Do tej pory o osławionych produktach marki Etymotic mogłem jedynie poczytać w internecie, powoli klarując sobie pewien obraz słuchawek od tego producenta. Dziwnie wyglądające, o przerażająco głębokiej aplikacji i sygnaturze dźwięku, która dla wielu brzmi niczym audio-horror. Dlatego kiedy otrzymałem informację o możliwości przetestowania jednocześnie aż dwóch modeli słuchawek od tego producenta, niemal zadrżałem z ekscytacji. W końcu kto nie skorzystał by z okazji, jaką była sposobność starcia mitów z faktami wyciągniętymi na podstawie własnych doświadczeń?

W paczce z Fiio M3 otrzymałem zatem, jak wspomniałem powyżej, dwa modele Etymoticów o oznaczeniu Mc5 i Mk5 wyceniane w polskiej dystrybucji na 349 zł. Jednak pomimo tej samej ceny, różnice między nimi są na tyle znaczące, że dla potencjalnego kupującego przesądzą o wyborze między nimi. Mimo to owe różnice są na tyle małe, że postanowiłem ostatecznie zamiast dwóch osobnych recenzji, napisać jedną dłuższą, chcąc tym samym w jednym miejscu zebrać wszystko do kupy.

Opakowanie i zawartość

Największa odmienność między dwoma testowanymi modelami leży, o dziwo, w pudełkach w jakie są zapakowane. Mc5 prezentują się znacznie przyjemniej w moim odczuciu. Biały kartonik o regularnych kształtach zawiera w środku plastikową, przezroczystą wkładę z otwartmi bokami, przez które można wysunąć dwuczęściową właściwą formę zawierającą upragnione dobra. Wierzchnia warstwa to elastyczna pianka poliuretanowa z wyciętymi w niej otworami na kopułki słuchawek oraz znajdującym się poniżej miejscem, w którym umieszczono nieduże, materiałowe etui zawierające dołączone akcesoria.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pudełeczka 🙂

W przypadku Mk5 dostajemy nie tak imponujący, plastikowy blister, który wygląda dość tanio, żeby nie powiedzieć kiczowato, na tle większego „brata”. Bądź co bądź, w tym przypadku możemy jednak od razu ujrzeć rzeczone doki umieszczone w plastikowej wytłoczce odgrodzonej kartonową przekładką od akcesoriów znajdujących się w specjalnie do tego przeznacoznym wybrzuszeniu w tylnej części blistra.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Akcesoria

Jeżeli chodzi o elementy dodatkowe, to w obu przypadkach mamy do czynienia z takim samym, materiałowym etui zamykanym na zamek ekspresowy. Materiał to najpewniej nylon z naszytym z przodu gumowanym elementem ozdobionym firmowym napisem. Wnętrze zostało wyłożone miękkim, misiowatym poliestrem oraz wyposażone w małą, siatkową przegródkę z rzepem. Przegródka zapewne została przeznaczona na dodatkowe elementy jak tipsy, dzięki czemu daje się oddzielić je od samych słuchawek. Co do elementów dodatkowych, to w Mk5 do naszej dyspozycji oddane zostają klips do ubrania, małe i duże tipsy tri-flange oraz walcowate pianki, które przeznaczone są chyba tylko dla prawdziwych amatorów maltretowania swoich kanałów słuchowych. W Mc5 poza wspomnianymi elementami dostajemy jeszcze jedną parę piankowych wkładek w formie grzybków (tzw. Glider tips), dwie sztuki wymiennych filtrów oraz narzędzie do ich wymiany.

Budowa i komfort

Oba modele to konstrukcje niemal bliźniacze z tą tylko różnicą, że średnica kopułek w Mc5 jest większa z uwagi na użycie dynamicznego przetwornika średnicy 8mm, podczas gdy w Mk5 użyto przetwornika o średnicy 6mm. Same kopułki wykonane są z twardego plastiku o lekkim połysku. Przedłużenie kopułek stanowią mierzący równo centymetr wzmocnienia (strain reliefs) wykonane z grubej, dosyć elastycznej gumy, które siedzą nadzwyczaj pewnie. Oba modele mają dokładnie taki sam, wzmacniany kevlarem kabel. Jest on giętki i gumowany, około połowę grubszy, niż ten w Carbo Tenore, przez co budzi zdecydowanie lepsze wrażenie. Splitter jest nieduży, zgrabny i wykonany z miłego w dotyku, matowego plastiku takiego samego, jak ten z którego wykonano pozłacany kątowy jack. Sama wtyczka też jest dosyć charakterystyczna, gdyż jest zakrzywiona pod kątem 45 stopni. Jeżeli chodzi o jakość materiałów i poziom spasowania elementów, to naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Ważną kwestią o której należy pamiętać, są wymienne filtry w modelu Mc5, której to opcji mniejsze z opisywanych Etów nie posiadają. Jak ująłem to w części poświęconej wyposażeniu, już w zestawie dostajemy dwie sztuki takowych filtrów wraz z przyrządem do ich wymiany. Dlatego kiedy od woskowiny filtry w Mc5 ulegną zabrudzeniu, będzie możliwość ich szybkiej wymiany, choć niestety zabrudzone nie nadają się do ponownego użytku.

77.jpg
Splitter i jack

Kwestia aplikacji samych słuchawek i komfortu ich noszenia dla wielu osób może stanowić powód ich zakupu lub barierę nie do pokonania. Już samo korzystanie z wkładek tri-flange dla wielu jest nader niewygodne, a kiedy dołożymy do tego głęboką aplikację Etymoticów, otrzymamy specyficzne połączenie z rodzaju „Hate it or love it”. Na pewno ma ono jedną ogromną zaletę, a mianowicie fantastyczne tłumienie hałasu z zewnątrz. Dzięki temu nie trzeba żyłować poziomu głośności nawet, kiedy przebywamy w hałaśliwym otoczeniu. Wiąże się to niestety z silnym efektem mikrofonowym, który zmusza do używania klipsa do ubrania oraz ściagacza pod brodę, celem jego zredukowania do niskiego poziomu. Wybawieniem może być też noszenie kabla nad uchem, dzięki czemu efekt mikrofonowy znika niemal całkowicie. Jeżeli chodzi o samą wygodę ich noszenia, to w moim przypadku oba modele nie wywoływały dyskomfortu mimo stosowania większych rozmiarowo tipsów tri-flange. Mimo to podejrzewam, że dla wielu osób głęboka aplikacja wyraźnie większych Mc5 może być mocno niekomfortowa, a nawet niemożliwa na dłuższą metę. Smuklejsze Mk5, które gabarytowo są niemal identyczne z Carbo Tenore, znacznie mniej czuć w uchu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mk5 (lewo) i Mc5 (prawo)

Specyfikacja:

Ety Mc5

Czułość: 100 dB

Impedancja: 16 Ohm

Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 15 000 Hz

Przetwornik: Dynamiczny, 8mm

Wymienne filtry: Tak

Ety Mk5

Czułość: 95 dB

Impedancja: 32 Ohm

Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 15 000 Hz

Przetwornik: Dynamiczny, 6mm

Wymienne filtry: Nie

 

Brzmienie

Podejrzewam, że wiele osób resztę recenzji przeczyta dość pobieżnie i od razu przejdzie do tego jej fragmentu. Nie ma się co dziwić, w końcu charakterystyka brzmienia jest co najmniej równie kontrowersyjnym tematem, co głębokość penetracji… znaczy aplikacji tychże słuchawek. I właśnie dlatego zacznę od końca, czy może raczej od tego, co uważam w Etach za ich najmocniejszą stronę.

Ponadto wspomnieć muszę o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Mianowicie z racji tego, iż jest to recenzja zbiorowa, za punkt wyjściowy będę w tym wypadku uznawał brzmienie modelu Mc5, którego charakterystyka stanowi pewnego rodzaju uśmiech w stronę rynku audio oraz konsumentów, poprzez odejście od charakterystycznej, suchej i zimnej barwy z jakiej słyną.

Sprzęt użyty do porównania: iPod Touch 4G, Xduoo X2, Fiio M3, iPod Video 5G, Xduoo XQ-10, Zero Audio Carbo Tenore, Mee Audio M6 Pro, HiFiMAN RE-400

Góra w Mc5 za sprawą balansu przesuniętego w stronę cieplejszego, choć nadal neutralnego brzmienia jest dość łagodna i bez tendencji do sybilizacji. Talerze perkusji wybrzmiewają całkiem przyjemnie, z odpowiednim blaskiem oraz charakterystycznym „metalowym” posmakiem, a skrzypce brzmią gładko, wręcz słodko i kojąco. W tym przypadku Mk5, choć nadal bez tendencji do syczenia oraz pozbawione ostrości, jaką można poczuć w M6 Pro, brzmią sucho. Zdecydowanie nastawione na analityczność, pokazują swój chłód. Skrzypce brzmią dla mnie bardziej naturalnie, kiedy wzbijają się na wyższe rejestry, a talerze brzmią tak, jak zapamiętałem je z sesji z moim byłym współlokatorem grającym na perkusji. Są jaskrawe, metaliczne i świetnie błyszczą nawet w szybkich, gęstych kawałkach gdzie dużo się dzieje w jednym momencie.

Gitara akustyczna brzmiała dźwięcznie

Tony średnie to obszar jeszcze większego dysonansu między dwoma testowanymi modelami Etów. Poskreślony dół Mc5 sprawia, że gitary są znacznie bardziej dociążone, niż w przypadku mniejszego brata, a wokale brzmią znacznie pełniej. Daje się to odczuć zwłaszcza przy mocniej przesterowanych gitarach, które mają więcej mięsa i brzmią bardziej efektywnie. Tak samo jest w przypadku wokali, gdzie nawet growl ma odpowiedni „pałer” i zachowuje swój agresywny charakter. Tymczasem Mk5 serwują nam dużo bardziej chudy dźwięk, pozbawiony jakiegokolwiek podkolorowania, gdzie większy wpływ na ostateczne brzmienie ma sama realizacja nagrania, aniżeli charakter słuchawek. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że na tle Mc5 brzmią chudo niczym top modelka na wybiegu.

Tym sposobem dochodzimy do niskich częstotliwości, czyli czyli swoistego meritum tej recenzji. Chociaż obie pary Etymoticów są teoretycznie nastawione na neutralny przekaz, to stoją po przeciwnych stronach barykady. Mc5 ze swoim większym przetwornikiem serwują zdecydowanie większy wygar na dole. Nadal dużo zależy od źródła i samego nagrania, lecz sama ich charakterystyka to swoisty mix typowego „Etowego brzmienia” z ukłonem w stronę tych, którzy jednak chcą poczuć obecność basu na własnych uszach. Co za tym idzie perkusja ma znacznie solidniejszy wykop i czuć uderzenie w werbel czy walnięcie „stopy”. Większe dociążenie będzie również wyraźnie bardziej wyczuwalne w muzyce elektronicznej, czy nowoczesnej muzyce rozrywkowej, gdzie nacisk położony jest na skrajne pasma i oprócz wysuniętego na czoło wokalu, istnieje solidna basowa podstawa. Na Mk5 efekt nie będzie aż tak spektakularny. Perkusja nie będzie miała takiej energii i siły. O ile w spokojniejszych gatunkach nie będzie to aż tak straszliwie przeszkadzać, to jednak wszędzie tam, gdzie potrzeba energii i mocy te słuchawki się nie sprawdzą.

Scena i separacja

Zarówno Mc5 i Mk5 kreują scenę w niemal identyczny sposób. Lekko wypchnięta poza obręb głowy, grająca dosyć wąsko, za to bardziej faworyzująca głębię. Taka charakterystyka w połączeniu z wypchniętymi na pierwszy plan wokalami daje przyjemne uczucie intymnego obcowania z muzyką. Cała prezentacja wydaje się, za sprawą mocniejszego wypełnienia w dolnych rejestrach, bliższa słuchaczowi w modelu Mc5. Zdecydowanie cieplejsze, choć nadal neutralne brzmienie traci nieco na analityczności, choć z pewnością będzie uchodziło dla niektórych za łatwiejsze w odbiorze. Mk5 to brzmienie równe jak powierzchnia stołu, neutralne i zimne, a przez to bardziej analityczne. To właśnie w nich można usłyszeć więcej mikrodetali, a dźwięk podawany jest z większego dystansu, na czym najwięcej zyskują efekty stereofoniczne oraz sama głębia, dając poczucie większej swobody i przestrzeni.

Na tle konkurencji Etymotic’i nadal pozostaną słuchawkami na tyle specyficznymi, że nawet cieplejsze brzmienie Mc5 nie będzie w stanie zaspokoić każdego. Miłośnicy łupanki i mózgowych wibracji mogą więc przejść obok nich obojętnie, gdyż serwowany przez nie dźwięk zwyczajnie nie przypadnie im do gustu i raczej nie spodziewam się, żeby ktoś był w stanie nawrócić się na to charakterystyczne brzmienie. Na tle pozostałych słuchawek, które towarzyszyły Etom w teście, brzmią one zdecydowanie neutralnie, z Mc5 bardziej po ciepłej i Mk5 po zimnej stronie dźwięku. W kwestii klarowności przekazu, ich wyrównana charakterystyka jest tym, co urzeka zwłaszcza tam, gdzie głównym kryterium są instrumenty orkiestrowe lub wokale. Lana Del Rey, Krzysztof Zalewski, czy Bryan Ferry po prostu czarują swoimi głosami, a Wardruna brzmi magicznie. I chociaż nie miały one takiego zejścia w dolnych rejestrach jak M6 Pro, które potrafią pokazać łupnięcie w sub-basie, czy tak fantastycznej średnicy jak RE-400, to w ogólnym rozrachuku ich szkoła grania ma w sobie coś, czego dotąd jeszcze nie słyszałem, a co przyciąga jak płomień świecy ćmę. Etymotic’i dają możliwość cieszenia się muzyką w zupełnie inny sposób, niż większość dostępnego sprzętu. Nie męczą swoim brzmieniem nawet po kilku godzinach słuchania, a wręcz potrafią postawić dęba włosy na rękach. Najlepiej jednak parować je z ciepłymi źródłami, które przesuną balans w stronę cieplejszego brzmienia. Zaskakująco dobry efekt daje podłączenie, zwłaszcza Mk5 mających wyższą oporowość i niższą czułość, do Xduoo XQ-10. Ten mały wzmacniacz dodaje im ciepła i chociaż dla wielbicieli jasnego brzmienia może to być mezalians, a nawet bluźnierstwo, to z połączenia XQ-10 i Fiio M3 wyszło naprawdę klawe trio o znacznie bardziej muzykalnym brzmieniu.

Podsumowanie

Do czasu tej recenzji nie rozumiałem, czytając opinie w internecie, jak można zachwycać się czymś, co basu nie ma. W końcu jesteśmy w pewnym stopniu uzależnieni od basu, który zaczyna powoli w obecnych czasach urastać do rangi najważniejszego pasma częstotliwości poprzez jego coraz mocniejsze akcentowanie. Etymotic pokazuje, że w muzyce nadal liczy się coś więcej, niż tylko solidne pier… uderzenie 🙂 I chociaż Mc5 są pewnego rodzaju ukłonem w stronę szerszego grona odbiorców, to jednak nadal zachowują część swojej Et’owej magii, której znacznie więcej jest w płaskich jak heblowana deska Mk5. Dzięki tym drugim zaczynam rozumieć fenomen tych słuchawek, chociaż jeszcze nie tak dawno temu wykręcało mnie na samą myśl o takim charakterze grania. Za cenę, jaką przyjdzie za nie zapłacić mamy więc do wyboru dwa wysokiej jakości produkty dające możliwość ujrzenia nowych audio horyzontów i posmakowania analitycznego brzmienia. Komfort ich użytkowania nadal pozostaje mocno dyskusyjną i osobistą kwestią, lecz żadne inne słuchawki w tym przedziale cenowym nie zaoferują takiej izolacji, czystości przekazu oraz dawki analityczności. Sztuką pozostaje jedynie wybór między chłodem i surowością Mk5 oraz odrobiną ciepła i filuterności Mc5.

Za użyczenie sprzętu do testów serdecznie dziękuję sklepowi

image

Reklamy