Na samym wstępie, chciałbym się ze wszystkimi serdecznie przywitać, jak i podziękować Manu za zaproszenie.
Mam nadzieję, w miarę możliwości czasu, pisać o swym podejściu odnośnie kwestii audio, spostrzeżeniach i wszelakiej krytyce. Nie znajdziecie tutaj wychwalania sprzętów za grubą kasę, ekscytacji, uniesień, czy kwiecistego języka, niczym u Piotra Ryki. Moje wpisy będą przesycone arogancją, ignorancją i sceptycyzmem, zatem chęć ruszenia z widłami na moją osobę będzie dla mnie całkowicie zrozumiałe.
Skoro przebrnęliśmy przez słowa wstępu, w pierwszym wpisie chciałbym poruszyć temat ogólno-pojętego ascetyzmu, jednak w kwestii audio. Zapewne będę zbaczał z tematu, by za chwilę do niego wrócić (albo i nie), ale jak się chce za dużo powiedzieć (albo raczej napisać) tak to wychodzi.
Asceta w rozumieniu potocznym dąży do doskonałości, poprzez wyrzeczenie się pewnych dóbr i wartości w imię spełnienia. Brzmi to nieco „okrutnie”, niemniej tylko na pierwszy rzut oka. Czym jest doskonałość? Każdy ma inną definicję. Spełnienie? Podobne, jeśli nie identyczne uczucia dzielimy. Uważam, że doskonałość jest terminem ruchomym, tak jak i bycie idealnym. Ideały nie istnieją, niemniej dla kogoś można być idealnym. Marketing robi nam z mózgu papkę, pokazując najdroższe sprzęty, jednocześnie wmawiając „Tobie się to należy, jesteś wyjątkowy!” – otóż nie, nie jesteś wyjątkowy. Termin za bardzo nadużywany; teraz każdy jest wyjątkowy, tak jak i co drugi to geniusz. Ilu geniuszy było dawniej? Możemy policzyć na palcach i wspomnieć takie sławy jak Einstein, Herz, Maxwell et cetera. Nie uważam, bym się czepiał, jak to niektórzy pragnęli mi wypomnieć. Może pora z większą uwagą dobierać słowa? Przez zbyt pochopne nadużywanie terminów, tracą one znaczenie. W pogoni za pozorną doskonałością, wydajemy krocie na sprzęty, bo przecież „jesteśmy wyjątkowi”! W takim biegu powinniśmy sobie zadać kluczowe pytanie: czy czujemy się spełnieni? Śmiem twierdzić, że nie, bazując na obserwacji osób, które uczestniczą w tym ślepym wyścigu szczurów. Tak, jesteśmy szczurami, nie jesteśmy wyjątkowi. Kupujemy coraz to więcej, coraz to drożej i… co nam po tym? Naprawdę ktoś śmie nazywać siebie melomanem, gdzie coraz rzadziej zwraca uwagę na muzykę? Zapewne gros osób zlekceważy to i pomyśli „co on pieprzy”, doesn’t matter, „to przecież pasja”! Fajnie, że nam to sprawia przyjemność, ale spójrzmy w jakim kierunku idziemy. To, co było dawniej osiągalne dla jedynie grupki osób, teraz jest „średnie”. Mam na myśli choćby aktualne sprzęty z półki premium jak HD600, K701, DT990 etc. Teraz są „tanie jak barszcz”, bo przecież są takie HE1000 za 13 000 PLN, czy HE1 za 250 000 PLN. Ciągle szukamy, kupujemy, testujemy, mając kilka(naście) sprzętów. Porównujemy, analizujemy, by nie wyciągnąć z tego najważniejszych wniosków. Ciągle brakuje nam „tego czegoś”, a „tym czymś” jest spełnienie. Nie potrzebujemy wcale tej pozornej doskonałości, a ustatkowania. Chcemy dalej walczyć z wiatrakami, niczym Don Kichot? Tutaj powinno ujawnić się pojęcie ascetyzmu. Wypada usiąść, zastanowić się, wybrać dany sprzęt i przestać bawić się w audiofilię. Tak, to jest audiofilia, mimo że wiele osób nie lubi tego określenia i tak panicznie nazywa siebie melomanami. Kiedy zdecydujemy wybrać ten pozornie niedoskonały sprzęt (choć ten sam, który przynosi nam na tą chwilę najwięcej frajdy), jednocześnie nie myśląc o innych, okaże się, że jest on doskonały. Zaznamy spełnienia, to jest „to coś”, ten popularny „królik”. Wypadałoby poruszyć także temat ile par słuchawek potrzebujemy, co ostatnio jest maglowane na forum MP3Store. Zdania są podzielone, bo każdy rzekomo ma inne podejście. Przepraszam za wyrażenie, ale gó*no prawda. Każdy dąży do tego samego, do spełnienia, a to można zaznać, jak zostało ww. – poprzez wyrzeczenie się pewnych dóbr.

Niedoskonałe stanie się doskonałe, a my spełnieni. Nie oszukujcie sami siebie.

Reklamy