W grudniu 2016 roku premierę miał nowy przenośny odtwarzacz firmy xDuoo, o nazwie X10, który został wyceniony na 799 złotych. Dzięki firmie Audioheaven, otrzymaliśmy możliwość jego przetestowania.

W ciągu ostatnich dwóch lat DAPy xDuoo zdążyły się zadomowić na naszym rynku dzięki modelom X2 oraz X3. W obu przypadkach charakteryzowały się one bardzo dobrym dźwiękiem w swojej cenie, ale i pewnymi niedostatkami w warstwie oprogramowania. Najwyższy model budził spore emocje przed premierą, więc powstaje pytanie, czy producentowi udało się pójść krok dalej?

 

Wyposażenie:

xDuoo X10 dostajemy w opakowaniu utrzymującym stylistykę oraz standardy jakie poznaliśmy przy X3 oraz XD-05. Mamy więc czytelną obwolutę z grafiką przedstawiającą odtwarzacz oraz specyfikację urządzenia. Pod nią jest czarny, solidny kartonik z wytłoczonym srebrnym napisem „xDuoo”, czyli skromnie, ale elegancko. Ostatnia „warstwa”, to dwie wkładki – wierzchnia solidnie trzyma sam odtwarzacz, natomiast pod nim umieszczono dodatki, w skład których wchodzą:

  • kabel USB do ładowania X10 oraz przesyłania plików,
  • przewód jack-jack,
  • przewód optyczny,
  • dwie folie ochronne na ekran,
  • instrukcja oraz karta gwarancyjna.

xDuoo postarało się, żeby od razu na rynku było dostępne skórzane etui ochronne, ale jeśli jesteśmy nim zainteresowani, to należy je nabyć oddzielnie.

Natomiast pozycja druga i trzecia na powyższej liście jednoznacznie wskazują, jakie dodatkowe możliwości komunikacyjne ma X10. O ile wyjście liniowe jest czymś standardowym w tym przedziale, tak już wyjście optyczne (realizowane przez ten sam wtyk co line-out), jest miłym dodatkiem.

 

Specyfikacja:

Gdy spojrzymy na niżej zamieszczoną listę komponentów i możliwości, można zauważyć jedno – xDuoo nie uznawało kompromisów:

  • Główny procesor: JZ4760B,
  • Procesor DAC: AK4490 ,
  • Filtr dolnoprzepustowy do eliminacji szumów: OPA1612,
  • Wzmacniacz: MUSES8920,
  • Bufor: LMH6643,
  • Wspierane typy plików: DSD, WAV, FLAC, APE, ALAC, AIFF, MP3, WMA, OGG,
  • Współczynnik THD+N: 0.0016%,
  • Moc: 240mW @ 32ohm (THD+N<0.0025%),
  • Współczynnik sygnału do szumu (S/N): >112dB,
  • Crosstalk: >70dB,
  • Napięcie na wyjściu liniowym: 1.7 Vrms,
  • Crosstalk na wyjściu liniowym: >100dB,
  • Pasmo przenoszenia: 20Hz-20KHz (± 0.5dB),
  • Pojemność baterii: 2400 mAh,
  • Długość odtwarzania na jednym ładowaniu: 9 godzin,
  • Czas ładowania: poniżej 4 godzin,
  • Pamięć: obsługa dwóch kart pamięci do 128GB każda,
  • Obsługa standardu CTIA,
  • Ekran: 2.0 cala, rozdzielczość 240×320, 262 tysięcy kolorów,
  • Wymiary: 53 x 107.5 x 16.5mm,
  • Waga: 141 g.

 

Specyfikacja na papierze jest po prostu świetna i można się tylko dziwić, jak producent złożył to wszystko do kupy w tak (względnie) przystępnej cenie. Przy okazji jest to dobry prognostyk odnośnie dźwięku, szczególnie, że xDuoo ma już doświadczenie z AK4490, więc jego poprawna aplikacja nie powinna być mocno problematyczna.

Ale gdy odłożymy na bok szczegóły techniczne, to moją uwagę zwróciła jedna cecha – obsługa CTIA. Jeśli komuś nic to nie mówi, to już wyjaśniam: jest to ten sam standard, dzięki któremu słuchając muzyki na telefonie możemy kontrolować jej odtwarzanie za pomocą jednego przycisku na pilocie słuchawek. Tak samo działa to w X10, więc możemy zmieniać utwory i je pauzować bez sięgania do samego odtwarzacza. Drobnostka, ale jakże wygodna.

 

Wykonanie i wrażenia użytkowe:

Obudowa xDuoo X10 została wykonana z aluminium i przypomina trochę skrzyżowanie odtwarzaczy Fiio oraz iBasso. O ile sama bryła ma dość estetyczne kształty, to ogólne wrażenie jest nieco psute przez średnio wyglądające kółko nawigacyjne. Na szczęście spasowanie poszczególnych elementów nie pozostawia wiele do życzenia. Jedynie przy potrząsaniu odtwarzaczem usłyszymy ciche „klekotanie” przycisków. Natomiast ich rozkład został przemyślany pod względem ergonomii, dzięki czemu swobodny dostęp do nich powinny mieć zarówno osoby lewo, jak i praworęczne. Ich układ jest logiczny, łatwy do zapamiętania i zapewnia pełną obsługę systemu. Na froncie mamy rząd czterech klawiszy (od lewej: wstecz, cofanie poziomu menu, opcje, dalej), pod którymi umieszczono kółko sterujące z przyciskiem zatwierdzającym w środku, co może się kojarzyć z poprzednią generacją odtwarzaczy firmy Fiio. Lewy bok zawiera fizyczną blokadą przycisków, prawy klawisze zmiany głośności, sloty na karty pamięci oraz otwór do resetowania urządzenia. Górna ścianka mieści włącznik oraz gniazdo micro USB, natomiast dolna została przeznaczona na wyjście słuchawkowe, liniowe/optyczne oraz przełącznik wzmocnienia (3dB lub 9dB).

Za minus należy jednak potraktować dość ostre krawędzie, które po prostu czuć w dłoni. Tu starszy xDuoo X3, który jest bardzo zbliżony wymiarami do X10, sprawował się lepiej.

Osobny akapit przeznaczam na kółko, gdyż jest ono dość specyficzne. Całe szczęście chodzi dość sprawnie, przy każdym przeskoku mamy wyraźne uczucie, że faktycznie przeskoczyło „o ząbek”, choć do wygodny korzystania z kółka w starych iPodach wciąż daleko. Nie rozumiem jednak, po co w ogóle projektanci xDuoo je tu umieścili, gdyż jedyne co robi, to dubluje przyciski wstecz/dalej, choć i to nie do końca, gdyż za jego pomocą utworu nie przewiniemy, natomiast klawisz można wcisnąć i po jego przytrzymaniu, jesteśmy już w innym momencie piosenki (choć mogłoby to działać szybciej). Może w kolejnych wersjach oprogramowania programiści znajdą dla niego jakiś pożytek.

Użyty wyświetlacz, mimo niewielkich rozmiarów, jest przyzwoitej jakości – nie gubi szybko kolorów przy zmianie kąta patrzenia, szczegóły są wystarczające oraz jest czytelny nawet w słoneczny dzień, co było bolączką poprzedników.

Obok ekranu umieszczono diodę komunikacyjną rodem z telefonów. Podczas ładowania świeci się zmieniając kolor z czerwonego na jasnozielony, natomiast w trakcie odtwarzania miga delikatnym światłem zielonym. Czy jest to przydane, to już kwestie indywidualne, ale zapewne kilka osób uratuje to przed rozładowaniem odtwarzacza, kiedy zostawią go włączonego przed snem.

 

Natomiast gdy spojrzymy na X10 od strony programowej, to tu xDuoo pozytywnie zaskoczyło. Widać, że poprzednie modele czegoś ich nauczyły. Działa stabilnie, w sposób przewidywalny i logiczny, bez błędów czy opóźnień. Również włącza się dość szybko – od wciśnięcia przycisku uruchamiania do ekranu odtwarzania mija około 8 sekund, niezależnie od tego ile kart mamy włożonych i rozbudowania naszej biblioteki.

Ano właśnie biblioteki – po całkiem żwawym skanowaniu, mamy możliwość wyboru według wykonawców, płyt i gatunków. A jak nie chcemy się przejmować tagami, to bez problemu przejrzymy pamięć według katalogów (poukładane alfabetycznie, co w chińskich odtwarzaczach nie jest oczywiste). Do tego dochodzi osobna pozycja, w której możemy wybrać płyty z plikami CUE (obsługiwane również w pozostałych miejscach biblioteki, w przeciwieństwie do tego, co mieliśmy w X3) oraz Ulubione, gromadzące wybrane przez nas utwory. Co ciekawe, gdy korzystamy właśnie z Ulubionych, to na górnej belce wyświetlacza mamy zapalone czerwone serduszko, przypominające te, jakie widzimy w odtwarzaczach Colorfly, tylko tu jest ono czytelniej zrobione.

Niektórzy szukają też możliwości kasowania utworów wprost z odtwarzacza i tu się nie zawiodą. Działa to szybko i bezproblemowo.

 

Gdy przyjrzymy się menu, zauważymy, że opcje są dość bogate, gdyż mamy możliwość sterowania odtwarzaniem (powtarzanie płyty lub pojedynczego utworu, przechodzenie między folderami, odtwarzanie losowe lub ciągłe, filtry slow i sharp roll off), pracą wyświetlacza i systemu (usypianie ekranu, wyłączanie po wskazanym czasie, jasność wyświetlacza w skali 1-10), głośnością (domyślna głośność, maksymalna w zakresie od 1 do 100, wzmocnienie przy plikach DSD), aktualizację systemu itp.

Czego nie znajdziemy, to korektor. Widocznie producent zdecydował, że brzmienie samego odtwarzacza jest na tyle uniwersalne, że ewentualnych zmian dokonujemy za pomocą żonglowania słuchawkami, a nie programowo. Osobiście nie używam equalizera, jednak część osób na pewno chętnie by zobaczyła taką funkcjonalność. Nie ma również obsługi gapless, co wpisuje się w dziwny trend wśród współczesnych odtwarzaczy.

 

Przejdźmy jednak do spraw ważniejszych, czyli do wrażeń odsłuchowych.

 

Brzmienie:

Odsłuchy odbywały się w towarzystwie: Campfire Audio Jupiter, FLCTechnology FLC8s, MEE Audio P1, Ostry KC06A, OnePlus Icons, Phonak Audeo PFE112, Takstar TS-2280, TFZ Series 5, HiFiMAN HE-400i.

Jako porównanie służyły odtwarzacze: Audioheaven Z6, Shozy Alien, Colorfly C10, Fiio X7 ze wzmacniaczami AM1 oraz AM2A, xDuoo X2, xDuoo X3.

 

Jednak zanim zacznę szerzej opisywać brzmienie xDuoo X10, zrobię mały spoiler: mimo ceny na poziomie niemalże 800 zł, bohater dzisiejszej recenzji nie aspiruje do „grania audiofilskiego”, tylko idzie prosto w rozrywkę. I bardzo dobrze.

Jeśli szukamy brzmienia jaśniejszego lub średnicowego, z nastawieniem na technikę, to należy wybrać inny odtwarzacz.

 

W xDuoo X10 bas jest mocny i masywny. Nie zalewa tonów średnich, ale słychać, że jest to najmocniej zarysowane pasmo. Jego charakter jest ciepły i dobrze zrównoważony pomiędzy atakiem i wybrzmiewaniem, jednocześnie dolne rejestry są mocno zróżnicowane i nie nudzą. Główny akcent został postawiony na mid-basie, jednak tylko na tyle, by utrzymać żywiołowość muzyki. Szczególnie dobrze spisuje się to w muzyce rozrywkowej, gdzie stopa perkusji, gitary basowe czy nisko schodzące bity mają dużą energię, dzięki której noga sama wybija rytm. Nieco słabiej wpasowuje się to w klasykę, gdzie wiolonczela czy kotły wybrzmiewają trochę za miękko, bez poczucia absolutnej perfekcji brzmienia.

 

Tony średnie zostały delikatnie odsunięte od słuchacza i ocieplone. Daje im to dodatkową łatwość odbioru, gdzie poszczególne dźwięki są gładkie, ale nie zamulone. Bardzo dobrze prezentują się żywe instrumenty, gdzie wybrzmiewanie strun fortepianu czy waltornia brzmią bardzo przekonywująco, choć raczej po stronie rozrywki, lekko odchodząc od naturalności. Gdy sięgniemy po granie syntetyczne i z nim nie będzie problemu, ze względu na wspomnianą żywiołowość. Nie jest to czar rodem z odtwarzaczy Colorfly, ale równowaga i uniwersalność zachęcają do dalszego słuchania muzyki.

Wokale są przedstawione w sposób naturalny, nie wpadają w sybilanty czy niepotrzebną nosowość. Dotyczy to zarówno głosów męskich, jak i żeńskich. Delikatnym problemem może być lekko „maślany” odcień tej części składowej muzyki, gdy zechcemy posłuchać czegoś z growlem na wokalu. Tu może być trochę za miękko.

 

Soprany są delikatne i ocieplone, nieco cofnięte, ale nie ucięte czy ubogie. Nie męczą swoją obecnością, są kreślone nieco grubszą linią, a przy tym potrafią zaskoczyć gdy muzyka skupia się właśnie na nich. Flet czy skrzypce grają bardzo solidnie mimo braku dodatkowego błysku, który musimy nadrabiać jaśniejszymi słuchawkami.

 

Scena nie jest nadzwyczaj duża, choć została spójnie rozbudowana w każdym kierunku (szczególnie na boki), co daje nam poprawną holografię. Jedynie można mieć pewne spostrzeżenia odnośnie rozkładu przestrzeni w osi pionowej. Tutaj odtwarzacz trzyma się przesadnie blisko wysokości oczu. Poza tą uwagą, ciężko coś zarzucić xDuoo. Poszczególne plany na siebie nie wpadają, muzyka jest spójna i lekka, na pewno nie nabędziemy tu klaustrofobii.

W kwestii analityczności, to wyraźnie na pierwszym planie jest tu muzykalność, szczegóły zostały lekko przykryte, jednak nie jesteśmy ich pozbawieni, tylko trzymają się one „krok z tyłu”, gotowe na pojawienie się, gdy tylko będziemy ich szukali. Na pewno nie jest to jednak DAP do technicznej analizy nagrań, brak mu „chłodnego podejścia” do muzyki, a i część mikrodetali nam ucieka, gdy się porówna X10 do konkurencji z wyższej półki. Nie są to jednak duże straty i w przedziale budżetowym do tysiąca złotych nie tak łatwo o bardziej szczegółowe odtwarzacze.

 

Podsumowanie:

xDuoo X10, to bardzo udany produkt. Solidnie zbudowany, dopracowany pod względem oprogramowania i co najważniejsze dobrze brzmiący. Kieruje się wyraźnie w stronę muzykalną i rozrywkową, ale i nie szczędzi nam szczegółów. Właściwie brakuje mu tylko dwóch rzeczy, żeby zdominować przedział cenowy „do tysiąca złotych”: nie daje możliwości transmisji muzyki przez bluetooth i nie ma funkcji USB DAC, przynajmniej na razie.

Dźwiękowo jest to bezpośredni konkurent Colorfly C200, łączy je podobna jakość, choć nieco inaczej rozwinięta. X10 oferuje brzmienie jeszcze bardziej energetyczne i nowoczesne, C200, jak na Colorfly przystało, mocniej akcentuje tony średnie, całościowo idąc w stronę grania neutralnego.

Nieco tańszy Audioheaven Z6, to sprzęt znacznie cieplejszy, bardziej analogowy i wymagający względem synergii ze słuchawkami. Choć cenowo wiele ich nie dzieli, to celują one w całkiem odmienne rejony rynku – xDuoo raczy żywiołowością, Audioheaven idzie w stronę stonowania i miękkości.

Poprzednie dziecko xDuoo, czyli X3, to granie mniej spektakularne, nieco ciemniejsze, z ograniczoną rozdzielczością dźwięku. Dodatkowo X10 wydaje się gładszy, bardziej stabilny na całości pasma przenoszenia, dzięki czemu nie jest tak wymagający względem słuchawek.

Sięgając po wyższą półkę, czuć niedostatki w rozdzielczości, a rozkład tonalny nie jest tak zrównoważony jak w topowych odtwarzaczach Shozy, Fiio czy Colorfly. Nie jest to jednak wielka różnica, w trakcie ruchu praktycznie nie do wyłapania, a dodatkowo filozofia brzmienia zbliża nowe xDuoo do Aliena. Nie dorównuje mu uniwersalnością czy ogólnie pojętą jakością, jednak sama muzykalność oraz dynamika, stanowią niezły substytut dla bardziej egzotycznego DAPa.

Przed premierą pojawiały się również głosy, że jest to mobilne granie w stylu xDuoo XD-05. Okazuje się jednak, że ciężko o jakieś większe zbieżności. Combo jest zdecydowanie jaśniejsze, bardziej przestrzenne oraz cyfrowe. Za to bardzo udane jest połączenie X10 z XD-05, szczególnie gdy korzystamy z kabla optycznego. Dźwięk pozostaje mocno nasycony, ale zyskuje na szczegółach, przestrzeni oraz lepiej zarządza skrajami pasm. To już jest brzmienie rodem z droższych odtwarzaczy.

 

W kwestii synergii ze słuchawkami, najlepsze efekty otrzymamy wpinając coś o neutralnej lub rozjaśnionej sygnaturze. Bardzo dobre wrażenie zrobiły tu zwłaszcza armaturowe Phonaki Audeo, FLC8s oraz Campfire Audio Jupiter, które w połączeniu z X10 podawały muzykę w sposób lekki, przestrzenny, ale i muzykalny, z wyraźnym basem, który nie miał zakusów do dominacji nad średnicą.

Również ciekawe było połączenie z Takstarami TS-2280, które nieco wypchnęły do przodu tony średnie, oferując dźwięk rozrywkowy, ale z dużym nastawieniem na wokale.

Słabiej wypadły słuchawki charakteryzujące się graniem bardziej w stronę „V” z zaakcentowanym basem oraz sopranem. I czym ciemniej, tym gorzej – z OnePlus Icons oraz Ostry KC06A jest dość sympatycznie, choć ze zbyt rozmytą średnicą, co nieco psuje całościowy odbiór. Natomiast ciemniejsze TFZ Series 5 nie są dobrym kompanem dla tego odtwarzacza, w tej kombinacji po prostu brakuje werwy.

Niestety, podobnie jak w przypadku Colorfly C200, brakuje tu mocy na nieco bardziej wymagające słuchawki, gdyż zarówno MEE Audio P1 jak i HiFiMAN HE-400i nie mogły rozwinąć skrzydeł. O ile tonalnie jest przyjemnie i lekko ciepło, tak wyraźnie spada ilość detali i dynamika słuchawek.

 

Biorąc pod uwagę całość – brzmienie, wykonanie oraz ergonomię – nietrudno postawić xDuoo X10 na podium wśród odtwarzaczy w okolicach tysiąca złotych. Czy będzie to miejsce na najwyższym miejscu w dużej mierze będzie zależało on naszych preferencji (np. wolimy długo trzymającą baterię z Cowona Plenue D czy bardziej neutralne granie Colorfly C200), to jednak X10 ma niemal wszystko, by być odtwarzaczem kompletnym. Choć nie ustrzeżono się kilku wpadek lub braków, takich jak np. niepotrzebne kółko nawigacyjne, brak funkcji USB DAC czy bluetooth, to jednak sumarycznie jest to bardzo dobrze wydane 799 złotych jeśli tylko szukamy źródła, które zapewni nam dużo zabawy na dobrym poziomie, bez wynoszenia na piedestał niedoskonałości technicznych nagrań.

Jak X2 oraz X3, tak i X10 mocno uderza w swoją półkę cenową. Tym razem już bez większych „ale”, gdyż odtwarzacz został przemyślany bardzo starannie. A patrząc na rozwój xDuoo, na pewno nie jest to ich ostatnie słowo.

 

Zalety:

  • angażujące i muzykalne brzmienie nastawione na rozrywkę,

  • dwa gniazda na karty pamięci,

  • dobre wykonanie,

  • ergonomiczna obsługa,

  • sprawnie działający system.

 

Wady:

  • zbędne kółko nawigacyjne,

  • brak korektora oraz funkcji gapless,

  • góra pasma mogłaby być mniej zaokrąglona,

  • ostre krawędzie obudowy,

  • u konkurentów w tym budżecie zaczyna się pojawiać funkcja DAC USB oraz bluetooth.

Za użyczenie do testów odtwarzacza xDuoo X10 Muzostajnia serdecznie dziękuje sklepowi

logo heven

v

Advertisements