Jak już powtarzałem nie raz, zrezygnowałem z recenzowania sprzętów i testowania jako takiego. Kiedy jednak szukając rozwiązań dla siebie znajdę coś ciekawego to grzech się tym nie podzielić ze światem. Takie urządzenie nie tylko musi dobrze grać, ale też muszę widzieć w nim jakiś osobisty sens.

Czymś takim są karty USB – Geek Out: v450mW i v720mW. Dokładniej się wyrażając są to już nie byle jakie konwertery D/A oparte o nowoczesną technologię znaną pod szyldem Sabre, a do tego niezwyczajnie na sekcji analogowej mamy pracujące w klasie A wzmacniacze. W czasie podłączenia do PC dadzą o sobie znać nie małą temperaturą obudowy.

Dużo tu formalności nie ma do opisywania. Warto zaznaczyć gadżet jakim są filtry cyfrowe, mające pełnić rolę delikatnego EQ i urozmaicenia dźwiękowego. Zastąpiły one bazową funkcję tego sprzętu jakim miał być ulepszony rodzaj crossfeed. Chodziło o specyficzne zmieszanie sygnału z kanałów, aby poprawić efekt przestrzeni, w tym efektu 3D. Nie testowałem tego, ale jak dla mnie przestrzenności i wymiarowości dźwięku nie brakuje, a filtry potrafię docenić.

Co one robią? Mamy dwa zamienne tryby, po szczegółowe techniczne wyjaśnienie zapraszam do internetu. Dźwiękowo natomiast wyjaśnię, że tryb „Time Coherent Mode” (TCM) sprawdza się gdy potrzebujemy więcej klarowności, dźwięk staje twardszy, lepiej zarysowany, umacnia się też efekt 3D wskazujący na „nowoczesne granie”. Sprawdza się on nie mówiąc o guście w sytuacjach, gdy materiał jest wyjątkowo gęsto nagrany, lub mocniej skompresowany, ocieplony. Drugi tryb „Frequency Response Mode” (FRM) wprowadza do dźwięku więcej luzu, spójności, miękkości, muzykalności. Bas uderza bardziej miękko, średnica robi się bardziej audiofilska, a góra gładka. Przydaje się to w utworach „tych nowoczesnych”, brzmiących czysto, ale tak jakby cyfrowo. Dzięki temu filtrowi dźwięk robi się bardziej analogowy i strawny.

„Now with the new 1V5 firmware, your Geek Out has a feature that could change the mode of digital filter and related PLL/ Frequency domain – time domain optimization. One mode we call it „Time Coherent Mode” (TCM), the other mode we call it „Frequency Response Mode” (FRM)…. And we assigned the original „Volume up” buttons for TCM and „Volume Down” for FRM. The sound characters demonstrated are quite amazing. In TCM, we involved the new developed Minimum phase digital filter which creates no „pre-ring”. In FRM, we involved slow roll-off linear digital filter with other frequency domain optimization so you could even see a nice THD+N improvement there.”

Obie karty miały się różnić zaledwie wzmocnieniem. Jednak zmiany ku temu prowadzące wniosły również zmiany brzmieniowe oraz np. różnicę w zdolności do współpracy z zewnętrznym wzmacniaczem. Przynajmniej mi osobiście się wydaje, że 720-tka daje jakby strawniejszy sygnał do wzmacniacza, taki by miało to już ręce i nogi. Przy 450stce miałem wrażenie, że połączenie ze wzmacniaczem gra trochę na siłę.
Kolejne różnice, według informacji jakie zdobyłem są takie 450tka ma niższy poziom zniekształceń harmonicznych, za to ma gorszy stosunek sygnału do szumu w odniesieniu do wyższych wersji. Może się to przekładać na różnicę w graniu o której za chwilę na piszę. Większa moc 720stki to głównie wzmocnienie. Dostajemy 3.4 Vrms zamiast 2.6 Vrms. Już 450tka potrafi skutecznie napędzić słuchawki 250om, choć nie robi tego idealnie. Mocniejsza wersja robi to już na mój gust całkiem optymalnie.

Miało nie być różnic dźwiękowych. Są jednak one wyraźne i znaczące. Choć nie ujmują żadnemu z urządzeń podstawowych oferowanych i promowanych zalet. W tym aspekcie te wersje są do siebie rzeczywiście zbliżone. Każda na swój sposób wywołuje zachwyt w słuchaczu i prowokuje do beztroskiego skupienia się w pełni na muzyce. Dźwięk będzie wystarczająco efektowny i przyjemny.

Podstawowymi różnicami jest balans między pasmami. 450tka nie jest równa, ale robi wrażenie jasnej, ożywionej i stara się pokazać średnicę wyraźnie z dobrej, bliższej strony. Przy tym mamy lekko podbity bas. 720 gra z mocniejszym i konkretniejszym basem i jeśli dobrze to odbieram to daje wrażenie grania raczej Vką, z lekko cofniętą średnicą. Może to część średnicy, może góra, ale już dźwięk nie wydaje się jasny i nie ma tej nutki ożywienia. Góra wydaje się trochę bardziej nieśmiała, ale nie wiem czy tak jest na pewno (być może dźwięk się trochę rozjaśni po dłuższym wygrzaniu)

Co do barwy na 720 nie poczujemy jakiejś konkretnej koloryzacji, którą słyszeliśmy w 450. Doskonale pamiętam podbarwianie dźwięku przez Icon HDP. W 450tce nie mamy takiego silnego efektu, raczej jest to taka „woda po herbacie”, ale idąca właśnie w taką stronę barwnego grania. Nie da się ukryć jest to rozrywkowe granie, które właśnie tym czymś się wyróżnia. 720 jakoś specjalnie pod kątem barwy i średnicy nas nie zaczaruje. Nie można powiedzieć co jest lepsze. Na pewno kwestia gustu i zgrania ze słuchawkami.

W prezentacji dźwięku zaszły największe zmiany. 450tka stawia bardziej na bezpośredniość, mocniejsza wersja wyprowadza dźwięk bardziej zdystansowany. Być może mamy tu do czynienia z efektem przybliżonej i oddalonej średnicy. Wszelkie różnice są wokół tego skupione. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z fajnymi efektami przestrzennymi 3D, ale w 450 to jest skupione wokół słuchacza i ograniczone. Przez to być może bardziej kształtne (przy większych i bliższych źródłach pozornych) i rzucające się od razu w ucho, gdzie 720 ma ten efekt wychodzący na zewnątrz, rozłożony po wyraźnie większej scenie, z mniejszymi źródłami pozornym (ale dalej lepszymi w wielkości prezentacji od zestawów mobilnych). Trzeba przyznać, że o ile słabsza wersja konkuruje z zestawem oDAC+o2 bardziej innością niż wyższością to mocniejsza wersja może już równoprawnie stawać w szranki z dużą szansą na wygraną. Jest to naprawdę dobre i ciekawe granie. Może zapomniałbym dodać, że wielkość sceny jest pośrednio spotęgowana tym, że mamy tu do czynienia już z wyraźnym „czarnym tłem”, czego o 450tce nie można było do końca powiedzieć.

Wybór po między dwoma rozwiązaniami nie jest łatwy. Z jednej strony mamy ciekawy, żywy, wyjątkowy i urzekający sposób grania. Z drugiej natomiast granie bardzo porządne, efektowne, na czarnym tle, z dużą sceną, łatwo pędzące większe słuchawki i lepiej współpracujące ze wzmacniaczami.

Trochę mój system przekonań, preferencji i planów zniszczył zakup aune S16, który w sobie ma zarówno magię, neutralność/analogowość i efektowność, a zarazem jest po prostu kolejną odmianą brzmienia. Jeśli chodzi o wyrafinowaną muzykę i zaciszny domowy odsłuch to tutaj nie muszę wiele myśleć i się zastanawiać nad obecnością innych urządzeń grających. Natomiast jeśli chodzi o zastosowania kompaktowe i rozrywkowe gatunki muzyki Geek Out trzyma się naprawdę dzielnie.

A właśnie zapomniałem przedstawić ogólną perspektywę na GO. Otóż uważam te urządzenia za ideał dla ludzi skupiających się na muzyce, a nie na sprzęcie. I mówię tu o muzyce wszelkiego typu z naciskiem na mainstream i muzykę popularną. Owszem są rozwiązania z większą szczegółowością i rozdzielczością. z lepszym naturalniejszym obrazowaniem dźwięku. Lecz jeśli zależy nam głównie na frajdzie ze słuchania to GO wyciąga z muzyki to co najlepsze. Jak gdyby burzy ścianę między generacją dźwięku, a faktycznym graniem i bawieniem. Owszem płacimy cenę akuratności dźwięku, mikro drgań struny, czy subtelnych pogłosów, to nie jest sprzęt by się medytacyjnie w same dźwięki wsłuchiwać np. puszczać odgłosy natury. Od tego jest aune S16 czy chociażby oDAC+TW. Tutaj ma nas muzyka bawić głównie w kategorii makro. Co nie znaczy, że nie cieszą ambitniejsze tytuły bo cieszą… tylko są obrobione pod konsumencką łatwość odbioru. Jeśli chce się mieć jedno i drugie to właśnie granie Icona bym wytypował, lub czegoś podobnego. Lecz tutaj mamy w kompaktowej wersji za niewielką część ceny większych zawodników sprzęt którzy będzie nas niezmiernie cieszył, sprawiał, że odsłuchy będą z banankiem na twarzy.

Wszyscy szukamy nie tylko jakości dźwięku. Szukamy też czegoś wyjątkowego, co będzie do nas pasować. Kiedyś dla mnie takim sprzętem był mały grajek IFP, a potem może niezbyt dobre, ale synergicznie z nim grające creative ep-630. Był sprzętem cenionym, miał własną formę istnienia, zapewniał dobrą jakość w ruchu, podczas gdy integry grały wtedy strasznie nieciekawe.

Był innym światem a słuchanie z niego to był rytuał. Owszem były inne sprzęty na rynku, które jednak po zakupie IFP mnie kompletnie nie obchodziły, gdyż był zauroczony tym jednym maleństwem. Czy wtedy na rynku nie było lepszego audio? Oczywiście było… dla mnie cenowo niedostępne, ale też nie bardzo potrzebne do podstawowego cieszenia się muzyką. Miałem coś co do mnie pasowało i coś co sprawiało, że była więź z muzyką. Taki właśnie sentyment poczułem przy korzystaniu z GO. Tutaj tym czynnikiem jest to, że wracam do minimalistycznej formy, która to nie zasłania samego doświadczenia, a dźwięk jest efektowny, nie jest płaską ścianą z którego muszę wyłapywać to co w muzyce ma być usłyszane. Czyli mamy już coś co wyróżnia go na tle całej reszty sprzętów już od startu. Dodatkowo podłączymy odpowiednie słuchawki i mam optymalny zestaw. Nie trzeba kombinować jak koń pod górę. Mało? Podłącze drugie słuchawki…

Zgranie moich słuchawek z 450 już opisywałem mniej więcej na forum. Z 720 nie jest gorzej, a jest nawet lepiej…. może tylko D600, które lubią dostać szczyptę przypraw na średnicy i maksymalne, bliskie powiększenie źródeł dźwięku im dobrze robi, jakoś bardziej zyskiwały na połączeniu z 450. Natomiast X2 korzystają z większej sceny i dobitniejszego basu, DT-150 są wyraźnie lepiej napędzone, grają równo z wypełnieniem. Superluxy też są lepiej napędzone i już tak ich góra nie drażni. HD668B ładnie wykorzystują przestrzeń. Somici może jednak też zyskiwały na średnicy 450tki, ale nie jest źle.

Napisałbym coś więcej o dźwięku, pewnie niektóre sformułowania są mało konkretne i mogłyby być bardziej precyzyjne, ale hej… zawsze możecie dopytać, a po za tym najdokładniejszy opis nie przekaże wam frajdy ze słuchania. Pamiętajcie, tutaj kluczem jest to by przestać porównywać sprzęty, osłuchać się z brzmieniem i cieszyć się muzyką, która nie jest płaską ścianą i suchymi wygenerowanymi dźwiękami.

Tekst może brzmieć jak opis producenta mający przyciągnąć potencjalnego kupca. Tak nie jest. Po prostu zdarzają się perełki i zdarzają się ich fani. Jak coś się zmieni i będzie to istotne to dopiszę to tutaj.

Aby nie było tak słodko, dodam do tego łyżkę dziegciu. W obiegu krążą sztuki, które nie koniecznie pokrywają się wyglądem z opisami. Sam trafiłem na sztukę, która wygląda trochę surowo jakby zapomniano ją polakierować czy coś… Sprawę spróbuję zareklamować. Internet niestety o takich rzeczach milczy. Nie zmienia to sukcesu dźwiękowego, ale skutecznie zepsuło efekt „rozpakowywania prezentu”.

To by było na tyle. Pozdrawiam Was serdecznie.

PS. Z ciężkim sercem, ale zostawić sobie mogę co najwyżej jedną sztukę (lub może dwie pójdą na sprzedać). Będę musiał zdobyć fundusze by spłacić inny mój nabytek w postaci Aune S16, który całkowicie niezapowiedzianie wszedł mi w paradę. Długo się zastanawiałem którą wersję zostawię, a którą sprzedam. I nie mogę do końca zdecydować. Jednak padła męska decyzja o tym że zostaje wersja 720mW jeśli już (kiedyś spróbuję sięgnąć po wersję 1000 😀 ). 450tka ma to coś co mnie urzekło i serce mi się kraja że muszę się z nią rozstać. W dodatku lepiej wygląda. Tak to już jest nie można mieć wszystkiego…

Reklamy