Fiio X7 pojawił się na rynku rok temu, ale nigdy nie miałem okazji trzymać go w rękach. Przy okazji polskiej premiery słuchawek FLCTechnology FLC8s, które dzięki uprzejmości Audioheaven niejako wróciły do mnie na uzupełnienie testu, poprosiłem o pomoc kolegów z forum mp3store i po kilku dniach miałem u siebie zestaw składający się z Fiio X7 z modułami AM1, AM2A (wielkie podziękowania dla Superbarta) oraz AM3 (nie mniejsze wyrazy wdzięczności dla Mykupyku).
Dlaczego taki zestaw? Bo potrzebny był odtwarzacz z gniazdem zbalansowanym, jednak o tym nieco później.
I pewnie rozczaruję część osób, ale dziś nie będzie solidnej recenzji, tylko subiektywne wrażenia z użytkowania – 10 dni, trzy moduły, kilka par słuchawek. A przy tym masa przyjemności ze słuchania.

Opakowania, akcesoriów itp. opisywał nie będę, gdyż niczym się nie wyróżniają w taki sposób, by zadziwić. Solidnie wykonane, dobrze spasowane i oferujące wszystko co niezbędne, czyli można iść dalej.
Co mi się spodobało, to skórzane etui. Ładne, bezpiecznie trzyma odtwarzacz, a przy tym nie utrudnia dostępu do żadnych funkcji. No, poza gniazdem na kartę pamięci. Trochę szkoda, że nie jest odsłonięte, co by znacznie przyspieszyło jej wymienianie. Rozumiem jednak dlaczego tak zrobiono – karta na pewno przypadkiem nam nie wypadnie, a przy dostępnej funkcji streamingu, wielkość pamięci nie ma aż takiego wielkiego znaczenia.

Ano właśnie, streaming. Fiio X7 aktualnie działa na Androidzie 5.1, co w połączeniu z wi-fi daje możliwość słuchania internetowych stacji radiowych, Tidala czy Spotify. Biorąc pod uwagę, że ostatnio Tidal wystartował z przesyłem plików hi-res, to dostajemy przenośne centrum multimedialne wysokiej jakości.
Złośliwi pewnie powiedzą, że to smartfon bez funkcji telefonu, ale sam dotykowy ekran i taki a nie inny system, to za mało, by tak szufladkować X7. Tu po prostu widać, że ktoś nad nim dobrze pomyślał – fizyczne przyciski do zmiany utworów i głośności oraz pauza, to pełny zestaw klawiszy potrzebny do bezwzrokowego użytkowania grajka. Zostały umieszczone po bokach obudowy, a dostęp do nich jest łatwy i wygodny. Chyba że ktoś ma małe ręce, bo X7 to, za przeproszeniem, po prostu bydle. Mój Samsung S7 wyglądał przy nim na mały i zgrabny telefonik.

Co mi się jeszcze podobało, to całkiem sprawne uruchamianie się, jak na Androida, oraz dostępna na ekranie początkowym lista ostatnio odtwarzanych utworów. Szkoda tylko, że Fiio nie rozróżnia tego, że zmieniliśmy kartę pamięci i dalej pamięta historię. Niby drobiazg, ale na ile pomocne by było jej rozdzielenie na karty…
Całościowo obsługuje się to dobrze, nie miałem problemów z żadnym formatem plików, a system był stabilny i responsywny.

Zróbmy więc to, co zrobiłem i ja, czyli przejdźmy do brzmienia.
To jest wysokich lotów i pozwala nam poczuć, że nie wyrzuciliśmy pieniędzy w błoto. X7 oferuje bardzo przystępną w odbiorze sygnaturę dźwięku, idącą pod rękę z naturalnością i technicznym zacięciem. Jest gładko, dynamicznie i przestrzennie. Wrażenie może zrobić ilość mikrodetali, niby poukrywanych za muzykalnością, ale dostępnych na każde wyciągnięcie ręki. Taka kombinacja nie tylko cieszy ucho, ale i zazwyczaj pozwala uniknąć problemów z synergią ze słuchawkami. Fiio na pewno tu nie wybrzydza.

Mimo, że X7 jest sprzedawany w komplecie z modułem AM1, to dla mnie wyznacznikiem był AM2A. Nowszy, mocniejszy i po prostu lepszy. Co prawda był jeszcze AM3, ale jego odesłałem do właściciela nieco szybciej, więc i było mniej okazji do odsłuchów..

Fiio X7 AM2A vs Colorfly C10:
X7 z modułem AM2A, w porównaniu do Colorfly C10, gra w sposób bardziej neutralny, równiejszy i bardziej uniwersalny. Nie czuć takiego wyeksponowania średnicy, a co za tym idzie, również scena wydaje się większa, mniej skupiona wokół słuchacza. Jest to również brzmienie bardziej techniczne, bas ma szybszy atak, a przełom tonów średnich oraz wysokich został nieco bardziej wyeksponowany, co daje efekt lekkiego rozjaśnienia, ale i nadaje cyfrowego „smaczka”.
Z drugiej strony, X7 nie posiada tak angażującego podejścia do reprodukcji muzyki. Poszczególne dźwięki są poprawne, ale ostatecznie nieco matowe i mniej emocjonalne. W C10 zmiany tonacji są płynne i swobodne, natomiast w przypadku odtwarzacza Fiio miałem czasami wrażenie, że takie przejścia są zbyt gwałtowne, nieco sztuczne (tylko przy bezpośrednim towarzystwie Colorfly).
Porównując sumarycznie dźwięk obu tych odtwarzaczy, postawiłbym pomiędzy nimi znak równości, choć z delikatnym wskazaniem na Fiio X7. Oba oferują klasowy dźwięk, ale jednak celują w nieco innego klienta.

Fiio X7 AM2A vs Shozy Alien:
Dla ludzi oszczędnych i patrzących tylko na jakość dźwięku, mam przy sobie DAPa, który przypomina Fiio X7 ze wzmacniaczem AM2A. Nazywa się on Shozy Alien Gold. Różnica między nimi jest taka, że Alien oferuje brzmienie bliższe naturalnego, płynniejsze i z bardziej nasyconym dołem (choć basu raczej nie na więcej), podczas gdy X7 lepiej prezentuje techniczną stronę nagrań. Niby różnic dużo, jednak są one bardzo delikatnej natury i przy zwyczajnym słuchaniu muzyki miałem często kłopot w rozpoznaniu, który jest który.
Cena wyraźnie stoi po stronie Aliena, ale Shozy ergonomią i możliwościami jest daleko z tyłu za Fiio.

To były porównania do dwóch odtwarzaczy. A jak wypadają dedykowane wzmacniacze względem siebie?

AM1 vs AM2A:
Pomiędzy tymi wzmacniaczami ciężko robić porównanie. Nie dlatego, że grają całkiem odmiennie lub bliźniaczo podobnie, po prostu AM1 dla mnie wydaje się być pomyłką. Jego brzmienie, w porównaniu do AM2A, jest przyciemnione, mniej detaliczne, nieco spłaszczone, skupiające się bliżej słuchacza, choć robi to w sposób mniej angażujący niż Colorfly C10. Na plus co prawda można zaliczyć dźwięk bardziej wygładzony od AM2A, jednak nie jest to wybitny poziom w tym budżecie. Będąc szczerym, bardziej podoba mi się granie leżącego obok xDuoo X10, który kosztuje 1/3 ceny Fiio z modułem AM1. Nie posiada on tak dobrej holografii, a sam dźwięk jest gorzej zbalansowany, jednak X10 oferuje granie bardziej żywiołowe i angażujące, nie pozwala się nudzić, co w przypadku podstawowego modułu do Fiio X7 mi się zdarzało.
Przejście na AM2A, to każdorazowo był powód do uśmiechu, gdyż muzyka dostawała naturalnego kolorytu (jednak bez zbytnich ingerencji w barwę), poprawioną holografię i lepszą dynamikę. Do tego można dołożyć fakt, że posiada on duże zapasy mocy i wybór wydaje się oczywisty.
Gdyby zamiast AM1, w sklepowych egzemplarzach znajdował się od razu młodszy brat tego wzmacniacza, jego pierwszy odbiór byłby niewątpliwie lepszy. Oczywiście dobór charakterystyki jest rzeczą indywidualną, jednak pod względem technicznym lepiej wypada AM2A.

AM2A vs AM3:
To porównanie można skwitować krótko: moduły grają na tyle blisko siebie, że mając jeden z nich, w mniej wymagających słuchawkach, nie ma sensu kupno drugiego. AM3 wydawał mi się nieco przyjemniejszy w odbiorze, oferując odrobinę gładsze brzmienie, jednak różnice były na tyle małe, że przy codziennych odsłuchach właściwie można je pominąć.
Są jednak dwa zasadnicze „ale”. Pierwszym jest wspomniana moc AM2A. Gdy chcemy korzystać z bardziej prądożernych nauszników, to właśnie on da jej najwięcej z testowanej trójki.
Drugie „ale” jest jednak znacznie ciekawsze i zamyka się w jednym gnieździe: zbalansowanym 2,5mm. Mając słuchawki z tak zakończonym kablem, możemy wykorzystać dobrodziejstwa tego rozwiązania. Co prawda eliminacja zakłóceń na długich odcinkach, po których biegną przewody nic nam nie da, bo tu wszystko mieści się w dłoni, ale pojawiają się różnice w brzmieniu pomiędzy standardowym wtykiem 3,5mm i zbalansowanym 2,5mm.

Tu z pomocą przyszły słuchawki z Audioheaven: FLC8s oraz VE Monk Plus. Pierwsze mają wymienne kable, do mnie dotarły w wersji zwykłej oraz zbalansowanej, natomiast Monki mają dedykowaną wersję z przewodem bal (należy dopłacić 2 złote w stosunku do standardowych Plusów, akurat za cenę wtyku).
A jak to przełożyło się na muzykę? Przede wszystkim, rozwiązało dwa problemy, które w FLC8 delikatnie mnie rozczarowały. Narzekałem na nieco matową średnicę i przeciętną scenę, po balansie już tylko słuchałem kolejnych utworów. Efekt nie był piorunujący, jednak każdorazowe przejście na standardowe 3,5mm było drobnym rozczarowaniem. Brakowało tej płynności, i lekkości brzmienia zbalansowanej wersji, scena się kurczyła, a dźwięki wyostrzały.
W przypadku Monków, to były wręcz dwa zupełnie inne modele słuchawek, gdzie wersja zbalansowała dosłownie każdy element prezentowała lepiej, dokładnie i w sposób bardziej naturalny. Do tego doszła poprawa dynamiki i nagle zacząłem się dziwić, że to są ciągle te same tanie pchełki (a są te same, co sprawdziłem na SMSL SAP-9 wpiętego po RCA w niezbalansowanego DACa).

W tym momencie wiem, że dla siebie bym wybrał Fiio X7 z modułem AM3. Bardzo dobra jakość dźwięku, solidne wykonanie, wygodna obsługa, streaming z sieci, no i balans.
Tym ostatnim zaraziłem się na tyle, że sprzedałem C10 i buduję swój pierwszy zbalansowany tor słuchawkowy. A że można to mieć i w przenośnym odtwarzaczu? Pewnie w końcu się skuszę i na taką opcję.

 

Na koniec chciałem jeszcze raz podziękować za udostępnienie sprzętów (w kolejności alfabetycznej):

  • Audioheaven za słuchawki,
  • Mykupyku za Fiio AM3,
  • Superbart za Fiio X7 z AM1 oraz AM2A.
Advertisements