Od dłuższego czasu przypatruję się z uwagą temu co się dzieje w mediach i internecie. Patrzę przez pryzmat samego siebie i odnajduję wiele prawidłowości, tam gdzie wcześniej zdawało mi się, że widzę wyjątkowość. Konkluzja jest obrzydliwa wręcz. Smutna:
Jesteśmy generacją gówna. Gówna, które żremy podane w zgrabnie przyklepanej papce z internetu, gazet i telewizorów. Cywilizacja upada, a my przemieniamy się w konsumujące roboty. Zza zasłony wyłaniają się tylko rzeczy błahe, wzmagające bodźce, które uprzyjemniają czas. Moje pokolenie millenialsów, przekonane o swojej wyjątkowości, szuka dróg na skróty, chce być słyszane, ale nie mogąc ścigać się w kreatywności, bierze się za bary w konsumpcji.
„Ja mam fajniejszy player.” „Ja mam mocniejszego smartfona!” „Ja dla Facebooka i dwóch zakładek na krzyż potrzebuję smartfona z 3GB ramu! Taki ze mnie kozak!”

Straszne to. W latach 80-tych cała flota NASA dysponowała łącznie mocą obliczeniową, jaką ma dzisiaj do dyspozycji student idący na zajęcia z telefonem w kieszeni, smartwatchem na nadgarstku i laptopem w plecaku. Ale czy ten student jest cywilizacyjnie dużo dalej niż w latach osiemdziesiątych wyobrażał sobie jego odpowiednik, że będzie? Czy jest dużo bardziej produktywny niż student sprzed 40 lat?
Dzisiejszy świat produkuje dziennie tyle informacji, ile ludzkość wyprodukowała łącznie do roku 1980. Pytanie tylko ile warta jest ta informacja? Nawet tak bliska nam muzyka – ostatni twórcy, którzy poruszyli mną do głębi, nie tylko rozrywając, ale i budując mnie, jako odbiorcę, emocjonalnie, tworzyli w latach 90-tych. Od tamtej pory są to tylko pojedyncze przypadki, a i to z reguły przechodzi po fazie zachwytu. Pytam się więc gdzie ta wartość?
Konsumujemy. Konsumujemy – żremy to serwowane nam gówno i udajemy, że to czekolada. Ludzie w mojej branży prześcigują się na numerki. Nikomu już nie zależy, żeby być lepszym, chodzi o zarobienie więcej. Nie ważne, czy ja coś dam firmie robiąc nowe szkolenie. Ważne, że ono rokuje awansem albo zmianą pracy na lepiej płatną.
Kiedy włączam kanały popularnonaukowe, typu Discovery, National Geographic – nie ma już ciekawych programów, które czegoś uczą, tak jak „Wszechświat z Morganem Freemanem”. One lecą po 23-ciej. W dzień za to mogę napaść oczy widokiem szczerbatych, niedomytych amerykanów licytujących kontener. Mogę nacieszyć oczy byłym komandosem posilającym się larwami.
Kiedy poszukać sensownych treści w internecie – to również wymaga nadludzkiego wysiłku. Utrzymanie moich kanałów RSS zajmuje mi teraz więcej niż konsumpcja treści przez nie dostarczanych, bo skupiam się teraz na jakości przyswajanej treści, a nie na jej ilości. I, o zgrozo, coraz częściej przekonuję się, że polegam na archiwalnych materiałach akademickich, bo nowych uczelnie udzielają niechętnie, a dotychczasowe kopalnie wiedzy zboczyły w dziwny zaułek podobnie jak kanały telewizyjne, o których wyżej wspomniałem. Odsiewanie ziaren od plew jest coraz trudniejsze, poprzez zalew tej bezwartościowej „informacji”.
źle to wróży i rokuje, bo spalamy cenne kalorie na to aby stać się „generacją mieć” zamiast „generacji być”.
Kiedyś jeśli coś było dobre, to służyło lata i przechodziłoz ojca na syna. Mam dostęp do trydziestoletnich AKG K141 600Ohm – kiedyś kosztowały dobrą wypłatę i służą do dziś. I grają przepięknie. Przeszły z ojca na syna. Teraz połowę rzeczy wyrzucamy zanim tak naprawdę zakończą żywot, dając sobie wepchnąć, że potrzebujemy nowości.
Wszędobylska dostępność „informacji” wątpliwej jakości wykształciła w nas odruch przewijania treści bez potrzebnego skupienia. Już nawet rozmawiać ze sobą nie umiemy w skupieniu. Stajemy się „scrollerami” treści.
Od niedawna wolę znowu poświęcić kilka godzin na poszukiwanie dobrej pozycji w księgarni i kolejne kilka dni na jej przeczytanie, niż zapychać się kolejnymi falami syfu z sieci. Smutne jest to, że większość jednak zadowala się tym, co ma dostępne za darmo, a te treści są wyjątkowo szkodliwe (jak chociażby ostatnio zaostrzony konflikt polityczno-światopoglądowy). Zauważyłem, że zarówno osoby o poglądach do moich przeciwnych, jak i wyznawcy tych samych co moje wartości (wliczając niestety i mnie) ulagają łatwo manipulacjom i nawzajem leją na siebie tony pomyj, podpierając się niezweryfikowanymi źródłami „informacji”. Informacja tak się zdewaluowała, że podpierają się nią (tą niezweryfikowaną) również media, które przy swoich budżetach, powinny się nieco bardziej wysilić. Niestety, wolą konsumować budżety na tańce na lodzie, na parkiecie, pianie na czas i nie wiem co jeszcze.
Smutne to – gdzie nie spojrzę, widzę jak jesteśmy ogrywani ułudą łatwizny.

Ehhhh

Advertisements