Radsone EarStudio ES100 – Muzoexpress

Dziś, prosto z AudioHeaven, dotarła do mnie paczka z Radsone EarStudio ES100 i z tej okazji wrażenia na szybko.

Co to w ogóle jest? Odbiornik bluetooth z funkcją DAC. Dla niewtajemniczonych – łączymy go z telefonem przez BT i teraz z niego leci muzyka, tylko teoretycznie w lepszej jakości niż z telefonu. A że ma też wbudowany mikrofon, rozmowy można prowadzić trzymając smartfon w plecaku czy gdzieś na biurku. Bonusowo możemy podpiąć ES100 kabelkiem USB do komputera i robi nam wtedy za kartę dźwiękową.

Na przywitanie zdziwił mnie jakim jest maleństwem. Już pudełeczko jest tak drobniutkie, że w większym zdarzyło mi się kupić silikonowe tipsy do słuchawek… Natomiast sam odbiornik ma rozmiar mniejszy od Shanlinga M0 i zauważalnie niższą wagę, ze względu na to, że ma plastikową obudowę. Przez to sprawia wrażenie trochę zabawkowego, ale może dzięki temu nikt nie będzie chciał nas skroić. Ogólnie wygląda jak miniaturka Sansy Clip+, tylko pozbawiona ekranu. Nawet na plecach jest podobny klips! Oby podobnie się nie łamał, ale nie będę próbował go oderwać, żeby sprawdzić ile wytrzyma…

Prócz klipsa mamy włącznik/play/pauzę, zmianę głośności oraz utworów, wyjście słuchawkowe normalne, wyjście słuchawkowe zbalansowane 2,5mm (w sumie też normalne) i gniazdo mini-USB. Czyli praktycznie dostajemy empetrójkę bez ekranu i pamięci. Aż szkoda, że Radsone nie przygotowało nam następcy Clipa!

Użytkowo po kilku godzinach? Najpierw minusy:

  • Jest trochę za mały. Wolałbym złapać go pewniej, z większymi odległościami między przyciskami. Nie żeby było źle, ba, dzięki temu można go przypiąć choćby do koszulki i nam nie przeszkadza, ale na coś pomarudzić trzeba.
  • Klips ma ledwie średnią siłę zacisku. Może to z powodu zmniejszenia naprężeń, ale jednak.
  • Scena dźwiękowa jest mała.

I dla równowagi plusy:

  • Świetna jakość połączenia. Choć się starałem, nie udało mi się go zakłócać, mimo usilnych starań – zakrywanie ES100 dłońmi, chowanie telefonu po kieszeniach i inne tego typu przypadki, przy których prawie każdy mały sprzęt bluetooth się poddaje.
  • Cisza w słuchawkach, gdy nie leci muzyka. Żadnych szumów czy przebić z sieci komórkowej.
  • Duża moc na wyjściu. Z Fostexami TH610 po balansie radzi sobie zaskakująco dobrze.
  • Po podłączeniu do komputera nie trzeba instalować dodatkowych sterowników, a połączenie nie łapie opóźnień, więc spokojnie można oglądać filmy czy grac w gry.

Samo brzmienie prócz wspomnianej małej sceny? Ocieplone, ale nie wali basem, bardziej stawia na średnicę, grając lekko zmiękczonym, ale szczegółowym dźwiękiem, z zaskakująco wyrazistą górą. Jest przyjemnie, poszczególne tony mają dobre nasycenie, a przy tym nie mulą, trzymając wszystko pod kontrolą. Ogólnym charakterem przypomina mi trochę Shanlinga M0, ale z większą analitycznością i grając bardziej delikatnie. Czy to ostatnie jest plusem, czy minusem, to już kwestia gustu, lub dobrania słuchawek. Na pewno nie ma takiego kopa na dole jak M0, całość wydaje się raczej spokojniejsza, ale i weselsza ze względu na wyraźniejsze soprany. Radosne EarStudio ES100 😉

Jest jeszcze firmowa aplikacja na telefony, która… jeszcze u mnie nie zawitała, bo skupiłem się na samym sprzęcie i muzyce.

Ile musimy wydać na taki gadżet? 399 złotych. Po pierwszych godzinach zaczyna zdobywać u mnie uznanie, ale z oceną, czy to dużo czy mało, jak na taki gadżet, jeszcze się wstrzymam 🙂

 

Za użyczenie do testów odbiornika, Muzostajnia serdecznie dziękuje sklepowi

logo heven

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s