Pierwsze chwile z HiBy R3 – rzut uchem

Dziś, prosto z Audioheaven, dotarł do mnie HiBy R3 i nietypowo dla mnie również dziś opis pierwszych wrażeń, bez czekania kilku miesięcy na recenzję (a się zdarza, mea culpa).

 

Szybko o pudełeczku – dość spore jak na tak mały odtwarzacz, mocno w stylu xDuoo, tylko zamiast srebrnych liter zastosowano pozłacane, reszta niemal identyczna. I bardzo dobrze, bo to i solidne i ładnie wygląda.

W środku prócz grajka znajdziemy akcesoria: etui (tak, jest w zestawie, chwała im za to), kabelek USB, dwie folie ochronne i papierologię. Tu dwie rzeczy zwróciły moją uwagę. Po pierwsze: etui jest białe, odtwarzacz czarny, więc gdy leżały osobno wyglądało to słabo. Ale gdy je ze sobą złączymy, dzieje się magia i…

…nagle wygląda to jak gadżet rodem z filmów s-f! Albo chociaż dodatek do BMW i8… W każdym bądź razie prezentuje się bardzo dobrze.

Drugą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest zastosowanie złej farby do barwienia kartoników z akcesoriami. Po wyciągnięciu kabelka USB widzimy niezbyt urodziwe przebarwienia w kolorze czarnym. Gdyby on sam też był czarny jak w niemal każdym innym odtwarzaczu, nikt by tego nie zauważył, ale dali biały, więc ciężko o większy kontrast.

 

Od strony użytkowej, trzeba przyznać, że poza klawiaturą ekranową (potrzebna przy logowaniu do Tidala) dotyk działa responsywnie, nie ma jakichś irytujących opóźnień czy wybierania niewłaściwych opcji. Jedynie przy grubych paluchach, jak moje, można mieć problemy operując przy górnej belce i np. zamiast przejść do odtwarzania, można rozwinąć belkę z opcjami. Ale takie już uroki małych ekranów, więc w sumie nie narzekam, szczególnie że rzadko chybiam. Co bym zmienił, to lekko zmodyfikował fizyczne przyciski odpowiadające za zmianę utworów i play/pauzę. Na ślepo ciężko je od siebie odróżnić, więc wymagają one pewnych nawyków, by przywyknąć.

Wszystkie opcje działają sprawnie, funkcja USB DAC, połączenie bluetooth czy wyjście zbalansowane ruszają bez żadnych kombinacji, co szczególnie w przypadku tej pierwszej cechy bywa mocno kłopotliwe. Tu podpinamy do komputera i po chwili może już grać muzyka.

Menu jest logiczne, wszystko jasno opisane, w tym w języku polskim, więc raczej nikt się nie zagubi. Odtwarzać muzykę można na podstawie folderów lub tagów, jak komu wygodniej.

Co u mnie nie działa, to Tidal. Można się zalogować, przeglądać nowości i swoją bazę, ale żaden utwór nie da się odtworzyć. Z tego co wyczytałem w sieci, jest to związane z używaniem przeze mnie starego routera 2,4GHz. Mam jednak nadzieję, że gdzieś tam w przyszłości HiBy uśmiechnie się w stronę staroci i rozwiąże ten problem.

 

W końcu czas na brzmienie, czyli to co najważniejsze. Przy czym nie wiem na ile moje wrażenia mogą być teraz mylące, bo ponoć R3 potrzebuje kilkudziesięciu godzin na wydobycie swojego potencjału. Obstawiam jednak kosmetyczne zmiany.

Na ten moment, przede wszystkim podoba mi się gładkość przekazu. Nie mam wrażenia, żeby był to nadzwyczaj równy grajek, ale zdecydowanie nie jest nerwowy, płynnie przechodzi między dźwiękami, dając duże pokłady muzykalności. Bas jest mocny, sprężysty i żywy, świetnie dopełnia słuchawki nieco w niego ubogie, a te które są bogate dodatkowo dopieszcza, zwiększając kulturę ich grania. Średnica na początku jest wyraźnie dociążona przez osadzenie na basie, jednak idąc w górę ulega rozjaśnieniu, by nabrać sporej dawki rozjaśnienia podczas przejścia w soprany. Te są wyraźnie zarysowane, posiadają dużo blasku, ale przy jasnych słuchawkach mogą być męczące (chyba że się pobawimy korektorem lub opcjami MSEB, czyli takim bardziej nowoczesnym eq). Z drugiej strony, jak coś lekko tonuje górę, to tu się świetnie odnajdzie.

Wokale są bliskie, intymne, ale nie klaustrofobiczne, lekko wysuwają się przodu przed instrumenty, więc mowa i śpiew są zawsze wyraźnie i póki nie puścimy mumble rapu, tak nie powinno być problemów z ich zrozumieniem czy barwą.

 

Scena na kolana nie rzuca, ale jest poprawna. R3 rysują wokół nas coś na kształt jajka – głównie rozkładają przestrzeń na boki, ale posiadają też namacalną głębię, zarówno z przodu, jak i z tyłu. Za to holografia jest bardzo dobra, niemal w każdej chwili możemy spokojnie zlokalizować wybrane instrumenty na poszczególnych planach.

Szczegółowość, to kolejny plus. Nieco oszukana przez podbicie przy sopranach, ale nie mam poczucia raczenia ucha jakimiś artefaktami. Najpierw idzie gwardia honorowa pod postacią muzykalności, zaraz za nią analiza, wiec nie ma problemu z męczeniem detalami, mimo że tych jest dużo nawet w skali mikro.

 

A z czym się zgrywa HiBy R3. Właściwie ze wszystkim, co nie ma podbicia w okolicy tonów wysokich. Shozy Star II, Periodic Audio Beryllium czy Aune E1 wypadają świetnie, grając bogatym dźwiękiem o dużej kontroli i z ładnie zaakcentowanymi sopranami. Niestety zupełnie nie sprawdza się para z MEE P1 – jest ostro i dość nieprzyjemnie przy dłuższych odsłuchach. Spodziewałem się dokładnie tego samego efektu na FLC8n na zbalansowanym zestawie filtrów, a tu niespodzianka: jakby były razem strojone, po prostu jest wszystko co trzeba, a niczego za dużo.

 

Teraz czas na ochłonięcie i kolejne spokojne odsłuchy – póki co: zapowiada się bardzo ciekawie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s