Venture Electronics (VE) RunAbout PLUS – rzut uchem

Venture Electronics jest u nas rozpoznawalny z linii pchełek Monk (pojawiły się też Mnisie dokanałówki, ale to innym razem), jednak VE oferują też inne elementy toru audio. I jakiś czas temu, w pudle pełnym skarbów jakie do mnie dotarło z Audioheaven, krył się przenośny wzmacniacz słuchawkowy VE RunAbout. Mało tego, była to wersja PLUS! Cóż to takiego? Po przejrzeniu oferty producenta okazuje się, że jest to zestaw standardowy, z zasilaczem i krótkim interkonektem minijack-minijack. Tak więc owy “PLUS” oznacza po prostu tyle, że nie dostajemy gołego wzmacniacza, z którym nie bardzo wiemy co zrobić. Taki zestaw kosztuje u nas 399 złotych, więc raczej niedużo jak na wzmacniacz słuchawkowy.

 

Jego wygląd można określić jako dzieło niedużej manufaktury. Obudowa to dość spory standardowy projekt, wykorzystywany przez wiele małych chińskich firm, w takiej czy innej wariacji. Jest topornie, trąci myszką, potencjometr jest trochę krzywo zamontowany i możemy zapomnieć o ciekawej estetyce, jaką oferuje choćby Fiio, czy w mniejszym stopniu xDuoo. Ze względu na rozmiary, nie jest to wzmacniacz, który będziemy nosili w kieszeni z telefonem, no, chyba że w plecaku i pociągniemy odpowiednio długie kable, albo połączymy RunAbouta z odbiornikiem bluetooth. Ja go jednak widzę jako sprzęt przenośny, ale bardziej z pokoju do pokoju, lub w podróż, gdzie hotelową noc sobie chcemy spędzić z muzyką, a ampa przewieziemy w torbie.

Tylna ścianka jest odkręcana i możemy tam wrzucić baterię 9V. Dzięki temu spokojnie może pograć około 40 godzin ciągiem, więc dłużej niż zdecydowana większość odtwarzaczy. Przy okazji warto wspomnieć, że VE nie grzeje się w zauważalnym stopniu, więc spokojnie można go używać również w upały.

A jak nie wrzucimy baterii, to podpinamy zasilacz 12V. Obok gniazda zasilania jest przełącznik, gdzie wybieramy źródło prądu, więc nie ma potrzeby wyciągać baterii w obawie przed jej samoczynnym rozładowaniem.

Na froncie umieścili potencjometr, wejście i wyjście sygnału na gniazdach minijack oraz przełącznik gaina (3,35 lub 5,7, czyli 10,5dB lub 15,1dB głośniej). Osobiście nie lubię wejść umieszczanych z przodu i włączników z tyłu, więc pod tym względem RunAbout mi nie leży, ale jest to jakiś tam standard, więc nie ma co narzekać.

 

Użytkowo jest to niezwykle proste urządzenie, wystarczy podpiąć źródło, włączyć zasilanie i już, tak więc ciężko się w tym pogubić. Ale są tu dwie rzeczy, które mi się nie podobają. Po pierwsze, w podróży okresowo musimy sprawdzać czy żadna śrubka z tyłu się nie poluzowała, bo w przypadku pojawienia się luzu przy baterii niespodziewanie możemy być odcięci od prądu. Zdarzyło mi się to dwa razy, ale było to pewne niemiłe zaskoczenie. Po drugie, wzmacniacz jest piekielnie głośny, przez co można zapomnieć o słuchaniu na nim większości dokanałówek lub bardzo czułych nauszników. No, chyba że lubimy jak nam uszy krwawią lub źródło mamy podpięte nie przez wyjście liniowe, a przez słuchawkowe, co z reguły pogarsza brzmienie.

 

Właśnie, brzmienie, czyli najważniejszy element układanki.

Jeśli miałbym szukać podobieństw, to po podłączeniu neutralnego źródła (Focusrite Scarlett 6i6 2Gen) trochę kojarzy mi się z Shozy Alienem+. Jest żywiołowo i przestrzennie, z dobrze rozciągniętą górą i basem bardziej punktowym, niż grubym i mruczącym. Ale nie jest to typowo techniczne granie, jest tu bardzo duża swoboda i naturalność, tyle że z lekkim rozjaśnieniem, czy też może nie tak wypełnionym basem, jak to robi np. Fiio w swoich wzmacniaczach. Takie strojenie świetnie się sprawdza w połączeniu z Fostexami TH610 i klasyką – instrumenty są wyraźnie porozstawiane na scenie, jest między nimi wyczuwalna przestrzeń, ale dźwięk nie jest przy tym rozerwany. Góra mocna i wyrazista, ale nie tnie po uszach. W metalu jak kto woli – gdy ma być surowo, jest ciekawie od startu, jak chcemy mieć masywnego kopa na dole, to musimy dobrać ciepłego DACa, albo chwilę pogmerać w korektorze, by zwiększyć nasycenie basu. Nie jest to maksimum możliwości Fostexów, ale jest tak dobrze, że można spokojnie żyć w takim połączeniu. Gorzej jest z Hifimanami HE-400i. O ile mogą one zagrać na RunAboucie bardzo głośno i ładnie się zgrywają pod względem brzmienia, to jednak prąd będzie trochę za mały, by zapewnić im naprawdę dobrą kontrolę, przez co ciągle miałem wrażenie, że czegoś brakuje (na pewno mocniejszego wzmacniacza, za bardzo przywykłem do xDuoo TA-20). Przy mniej wymagających słuchawkach, takich jak 1MORE H1707 czy MEE P1, VE wystarcza z dużą nawiązką i musimy się tylko martwić, czy nie będzie za dużo decybeli w uszach, trzymając potencjometr na samym początku skali.

Co bardzo ważne, mamy tu czyściutkie tło – żadnych szumów, brumień i innego zaśmiecania dźwięku nie uświadczymy. Ewentualnie może przebijać się sygnał z komórki, jeśli położymy ją na wzmacniaczu, ale nie bardzo wiem po co ktoś miałby to robić.

 

Jeśli ktoś nie może lub nie chce wydać dużo na wzmacniacz, to VE RunAbout może być fajnym, choć topornym rozwiązaniem. Na biurko czy w podróż po hotelach w sam raz, do kieszeni niekoniecznie. Ciekawie może się komponować z podobnie wycenionym ZENkiem, który jest cieplejszy i bardziej intymny, więc można swobodnie żonglować brzmieniem między nimi.

Za podobną kwotę kupiłem też SMSL SAP-9, który może działać w trybie zwykłym i zbalansowanych, jest ładniejszy, lepiej złożony, ma możliwość grania z dwóch źródeł, ale nie ma baterii (można go zasilać z portu USB), dysponuje niższą separacją oraz mniejszą sceną, jest jeszcze większy gabarytowo i u mnie wydatki z nim związane zdecydowanie wyżej poszybowały ze względu na awarię i wysyłkę po obcych krajach (że o czasie nie wspomnę), tak więc coś za coś.

Niewiele drożej pojawiają się używki xDuoo XD-05, który ma nieco zbliżone brzmienie, ale może też działać jako DAC, a dodatkowo właśnie xDuoo wprowadza dedykowany moduł bluetooth, więc jest to już konkretna maszyna do słuchania muzyki.

Oczywiście jest jeszcze Fiio, ale ostatnio słuchałem od nich tylko Q1 Mk2, którego wzmacniacz jest dość niskich lotów, więc nawet nie ma co porównywać.

 

Czy więc warto? Jak ma być po taniości, przenośno-stacjonarnie i mamy słuchawki wymagające podkręcenia decybeli, to może być całkiem ciekawa opcja o ile nie oczekujemy kopania basem na lewo i prawo. Dodatkowy plus jest taki, że VE RunAbout jest dostępny w Polsce i nie trzeba czekać miesiąca na dostawę z Chin.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s