Pod koniec zeszłego roku poprosiłem Perula, znanego z forum mp3store, o zajęcie się jednymi z moich słuchawek. Gdy miały do mnie wrócić zapytał mnie, czy bym nie chciał odsłuchać jeszcze dwóch innych, jakie wyszły spod jego ręki.  Jeden model składany wedle własnego pomysłu, drugi, to modowane SteelSeries Siberia V2, czyli kolejny etap jego pracy pod tytułem „poprawiamy producenta” (sporo z tych pomysłów można znaleźć w tym dziale). Specjalnie się nie zastanawiałem, tylko z entuzjazmem zacząłem na nie czekać.

Kilka osób już je zna, parę zdań można znaleźć o nich w internecie, więc nie ma co owijać w bawełnę, tylko zabrać się za opis.

 

Tonsility:

 

Pierwszym modelem, który zajął więcej mojego czasu był Tonsility, czyli obudowa Tonsili SD-409, w której znalazły się przetworniki Creative HS-800 Fatal1ty. Jest to prototyp, więc nie będę się rozpisywał o budowie itp., bo najpewniej trochę się jeszcze pozmienia, zanim powstanie ostateczna wersja. Ważne, że posiadają one konstrukcję otwartą, są wokółuszne i zostały dopracowane dźwiękowo.

Tonsility2Tonsility1

Przed  odsłuchami zostałem uprzedzony, że ten model potrzebuje mocnego wzmacniacza by zagrać jak należy. Trochę mnie to zdziwiło, w końcu za bazę posłużył niedrogi headset dla graczy, ale jak konstruktor radzi, to się słucham. Najmocniejsza u mnie jest Taga HTA-700B, mająca 1,5 W przy 160 ohm w wyjściu słuchawkowym. W drugiej kolejności będzie xDuoo XD-05 ze skromniejszym 0,5W przy 32 ohm. A że różnicę w napędzeniu jednak słychać, to finalnie zostałem przy Tadze.

 

Nie pozostało więc już nic innego jak założyć Tonsility na głowę i zacząć odsłuchy.

 

Bas schodzi nisko, długo wybrzmiewa i jest wyraźnie odczuwalny, gdy zacznie wibrować, to znajdziemy go nawet w płucach. Nie jest przy tym nachalny, nie próbuje dominować – jak ma go nie być, to go nie ma. Jego charakter jest dość zrównoważony, choć nieco przesunięty ku dołowi, dzięki czemu słuchawki bardziej akcentują uderzenie, a nie ilość basu. Do czego można się przyczepić, to szybkość – o ile świetnie się sprawdza w ambietowych czy transowych klimatach, to już za stopą w mocniejszym metalu nie zawsze nadąża. Za to zaskakująco dobrze wypada muzyka organowa. Może nie mamy wrażenia siedzenia w ławach kościelnych, ale można poczuć ten monumentalny dźwięk – jest dostojnie, żywo, a instrument nie wpada w zniekształcenia.

 

Średnica jest lekko przyciemniona i odsunięta od słuchacza. Tracą na tym agresywne gatunki muzyczne, gdyż po prostu brakuje bezpośredniości w brzmieniu. Cóż z tego, że gitary mają dużo energii, a syntezator w hardstylu narzuca mocny rytm, jak stoją za daleko. Ale zawsze można zwolnić tempo i tu się wszystko zmienia. Gitara akustyczna potrafi wywołać niemałe emocje i wydobyć wspomnienia znad ogniska, wibrowanie strun harfy wciąga od samego początku, a fortepian brzmi zdecydowanie i przejrzyście, mimo że jest rysowany grubszą linią. Spodziewałem się przygaszonego saksofonu, jednak spotkała mnie miła niespodzianka. W jazzowych utworach potrafi angażująco grać przy słuchaczu, nieco przybrudzonym klubowym dźwiękiem. Nie ma też problemu z elektroniką – chillout, ambient czy gotyckie brzmienia w stylu Switchblade Symphony brzmią w sposób angażujący i kompletny.

Wokale, jak cała średnica, stoją po ciemniejszej stronie, ale wysuwają się przed instrumenty. Powoduje to ciekawe wrażenie siedzenia w niedużym klubie, gdzie muzyka gra na żywo niedaleko nas. Głosy męskie są lekko nosowe i dość masywne, ale jednak nie pozbawione dynamiki – nie brzmi to do końca naturalnie, ale jest na tyle spójne, że taki sposób prezentacji może się spodobać. Z kolei wokal damski jest bardzo intymny i naturalny, zawsze trzyma się daleko od sybilantów. Pod tym względem, Tonsility wręcz czarują, niezależnie czy słucham Roxette czy Loreeny McKennitt.

 

Góra jest dobrze rozciągnięta, choć nieco cofnięta. Flet, skrzypce czy dzwonki wybrzmiewają naturalnie, choć czasami brakuje im dodatkowego błysku, który by postawił kropkę nad „i”. Z kolei talerze perkusji bywają przygaszone, mimo tego, że czytelne oraz pozbawione zapiaszczenia. Kolejny raz okazuje się, że słuchawki bardziej pasują do spokojnego słuchania i relaksu. Tony wysokie nie męczą swoją obecnością, stanowią udane uzupełnienie dla niższych pasm, ale kosztem blasku instrumentów.

 

Scena jest dobrze rozciągnięta na boki oraz wysuwa się nieco przed słuchacza, dzięki czemu mamy wrażenie otoczenia muzyką. Ze względu na wcześniej wspomniane odsunięcie dźwięków od słuchacza, to wrażenie dodatkowo się potęguje. Co ważne, nie jest to efekt siedzenia w pustym hangarze, co mocno mnie męczyło np. w Denonach D1100 (choć to konstrukcja zamknięta). Tu jest w tym znacznie więcej naturalności. Nie jest to jednak scena potężnie rozbudowana. Wcześniej wspominałem o wspomnieniach znad ogniska oraz niedużym klubie i nie bez powodu, bo właśnie tak mi się Tonsility kojarzą – polana ograniczona drzewami i przyciemniony klub w uroczej zabytkowej piwniczce. Swobodnie, ale intymnie. Mamy wyraźne rozgraniczenie poszczególnych planów, a jednak nie rozbiegają się daleko od nas.

Szczegółowość jest dobra, choć nie poraża mikroszczegółami. Tu samo przyciemnienie dźwięku ukrywa przed nami część informacji. Jest ich jednak na tyle, że nie czujemy by muzyka coś gubiła.

 

Sumarycznie odbieram te słuchawki jako bardzo ciekawe. Nie do końca uniwersalne, bo sobie nie radzą z agresywną muzyką, a niska dynamika wielu współczesnych nagrań zabija w nich radość z odsłuchów. Mają za to coś, czego wielu konkurentom brakuje – spokój i zrównoważenie. Nie atakują słuchacza muzyką, nie chcą się niczym narzucać, po prostu przyjemnie grają. Nienachalnie i relaksacyjnie, ale to nie wada, a zaleta, bo niestety takich słuchawek na rynku brakuje.

 

SteelSeries Siberia V2 mod:

 

Druga para słuchawek jaka do mnie dotarła, to popularne wśród graczy SteelSeries Siberia V2. I gdy się przyjrzymy, to nie zauważymy żadnych różnic z wersją sklepową. Ten sam pałąk, pady, kabel, nawet mikrofon jest na swoim miejscu. Cała zabawa odbyła się wewnątrz.

Siberia2Siberia1

Niestety nie mam oryginalnych Syberii do porównania, ale pamiętam je jako niezbyt ciekawe, przebasowione, rozlazłe i zamulone. Jako że ekstremalna zabawa modami może odwrócić granie słuchawek niemal o 180%, to pozostaje kwestia wyduszenia z przetwornika maksimum możliwości. Co więc wyczarował Perul?

 

Przede wszystkim nie ma już lania basem na lewo i prawo. Jest dość zdyscyplinowany, z akcentem w środkowej części i spadkiem ku niższym partiom (na czym niestety cierpi stopa perkusji). Można poczuć jego uderzenie, choć Tonsility zdecydowanie przeważają modowane Siberie pod tym względem. Charakter dołu jest lekko zmiękczony, dźwięki są nieco zaokrąglone ale i przystępne. Problemem jest jednak jakość przetwornika, bo o ile z reguły wszystko jest w porządku, to przy dużej ilość szybkiego basu najzwyczajniej w świecie przestaje się wyrabiać i zaczyna drgać, przez co możemy usłyszeć pojawiające się artefakty. Tutaj driver Creativa wyraźnie góruje na SteelSeries. Nie żeby było szczególnie słabo, ale przechodząc bezpośrednio między tymi słuchawkami (a obok jeszcze leżały moje modowane ATH-A500X), po prostu czuć różnicę na niekorzyść Siberii.

 

Tony średnie są ocieplone, choć bez wyraźnego osadzenia na basie, gdyż w swojej niższej partii mają pewny spadek, co przekłada się na troszeczkę mniej energetyczne granie gitar elektrycznych. Ciągle mają sporo mocy, ale gdy puścimy jakieś nisko schądzące dzikie riffy, to brakuje w nich trochę emocji. Przekaz jest bezpośredni, więc mamy przeciwieństwo Tonsility. Słuchawki zachęcają do podkręcania głośności i lubią syntetyczne granie. Dance, trance, tu Siberie sprawdzają się wyśmienicie – uderzenie na midbasie, dość czysta średnica, bliskie granie i dostajemy zestaw do gibania się przed komputerem. Również z przyjemnością odświeżyłem na nich ścieżkę dźwiękową z pierwszej części filmu Mortal Kombat i Spawna. Przeboje z wymarłego eurodance znów ożyły, a i poprockowe zespoły typu The Calling czy Alex Band również prezentują się bardzo przyjemnie. Trochę gorzej wypadają instrumenty naturalne – waltornia gra, jakby była lekko przytkana, fortepian jest zbyt metaliczny, podobnie jest z harfą, gdzie struny wydają się nieco za bardzo naciągnięte. Nie są to duże przekłamania, ale porównując bezpośrednio z ATH i Tonsility, dość łatwo można je zauważyć.

Wokale są poprawne, choć nieco wyblakłe, jakby brakowało im części emocji. Prawdopodobnie jest to spowodowane lekkim oddaleniem ich od słuchacza, umieszczeniem na równi z instrumentami i rozmyciem w przestrzeni. Absolutnie nie przeszkadza to we wcześniej wspomnianych gatunkach, ale już przy Loreenie McKennitt nie było dreszczu na ciele.

Głosy męskie są czyste choć niezbyt potężne, ale dobrze pasują do lekkiej rozrywkowej muzyki. Nick Cave czy mroczne metalowe kapele, to już raczej będzie za płytko na wokalach, ale tu i tak Siberie średnio pasują, więc ciężko by było inaczej. Z damskim śpiewem jest jak wspomniałem we wcześniejszym akapicie – zbyt rozmyty w przestrzeni, nie tak emocjonalny jak być powinien. Czasami potrafi lekko otrzeć się o sybilizacje, ale nigdy nie robi się nieprzyjemny.

 

Tony wysokie nieco przypominają mi bas. Jest czytelnie, nie za dużo, ale ze spadkiem w wyższym zakresie, przez co skrzypce i flet nie zawsze zabrzmią tak jakbyśmy chcieli i może brakować im blasku. Za to dobrze wypadają talerze perkusji i tamburyna. Słychać ich wybrzmiewanie, nie są zapiaszczone, nie uciekają za szybko i nie męczą.

Tu znów możemy usłyszeć ograniczenia przetwornika gdy zaczyna się dużo dziać na górze i driver przestaje nadążać za muzyką.

 

Scena nie jest specjalnie duża, większość dzieje się blisko głowy słuchacza. Ma się uczucie, że siedzi się między muzykami, choć plany są nieco rozmyte i brakuje im głębi. Pod tym względem Siberie zachowują się bardziej jak słuchawki zamknięte niż półotwarte.

Szczegółowość jest po prostu przyzwoita. Wystarczy do słuchania przed komputerem, przy krytycznym podejściu wyłapiemy sporo braków. Ale raczej ciężko się spodziewać rewelacji po niedrogich słuchawkach gamingowych (choć pewnie panie i panowie z Creativa mogliby mieć na ten temat inne zdanie).

 

Ogólnie modowane Siberie V2 przypominają mi trochę Takstary HD2000 swoim bezpiecznym sposobem grania, lekkim ociepleniem przekazu oraz sceną i bezpośredniością. Co prawda w Takstarach słychać, że jest to przetwornik wyższych lotów, ale skoro już ktoś ma Syberie, to dlaczego się z nimi męczyć, jak można je poprawić? Na pewno wyjdzie to taniej niż nowe słuchawki, a zachowamy ich funkcjonalność.

 

Podsumowanie

Z tych dwóch par zdecydowanie dojrzalsze i ciekawsze były Tonsility. Ich niezaprzeczalną zaletą jest rzadko spotykane strojenie, spokojne i relaksujące, ale przy tym nie jest misiowate. Chociaż może nie – jest to współcześnie rzadko spotykane strojenie, bo starsze wyższe modele Philipsa czy Sennheisera mogą się z nimi trochę kojarzyć. Nie jest to co prawda „moje brzmienie”, ale trudno odmówić im klasy w tym co robią. A że jest to prototyp, to warto się pochylić na tematem i śledzić co z nich finalnie wyrośnie.

Siberie, to trochę odrębne spojrzenie. Nie jest to pomysł na to, jak wydać mało i mieć słuchawki na poziomie konkurencji za tysiąc złotych. Tu chodzi o ratowanie tego, co dał nam producent. I tradycyjnie operacja zakończyła się sukcesem. Tylko trochę szkoda, że potrzeba do tego pomocy ludzi z pasją, pokroju Perula, bo przecież moglibyśmy dostawać to prosto z pudełka.

 

Mi nie zostało nic innego, niż podziękować Perulowi za możliwość odsłuchu obu modeli i życzyć dalszej owocnej pracy 🙂

Reklamy