The Ultimate Sound

Długo zastanawiałem się jak to moje zdobywanie kolejnych szczytów w audioszaleństwie będzie wyglądać. Za każdym razem zmierzam nieuchronnie do jednej konkluzji: ja już zdobyłem swoją Śnieżkę i nie mam absolutnie żadnej potrzeby atakować Mount Everest, czy chociażby Mount Blanc. Mogę na nie spojrzeć z zachwytem z daleka, ale tam na górze ten surowy krajobraz i śnieg nie mają tego czaru co pełna zieleni Śnieżka wczesną jesienią. Wejście na nią to sama przyjemność, a nie okupiona potwornym cierpieniem katorga. Mam tu absolutnie wszystko: jest przecudnej urody panorama, frajda z wejścia, bez zakwasów i najczystsza przyjemność oddychania rześkim, ale nie ostrym jak szpilki powietrzem. Cóż chcieć więcej poza większą ilością sposobności do wizyt tutaj? Nic.
Audiospełnienie nadeszło. Moją Śnieżką są: AKG K551, ATH R70x, Etymotic HF3. To jest moja referencja, brzmienie które całkowicie mnie satysfakcjonuje. Bywały (i bywają nadal) momenty słabości, kiedy wzdychałem do słuchawkowych Himalajów, ale ten przaśny urok moich pagórków wciąż przemawia do mnie bardziej.
Zdradziłem jednak. Nieświadomie oszukałem swoje postanowienie: nabyłem Etymotic ER4S. To taki mój sposób na oszukanie tego parszywego „systemu”, który zasadził się na mój portfel. To jest taki desant na któryś z ośmiotysięczników ze śmigłowca, bez tych wspinaczkowych ceregieli – The Ultimate Sound for a penny. Kilka razy zabierałem się na koronę Himalajów (albo przynajmniej Andów) słuchawkowego świata na gapę, odsłuchując w sklepach, na minizlotach, podsyłając sobie nawzajem sprzęty. ER4S są ewidentnie szczytem w Himalajach. Może nie najwyższym, ale jednym z najwyższych. Równie bezkompromisowym, ale jednak nieco (chociażby z perspektywy ceny) przystępniejszym. Będąc na mojej Śnieżce nie jestem w stanie wskazać absolutnie żadnych wad zastanej tam sytuacji – piękny widok, fantastyczne samopoczucie. Jedyny zarzut jaki jestem w stanie jej postawić, to świadomość, że gdzieś jest jednak wyżej. Teraz zakupiłem teleport do tego „wyżej”. Chwila niewygody przy aplikacji i już spoglądam z góry na panoramę Tybetu, czuję ostre powietrze wypełniające mi płuca, a widok zapiera dech w piersiach. O dziwo, wbrew powszechnej opinii, te wrażenia nie są okupione koniecznością mozolnej wspinaczki i poświęceń (dobór toru jak w przypadku innych „hajendów”) – tutaj mam naddźwięk ot tak. Serwowany z lekkością, zaznaczający swoją obecność już przy tak lichym kompanie jak Sandisk Sansa Clip Sport. Tak – Clip Sport już generuje ten beztlenowy, zimny powiew Himalajów. Nie mamy żadnej, ale to absolutnie żadnej wątpliwości, że to duuużo wyżej niż nasza ukochana Śnieżka. A przecież weszliśmy tu w sandiskowych trampkach! – co będzie zatem jak ubierzemy pełen alpinistyczny ekwipinek? 🙂 Przedsmak już miałem.
Focusrite Scarlett 2i4, xDuoo X3, iBasso DX80. Niedługo wróci do mnie mój ukochany Aune X1s – ciekaw jestem bardzo tego połączenia.
Podtrzymuję zatem to co pisałem o moim końcu poszukiwań. HF3 były tą bazą wypadową do ataku na szczyt. Upewniły mnie, że kierunek był właściwy i to tę górę atakuję. Nie przez skąpstwo (no dobra to częściowo też), ale przez to, że definitywnie wykazały większą zdolność do synergizowania z moim gustem i poczuciem jakości, niż kilkunasto-(kilkudziesięcio-)krotnie droższe zabawki. Szczyt zdobyty, ja idę na emeryturę.
Świadom tego, z uszami wypełnionymi triflangami dokonuję rachunku sumienia: setki godzin wypalonych na forum, tysiące kliknięć w „pokaż nowe posty”, dziesiątki tysięcy muśnięć ekranu celem przewinięcia treści. Dziesiątki potyczek na tematy z dziedziny audiovoodoo. Z jednej strony nie żałuję. Słyszałem naprawdę dużo i wyrobiłem sobie własne zdanie. Mam coś co jest moim absolutnym topem i to nie ze względu na cenowy kompromis, ale na szczęśliwy zbieg okoliczności, że to co dla mnie najlepsze, okazało się jednym z najrozsądniej wycenionych w tym szalonym bizniesie. Ale. Właśnie – jest to ale: zaniedbałem córkę, odpowiadając zdawkowo, kiedy przyklejony do smartfona śliniłem się na kolejne hifimany. Zaniedbałem działalność społeczną, bo miast angażować się w kolejną konferencję Fundacji, z drżeniem ręki naciskałem „Kupuj” na portalu aukcyjnym.
Pora się zatrzymać. Pójść śladem Tomka – doceniając to co mam, wrócić do rzeczy pożytecznych. Trochę teraz żal tych wypalonych godzin, ale cóż począć. Nie był to czas do końca stracony – w końcu poobcowałem z kulturą wysoką, jak również wysokowydajną łupaniną, troszeczkę się nauczyłem o podstawach przetwarzania sygnałów. A przede wszystkim o ludziach. Wszystko bowiem jest względne i to co jest dla mnie „Ultimate Sound” dla kogoś innego jest plwociną złożoną z gwizdów i posykiwań, zupełnie pozbawioną basu. To co dla mnie błachostką i nic nienzaczącym niuansikiem, dla kogoś barierą nie do przejścia. To co dla mnie logiczne i spójne, dla kogoś jest papką pseudotechniczną, łatwą do podważenia prostym: „bo słyszę”.
Wiele rzeczy subiektywnych sprowadzamy do poziomu aksjomatów i to dla mnie najcenniejsza lekcja: żeby się porozumieć, należy wypracować płaszczyznę porozumienia, która w skrajnych przypadkach jest bardzo głęboko….na poziomie aksjomatów właśnie. A my w audio nawet aksjomatów nie mamy wspólnych – teraz przenieść to na życie codzienne i politykę i recepta na zdrowie i komfort psychiczny gotowa: tak jest i musisz to zaakceptować 🙂
Więc przestaję już gonić, mając tą referencję i wiedzę na temat nas samych wiem, że nie przestanę gonić, dopóty, dopóki nie odetnę się od tej pogoni jednoznacznie, zaakceptowawszy fakt, że zawsze gdzieś tam na horyzoncie będzie majaczyć „coś lepszego” 🙂
Gdyby nie fajni ludzie, od muzostajni również powinienem się odciąć, ale sentyment nakazuje mi zostać. Skrobnę w końcu od początku obiecywany Manuelowi tekst na temat mojej wizji religijności, pokażę trochę czym się zajmuję hobbystycznie, a co kosztem audio zaniedbałem. I mam nadzieję, że poza Ortegą i Perulem, których miałem przyjemność już osobiście poznać, poznam też pozostałych muzostajniaków.
Pozdrawiam i życzę takich samych zachwytów jakich doznaję w tej chwili! 🙂

Reklamy

16 Comments

  1. Ani mi się waż odcinać od Muzostajni, pod koniec roku wchodzimy na giełdę. 😀
    I kto mi będzie załatwiał sprawy w Wa-wie? Co? 😀
    Piękny tekst, faktycznie się nam marnujesz, w tym audio.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja tam uważam, że można pogodzić audiobzika, rodzinę, pracę itp. Przynajmniej staram się, ale niestety dzieje się to kosztem snu…

    Co do Himalajów, to też już trochę posłuchałem i uważam, że Gerlacha do tych 7000m da radę podciągnąć. Fakt, że łatwiej Łysicę do poziomu Gerlacha 😉 .

    Od kilku(nastu) dni zachwycam się zmodowanymi HP100 🙂 . Janusz masz je jeszcze? Naprawdę na wiele je stać.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Szybkie pytanie, bo nie wiem czy warto zmieniać: HD518 vs AKG K551 – ew. jeszcze ATH R70x (ale to już inna liga, więc nie mam wątpliwości, że pod każdym względem są pewno lepsze). Warto, duża różnica? Słuchałem HD650… Rewelacja. Ale cenowo również, nie wiem jak się do nich mają K551, tym bardziej, że nie miałem nigdy AKG, może to inny typ grania i jak mi się Senki podobają (no, powiedzmy, raptem dwa modele) to AKG jest nie dla mnie ?

    Polubienie

    1. AKG K551\K550 musisz odsłuchać, zupełnie inna szkoła grania. Rzadko się zdarza aby podobały się komuś jednocześnie te dwa sposoby prezentacji. Ja wybrałem K551, Senki nie dla mnie. 😀
      Może po za MOE.

      Polubienie

  4. Bardzo fajny artykuł. Cokolwiek będziesz rzucał, jedno jest pewne, nie rzucaj pisania!
    Mnie nie tyle kręciło znalezienie ultimate sound, co mnie kręciła zabawa z różnorodnością.
    Udało mi się dobrze dosyć poznać/poobcować z klasykami słuchawkowymi z rożnych stajni, hi-end nigdy nie był moim celem. He-300, Grado sr60-e by Michauczok, sennheiser Amperior, denon d1100 jako substytut d7100, wszystkie taczkopędne, ewentualnie wzmocnione o2. Granie zdecydowanie dobre (za wyjątkiem zbyt mało wszechstronnych d1100, Perul poprawi 😛 , wiec luz) relaksacyjne, po cieplej stronie, ale nie pozbawione analizy, mimo tych cech wspólnych każda para zdecydowanie inaczej smakuje, inaczej jest doprawiona. Niuanse smaku dodają apetytu. Kiedyś na półce stało 30 par – pełne spektrum audiogastronomii – paleta róznych smaków, do wyboru. Plus kilka dobrych wzmacniaczy, daców. Teraz, małe kameralne bistro, ale audiopotrawy serwuje tanie i dobre. Mam jeszcze doki: Sony xba-3, fidelio s2, fostexy pingwiny od Janusza, level in, jvc h-kx100, apple earbuds.
    Od czterech miesięcy słucham tylko i wylacznie apple earbuds z touch5 – kiedy uczę sie angielskiego słuchając podcastów z BBC, odświeżając słownictwo (supermemo) i gramatykę. Schodzi mi dwie godziny dziennie. A muzyka? Ze dwa razy w tygodniu – jako tło z kolumn coś leci , kiedy bawię się z 10 – miesięcznym Aleksem. W pracy jakis jazz raz na tydzień z Philips BT 3500. Do zasypiania juz nie słucham, po zanim zdążę słuchawki wlozyć do uszu, juź śpię. Czasem, kiedy coś muszę napisać szybko w pracy pilnego, doki – fostexy Januszowe pingwiny najczęściej w uszy, by skupić się, a w tle pewnie Mastodon.
    Czy nie zdarza mi się muzyki słuchać już dla przyjemności? Zdarza się. Wtedy obojętnie jakie słuchawki założę czy doki z tych , które mam, dobrych – jest odlot.
    A jak często? A tak raz na miesiac, z pół godzinki?
    Mam dwie godziny czasu dla siebie dziennie – maksymalnie. Cały ten czas od od czterech miesięcy poświęciłem na naukę angielskiego. Pod koniec 2018 chcę zdać CPE. Czeka mnie sporo pracy, dwie godziny dziennie, tyle mogę w tym celu zainwestować czasu, wiecej nie mam. Muzyka bedzie musiała poczekać.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tomku – ja też mam pełen przekrój smaków – częściowo pokryty chińczykami, częściowo premium. Er4s najpierw posłuchałem – i teraz wiem: moje ucho wycenia je na pułapie he6. Czasami odczuwam potrzebę celebracji muzyki bez kompromisów. I mam to za psi grosz w odniesieniu do innych słuchawek prezentujących ten poziom. Co do CPE – ja mam równoważnego jemu IELTSa. Jeśli nie ma wymogów formalnych, to szkoda czasu 🙂 Lepiej ten czas poświęcić na pogawędki na skype z native speakerami.
      A muzyka tak skąpo dozowana jak w Twoim przypadku, musi smakować z dowolnego urządzenia.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ja już nie mam pełnego przekroju smaków. Teraz mam tylko przedsmak, ewentualnie – posmak raczej… A angielski chcę znać perfekcyjnie, CPE to tylko cel motywacyjny. Chciałbym tłumaczyć ksiażki, albo lepiej jeszcze pisać. Od razu po angielsku, w Polsce czytelników raczej nie znajdę, jestem zbyt hermetyczny.

        Polubienie

  5. Zenek fajnie. Niemniej dla mnie Ety HF5 to mój najgorszy zakup. Granie bez polotu, niemrawe, z zerową ilością basu. Już chińskie Ostry KC06A sprawiają mi o wiele więcej radości. Rozumiem Twój zachwyt, ale ja się nie piszę na ten sposób grania. Ety srety niestety 🙂

    Polubienie

      1. Fokalizacją nadal bym się cieszył, gdyby nie ten felerny pałąk. A M50X, prawda, niewiele im ustępują, a jeśli chodzi o komfort używania, to są nawet lepsze (na padach z HM5) 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s