Z inicjatywy Marcina (Kurop) i uprzejmości MP3Store, Muzostajnia otrzymała możliwość przetestowania kilku egzemplarzy słuchawek dokanałowych firmy, VSonic. Do mnie trafiły trzy modele, miedzy innymi;

VSD3 – 339 zł

VSD3s – 339 zł

 VSD5 – 399 zł

Po dobrych opiniach i zachwytach testujących nad niższym modelem (VSD2), czekałem z niecierpliwością na ich przybycie. Trochę trwało ich wygrzewanie, ale mam już to za sobą i można brać się za właściwy odsłuch.

post-49674-0-87211500-1456474549

 

Budowa i funkcjonalność

Wszystkie trzy modele przyjechały w kolorystycznie podobnych opakowaniach. Połączenie kartonu, blistera i pianki ochronnej. Tylko czerwony napis zdradza, która wersja jest w środku. Wyposażenie i sama budowa we wszystkich egzemplarzach jest identyczna. Użyte materiały jak i wykonanie akcesoriów to całkiem dobry poziom, a otrzymujemy między innymi:

akcesoria 2.jpgspliterJack

  • 3 pary silikonowych tipsów, (różnej wielkości T-200)
  • 1para silikonowych tipsów typu bi – flange
  • 1 komplet pianek.
  • prowadnice Over The Ear
  • materiałowy woreczek
  • klips do kabla.

 

Różnokolorowe kopułki wykonane są w kształcie łezki i jedynym sposobem ich prawidłowej aplikacji jest układ z kablem za uchem. Nie jest to jakaś wada czy uciążliwość, słuchawki zakłada się dość łatwo. Pewnie i wygodnie trzymają się w moich uszach, przy tym zapewniają całkiem dobrą izolację.Kabelki wykonane są z miedzi beztlenowej o długości 130 cm i wyposażone w splitery. Nie tworzą efektu mikrofonowego, a zakończone są małym, prostym, metalowym wtykiem, 3.5 mm. Wtyk jest na tyle mały, że bez problemu będzie można go używać z grajkami, które opatulone są w różnego rodzaju futerały, etui, czy też nawet z twardymi case’y. Da się zauważyć, że w modelu, VSD5 przewód jest trochę grubszy niż w serii, VSD3, co przekłada się na nieco trudniejsze jego układanie się i lekką sprężystość. Nieodpinane kabelki mają tendencję do splątywania się, po prostu lepiej je odwiesić niż odkładać gdzie bądź.  Po za tym są przyjemne w dotyku i prezentuje się ładnie i solidnie. Ogólnie bardzo dobrze oceniam wykonanie, wygląd i użytkowanie wszystkich trzech modeli.

Dźwięk

Słuchawki grają dokładnie tak jak są opisywane na sklepowych stronach internetowych.  Jeśli w opisie stoi, że dany model ma większą ilość basu, od bliźniaczego egzemplarza, to w rzeczywistości tak jest. To samo tyczy się v-kowego lub zrównoważonego stylu grania. Wszystko się zgadza, ale zastanawiało mnie tylko jedno, gdzie jest ta przyjemnie ciepła i miękka barwa, z opisu? Ano jest, tylko trzeba na nią poczekać te minimum 200 godzin i założyć pianki. Wszystkie modele VSonic musza pograć i wygrzać się przed właściwym odsłuchem. Wcześniej niestety rzucają dźwięk prosto w twarz z wręcz chirurgiczną precyzją. Tną nasze uszy ostrymi wysokimi, szeleszczą i męczą po kilkunastu minutach słuchania. Chociaż już od początku słychać w nich niezły potencjał. Cała trójca jest bardzo skuteczna, VSD3\S to 25 ohm, a i VSD5 nie odstają od tej reguły, ze swoimi 32 ohmami. Z napędzeniem ich nie ma naprawdę najmniejszych problemów. Słychać również, że wszystkie wywodzą się jednej stajni; zbliżona barwa, dynamika i ekspresja.Najwięcej różnic odnajdziemy w balansie tonalnym, szczegółowości, przejrzystości sceny i holografii. A dokładnie…

Vsonic-VSD3-blue

VSD3

To wersja ze wzmocnionym basem. Z całej testowanej trójki, w tym modelu jest go najwięcej, jeśli chodzi o ilość. Faktycznie bas potrafi huknąć, ma świetny atak, szybkość i dynamikę, można nawet powiedzieć, że jest agresywny. Pozostaje przy tym pod pełną kontrolę i jest bardzo dobrze różnicowany. Nic nie dudni, nie buczy i nie zalewa innych pasm. Ciepło, miękko, przyjemnie i muzykalnie. Jak dla mnie brzmi może trochę płytko, bez wsparcia średnicy, która jest lekko wycofana, ale i tak robi duże wrażenie.Średnica, chociaż cofnięta to jest dość szczegółowa, ciepła, muzykalna i nie natarczywa. Nie wyostrza przekazu, przyjemnie zaokrąglona i czytelna.Wokale są dobrze słyszalne, czyste i wystarczająco masywne. Z wysokimi tonami jest trochę problem, jest ich, bowiem sporo i są bardzo szczegółowe. Chociaż ocieplone to bez skrupułów obnażają słabości w realizacji nagrań, jak i sprzętu. Wszystkie nie do ciągłości w tym paśmie owocują wrażeniem sybilizacji, sztuczności i zapiaszczenia. I tak jest we wszystkich trzech modelach, z większym lub mniejszym efektem. Natomiast, kiedy tylko zapodamy dobrze zrealizowany i czysto nagrany materiał, przekonujemy się, że wszystko jest OK. No i oczywiście nie bez znaczenia będzie tutaj również dobór sprzętu. Z moich grajków jedynie Touch 4G, jako tako sprostał temu zadaniu. Sopran wyciąga do przodu wszystkie najdrobniejsze detale, niczego nie ukrywa i nie maskuje. Przekazuje multum informacji i to czasami drażni nasz słuch. Zapanować nad tą żywą górą pomagają też, bardzo dobrej, jakości pianki z zestawu i polecam ich używać. Wielkość sceny we wszystkich VSonic jest zbliżona, grają raczej bardziej w głąb nisz na szerokość i uznajmy, że jest zadowalająca. I na koniec to, co najlepsze, czyli przejrzystość sceny, separacja instrumentów, napowietrzenie, stereofonia wypadają naprawdę dobrze. W tym przedziale cenowym to jest nawet świetnie i chociażby dla tych walorów warto ich posłuchać i przekonać się na własne uszy.

Vsonic-VSD3-violet

VSD3s

Bliźniacza wersja, o bardziej zrównoważonym tonalnie brzmieniu i o mniejszym wrażeniu V-ki w paśmie. VSD3s mają zdecydowanie mniej basu, ale nie są pozbawione go zupełnie. Bas dalej jest miękki i przyjemny, nie ma w nim już tylko tak dużo agresywności i tyle ekspresji. Uspokoił się, brzmi bardziej relaksacyjnie i jest dokładniejszy. Dzięki takiemu zabiegowi średnica wychodzi bardziej do przodu, nabiera więcej przestrzenności i ujawnia jeszcze więcej detali. Wysokie tony są bardzo podobne jak VSD3, jak nie identyczne. Zrównoważenie brzmienia w tym modelu ma jednak duży wpływ na przejrzystość sceny. Jest o wiele lepiej napowietrzona i poukładana, panuje w niej spokój i harmonia. Zyskała na tym również stereofonia i odseparowanie instrumentów, które staje się jeszcze bardziej realne. Ten model bardziej trafia w moje gusta, pozwala się odprężyć i odpłynąć z muzyką.

vsonic-vsd5

VSD5

Wersja z wyższej półki, o równym paśmie, detalicznych aspiracjach i naturalnym brzmieniu. Szczegółowa do bólu i zapewniająca niesamowite efekty przestrzenne, jak na tę półkę cenową. VSD5, jak podaje producent, strojona była na podobieństwo, topowego modelu Sony EX1000. Nie znam Sony EX1000, więc tego nie zweryfikuję. Basu jest podobna ilość jak w wersji VSD3s, jest jednak trochę twardszy i bardziej techniczny. Nie można mu odmówić punktowości, szybkości, ani wielobarwności czy nawet plastyczności. Wydaje się być bardziej szczegółowy, pełniejszy i masywniejszy w porównaniu do tego z VSD3s. Średnie pasmo bardzo szczegółowe i naturalne. Momentami brzmi trochę ostro, surowo i sucho. To pasmo nie jest tak muzykalne jak w poprzednich modelach. Skłania raczej w kierunku analizy, niż przyjemności z odsłuchu, a robi to po mistrzowsku. Takiej precyzji w tym paśmie i łatwości w kreowaniu przestrzeni, pozycjonowaniu instrumentów oraz namacalnej stereofonii jeszcze nie słyszałem. Ilość detali jest powalająca, po prosty nas nimi zalewa. Usłyszymy w nagraniach rzeczy, których wcześniej niedane nam było dostrzec. Niebywałą zaletą tego modelu jest również trójwymiarowość sceny oraz wyraźne ułożenie dźwięku na scenie, planami. Oczywiście mają w tym swój udział również wysokie tony, bardziej precyzyjne, wyraźniej wybrzmiewają niż w serii 3. Lubią zakłuć w słabych realizacjach, a już nie należy łączyć VSD5 ze słabymi technicznie i chłodno grającymi playerami. Wytkną wszelkie niedoskonałości, zmasakrują nimi nasze uszy i zmęczą w krótkim odstępie czasu. Myślę, że dobrze byłoby łączyć VSD5 z playerami typu,Fiio X3\X5 lub Ibasso DX50\90.

Firma, VSonic wdarła się na polski rynek słuchawek dousznych klasy średniej i wyższej, niewątpliwie z dużym rozmachem i bogatą ofertą. Otrzymujemy produkty w przystępnej cenie, całkiem solidnie wykonane i nieźle się prezentujące. Faktyczną, jakość dźwięku każdy musi sprawdzić i ocenić już sam. I jeśli przyjdzie wybierać potencjalnym słuchaczom pomiędzy tymi trzema wersjami, to naprawdę nie zazdroszczę. Po dwóch tygodniach odsłuchów, dalej nie wiem, którą wersję bym wybrał dla siebie.Skłaniałbym się ku, VSD5, bo najbardziej precyzyjna, rewelacyjna przestrzeń i holografia. VSD3s zaś, dawała większy spokój, relaks i odprężenie w czasie odsłuchów. VSD3 z lepiej dociążonym basem, więcej wybaczały i były najbardziej uniwersale. Łapały lepszą synergię z Clipem i Nano 2G.

 

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi MP3Store

1_mp3store_logo

Oraz użytkownikowi Kurop z forum MP3Store.

 

 

Reklamy