT01 to słuchawki będące cenowo najbliżej ze wszystkich tu porównywanych, a jednocześnie najtańsze w stawce. Różnic między nimi a Anew U1 jest również dość sporo, bo choć obie pary słuchawek dysponują zbliżonym zejściem, to jednak minimalną pod tym kątem przewagę mają jednak bohaterowie tej recenzji. IT01 nie uderzają też tak mocno i twardo, a do tego ich niskie tony wybrzmiewają dłużej. W średnicy iBasso są wyraźnie gęstsze i ciemniejsze, nie mają tak wypchniętej niższej średnicy ani tak mocno zaakcentowanych wokali. W sopranach mają też odrobinę mniej blasku, choć także posiadają zauważalny, choć nie aż tak prominenty akcent na niższą część tego zakresu. W tym porównaniu rozciągnięcie tonów wysokich jest lepsze w Anew, choć w nich są one również jaśniejsze. W kwestii sceny to jednak IT01 grają szerzej, z pierwszym planem nie tak bezpośrednio przed słuchaczem, więc także ich prezentacja nie jest tak nachalna. Za to na głębokość oba modele słuchawek grają podobnie. Szczegółowość leży na podobnym poziomie.

2

Z odtwarzaczami

Słuchawki te nie reagują zbyt mocno na zmianę źródła, choć nie są też na ten element całkowicie obojętne. O ile bowiem przepinanie się między trzema odtwarzaczami będącymi w moim posiadaniu przynosiło raczej kosmetyczne różnice w dziedzinie technikaliów i nieco większe w kwestii tonalności, tak bardziej zauważalne było już podłączenie ich do telefonu. I tak z Pioneerem XDP-100R grały one nieco bardziej sucho, bardziej technicznie na średnicy, z bardzo dobrym rozciągnięciem na skrajach, przy czym tak bas pozostawał sprężystym, jak góra pozbawiona ostrości i natarczywości. Przejście na DX156 to z kolei większe wypełnienie tonów średnich, ich przybliżenie w stosunku do XDP-100R z mocniejszym akcentem na wokale, a tym samym skróceniem dystansu do pierwszego planu. O dziwo mimo charakterystyki AMP6 znanego z zaokrąglania skrajów pasma, tony niskie nie padły ofiarą ograniczenia w najniższym podzakresie i nadal chętnie schodziły do głębokiego sub-basu. W końcu połączenie z Sony WM1A, mimo korzystania z wyjścia szeregowego, to mój ulubiony mariaż. Średnica bowiem – czyli część pasma w U1 reagujące najmocniej w moim odczuciu – zyskała tak na możliwościach technicznych jak na barwie. Z jednej strony przybyło w niej powietrza, źródła pozorne stały się bardziej wyraziste, lepiej pozycjonowane zwłaszcza w tej części pasma, a przy tym łączyły wypełnienie z techniczną precyzją, dając wyczuwalny efekt trójwymiarowości w stosunku do dwóch poprzednich odtwarzaczy. Z Sony zyskała także scena, która miała nieco większą szerokość, lepiej zaznaczoną holografię i większą precyzję. Mariaż z Samsungiem Note 8 to już wiadome zawężenie sceny, przybliżenie jej do słuchacza, mniejsza ilość powietrza między źródłami, choć szczegółowość nie ucierpiała prawie wcale i nadal poszczególne dźwięki pozostawały od siebie dobrze odseparowane. Cały przekaz stał się przy tym pełniejszy, bardziej dociążony i słodszy, a wszystko było rysowane grubszą kreską.

Wpływ nakładek na brzmienie, jak to w słuchawkach dokanałowych, ma znaczenie lecz w przypadku Anew U1 nie ma tutaj radykalnych zmian jak w niektórych innych modelach. Na ten przykład różnice między fabrycznymi nakładkami mogą wynikać z racji lepszego dopasowania do ucha na korzyść tych półprzejrzystych, zastosowanie których pogłębiło bas i poprawiło rozciągnięcie sopranów. Są to jednak zmiany niewielkie i równie niewielkie zmiany nastąpiły w przypadku skorzystania ze Spinfit CP145. Ich założenie sprawiło, że bas nabrał masy i wypełnienia, nieco zagęściła się średnica, a wysokie tony wygładziły i uspokoiły, co zaowocowało niemal całkowitym zniwelowaniem lekkiego wyostrzenia w niższych sopranach oraz nieco łagodniejszym prezentowaniem sybilantów. Na minus na pewno jest jeszcze słabsze rozciągnięcie wysokich tonów, choć te nadal mają dość blasku, by nie zamulić dźwięku. Podobnie rzecz się ma z nakładkami JVC SpiralDot, które wygładzają brzmienie, częściowo niwelując peak w sopranach oraz czyniąc średnicę wyraźnie gładszą, co odczułem chociażby przy męskich wokalach. Może to być dobra opcja dla tych, którzy chcieliby nieco ułagodzić brzmienie Anew i uczynić je bardziej miękkim.

Podsumowanie

Anew U1 wyróżniają się jakością wykonania i mimo wyjątkowo ubogiego zestawu akcesoriów ograniczonych do absolutnego minimum, te niedostatki z nawiązką rekompensują dźwiękiem jaki oferują. Za stosunkowo niewielkie pieniądze, bliskie budżetowi jaki coraz większa ilość przeciętnych słuchaczy jest w stanie poświęcić na słuchawki, otrzymujemy doskonale wykonane dokanałówki z absolutnie fenomenalnym kablem, czym mogą konkurować z nawet dwukrotnie droższymi konstrukcjami. Ich pełne werwy, energiczne i porywające brzmienie jest jednak kluczowym atrybutem przemawiającym na ich korzyść, a ich dość uniwersalna sygnatura sprawdzi się w wielu rozmaitych gatunkach muzycznych. Kiedy dodać do tego małą wybredność co do źródła, otrzymujemy produkt, który z powodzeniem można polecić nawet tym osobom, które słuchają muzyki głównie z telefonu.

 

Za użyczenie sprzętu do testów serdeczne podziękowania dla dystrybutora marki Anew

logo-heven

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s