Króliczka z założenia nie można złapać. Teraz jednak mogę do niego strzelać.

TL;DR
Tekst traktujący o mojej nowej „platformie testowej”, za którą od tej pory będzie robił AUNE S16 jako sprzęt nadający się za punkt odniesienia. Wypisałem dużo ochów i achów, na które jednak ten sprzęt zasłużył. Dźwiękowo daje wyśmienitą iluzję przezroczystości co do materiału odtwarzanego jak i napędzanego, traktując jednak wszystkie aspekty dźwięku z audiofilskim pietyzmem.

WSTĘP

Mam wrażenie, że w świecie audio najwięcej kasy idzie na „kombinowanie” im bardziej coś się wyróżnia, tym jest większa szansa na hype lub udaną zasadzkę.Uciekając z tego wyścigu można odczuć ulgę i dojść do wniosku, że wokół jest całkiem sporo dobrze grającego sprzętu, nie wymagającego kombinacji.

W moim torze audio już dawno przestałem szukać efektów specjalnych. Jeśli takie się pojawią to super, ale wiem, że zawsze chodzi o „coś za coś”. Dotarło do mnie, że żadne efekty nie są do końca zadowalające. Sukces polega tym by zapomnieć o tym z czego wydobywa się dźwięk, a skupić na tym co się wydobywa. Dlatego moją sympatie zyskiwały sprzęty nieprzekombinowane, spójne brzmieniowo.

Audio szczególnie te słuchawkowe przeżywa teraz swój rozkwit. Cała masa nowych produktów wchodzi na rynek, a w komisach i na aukcjach pojawiają się smaczne kąski dla osób które nie idą za falą i umieją selekcjonować sprzęt.

Mając trochę więcej szczęścia niż rozumu, udało się położyć rękę na cacuszku jakim jest Aune S16 i powiem wam, że nie potrafię być obiektywny wobec niego.

Co to takiego? Czy trafiłem na szczyt, wszystkich szczytów? Oj, chyba nie. Natomiast znakomicie wpisał się w to czego ja oczekuję. Dlatego pragnę wam teraz trochę przybliżyć.

Z racji na swoją cenę jest to sprzęt dla świadomych użytkowników, więc nie będę przytaczał tu informacji, których można poszukać gdzie indziej. Interesuje mnie bardziej przekazanie swojego przeżycia odsłuchowego niż obiektywnego wyłożenia cech sprzętowych.

PASMO PRZENOSZENIA

Jeśli gdzieś ma następować jakieś odstępstwo to chyba właśnie jest to w rejonie wysokich tonów. Być może są złagodzone, lekko zaokrąglone. Żeby coś konkretnego powiedzieć trzeba byłoby dokonać szczegółowych i skrupulatnych porównań. Mnie natomiast interesuje tylko to, że jakościowo podciąga słuchawki w górę. Daje szybkość, świetny detal i rozdzielczość, przy czym w ogóle nie męczy. Potwierdzam to, że słuchawki na S16 otwierają ale bez efektu „nadmuchania sceny”. Bez obaw możemy podłączać jasne słuchawki. Lecz w zasadzie nie ma ograniczeń. Tutaj kwestia będzie osobistych preferencji.

Średnica jest bez koloryzacji własnej, ale dobrze oddaje charakter słuchawek i nagrań. Nie zabraknie nam tutaj smaczków. Tak jak w przypadku basu nie można jej nic zarzucić prócz nieokreślonej muzykalności dającej przyjemność ze słuchania.

Mimo wysokiej impedancji wyjściowej nie zauważyłem by w którymś momencie bas tracił kontrolę. Wybrzmiewa on naturalnie, możliwe, że z oddaniem odrobinę większej gładkości, lecz nie obarczone jest to żadnym kompromisem. Może wydawać się spokojny w porównaniu do innych urządzeń, które w tym paśmie czynią swoją manierę. Właśnie w tym paśmie głównie można usłyszeć wyższość wzmacniacza nad TW z potkiem.

JAKOŚĆ DŹWIĘKU

Nie ma tu krzty „efekciarstwa”, ale muszę przyznać, że dynamika dźwięku jest dla mnie efektowna, tak samo jak tworzenie wrażenia jakby obrazu holograficznego. Nie bije to od razu po uszach tak jak to jest w GO, trzeba się w to słuchać, ale sprawia to mega frajdę i ciężko się oderwać od muzyki. Przerzucam znane mi albumy aby się nasycić rozmaitymi efektami tych nagrań.

DAC jakościowo stoi wysoko, na dzień dzisiejszy nie widzę, aby coś mu brakowało. Charakterystykę ma neutralną z tym, że nie ma w nim ziarnistości. Przy zachowaniu wysokiej detaliczności i rozdzielczości nie ma on w sobie ani trochę ostrości. Dodatkowo współpracując z USB ukazywanie w sposób wyraźny przestrzeni i zależności w niej nie stanowi dla niego problemu. Wypada to lepiej w stosunku do tańszych DACów. Przy czym nie można mówić o „poprawianiu”, w każdym razie nie daje wrażania, że cokolwiek robi z sygnałem, tylko wyciąga w piękny sposób to co jest w utworze.

Z tego co zauważyłem, gdy korzystamy z COAXs to Aune automatycznie adoptuje wszystkie cechy transportu. Dla przykładu, korzystając z FiiO X5 jako źródła dostajemy ograniczoną jakość dźwięku. Różnica jest naprawdę spora. Dźwięk dalej jest dobry, ale słabiej wypada czystość, scena, szczegółowość, swoboda. W takim zestawieniu niektóre słuchawki u mnie przestawały się zgrywać z Aune, ulatywała ich subtelność, a w miejsce tego wchodziły wady FiiO jako źródła. Okazuje się, że USB jest bardzo wysokiej jakości, transparentne i w żaden sposób nie ogranicza tego sprzętu. Jest jednym z elementów które składają się na jego sukces.

Co do wzmacniacza. Jest od w większości aspektów wysoko transparentny, może nie w takim stopniu jak The Wire bez potka, a w większym niż The Wire z potkiem. Dla tych co nie rozumieją zagadnienia transparentności to mogę powiedzieć, że jest ona wtedy gdy sygnał jest wystarczająco czysty, szybki, ale nic nie ulega udziwnieniu i ucharakteryzowaniu, jest to to co upodabnia dobre wzmacniacze do siebie (tym elementem są ograniczenia naszego słuchu). Prócz tego można wyczuć, że dodaje na subtelnym poziomie kapkę szlachetnego nasycenia i wypełnienia do dźwięku, jest to bardzo subtelne odczucie, ale w połączeniu z innymi sztuczkami składa się na fenomen brzmienia.

Na takie właśnie 3 sekcje można rozbić tą integrę. Połączenie tych trzech elementów daje niebywale zgodną i bez wysiłkową prezentację muzyki.

BRZMIENIE

Gdy mówimy o całościowym charakterze Aune to poruszamy się w dziedzinie neutralnego wypośrodkowania i wykończenia dźwięku na poziomie subtelności, dodającego wysokich walorów audiofilskich. Przechodząc od ogólnych wrażeń do micro szczegółów dźwięk odgrywany jest z niebywałym pietyzmem.

Recenzenci dodają określenia takie, że Aune coś zaokrąglą lub jest „muzykalny”. Ja do tego podchodzę w ten sposób, że „w końcu muzyka wydobywa się jak trzeba”. Słyszałem w sprzętach różne rodzaje zjawisk, które mógłbym podciągnąć pod etykietkę „analogowe granie”, były to jednak rzeczy osiągnięte konkretnym charakterem. Tutaj te analogowe granie objawia się na wyższym poziomie subtelności i towarzyszy temu czarne tło.

Dźwięk jest neutralny i czuć to wyraźnie zanim nastąpi akomodacja ucha. Przejście z GeekOut na Aune S16 za pierwszym razem, było jak przejście z CocaColi czy Pepsi na źródlaną wodę. W internecie ktoś to porównał do wyjazdu z osmolonego miasta do jakiejś zielonej krainy np. na wieś i zaczerpnięcie pierwsze oddechu mega czystym i przejrzystym powietrzem. Mi osobiście kojarzy się to z wizytą pod Alpami w Szwajcarii gdzie wszystko emanuje czystością, przestrzennością i rześkością, tak jakby świat wydał się jaśniejszy (chciałbym żyć w takim miejscu, choć minusem jest to, że jest tam cholernie drogo). W każdym razie to uczucie towarzyszyło mi na początku.

Potem to uczucie zostało zastąpione odbiorem bardzo wysokiej różnorodności dźwięku. Przede wszystkim względem słuchawek. Nie ma tu wrażenia, aby były one specjalnie i synergicznie uskrzydlane, ani aby były im podcinane skrzydła. Słuchawki wypadną tak jakie naprawdę są, zostaną wypełnione czystą muzyką.

Nie ma w mojej kolekcji słuchawek, które zagrałyby źle z S16. Jeśli jest scena, to zostanie ona wykorzystana, jeśli słuchawki są ciepłe to te ciepło zostanie ładnie wyłożone, ale brzmienie będzie odmulone, jeśli słuchawki grają lekko, to nie zostaną bardziej rozcieńczone, tylko dalej wyraźnie będą malować dźwięki.

NAJBLIŻSZE PODOBIEŃSTWO I ALTERNATYWNOŚĆ.

Do czego znajomego porównałbym dźwięk Aune S16? Do zestawu T4G@iPure-i20+Objective2 tyle że na wyższym poziomie z większą klasą. To zestawienie grało neutralnie, ale muzykalnie i analogowo. Po prostu dobrze się tego słuchało. Jest to dźwięk naturalny dla ucha. Szczególnie z Senkami HD650 miałem podobny efekt jak z Aune. Że zakładałem słuchawki na uszy i zapominałem o bożym świecie – liczyła się tylko sama muzyka. Tutaj tez tak mam. Tylko motywów do rozsmakowywania się jest więcej.

Granie tego chińskiego maleństwa jest wciągające i czarujące. Nie wiem jak ta magia została osiągnięta i zdaje sobie sprawę, że organizując jakąś „incepcję” w głąb tego zagadnienia to znajdziemy po prostu jakąś sztuczkę, która nie daje prawdy obiektywnej, a dokonuje jedynie jakiejś sztuczki, lecz to dla mnie jest to nie ważne … Gdyż iluzja jaką serwuje Aune jest przekonująca. W połączeniu z przypilnowaniem realnej jakości sygnału można się skupić na estetycznym i analitycznym pięknie muzyki, która płynie ze słuchawek zamiast na szukaniu sprzętowej nirwany.

Zgodzę się jednak w tym miejscu z opinią Macieja z platformy eardrummer.pl że nie jest to jeszcze docelowy (audiofilsko) „analogowy efekt”. W porównaniu do innych wzmacniaczy dalej może jeszcze „trącić cyfrą”. Właściwie to nie, to złe określenie. Chodzi raczej o wykazywanie pewnej sztuczność/sztywności wobec „rzeczywistości” i efektów akustycznych zachodzących na żywo. Być może droższe sprzęty wypadają w tej kategorii lepiej i zapewniają coś „ekstra”.

Dla mnie to jednak oznaka dobrego kompromisu między przekazywaniem muzyki, a chęcią pozostania przy wierności. Pozostawiona została kwestia możliwości wyboru brzmienia poprzez słuchawki i dodatkowe wzmacniacze użytkownikowi. Zapewniając jednak w swojej podstawie uniwersalność i mimo wszystko świetne walory na starcie. Przechodząc z tym do porządku dziennego trzeba się po prostu cieszyć, że i tak jest to jedna z tych lepszych opcji „protezy”.

FILOZOFIA DZIAŁANIA I ODSŁUCHÓW

Nwavguy sprzedał publiczności pomysł, aby sprzęt swoimi parametrami schodził z drogi sygnału przenoszącego naszą muzykę i zostawiał nas z artyzmem samych słuchawek i realizacji utworów. Wniosek mógłby z tego być taki, że najlepszym sprzętem odsłuchowym powinien być sprzęt dający studyjną neutralność, tzn. wokół niej krążyć bo każdy sprzęt siłą rzeczy będzie jakoś inaczej reagował ze słuchawkami dając trochę inne wrażenia. Oficjalnie jednak ta neutralność istnieje. Czasami jest to dobre rozwiązanie, ale praktyka pokazała mi, że pomyłką jest traktować to jako uniwersalną receptę na przyjemny domowy odsłuch.

Zatem czy mnie S16 zachwyciło? Tak. Przywróciło mi nadzieję na możliwość szukania artyzmu w samych słuchawkach i muzyce. Mam jednak teraz świadomość, że dokonane to zostało nie po przez ‚studyjną neutralność’. To nie to. To jakiś rodzaj konstruktorskiego kunsztu. Wydobywa się z tego urządzenia wrażenie transparentności. Nie jest to transparentność bezwzględna – słyszałem bardziej przezroczysty sprzęt. Dźwięk jest wyjątkowo czysty w porównaniu do innych sprzętów, które też wartości parametrów mają nie byle jakie. Natomiast z pliku muzycznego zostaje wyciągnięty nie tylko czysty dźwięk, ale też 100% muzyki bez nałożonych defektów brzmieniowych.

Z tych właśnie wyżej wymienionych powodów można powiedzieć że dostałem do ręki Dubeltówkę na królika. Jego z założenia nie można złapać, ale teraz przynajmniej można sobie do niego postrzelać i mieć z tego radochę. To właśnie zamierzam zrobić. Ten tekst jest nie jako początkiem moich odsłuchów kolejnych egzemplarzy słuchawek, których będę na nim dokonywał i jeśli wyrazicie wolę czytania, opisywał. O tzw. zgranie raczej nie mam co się martwić. O jakość dźwięku też. Po zostaje pożonglować wrażeniami jakie dają słuchawki.

Tak jak zaznaczyłem na początku – nie szukam efektowności, ani ideałów. Więc nie zamierzam też krytycznie podchodzić do odsłuchów. Chodzi po prostu o dobry sprzęt i przyjemne spędzenie z nim czasu, nie ważne czy jest on z półki 100zł czy 5000zł czy 17kzł. Takie tournee po tym co sprawdzone i/lub obiecujące. Nie wiem jeszcze jakie mam możliwości w tym zakresie, ale też nie prowadzę harmonogramu i nie bardzo mi się z tym śpieszy. Mam jeszcze kilka obszarów, które pochłaniają mój czas.

To by było na tyle. Trzymajcie się ciepło.

Reklamy