Ta recenzja ukazać się miała dawno temu, wraz z pozostałymi recenzjami słuchawek marki Vsonic autorstwa Muzostajniaków. Niestety niefortunny zbieg okoliczności, moja opieszałość i przede wszystkim świetne brzmienie sprawiły, że zatrzymałem je u siebie tak długo, jak tylko się dało, do ostatniego dnia nie chcąc się z nimi rozstawać. Nie była to miłość od pierwszego wrażenia, ba, początkowo byłem wręcz rozczarowany jakością brzmienia, bo oczekiwania miałem wielkie. Po długiej lekturze poprzedzającej odsłuchy nastawiłem się na fajerwerki, a tymczasem po wyciągnięciu ich z pudełka miałem ochotę włożyć je do niego z powrotem, a następnie odesłać do sklepu. Tutaj jednak podziękowania dla Kuropa, który odwołując się do mojej cierpliwości zdradził, że przetworniki zastosowane w GR07 są bardzo specyficzne i potrzebują minimum 200 godzin(!), żeby osiągnąć pełnię możliwości. Początkowo rzecz jasna niedowierzałem, lecz idąc za radą Kuropa, pozostawiłem Vsonici w szafie, pozwalając im grać. Podobny zabieg zastosowałem z pewnym niewypałem z włoch, który pieszczotliwie w kuluarach nazywaliśmy Marchewkami. I wiecie co? Po 100h przebiegu różnica w brzmieniu była OGROMNA. A potem było już tylko lepiej… O ile? Zapraszam do lektury mojej najnowszej recenzji, której bohaterami są Vsonic GR07 Classic Mk3 oraz Vsonic GR07 Bass Edition

Opakowanie i zawartość

vsonic-gr07-classic-gr07-bass-edition-high-fidelity-professional-stereo-inner-ear-earphones-free-shipping

Przyznaję bez bicia, że spodziewałem się więcej i to chyba wina tego, jak rozpieszcza swoich klientów (mnie) Mee Audio. Nieduże, kwadratowe pudełeczko jest na wskroś dyskretne i w żaden sposób nie próbuje aspirować do miana opakowania produktu premium. Czy to źle? Niekoniecznie, bowiem opakowanie samo w sobie jest dobrze przemyślane, a jego otworzenie nie nastręcza większych trudności. W każdym razie warstwa zewnętrza składa się z kartonowej, czarnej podstawy i nakładanej od góry plastikowej wkładki, przez którą widać zawartość zestawu. W piankowej wytłoczce ułożone są słuchawki, których widoczne są jedynie kopułki a papierowa wkładka znajdująca się obok zasłania miejsce, w jakim umieszczone zostały akcesoria. Ta papierowa wkładka ma też na sobie nadrukowaną nazwę modelu, dzięki czemu niemożliwym jest pomylenie ze sobą wersji Classic i Bass Edition. W każdym razie akcesoria zgromadzone zostały w torebce strunowej i nie imponują ilością, gdyż ograniczają się do trzech par zwykłych silikonowych tipsów w rozmiarach S, M i L, jednej pary tipsów bi-flange, jednej pary firmowych pianek (nie Comply), pary silikonowych zausznic oraz skórzanego, choć miękkiego etui, które zasługuje na nieco więcej uwagi. Przede wszystkim, choć ma ono formę miękkiego woreczka, to wykonano je z bardzo miękkiej i przyjemnej w dotyku skóry naturalnej, na której wytłoczono z jednej strony nazwę firmy. Co jednak dość niespotykane to sposób, w jaki jest ono zamykane, a z czym spotkałem się po raz pierwszy. Vsonic zamiast sznureczka, wykorzystał dwie metalowe tasiemki połączone na skrajach czymś w rodzaju zawiasów, dlatego żeby otworzyć etui, należy ścisnąć je palcami na brzegach, co wymaga nieco siły. Jest to rozwiązanie z całą pewnością pomysłowe, gdyż eliminuje problem samoistnego luzowania się sznurowania i umożliwia szybki dostęp do jego wnętrza. Z drugiej strony, przynajmniej na samym początku, takie zamknięcie może wydawać się niespecjalnie wygodne zwłaszcza, gdy będziemy w ruchu.

Budowa i komfort

vsonic-gr07-bass-edition-starspicker-1404-07-starspicker1

I tutaj kolejne zaskoczenie, bo znów spodziewałem się czegoś większego. Na zdjęciach i renderach GR07 wyglądają na zdecydowanie większe, a przynajmniej takie zbudowały we mnie wyobrażenie. Zdecydowanie na plus zaliczam jednak fakt, iż te słuchawki dokanałowe mają naprawdę kompaktowe rozmiary, dzięki czemu umieszczenie ich w uchu nie nastręcza żadnych problemów tym bardziej, że zostały one stworzone z myślą o noszeniu ich z kablem nad uchem (OTE). Jednak największy wpływ na komfort użytkowania ma specyficzna cecha budowy słuchawek marki Vsonic, jaką jest ruchoma, obrotowa tulejka. Jest ona wykonana z aluminium i podejrzewam, że same kopułki o kształcie spłaszczonego sześcianu również są z tego samego materiału. Tulejka obraca się w dowolnej płaszczyźnie, a zakres jej ruchu jest tak duży, że absolutnie każdy znajdzie dla siebie odpowiednie jej ułożenie gwarantujące pełne uszczelnienie kanału słuchowego po doborze odpowiednich tipsów. Uważam, że do poruszenia tulejki potrzeba na tyle dużo siły, żeby uniknąć przypadkowej zmiany jej położenia, a przy tym daje możliwość dopasowania jej już w chwili, gdy sama słuchawka znajduje się w uchu, a chcemu jeszcze delikatnie skalibrować ułożenie. Jeżeli chodzi o różnice miedzy oboma wariantami GR07, to poza kolorem, dotykają one jedynie kszłatu splittera i wtyczki jack, ale o tym za moment. Classic były w kolorze srebrnym i kablem w tym samym kolorze, zaś Bass Edition przyjechały w kolorze matowej czerni, z czarno-czerwonym kabelkiem. Gumowe odgiętki przy kopułkach są, można powiedzieć symbolicznej wielkości, ale dzięki temu nie ma problemu z ich ułożeniem w uchu czy zastosowaniem zausznic. Kabel mnie osobiście przywodzi na myśl ten zastosowany w Ostry KC06A. Jest cienki, bardzo giętki, a przy tym naprawdę wytrzymały, choć zauważalnie grubszy oraz sztywniejszy od tego zastosowanego w KC06A. Wracając do tematu splittera oraz wtyczki, to te elementy w modelu Bass Edition są zauważalnie mniejsze i smuklejsze, a przez to wizualnie mniej toporne. Z drugiej strony w obu modelach, zwłaszcza wtyki kątowe, sprawiają wrażenie pancerne.

Niestety o samych kopułkach nie mogę tego powiedzieć i po niemal trzymiesięcznej przygodzie z nimi oraz lekturze zarówno krajowych jak i zagranicznych wątków poświęconych GR07, dostrzegłem dwa newralgiczne elementy ich budowy. Pierwszy to wymienione wcześniej odgiętki, tzw. Strain relief, które mają za zadanie zabezpieczać kabel przy kopułkach przed wyrwaniem lub przerwaniem. Gumowany element przytwierdzony do plastikowych kopułek choć na pierwszy rzut oka wydaje się idealnie spasowany, to z bliska okazuje się, że przy mocniejszym szarpnięciu istnieje szansa jego wyrwania. Drugi element to właśnie plastikowe kopułki. Nawet na naszym rodzimym forum zdarzyło się kilka przypadków pękania tego elementu, co zapewne związane jest ze zbyt dużymi naprężeniami wywołanymi przez obracającą się, ciasno spasowaną tulejkę. Muszę też wspomnieć o tym, że o ile na początku tulejki chodziły ciasno, to później bez większego problemu mogłem nimi poruszać już kiedy słuchawki były w uszach, poprzez naciśnięcie palcem na zewnętrzną stronę obudowy przetwornika. Nie sądzę jednak, żeby z czasem dostały takiego luzu, aby obracały się swobodnie w sposób niekontrolowany.

Specyfikacja

Dla obu modeli jest ona taka sama, a parametry przedstawiają się w sposób następujący:

● Przetwornik: 11mm, dynamiczny z membraną z biocelulozy, technologia CCAW

● Waga: Tak niska, że nieistotna

● Imepdancja: 50Ω +/-15% @1kHz

● Pasmo przenoszenia: 5Hz-22000Hz

● Skuteczność: >105 dB @500Hz

● Zniekształcenia harmoniczne: <0,2%

● Maksymalna moc wejściowa: 50 mW

● Wtyk: 3.5mm dwukanałowy, złocony

● Przewód: 130 cm, izolacja TPU, przewód z 82 żył miedzi beztlenowej o czystości 99,99% pokrytych srebrem.

Brzmienie

Do testów posłużyły następujące sprzęty

Słuchawki: Mee P1, Mee M6 Pro, Ostry KC06A, Onkyo IE-FC300, Fidue A83, Sony XBA-H3

DAP: iBasso DX80, iMod Video

AMP: Fiio E12A, Aune B1

Oba modele GR07 spędziły u mnie dobre trzy miesiące, w trakcie których miałem możliwość ich wnikliwego porównania z powyżej wymienionymi słuchawkami, jak również bardziej pobieżnego z kilkoma modelami dokanałówek, które chwilowo gościły u mnie w międzyczasie. Pomijając przeszkody typowo losowe oraz prawie miesięczny okres choroby, tak długi czas testu jest spowodowany przede wszystkim czasem, jakiego GR07 potrzebują, aby osiągnąć swój potencjał. Obecnie mam pewność, że są w pełni ukształtowane, gdyż każdy z nich ma co najmniej 250 godzin przebiegu, choć 70% tego czasu to wygrzewanie w szafie na zapętlonej playliście. Przyznaję, że po pierwszych 20 godzinach absolutnie nie zrobiły na mnie wrażenia i zacząłem się zastanawiać, o co tyle krzyku. Czyżby na tak dobrze znanym zagranicznym forum ponownie zrobili hype, który kompletnie nie pokrywa się z rzeczywistością, jak chociażby w przypadku zachwytów nad włoskimi „Marchewkami” (Carot One)? Na całe szczęście tak się nie stało. Pierwszy przełom nastąpił po około 100-120h. Dużo, prawda? Podobnie jednak jest w przypadku chociażby RHA MA750, które w ciągu 200h wygrzewania kilkukrotnie zmieniają swoje brzmienie. GR07 po tych stu godzinach zmieniają się i to BARDZO. Przez kolejne sto zmiany w barwie dźwięku nie są już tak daleko idące, lecz zdecydowanie zauważalne. Poprawia się przede wszystkim sposób kreowania sceny, jak również ogólny balans tonalny między poszczególnymi trzema zakresami. Przechodząc jednak do meritum zaznaczę, iż za punkt referencyjny będzie służyło brzmienie GR07 Classic i do niego będę odnosił sposób, w jaki gra model Bass Edition.

W tym momencie wszyscy miłośnicy tłustego basu mogą przestać czytać, bo nie znajdą tu absolutnie nic ciekawego. GR07 są może nie tyle płaskie jak stół a’la Etymotic’i, ale zdecydowanie nie ma co oczekiwać masażu mózgu. Bas jest szybki, zwarty i punktowy, choć posiada całkiem przyjemne wypełnienie oraz dobre zejście. Vsonic’i nie zostały wykastrowane z sub-basu, który potrafi całkiem przyjemnie pomruczeć, dając mimo wszystko to fizyczne poczucie obecności dolnych rejestrów. Cieszy to zwłaszcza w „Sultans of Swing” gdzie gitara basowa naprawdę angażuje i nie stanowi tła zepchniętego daleko w tył lub w utworach Massive Attack, w których GR07 fantastycznie oddają fakturę dolnych rejestrów poprzez prezentowanie poszczególnych faktur tego zakresu częstotliwości. Ogólny charakter linii basowej w Classicach można nazwać naturalnym, bo nie wychyla się w żadną stronę stanowiąc swoistą wypadkową czysto analitycznej punktowości oraz muzykalnego, odrobinę podkreślonego charakteru dającego tę odrobinę fun’u, dzięki któremu nie da się ich uznać za „bezbasowe”. Nie jest to bas szkicowy, którego obecność jest symboliczna. Tutaj położono nacisk na odwzorowanie poszczególnych jego warstw oraz energiczność przekazu, przez co w dobrze zrealizowanych utworach naprawdę można docenić, a wręcz zachwycić się takiego rodzaju sposobem prezentacji.

GR07 Bass Edition kontynuują niejako drogę Classic’ów, choć zmiany odczuwalne są już od pierwszych sekund. Nadal nie będą to słuchawki dla tych, którzy kochają tłuste brzmienie i napompowany bas, lecz Ci którzy uznawali Classic’i za zbyt chude, tutaj mogą znaleźć swój złoty środek. Przy zachowaniu szybkości oraz energicznego sposobu prezentacji dolnych rejestrów, z naciskiem na wspomnianą ich fakturowość, dodatkowy zastrzyk mocy dodaje im muzykalności czyniąć GR07 BE znacznie bardziej przystępnymi w odbiorze, jak również zdecydowanie bardziej uniwersalnymi. Mogę wręcz pokusić się o stwierdzenie, że w moim odczuciu Bass Edt grają po prostu ciekawiej i bardziej angażująco, lecz to już tak naprawdę kwestia preferencji, oczekiwań oraz odsłuchiwanego repertuaru. W gatunkach muzyki, których słucham najczęściej, to jest ekstremalny metal maści wszelakiej, ten zastrzyk basu powoduje, że stopa perkusji przestaje brzmieć anemicznie, werbel zyskuje na agresywności, a gitara basowa mruczy znacznie wyraźniej i przyjemniej. Słuchając chociażby „Mobthrow”, bas uderzał znacznie mocniej, niż w zwykłych GR07. Co jednak znamienne, ma on fantastyczną wręcz kontrolę i jest trzymany w ryzach w sposób perfekcyjny, choć ta zmiana strojenia ma swój wpływ na ogólne brzmienie BE, o czym w kolejnych akapitach.

Średnica jest w Classicach dość specyficzna. Jej krystaliczna niemalże czystość, detaliczność oraz precyzja mogą przypaść do gustu tym, dla których liczy się zwłaszcza precyzja podawanego brzmienia. Z wiadomych zatem przyczyn zrównoważona sygnatura Classiców nie sprawdzi się w gatunkach wymagających dociążenia u osób, które takowego dociążenia potrzebuję. Patrząc jednak przez pryzmat ogólnej charakterystyki brzmienia GR07, średnica stoi tu w równym szeregu z pozostałymi pasmami, nie pcha się do przodu i nie daje zepchnąć w tył. Przekazuje dużo detali, kreując przy tym dźwięk pozwalający poczuć kolejne warstwy, lecz z racji punktowego, szybkiego basu, niższa średnica nie porywa. Brzmi ona zbyt chudo, co daje się odczuć zwłaszcza przy męskich wokalach i gitarach o mocno przesterowanym brzmieniu, którym brakuje dociążenia oraz tego pazura, który mógłby angażować. Jednak w chwili, gdy do gry włączają się wokale damskie, tudzież wyżej strojone gitary, zaczyna robić się bardzo przyjemnie. Czarował mnie również dźwięk gitary akustycznej i momentami niemalże widziałem oczyma wyobraźni palce muzyka dotykające strun.

GR07 BE w moim odczuciu średnicę mają lepszą, a to właśnie dzięki podbiciu w dolnych rejestrach. Poprawia się wypełnienie, a całe pasmo nabiera charakteru, którego Classicom momentami zwyczajnie brakuje, by mogły prawdziwie błyszczeć. W końcu gitary elektryczne prezentują się odpowiednio agresywnie i zadziornie, męskie wokale mają odpowiedni charakter (zwłaszcza wokalizy Joe Duplantier z Gojiry). Nawet instrumenty smyczkowe zdają się brzmieć bardziej angażująco. Muzyki klasycznej słucham od święta, lecz w moim odczuciu chociażby fortepian brzmi na Bass Edition po prostu lepiej, bardziej żywo i z emocjami, gdzie to samo brzmienie w Classicach wydaje się puste i bez życia. W BE dzieje się znacznie więcej, a przy tym nadal dostajemy tony średnie podawane w sposób precyzyjny, otwarty i przestrzenny, z zachowaniem sposobu, w jaki gra model podstawowy.

Górne rejestry w GR07 Classic są klarowne i przejrzyste, dzięki czemu same słuchawki dają poczucie wysokiej szczegółowości. Wybrzmiewają one krótko i atakują szybko, coo w połączeniu z płaską sygnaturą basu i obszerną sceną powoduje, że przekaz jest napowietrzony i brzmienie talerzy nie ginie, ani nie zlewa się w jedno nawet w szybkich utworach. Wspomniane talerze perkusyjne mają przyjemny, metaliczny i klarowny wydźwięk, dzięki czemu odróżnienie crash’a od ride’a nie nastręcza żadnych trudności. Taka sygnatura jednak efekt uboczny w postaci tendencji do sybilizacji, która objawia się zwłaszcza w utworach o nieco gorszej realizacji, jak wszelakiej maści mainstream’owe hiciory, gdzie dominuje damski wokal. Chociażby Lana del Rey potrafi nieprzyjemnie zasyczeć, choć nie jest to zjawisko na tyle dokuczliwe, by męczyło nawet przy długich odsłuchach.

Soprany w Bass Edition są wyraźnie łagodniejsze i nie tak jasne, jak w modelu podstawowym. Za sprawą ocieplenia dźwięku wynikającego z podbitego basu co prawda tendencja do sybilizacji została ograniczona, lecz same górne rejestry nieco na tym straciły. Najbardziej da się to usłyszeć w brzmieniu talerzy, które po przesiadce z Classic’ów zwyczajnie brzmią inaczej. Bell brzmi pełniej, ale reszta jest przytłumiona, nie tak błyszcząca i pozbawiona metalicznego uderzenia, przez co wydaje się nieco mniej naturalna. Podobnie ze skrzypcami lub altówką, które choć nabierają „ciała”, to dzieje się to kosztem naturalności samego brzmienia.

Scena to zdecydowanie najmocniejszy punkt GR07, na który nie można pozostać w żadnym stopniu obojętnym. Grają zdecydowanie szeroko i z rozmachem, a na odpowiednim materiale zwyczajnie wgniatają w siedzisko (dlatego lepiej siedzieć na czymś miękkim) sposobem oddawania efektów stereo na osi horyzontalnej. GR07 dzielnie stają w szranki z niemal dwu lub trzykrotnie droższymi wieloprzetwornikowymi konstrukcjami, jak Fidue A83 czy Sony XBA-H3, które nawet w swojej półce cenowej (do 1500zł) uchodzą za konstrukcje niemal wybitne. Na ich tle może Vsonic’om odrobinę brakować głębi, lecz mówimy tu o słuchawkach z jednym przetwornikiem za niewiele ponad sześćset złotych! Tak naprawdę nie słyszałem chyba dokanałówek do tysiąca złotych, które miałyby lepszą scenę. „Oxygene” JMJ słuchany na Classicach staje się spektakularnym widowiskiem, który każdorazowo wywoływał u mnie ciarki i gwałtowny opad szczęki. Tak więc główne pole do popisu to naprawdę szerokie budowanie sceny na boki po delikatnej elipsie. Przestrzeni między instrumentami jest sporo, co fantastycznie odwzorowuje utwór „Labradford – S”, gdzie wszystko ma swoje miejsce i daje się odczuć wyraźnie zarówno plany bliższe i dalsze, jak również to, że każdy dźwięk zdaje się mieć swoje własne źródło. Do tego GR07 dają poczucie lekkiego odsunięcia od źródła, dzięki czemu można jednocześnie bezpośrednio obcować z muzyką, będąc przy tym widzem. Dzięki temu nie męczą nawet przy długim słuchaniu, fantastycznie relaksując oraz odprężając.

Charakter tego grania w przeważającym stopniu zachowują GR07 BE, choć ze względu na dociążenie dołu, trzymają się niejako pół kroku za nimi. Z uwagi na podbicie mid-basu, scena ulega delikatnemu zawężeniu oraz przybliżeniu w stronę słuchacza, jak również ubywa nieco szczegółowości. Są to zmiany raczej kosmetyczne i przy słuchaniu „w biegu” lub dla relaksu, będą one w zasadzie na granicy percepcji. Całościowo charakter jej kreowania to krok w stronę funu, czyli jej przybliżenie, większa muzykalność oraz angażowanie dźwiękiem, kosztem separacji oraz rozmachu. Nadal jednak jest to granie zasługujące na miano wybitnego w swojej półce cenowej.

Jeszcze w kilku słowach dodam, że GR07 niezależnie od wersji, grają świetnie nawet z przysłowiowego ziemniaka, jak chociażby wykastrowana z mocy Xperii Z2. Jednak im więcej mocy dostaną, tym zagrają lepiej i chociaż nie mają tak dużego zapotrzebowania na prąd jak Mee P1, to wzrost jakości dźwięku jest zauważalny. Aune B1 na Lo-Gainie przy 20% głośności sprawia, że są głośne, lecz podłączenie ich do wzmacniacza tej klasy wyciąga z nich jeszcze więcej, oferując bardziej dociążony, szczegółowy przekaz.

Na tle Sony XBA-H3 oba modele GR07 wypadają po prostu chudo. H3 to brzmienie ciemne i dosyć gęste, oparte na solidnej podstawie basowej z wycofaną, choć mięsistą średnicą oraz co ciekawe, szczegółówą, czystą górą i sceną kreowaną z dystansem od słuchacza, na kształt słuchawek wokółusznych. GR07 są przy nich zdecydowanie jaśniejsze i lżejsze, znacznie szybsze, a przy tym dotrzymują im kroku pod kątem sceny. Ergonomicznie Vsonici zostawiają XBA-H3 daleko w tyle, ale to już chyba rozumie się samo przez się.

W porównaniu do Fidue A83 znów mamy grę w tej samej lidze jeżeli chodzi o budowanie sceny, która w Fidue uchodzi za wybitną jak na słuchawki dokanałowe. Dla przypomnienia, A83 to 3-przetwornikowe hybrydy (jak XBA-H3), które kosztują prawie 3 razy tyle, co GR07. Classici oferują mniej dociążony, bardziej liniowy oraz naturalny bas, lepiej wypełnioną, nie tak odchudzoną i analityczną jak w Fidue średnicę oraz łagodniejszą średnicę, która zdecydowanie mniej sybilizuje. 07BE są przy Fidue cieplejsze i nieco ciemniejsze, znacznie łagodniejsze w brzmieniu, gdzie dół oparty jest na miękkim mid-basie, pełniejszej średnicy oraz dużo łagodniejszej górze. Fidue A83 to brzmienie bardziej efektowne, znacznie agresywniejsze i nie tak uniwersalne. Warto też wspomnieć, że Vsonici są zdecydowanie wygodniejsze i łatwiejsze w aplikacji.

Przy Ostry KC06A ma się wrażenie słuchania nieco tańszego brata Vsonic GR07BE, gdyż ich sygnatura brzmienia jest bardzo podobna. Mamy więc bas lekko podkreślony w środkowym podzakresie o dobrym zejściu, lekko przyciemnioną, bardziej organiczną średnicę i odrobinę wygładzone, choć wciąż szczegółowe górne rejestry. I chociaż Ostry mają naprawdę dobrą scenę, toGR07 deklasują je pod tym kątem.

Na sam koniec zostawiłem porównanie do Mee P1, które stanowią dla nich bezpośredniego konkurenta. Wiele osób może się ze mną nie zgodzić, lecz bez dużej dawki prądu P1 nie są zwyczajnie w stanie pokazać pełni możliwości i nawet na wysokim wzmocnieniu iBasso DX80 nie jest w stanie napędzić ich tak, jak wspomniany Aune B1 na niskim wzmocnieniu, czy Fiio E12A na wysokim. Jednak mając takową elektrownię pod ręką, pod kątem jakości dźwięku słuchawki obu producentów idą równo pod względem jakości dźwięku. P1 będą oferować dźwięk nieco bardziej nasycony, o solidniejszej podstawie basowej nawet od modelu Bass Edition. Średnica w tym wypadku też bardziej podobała mi się w P1, które brzmią pełniej, bardziej muzykalnie, a takie brzmienie ostatnio preferuję. Jeżeli chodzi o górę, to GR07 w obu wersjach bardziej wybaczają niedostatki w realizacji utworów, z którymi Mee obchodzą się w sposób brutalny z uwagi na swój bardziej monitorowy charakter. Jeżeli chodzi o scenę, to na szerokość wypadają podobnie tak samo jak w przypadku kreowania efektów stereo i wszelakiej mąsci przejść, lecz pod kątem głębi pałeczkę przejmują Vsonici. Ogólna sygnatura dźwięku jest pełniej zachowana, niezależnie od źródła, w przypadku Vsoniców, podczas gdy Mee p1 oferują granie o tendencjach monitorowych, gdzie większą rolę niż u konkuretna odgrywa jakość nagrania oraz samo źródło. Nie są to przy tym jakieś skrajne różnice, choć nalezy o tym nadmienić. Ponadto muszę wspomnieć w mojej konfiguracji Mee P1 dodatkowo miały kabel hybrydowy solid core oparty na 4 żyłach miedzi i 4 żyłach srebra, który jest znacznie lepszy od stockowego. Mówimy tu już jednak o zestawie, który kosztuje dwa razy tyle, co Vsonici GR07 i takie wydatek dla wielu nie będzie zwyczajnie uzasadniony. Przy stockowym kablu P1 najwięcej tracą na głębokości sceny, nieco mniej na szczegółowości oraz jej szerokości. Bas nieco traci na impakcie, góra matowieje, a średnica staje się mniej nasycona i nie tak zróżnicowana.

Podsumowanie

Vsonic GR07 to fenomen, który powinien stanowić jeden z tych punktów, które każdy zakopany w świecie sprzętu audio powinien poznać. Brzmienie Classic’ów nie ma sobie chyba równych w tej półce cenowej i patrząc na nie wyłącznie przez pryzmat jakości dźwięku przez nie serwowanego, wcale nie dziwię się, że zagraniczni recenzenci wykorzystują je za punkt odniesienia podczas pisania swoich recenzji. Śmiem nawet zaryzykować stwierdzenie, że pod tym względem bez wstydu stają w szranki z dwukrotnie droższą konkurencją, która oferuje konstrukcje wieloprzetwornikowe. GR07 Bass Edition to ukłon w stronę tych, którzy pragnęli odrobinę więcej dociążenia w brzmieniu oraz jego większej uniwersalności i na tym polu raz jeszcze Vsonic osiągnął sukces. Całościowo pełniejszy, bardziej muzykalny charakter grania w moim odczuciu sprawdzał się w każdym gatunku muzycznym i tylko zatwardziali wielbiciele skrajnych szkół grania będą narzekać.

Nie ma jednak róży bez kolców i w tym wypadku relatywnie niska cena przy fenomenalnej jakości serwowanego dźwięku okupiona została skromnym wyposażeniem ograniczonym w zasadzie do absolutnego minimum, dosyć przeciętnej jakości plastikiem z jakiego wykonano kopułki oraz brakiem odpinanego kabla. Co prawda etui i piankowe tipsy tak naprawdę powinny w zupełności wystarczyć do pełni szczęścia, a pancerny jack gwarantować długą żywotność, to niestety problem pękających plastikowych kopułek w niezbyt długim okresie od zakupu jest rzeczą, która nie zdarza się rzadko i nie zasługuje na miano przypadków jednostkowych. Jeżeli kogoś to nie odstrasza, to zdecydowanie polecam wypróbowanie GR07, które oferują stosunek ceny do jakości dźwięku będący nie do pobicia wśród wszystkich słuchawek, jakie miałem okazję do tej pory mieć w uszach. Do tego obecność modelu Bass Edition daje nadzieję na to, że Ci dla których brzmienie Classiców będzie zbyt chude, będą mogli posmakować magii Vsoniców w bardziej mięsistym wydaniu.

Za umożliwienie popełnienia tejże recenzji serdeczne i przeogromne podziękowania dla Kuropa oraz MP3 Store, dystrybutora marki Vsonic na Polskę.

1_mp3store_logo

Reklamy