Jak pisałem to we wstępie do recenzji modelu M3, firma S.M.S.L. ma w swojej ofercie naprawdę dużą ilość urządzeń, przy jednocześnie niezbyt dużej rozpiętości cenowej. Z jednej strony daje to spory wybór potencjalnym nabywcom, lecz z drugiej rodzi poważne problemy natury wyboru. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy mamy relatywnie podobne do siebie sprzęty różniące się ceną o zaledwie kilkanaście złotych. Przyznam szczerze, że z podobną sytuacją nie spotkałem się chyba u żadnego innego producenta sprzętu audio. Może to rodzić pytania o sens takiego przedsięwzięcia zwłaszcza u tych, którzy przeczytali moje dwie poprzednie recenzje sprzętów firmy ze sławnego Shenzhen. Wszak M2 i M3 miały podobny do siebie styl grania. Czy na tym tle coś do stawki może wprowadzać jeszcze jeden DAC/AMP zamykający się w cenie 400zł?

Wyposażenie i konstrukcja

Kartonowe opakowanie może dla wielu nie przedstawiać sobą żadnej wartości, wszak pudełko nie zagra, ani nie będzie ładnie wyglądać na biurku. Jednak w przypadku SD-793 II niesie ono swoiste widmo zmian w stosunku do dwóch poprzednich produktów marki, o których napisałem wcześniej. Przede wszystkim w końcu mamy do czynienia z kolorami, a dokładniej rzecz ujmując kartonik o bardziej złożonej konstrukcji utrzymany został w pastelowych barwach żółci i jasnego błękitu. Połączenie średnio fortunne, bo wszelakiej maści napisy i grafiki na niej umieszczone są ledwo czytelne. Poza tym nie umieszczono na nim żadnych informacji dotyczących samego urządzenia, jak chociażby parametry jakimi dysponuje.

1.jpg

W środku to już klasa typowa dla S.M.S.L, czyli duża ilość grubej, białej pianki zabezpieczającej produkt z każdej strony jakby to było jajko. Sama zawartość oferowanego zestawu nie rozpieszcza, by nie powiedzieć, że jest po prostu ubogo. Mianowicie poza samym urządzeniem, w zestawie jest tylko zasilacz sieciowy 9V o modułowej konstrukcji. Dokładniej ujmując, dzieli się on na dwie dość symetryczne części, które łączą się w kostce transformatora dwupinowym wtykiem. Oczywiście jest również podstawowa makulatura, czyli krótka instrukcja obsługi i certyfikat kontroli jakości z tym, że ten drugi jest w całości po chińsku.

2.jpg

Sam SD-793 to prostokątna aluminiowa obudowa osadzona na czterech gumowych nóżkach, dzięki którym znajduje się nieco ponad powierzchnią na której stoi. Przyrównując go do M3, urządzenie jest większe na głębokość i węższe. Na froncie jest raczej spartańsko, bowiem wejście na dużego jacka oddziela od siebie położoną na prawo gałkę potencjometru od ułożonych po lewej stronie frontu dwóch przycisków funkcyjnych z umieszczonymi pod nimi diodami sygnalizacyjnymi. Sam potencjometr chodzi lżej niż w M3, a przy tym płynnie i z małym tylko oporem. Nie zauważyłem żadnego strzelania, pierdzenia, buczenia ani żadnych innych niepożądanych dźwięków przy regulacji głośności nawet przy niskiej głośności. Przycisk na lewo to przycisk zasilania, zaś ten drugi pozwala wybierać rodzaj wejścia sygnałowego. Jeżeli dioda pod nim ma kolor zielony, to wybrane jest wejście optyczne. Jeżeli czerwony, to urządzenie pobiera sygnał przez wejście coaxial. I tu przechodzimy na tyły, bo boki są całkowicie czyste. Poza wejściem na wtyczkę zasilacza, jest wejście optyczne, coaxial i wyjście coax z rozdzieleniem na kanały lewy oraz prawy. W tym wypadku producent zdecydowanie nie poszalał z bogactwem opcji i biorąc pod uwagę to, co oferuje drugi z przytaczanych przeze mnie modeli SMSLa na tej płaszczyźnie, w SD-793 II jest po prostu słabo. Automatycznie odpada więc podłączenie go do laptopa z racji braku wejścia USB, o ile ktoś nie posiada lapka z wyjściem optycznym lub coaxialnym. Samo spasowanie jednak nie daje powodów do narzekań i pod tym kątem nie miałem się absolutnie do czego przyczepić.

Specyfikacja

  • Napięcie wyjścia: 1.7Vrms

  • THD+N: 0.01% THD + N @ 100mW/32Ω

  • Skuteczność: 105 dB

  • SNR: > 113 dB

  • Pasmo przenoszenia: 20 – 20KHz( – 0.2dB)

  • Próbkowanie: 44.1, 48, 96KHZ/16/24BIT

  • Moc wyjściowa: 65mW @ 16Ω; 130mW @ 32Ω

  • Zalecana impedencja słuchawek: 16 – 250 Ohm

  • Zniekształcenia: 1KHZ% poniżej 0.0006

  • Wejście audio: coaxialne lub optyczna

Użytkowanie

Z podłączeniem urządzenia do komputera nie miałem najmniejszych problemów, choć w przypadku połączenie za pośrednictwem wejścia optycznego problemów żadnych się nie spodziewałem. Z portem coaxialnym tym bardziej nie miałem żadnych problemów. Zasilacz dołączony do zestawu ma ok. 3 metry długości, więc nie ma też problemu z podłączeniem go do gniazdka w przypadku, gdy (jak u mnie) wszystkie gniazda w listwie są zajęte. Dużą zaletą z pewnością jest to, że nawet na tak czułych słuchawkach jak Sennki IE80 panuje całkowita cisza. Problemów z odtwarzaniem muzyki, czy dźwiękiem w grach nie miałem nawet wtedy, gdy co chwila przełączałem się między źródłami. SD-793 II błyskawicznie odtwarzał dźwięki w chwilę po ustawieniu go jako domyślne jego źródło.

4.jpg

Brzmienie

Sprzęt używany przy testach:

Słuchawki: Mee M6 Pro, Mee P1, Sennheiser IE80, Beyerdynamic DT990 Pro 250 Ohm, Soundmagic HP150, Audio-Technica ATH-R70X

DAPy: iBasso DX80 (jako DAC USB/transport)

Wzmacniacze\DACi: Aune B1, SMSL M3, SMSL M6

Słowem wstępu powiem, zanim przystąpiłem do testów porównawczych, spędziłem kilka dni korzystając z SD-793 jako jedynego źródła dźwięku przy komputerze. Muzyka, gry, filmy i youtube – wszystko szło wyłącznie przez niego, podczas gdy pozostałe sprzęty poszły w odstawkę. Chciałem się z nim dobrze poznać, gdyż głównym dla niego konkurentem i punktem odniesienia miał być S.M.S.L. M3, którego recenzja na Muzostajni pojawiła się już jakiś czas temu. Efekty tego eksperymentu były wymierne, gdyż już na pierwszy rzut ucha słychać, że mimo podobnej ceny i tej samej marki, oba sprzęty prezentują odrębne podejście do kwestii dźwięku tak samo, jak ma to miejsce w przypadku ergonomii.

Zaczynając tradycyjnie od tonów niskich, pierwsze co rzuca się w uszy, to wyraźnie mniejsza dawka mid-basu, w efekcie czego raz, że cała sygnatura dźwiękowa wydaje się zdecydowanie jaśniejsza, a dwa, że sam bas poprowadzony jest dość specyficznie. Zamiast funowej, mocno efektownej prezentacji otrzymujemy bas serwowany zdecydowanie bardziej oszczędnie w jego środkowym zakresie, dzięki czemu jest on znacznie bardziej precyzyjny. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, iż jest on łagodniejszy, bardziej kulturalny i nie tak nachalny na tle wspomnianych wcześniej dwóch braci. Nie próbuje wypychać się przed szereg, ani na każdym kroku dawać o sobie znać w krzykliwy sposób, aczkolwiek zwraca na siebie uwagę zaakcentowanym sub-basem. Podbicie najniższych częstotliwości oraz dobre ich wypełnienie sprawia, że potrafi konkretnie zadudnić z odpowiednimi słuchawkami oraz materiałem dźwiękowy. W każdym razie dolne rejestry są szybkie i precyzyjne. Nic się nie rozlewa na boki, wybrzmiewając relatywnie krótko i uderzając mocno, kiedy tego potrzeba. Fani gitar basowych oraz perkusji z pewnością się nie zawiodą, gdyż instrumenty te posiadają odpowiedni tembr oraz impakt, jak również dostateczne wypełnienie, by brzmieć efektownie, bez zjawiska anemiczności. SD-793 powinien także zadowolić właścicieli muzyki elektronicznej, gdyż raz, że za sprawą świetnego wykopu w sub-basie będzie efektownie, a dwa, że brak zamulenia przez zbyt dużą ilość mid-basu sprawi, że całość zabrzmi dynamicznie. Niestety w górnym basie brakuje dociążenia, co daje o sobie znać w chwili na przykład szybkich przejść między tomami. Nagle znika cały wcześniejszy impakt, a dźwięk perkusji staje sie pusty i bezdźwięczny, jak echo.

Przechodząc do tonów średnich można jedynie się uśmiechnąć, a to za sprawą tego, w jaki sposób są one oddane. Mianowicie średnica jest na tle M2 i M3 odmulona, a wręcz odrobinę wysuszona i jeżeli komuś nie podobała się sygnatura wspomnianych dwóch modeli, SD-793 może być dla niego. Oszczędniejsza ilość basu poskutkowała tym, że ze średnicy zniknęła misiowatość i przyciemnienie, lub jak kto woli, zdjęto z niej kocyk. Uzyskano tym sposobem nie tylko znacznie lepszą rozdzielczością, lecz również dużą poprawą w zakresie dynamiki. Spośród instrumentów zwłaszcza gitara klasyczna zyskała na prezencji, choć momentami mam wrażenie, że jej charakter został odrobinę przekolorowany w drugą, bardziej cyfrową stronę. Gitary elektryczne, choć wciąż dociążone, na SD-793 brzmią ostrzej i bardziej agresywnie, a solówki mają dużo więcej „pazura”, co skutkuje większą radością z ich słuchania. Męskie wokale brzmią wyraźniej, bardziej bezpośrednio oraz naturalnie, więc siłą rzeczy wychodzą bardziej do przodu, ożywiając cały przekaz. Takie połączenie basu i średnicy na Soundmagic HP150, przy słuchaniu „Desert Rose” Stinga naprawdę robi robotę. Jego wokalny duet z Chebem Mami sprawia, że w połączeniu z orientalnymi instrumentami w tle, muzyka dosłownie porywa. Z drugiej strony gęste, mięsiste granie traci coś ze swojego uroku i muzyka o „brudnej” charakterystyce (Triptykon, Wolfheart) tenże nieczysty charakter zatraca.

Na pewnym zagramanicznym forum używa się takiego fajnego stwierdzenia, które idealnie pasuje mi do tego, jak SD-793 przekazuje górne rejestry. Ładnie rozciągnięta, choć momentami nieco zbyt sztucznie brzmiąca góra dodaje blasku. Ten tzw. „added sparkle” to taki gwóźdź przybijający ostatecznie jego jaśniejszy, bardziej analityczny i zwiewny sposób grania. Więcej sopranów, to więcej szczegółów i mikrodetali. To bardziej wyraziste sample i nade wszystko brzmienie talerzy perkusyjnych, które mają dzwonić jak na blachę przystało, a nie smętnie brzęczeć po kątach sceny gdzieś daleko w tle. To także czystsze damskie wokale, które zwracają uwagę swoim wyrazistym tembrem. Niestety ma to swoje złe strony i jak łatwo się domyślić mam na myśli tendencję do sybilizacji. Zdarza się bowiem, że dochodzi do delikatnego syczenia nawet w tych dobrze zrealizowanych utworach, podczas gdy w tych o gorszej jakości zjawisko to jest znacznie bardziej dotkliwe. Dla osób na to wrażliwych, zwłaszcza preferujących wykonawców „radiowych”, może się więc okazać, że współpraca z SD-793 II na dłuższą metę nie jest możliwa, choć tutaj swój udział mają również słuchawki. W przypadku muzyki klasycznej oraz instrumentów smyczkowych samych w sobie, podbite tony wysokie niestety odejmują im naturalności, czyniąc ich brzmienie cyfrowo sztucznym.

Sposób kreowania sceny nie należy do najbardziej spektakularnych, a wręcz można uznać ją za dość przeciętną, choć z pewnością nie ma na tym polu powodów do zgrzytania zębami. Wszak mówimy nadal o rozwiązaniu budżetowym. Jeżeli chodzi o same rozmiary sceny, to nie imponuje ona ani na szerokość, ani na głębokość. Kreowana jest dość blisko słuchacza, niemalże w głowie, choć nie jest to prezentacja natarczywa i skrajnie męcząca. Można ją uznać za dość intymną, a na pewno za mocno angażującą z uwagi na bezpośredniość dźwięków. Efekty stereo są bardzo dobrze zaznaczone i bez problemu słychać przejścia na płaszczyźnie horyzontalnej, choć odbywa się to na zasadzie elipsy z niewielkim wychyleniem wgłąb oraz w osi wertykalnej (góra-dół). Właśnie braki w głębi pozostawiają drobny niedosyt i zwyczajnie pragnęło by się lepszego wychylenia w tył, celem budowania bardziej odległych od słuchacza planów. A tak wszystko zdaje się się grać w niemal jednej linii. Na szczęście dzięki dobrej separacji, dźwięk nie jest stłamszony i bez trudu można odróżnić od siebie poszczególne instrumenty, czy głosy. Jest to dużą zaletą, bo dzięki temu SD-793 nie gubi się nawet przy gęstym, dynamicznym graniu.

Słuchawki

Z uwagi na dość charakterystyczny sposób grania, SD-793 II zdecydowanie słabo współpracuje ze słuchawkami grającymi na planie „V” oraz tymi, które mają jasny lub cyfrowy charakter. Parowanie SMSLa z z takimi rodzajami słuchawek sprawi, że góra będzie zbyt jasna, średnica za sucha, a bas stanie się karykaturalnie mocny. Na początku może się to wydawać przyjemne, lecz mocno cyfrowa góra w HP150 zwyczajnie zaczynała mnie mocno męczyć podobnie, jak zbytnio rozdmuchany sub-bas, przy jednoczesnym solidnym wysuszeniu średnicy. Zdecydowanie lepiej było już z Beyerami DT990 Pro, które zagrały całkiem przejrzyście, zwiewnie i niemęcząco dzięki mniejszej ilości średniego basu oraz ogólnemu lekkiemu rozjaśnieniu dźwięku. Sparowanie SD-793 z mocno ciepłymi Sennheiser’ami IE80 przyniosło chyba najlepsze efekty. Większa kontrola i odjęcie mid-basu dały mniej nachalne tony niskie. Rozjaśnienie w średnicy zniwelowało częściowo typowy „sennheiserowy kocyk”, a podbicie góry sprawiło, że słuchawki te zyskały ogólnie na czytelności oraz bezpośredniości przekazu. Dlatego myślę, że najlepiej byłoby tego SMSLa parować ze słuchawkami ciemnymi i ciepłymi, w których zrównoważeniu ulegnie dół poprzez jego lepszą kontrolę, a rozjaśnienie średnicy da wrażenie większej otwartości dźwięku oraz czytelności samego brzmienia.

Podsumowanie

SD-793 II to brzmieniowo sprzęt lepiej przemyślany, dojrzalszy i wyrafinowany od swoich dwóch braci (M2 i M3), gdzie postawiono na bardziej precyzyjne brzmienie, przy zachowaniu muzykalności. Choć funkcjonalność pod kątem możliwości podłączenia do źródeł jest mocno ograniczona przez zaledwie dwa porty wejściowe, nadal jest to sprzęt, który za niewielkie pieniądze dostarczyć może swojemu posiadaczowi wiele satysfakcji, a nawet radości ze słuchania muzyki. Nie ma tu laserów, karabinów i fajerwerków. Jest prosto, niemal ascetycznie, ale przy tym bardzo solidnie i dla mnie efektywnie. Z tej trójki budżetowych S.M.S.L.’i, Sanskrit jest chyba najbardziej charakterystyczny. Gra zauważalną, choć nie tragicznie mocną V-ką. Z mocnym sub-basem i jasną, czytelną, choć momentami nieco za ostrą i zbyt cyfrową górą typową dla wielu chińskich produktów. Posiada dość mocy, by napędzić nawet średnio wymagające nauszniki, a przy tym nie zabije szumem, jeżeli podłączy się do niego bardzo czułe dokanałówki. Jeżeli ktoś szuka niewielkiego sprzętu na biurko o brzmieniu bardziej analitycznym, choć wciąż muzykalnym, to SD-793 II może być bardzo dobrą opcją pozwalającą za niewielkie pieniądze uzyskać wyraźny skok w jakości odtwarzanych dźwięków. W przeciwnym wypadku wybór M3 będzie bezpieczniejszym, gdyż mimo wszystko SD-793 to zmacznie mniej uniwersalny brzmieniowo kombajn.

Serdeczne pozdrowienia dla dystrybutora marki S.M.S.L. na Polskę, firmy MIP będącej właścicielem sieci sklepów MP3Store, za dostarczenie sprzętu na testy.

1_mp3store_logo

Reklamy