Wolę kupować słuchawki do testu. Nie mam wtedy presji czasu. Mogę się nacieszyć dźwiękiem ile dusza zapragnie. Szczególnie jeśli jest to dobra para o unikatowym dźwięku.

Miałem tak z HD650. Smakowałem sobie je po troszku przez dłuższy czas. Jednak nie w trybie ciągłym. Były to nauszniki to zadań specjalnych. Dobre realizacje, szczególnie z kobiecym wokalem na nich błyszczały i dawały te przyprawy, o które chodzi koneserom audio.

W przypadku HD600 mam lekkie poczucie jakbym naginał uprzejmość osoby, która mi ich użyczyła. Robię sobie od nich przerwy. Nie jest to spowodowane ich wybrednością, a potrzebą punktu odniesienia i urozmaiceniem odsłuchu. Mogłyby grać u mnie przez większość czasu i zmieniałbym je tylko w przypadku pewnych gatunków muzyki.

Być może jakbym znalazł je w odpowiedniej cenie to włączyłbym je do kolekcji. Są warte tego by je posiadać. Choć z drugiej strony producent nie daje nam oszczędzić i to z pewnością cena jest dla wielu osób barierą by od tak sobie na nie pozwolić. Ostatnimi laty też pojawiło się dla nich kilku konkurentów, których wcześniej nie było. W poprzednich latach, kiedy jeszcze ich cena była niższa niepodzielnie królowały w swojej kategorii.

O wyglądzie, wykonaniu i wygodzie nie ma co za wiele pisać. Konkretna ocena będzie subiektywna, ale wszelkie standardy są zachowane. Według mnie godnie się prezentuje ten model i mało jest rzeczy, które można byłoby mu zarzucić. Zdaje się, że na mojej sztuce są założone pady od HM5 welurowe, które sprawiają wrażenie konkretniejszych i trwalszych.

Pod względami dźwięku jestem mile zaskoczony. Mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać, ale wrażenie ogólne jest lepsze niż w mojej wyobraźni. Tak jak do HD650 można mieć ambiwalentne odczucia, tak HD600 są jednoznacznie dobre. Są bardziej uniwersalne. Na czym te różnice polegają?

Przewagą 600tek jest zachowywanie względnej przejrzystości w różnych warunkach, mają w sobie więcej światła oraz od dołu do góry mają spójny i równy przekaz. Są również bardziej energiczne. HD650 nie są lepsze, ale są inne. Co prawda „ulepione są z tego samego materiału”, to różnica nie jest tak subtelna jak mogłaby się wydawać. Tak jak 600tki w wielu aspektach są wzorem poprawności, tak 650 potrafią zagrać bułą i mulistym dźwiękiem, Bas niżej schodzi, ale jest dość luźni i mniej spójny. W filmach ten niski bas robi niezłe wrażenie, ale w muzyce nie daje, aż tak dużej przewagi. Do naprawdę cięższego brzmienia to i tak wolę innego rodzaju słuchawki. Z lekką elektroniką HD600 też sobie poradzą.

650tkom trzeba oddać honory w tym, że kiedy już dobrze grają to robią to z większym rozmachem, dźwiękiem w pełni otwartym, jakby z zewnątrz, ale nie tracącym na holografii. Drugą cechą jest to, że tembr wybrzmiewania instrumentów w postaci tego audiofilskiego pyłu jest bardziej wysublimowany i smakowity, a wokale mają większą intymność.

Wracając do 600tek. Scena może jest trochę zawężona w tych słuchawkach, ale sama przestrzeń dla mnie jest dość efektowna i ciekawa. Bardzo fajnie chwytają przekonywującą przestrzeń S16 i efekty 3D przestrzenne produkowane przez Geek Out. Zgranie z obydwoma urządzeniami zresztą jest wyśmienite. W dodatku jak przystało na prawdziwe słuchawki otwarte dźwięk jest dość swobodny i bardzo napowietrzony. Muzyce nie zabranie oddechu.

Występuje tu jednak pewien efekt, którego nie znajduję w innych swoich słuchawkach, które obecnie mam. W pierwszych minutach nas czarują i niektórzy dosłuchają się ich wyższości względem innych modeli. Jednak ciężko im utrzymać ten efekt wow przy dłuższych odsłuchach i stałym korzystaniu z nich.

Można powiedzieć, że „normalnieją”. Być może dzieje się ze względu na charakterystykę. Może poszczególne pasma dla ucha się dynamicznie ujednolicają i po pewnym czasie tracimy poczucie tej sceny. To są tylko moje domysły. Ciężko to jednak nazwać wadą, gdy potrafimy temu zaradzić, poprzez przerwy i podmianki lub gdy używane są w formie celebracji do specjalnych nagrań.

Nie określiłbym ich jednak jako nudnych. Relaksujące tak, marzycielskie. Przy nich człowiek potrafi odlecieć. W tym sensie mocno angażują słuchacza. Istnieją jednak też słuchawki innego typu zaangażowania, gdy dźwięk jest szybszy, wyraźniejszy, z bardziej oddawanym pulsem, do którego chce się nam tupać nogą. Senki do takich słuchawek według mnie nie należą. Lecz nie muszą, są stworzone na inną modłę.

Nie mają kopa na basie jak zamknięte słuchawki basowe. Nie są dla ludzi którzy szukają obwitego i mocnego basu. Z drugiej strony dzięki pełnej średnicy nie sprawiają wrażenia odchudzonych Jest to prawdziwie zrównoważone granie, a nie żadna Vka.

Z tego co pamiętam sennheiser we własnych produktach stosuje technologie akustycznego tła wymyśloną na potrzeby słuchawek. Chodzi o to, że dzięki pewnym zniekształceniom, które są naturalne dla ludzkiego słyszenia wrażenia ze słuchawek się poprawiają. I rzeczywiście, obydwu bym modelom można przypisać pewną naturalność brzmienia i kreacji dźwięku w przestrzeni. Jest to ważna informacja dla tych którzy uciekają od „cyfrowego brzmienia” w swoim audio. Słuchawki dają naturalny lekko miękki tembr wybrzmienia dźwięków.

Jeśli chodzi o kwestie kabla to niezaprzeczalnie ma on wpływ na dźwięk. Mi tutaj kolega dołączył w ładnych kolorkach kabel DIY, który jakościowo jest lepszy od „stock’a”. Zmiana ta oczyszcza brzmienie, słuchawki grają precyzyjniej, dosadniej i z większym czarnym tłem. Stock’owy mimo, że parametrami gorszy, sprawia, że słuchawki mają swój specyficzny charakter. Ta zawiesina dźwiękowa, która występuje ma dla mnie walory akustyczne, a na zmienionym kablu można powiedzieć wracamy w pewnym stopniu do cyfry. Kwestia preferencji, sprzętu, albumu i nastroju. Kupując te słuchawki akurat ten model nie liczymy na bezwzględną szczerość. Mimo to myślę, że warto mieć oba kable, stock i jakiś lepszy.

Jak ktoś szuka dobrych i niezawodnych słuchawek do kolekcji to powinien rozważyć Sennheiser HD600. Słuchając HD przez ostatnie trzy tygodnie stwierdzam, że nie zagrają np. muzyki elektronicznej z ciężkim basem. Jak to jest spodziewane w przypadku konstrukcji otwartych ilościowo i pod względem zejścia i impaktu go trochę brakuje (ok, mamy pewne wyjątki od reguły X1/X2).

Są to jedne z najmniej nudnych, lub inaczej – najciekawszych słuchawek jakie znam. Są relaksujące, ale mają ciekawą przestrzeń, świetnie różnicują, mają smaczki, mnóstwo powietrza, naturalne-przyjemne brzmienie, dobrą średnicę. Jest to naprawdę perełka wśród słuchawek i zasłużona legenda. Nowym konstrukcjom ciężko z nimi konkurować, a próbując je przewyższyć musimy udać się w stronę słuchawek planarych i innych wynalazków, które jednak cenowo idą jeszcze bardziej w górę.

Cóż… nie napisałem chyba nic odkrywczego. Przy tym modelu nie da się nic zaskakującego napisać. Od lat jest polecanym modelem słuchawek. Mogę co najwyżej zaproponować, że jeśli nie mieliście do czynienia z nimi to warto, naprawdę warto  nadrobić zaległości. Nawet jeśli macie już coś fajnego na wyposażeniu. Ot choćby po to by nabyć trochę referencyjnego rozeznania.

Z mojego punktu widzenia, wiele zestawów wystarcza do cieszenia się muzyką. Tutaj jednak dla przykładu mogę powiedzieć, że GO+H600+jakieś dobre zamknięte, z dobrym basem i ma się bardzo dobry i bardzo uniwersalny zestaw audio. Można oczywiście lepiej, ale nie trzeba. Muzyka na tym cieszy już optymalnie mocno. Czaruje.

Niedługo opublikuje, krótkie porównania do innych słuchawek, wtedy może uda mi się precyzyjniej nakreślić co i jak z nimi jest. Trzymajcie się ciepło. Podziękowania dla SuperBart – wiadomo za co. 😉

EDYCJA – CZĘŚĆ 2 PORÓWNANIA

HD668B

Superluxy bardzo mi przypadły do gustu, chociaż bez konkretnego powodu. Niektórzy narzekają na górę pasma. Na pewnych sprzętach nabiera ona przykrego charakteru. W moich zestawach jej wady pozostają ukryte (lub nieujawnione). Nie można przypisać jej nic wyjątkowego, za to nie drażni i zdecydowanie dodaje słuchawkom szczegółowości ponad ich pułap cenowy. W zasadzie co raz bardziej doceniam ich scenę i rozkładnie przestrzeni.

Brzmienie nie porywa, ale też nie ma wyraźnych braków, co w połączeniu z ciemnym tłem pozwala skupić się na samej muzyce. Nie są analityczne. Uwzględniając dobrą i ciekawą separację dźwięków (nie raz zaskakującą) można mówić o „chińskich monitorach”. Nie są jednak chirurgami, ani mikroskopami. Ilość detali jest umiarkowana i nie przechodzą w ziarnistość. Jestem wstanie się przy nich relaksować.

Jeśli wam też podobają się SL to możecie je wyrzucić przez ramie za siebie i założyć HD600. W Sennheiserach jakość jest zdecydowanie wyższa. Dźwięk bardziej naturalny. W 668B jest udziwniony i w pewien sposób przerysowany w takim zestawieniu. 600tki dają nam niemal wszystkie zalety SLów, ale poziom znacznie wyższy, a dźwięk naturalniejszy. Jeśli mamy skontrastować te słuchawki to byłaby to taka sztywność i sztuczność vs. swoboda i realność.

DT990ed. 600ohm

DT są zdecydowanie lepiej wycenione, więc mogą się okazać naturalnym wyborem w wąskim budżecie. Brzmieniowo to czego nie dostaniemy w jednym modelu to znajdziemy w to drugim i na odwrót. Największą różnicą będzie tu ilość góry i jasność słuchawek. DT mają sporo góry i przekaz jest dobrze doświetlony, energetyczny. Podczas gdy HD to neutralno-ciemna sygnatura i relaksujący przekaz.

Na HD600 mamy płynącą muzykę z jej niedopowiedzeniami. Edition co prawda robią ukłon w muzykalności. Pozostała w nich jednak tendencja do konkretyzowania przekazu, podkreślania separacji i naświetlania niuansów. Średnica nie jest tu tak dogęszczona, nasycona i naturalna. Robi co trzeba, ale stara się być przezroczysta i trzymać z pewnego dystansu. Bas jest adekwatny do wykresów. W 990 mimo ogólnej Vki mamy go „w sam raz”. Jest go trochę więcej i w elektronice już może dawać radę. Bas w Senkach jest równiejszy, przez co robi wrażenie bardziej elokwentnego w różnicowaniu faktur i jego zarysu.

HD600 są bardzo smaczne w oddawaniu efektów przestrzennych. Jednak 990tki prócz tego, że grają szerzej to grają też głębiej – ogólnie bardziej 3D. Ostatecznie ciężko mi stwierdzić, które są bardziej efektowne. Senki bawią się niuansami, beyery próbują wyeksponować strukturę przestrzeni.

Philips Fidelio X2

X2 zostały przedstawione jako rywal HD600 tak samo jak wcześniej X1 próbowano zestawiać z HD650. Nie jestem do końca przekonany czy to dobrze. Jest to inna półka cenowa, oraz inny target dźwiękowy. Fidelio słyną z basu i fun’u, a 600tki z średnicy i zrównoważonego, audiofilskiego dźwięku. W zależności od źródła dla niektórych w X2 będzie za dużo basu, a dla innych w HD go za mało.

Według mnie SQ w HD jest trochę wyższe, prezentacja dźwięku jest bardziej treściwa, a smaczki strawniej i wyraźniej podane. Nie jest to jednak duża różnica, a na korzyść Xów przemawia wrażenie większej czystości dźwięku i szerokość sceny (co do której jednak musimy się bardziej przyzwyczaić gdyż nie jest ona tak napowietrzona). Brzmienie philips jest bardziej nowoczesne i stara się być nowatorskie. W praktyce wychodzi dość kontrowersyjnie.

Mimo nastawienia na rozrywkę są jednak wymagające od słuchacza. Trzeba się nauczyć częstować tym co podają, gdyż przestrzeń nie jest zbytnio rozłożona i na jednym obszarze dzieje się wiele rzeczy, przekaz jest wielopoziomowy. W HD600 wszystko wydaje się naturalnie wydobywać z nagrania i żaden aspekt nie walczy ze sobą o uwagę, co najwyżej się nawzajem uzupełniają. Z racji większej ilości basu X2 wydają się ciemniejsze.

Podsumowując…

Sennheiser HD600 będzie umiał stoczyć i przetrzymać niejedną walkę. Daje zauważalny skok SQ w stosunku to maksymalnych budżetówek, a na średniej jest propozycją godną rozważania. Firmie przy tworzeniu tych słuchawek towarzyszyło chyba motto „zróbmy coś raz, ale porządnie”. W śród nowych lub wyższych konstrukcji będzie to bardziej staroświeckie granie, ale nie jak w przypadku BD rzemieślnicze, ale próbujące oddać analogowy powab muzyki. Nadają się do odtwarzania naturalnych instrumentów lub gdy chcemy wyrównane ale dociążone w średnicy brzmienie. Dla siebie szukałbym coś podobnego, ale z bardziej dociążonym dołem, dla większej uniwersalności. Na razie jednak pozostanę przy kompromisach. Nie będę robił porównania ze względu na różnicę w konstrukcji, ale takie uniwersalne granie, choć może bardziej w stronę rzemieślniczego sznytu, ale za to z dociążonym dołem można znaleźć w DT-150. Jest to jednak inne granie.

Reklamy