xDuoo TA-20 – rzut uchem

xDuoo TA-20 trafił do mnie już jakiś czas temu, ale ciągle się ociągałem z tekstem, ponieważ… po prostu nie potrafiłem się do tego zabrać. Ale BigMaras był wyrozumiały i nie popędzał ze zwrotem, więc wykorzystałem okazję by się nim nacieszyć 😉

Cóż to właściwie jest? Hybrydowy wzmacniacz słuchawkowy mogący pracować w torze w pełni zbalansowanym. Mamy więc dużą moc na wyjściu (2000mW) dzięki tranzystorom, a także możliwość manipulowania dźwiękiem za pomocą lamp (typ 12AU7) w sekcji przedwzmacniacza. Za taką przyjemność trzeba wydać 1.299 złotych, czyli wcale nie taki duży pieniądz. Wśród tańszych zbalansowanych hybryd możemy z Chin sprowadzić na własną rękę LOXJIE P20, ewentualnie wyszukać coś z jeszcze głębszej egzotyki o niewymawialnej nazwie. Coś na polskim rynku? iFi iCan Pro za niespełna 10 tysięcy złotych?

Hybrydy przerabiałem dwie: chińskiego Sense G5 oraz Tagę Harmony HTA-700B. Pierwszy był bardziej budżetowy, drugi wszystkomający, żaden nie był zbalansowany i pod względem dźwięku po prostu jakościowo były słabsze niż TA-20. Tak więc porównanie żadne, stąd zamiast recenzji, dziś jest luźniejszy opis wrażeń.

Od warstwy wizualnej, to czarna aluminiowa bryła o wymiarach 23 x 12 x 10,5 cm i wadzie 1,55 kg, tak więc kawałek całkiem solidnego stacjonarnego sprzętu. Oczywiście najbardziej w oczy rzucają się lampy i chroniące je metalowe wstawki, które to można sobie zdemontować, jeśli komuś się nie podobają i lubi życie na krawędzi (ryzyko zawału przy stłuczeniu lampy).

Z przodu pokrętło robiące również za przycisk wyboru źródła sygnału, wyjście słuchawkowe na dużego jacka, drugie na zbalansowany wtyk XLR 4-pin, po środku tego wszystkiego mały wyświetlacz wskazujący jak głośno słuchamy (zakres od 0 do 100), a na dole diody sygnalizujące tryb pracy xDuoo. Podświetlenie liczb jest niebieskie i dość intensywne, więc raczej bym go nie stawiał na jakiejś półce obok monitora, bo może drażnić oczy.

ta20 - 6

Z tyłu mamy włącznik, co jest jednocześnie standardowe jak i irytujące, dwie pary wejść RCA, parę zbalansowanych wejść XLR 3-pin i jedno wyjście liniowe, bo TA-20 może robić za przedwzmacniacz.

 

Wykonanie jest świetne, wszystko ładnie poskładane, żadnych luzów, szczelin i innych niedoróbek, całość stoi na czterech gumowych nóżkach, więc nie przesuwa się po biurku przy byle dotknięciu. Trochę obawiałem się pokrętła głośności, bo takie samo rozwiązanie w moim prywatnym SMSL SAP-9 jest po prostu chybotliwe, ale tu gałka jest osadzona znacznie stabilniej, klik przy wyborze źródła jest pewny, wyraźny i stawia na tyle duży opór, że raczej nie można zrobić tego przypadkiem.

Pod względem użytkowym, jedyne na co trzeba uważać (prócz bezpieczeństwa lamp), to temperatury osiągane przy dłuższej pracy. Nie jest przesadnie gorąco, jednak można się zaskoczyć. Ale jak mamy i lampy i tranzystor w klasie A, to nigdy chłodno nie będzie.

Brzmienie? Cóż, skoro nie mam porównania do innych wzmacniaczy tego typu, to opisu brzmienia nie będzie 😉 A przynajmniej nie standardowo, bo zamiast odnosić się do konkurentów, zrobię wrażenia z brzmienia lamp, które wykorzystywałem z TA-20.

Bo o ile po podpięciu na świeżo słuchawek do xDuoo czuć było moc i Hifimany HE-400i oraz Fostexy TH610 chodziły pod nim na baczność, to sam dźwięk był jakiś taki nie do końca fajny. Szybki przegląd szafy, wygrzebana para starych enerdowskich lamp i od razu poprawa… Więc zachęcony stwierdziłem, że spróbuję z czymś jeszcze i oto co wyszło:

  1. Lampy oryginalne – dość szare w odbiorze, gdzie głównie gra średnica, ale nie dlatego, że jest jakoś nadzwyczaj wyeksponowana, tylko przez spadki na skrajach pasma. Ma to niestety przełożenie na dynamikę muzyki, bo co z tego, że mamy dużo mocy na wyjściu słuchawkowym, jak nam lampy trochę tłamszą bas oraz soprany, a więc i nośniki energii. Detaliczność nie jest zła, sporo smaczków nas otacza, ale co z tego, gdy wieje nudą… Gdyby chociaż scena była rozbudowana, a tu niemal wszystko dzieje się przy samej głowie i z lichą głębią. Oczywiście są one „za darmo” w zestawie, zapewne by obniżyć koszty i aby klient miał już coś na start, ale raczej lepszym wyjściem byłoby dorzucenie lepszych jakościowo lamp i podniesienie ceny, zamiast ryzykowania, że od razu na wejściu ktoś się zrazi do TA-20. Może trochę winy jest po stronie Focusrite Scarlett 6i6 2nd Gen robiącego za DAC-a, w końcu nie gra on szczególnie kolorowo, tylko neutralnie, ale szarości na nim nie ma.
  2. NRD-owskie lampy NOS RFT z lat 60-tych – dość efekciarskie, sprężyste z zarysowanymi skrajami, ale i ładną średnicą, trochę cofniętą, docieploną i czytelną. Pewnym minusem są spadki na samych skrajach, może nienadzwyczajnie duże, ale można je wyczuć. Do tego dochodzi dobra dynamika, choć już analityczność jest trochę stłamszona przez rozrywkowy charakter lamp. Scenicznie grają szeroko, ale płasko, przez co mamy dobry efekt stereo, ale już holografia jest przeciętna w porównaniu do lamp Psvane. Sumując te cechy, nie jest to para do delektowania się dźwiękiem i jego smaczkami, ale za to bardzo fajnie wypada w żwawszych gatunkach muzycznych, pobudzając nogę do tupania.  Cena? Jako że nie są to lampy nowe, tylko odkopy magazynowe i używki, to dość różnie bywa z ich wyceną. Moja para kosztowała 79 złotych, ale można spotkać i dwa razy droższe, jak i o połowę tańsze. Za kwotę jaką zapłaciłem, bardzo udany zakup.
  3. Psvane Treasure Mark II – dźwięk jest dość wyrównany, z nieco mocniej zarysowaną średnicą, ale i wyraźnymi skrajami. Jest to dobre lampowe granie, nieprzesadnie ocieplone, na pewno nie surowe, dynamiczne i bogate w mikrodetale. Charakterystyka jest naturalna, ze wskazaniem na efektowną, gdyż do nuty ciepła i wysokiej energii dźwięków dochodzą rysowane mocną linią instrumenty oraz, co robi największe wrażenie, ich bogata faktura, gdzie wszystko jest namacalne, złożone i wielowymiarowe. Przekłada się to również na tyle dobrą holografię, że niejednokrotnie łapałem się na tym, że oglądam się szukając źródła dźwięku gdzieś w pokoju (nie polecam do grania w horrory…). Scena nie jest jakoś wybitnie rozbudowana na szerokość, trzyma się dość blisko słuchacza, ale jest przy tym realistyczna dzięki dobrej głębi rozciągającej się na kilka planów, więc mamy intymność, ale się nie dusimy. Minus? Szumią (nie brumią, po prostu wyciągają szum z zasilania) bardziej niż pozostałe dwie pary i jednak trzeba na nie wydać prawie 300 złotych.

Czy więc warto brać się za xDuoo TA-20? Jak chcemy go kupić, postawić na biurku i na tym koniec, to niekoniecznie. Jasne, to kawał solidnego, mocnego i bezproblemowego wzmacniacza z balansem, ale lampy z zestawu go duszą. Jeśli jednak zaczniemy kombinować z lampami, co niekoniecznie jest tanią zabawą, to może dać cholernie dużo radości przy odsłuchach. I to poniekąd jest jedna z głównych cech „lampowego grania” – mało kto kupuje jeden zestaw i na tym koniec, ale gromadzi się odmiennie grające zestawy, dopasowując je pod różne słuchawki czy gatunki muzyczne.

Jeśli chcemy mieć pełny balans, dużo mocy, dobrą obsługę również niskoomowych słuchawek i chcemy się pobawić lampami, to jasne, TA-20 będzie świetnym wyborem w niedużym (do czasu) budżecie.

Za użyczenie do testów odtwarzacza, Muzostajnia serdecznie dziękuje sklepowi

logo heven

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s