Kiedy dowiedziałem się, że być może będę miał możliwość testowania słuchawek bluetooth firmy Brainwavz, byłem strasznie podpalony. W końcu nigdy nie testowałem bezprzewodowych słuchawek i zżerała mnie ciekawość, jak użytkuje się taki wynalazek bez kabla. Brainwavzy jednak nigdy do mnie nie dotarły, za to szczęśliwym trafem otrzymałem do testów bohatera mojej pierwszej pełnowymiarowej recenzji, którym są MEE audio M9B (tak, zmienili nazwę :P) mające być bezprzewodową wersją dobrze znanych i lubianych Mee M9 Classic.

Zapraszam do lektury.

Wyposażenie

m9b-opakowanie

Słuchawki przyjeżdżają zapakowane w ładne, schludne pudełko, które zdecydowanie podnosi wrażenia przy odpakowaniu. Prosta konstrukcja skrywa jednak przyjemny aspekt, jakim jest klapka na magnes pod którą znajduje się „okienko”. Dzięki niemu mamy możliwość zajrzenia do środka, gdzie pod warstwą przezroczystego plastiku widać słuchawki wraz z akcesoriami oraz opisem poszczególnych elementów zestawu. Poza gwiazdą tego opisu, czyli słuchawkami, otrzymujemy również parę silikonowych zausznic do noszenia ich sposobem over-the-ear, kabelek USB<->micro-usb do ładowania wbudowanego akumulatora, papierową instrukcję i cztery pary zapasowych tipsów. Te ostatnie, jak zawsze w przypadku Mee, są naprawdę wysokiej jakości i przyznaję szczerze, że z kilkudziesięciu różnych jakie posiadam, są one niemal równie dobre, co silikony od Ostry KC 06A, jakie uważam za prawdziwe mistrzostwo. W każdym razie poza standardowymi single flange w rozmiarze S, M i L, dostajemy również bi-flange w rozmiarze M, które znajdują się już na słuchawkach. Co do kabla, to ten również wykonany jest solidnie, choć niektórym może przeszkadzać, że od krańców wtyczek mierzy jedyne 18 cm długości.

Konstrukcja

m9b-akcesoria

Opisywany przeze mnie model, to z wyglądu dobrze znane i lubiane M9 Classic tyle, że pozbawione klasycznego kabla. Kopułki mieszczące przetworniki o średnicy 9mm wykonane są z twardego, błyszczącego plastiku i są naprawdę dobrze spasowane. To znaczy, że nie ma śladów klejenia, nic się nie rusza, nie trzeszczy i nie sprawia wrażenia, że za moment rozpadnie się na kawałki. Na tylnych krańcach, nad umieszczonym po środku otworem są oznaczenia słuchawek, a nad nimi zgrabne logo firmy w formie litery „M”. Tak zwane „strain relief” są sztywne i dobrze zamocowane, a wychodzący z nich kabel sprawia wrażenie solidnego. Około 10 cm od prawej słuchawki jest pilot zawierający moduł bluetooth, mikrofon, 3 przyciski, wbudowany akumulator i złącze micro-usb do ładowania. Sam pilot zrobił na mnie fenomenalne wrażenie. Wykonany jest z matowego tworzywa, zapewne pewnego rodzaju gumy lub kauczuku, na którym palce się nie ślizgają, a do tego jest naprawdę milutki w dotyku. Na pilocie najbliżej twarzy znajduje się mikrofon, a za nim kolejno dwufuncyjne przyciski podgłaśniania/przełączania w przód, włączania słuchawek/odbierania i kończenia rozmowy, przyciszania/przełączania w tył. Przyciski są doskonale wyczuwalne pod palcem dzięki wypukłej budowie, a dodatkowo środkowy przycisk odpowiedzialny za odbieranie rozmów i zasilanie jest wyraźnie bardziej wypukły od pozostałych. Do tego każde ich wciśnięcie, mimo niedużego skoku, wiąże się z bardzo wyraźnie wyczuwalnym kliknięciem, przez co przypadkowe użycie przycisku przynajmniej dla mnie nie wydaje się prawdopodobne. Port micro-usb znajduje się z boku i jest chroniony gumową zaślepką, która siedzi pewnie, a do tego daje się ją bez trudu wyciągnąć dzięki delikatnemu wyżłobieniu w profilu pilota. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest ściągacz jak w większości słuchawek dokanałowych, który pozwala skracać kabel do stopnia, w którym słuchawki ciasno przylegają do głowy.

Ergonomia i użytkowanie

Słuchawki są bardzo lekkie, a dzięki niedużym kopułkom w połączeniu z tipsami bi-flange nie miałem problemów z wygodą i w zasadzie z miejsca złapałem idealnego seala. Jednak dociskając słuchawki palcem, niestety dało się wyczuć charakterystyczne „klikanie”, czyli driver flex, ponieważ w ten sposób zatykamy otworek na tyłach kopułki. Przy klasycznym noszeniu, gdy słuchawki nie pracują, przy ruszaniu głowy czuć szmer kabla. Co przypadło mi do gustu, to przyjemny, damski głos informujący nas w języku angielskim o włączeniu słuchawek, sparowaniu ich z urządzeniem i innych komunikatach 🙂 Co do baterii, to wytrzymywała u mnie średnio powyżej 4 godzin z niewielkim haczykiem, zanim odzywał się komunikat o niskim poziomie energii. Tak naprawdę nie sprawdzałem jednak dokładnie co do minuty. W kwestii zasięgu z kolei mogę powiedzieć, że nie miałem z nim problemu nawet, jeżeli telefon był w kieszeni spodni zasłoniętej jeszcze swetrem i płaszczem. Zdarzyło mi się nawet położyć telefon na stole w kuchni i robiąc obiad, również z zasięgiem problemu nie miałem chodząc po całym pomieszczeniu wielkości ok. 20 metrów kwad.

Brzmienie

Because it’s all about the bass… :>

Bas jest zdecydowanie podbity i powinien przypaść do gustu bassheadom. Nie rozlewa się jednak zbytnio i widać od razu, że granie słuchawek jest nastawione przede wszystkim na fun. Powiem więcej, nie spodziewałem się, że mnie jako zdecydowanemu anty-fanowi tłuczenia przypadnie to do gustu. Konkrety jednak. Bass jest, jak to zwykle popularne, podbity głównie w mid-basie, ale potrafi pokazać pazur i porządnie potrząsnąć. Skubany ma zejście jakiego się nie spodziewałem i słuchając Masive Attack – Angel, czułem jak mi mózg wibruje 😀 Innymi słowy jest masa, jest uderzenie i moc, a do tego zadziwiająca kontrola. Brzmienie perkusji w utworach Ne Obliviscaris naprawdę BARDZO przypadło mi do gustu.

Wiggle middle (średnica)

Chyba największe zaskoczenie. Oczekiwałem tak modnej już chyba w tańszych dokach V-ki, a otrzymałem za to średnicę potrafiącą dać sporo przyjemnego mięska. Bardzo przyjemnie zabrzmiała mi tu gitara klasyczna i niżej strojone, przesterowane elektryki. Jest to po części efekt podbitego basu, który wyczuwalnie ociepla to pasmo, ale w ostatecznym rozrachunku brzmi całkiem imponująco zwłaszcza, że mówimy o słuchawkach budżetowych. Ogólnie średnica ma wykop i w połączeniu z basem daje naprawdę dużo frajdy ze słuchania. Męskie wokale i growl brzmią z jajem

High to the sky (wysokie)

I tu kolejne spore zaskoczenie. Wokale damskie brzmią naprawdę ładnie i czysto, a do tego nie tną po uszach jak żyletki. Talerze perkusyjne wybrzmiewają całkiem nieźle, choć do pełni szczęścia brakuje im tego charakterystyczne, metalicznego błysku. Z kolei gitary wkręcone na najwyższe rejestry brzmią przyjemnie i potrafią naprawdę wciągnąć swoją barwą. Z racji niezbyt dużego rozciągnięcia tego pasma, raczej ciężko będzie uświadczyć syczenie zgłosek, co przypadnie do gustu zwłaszcza tym, którzy są wrażliwi na wysokie tony.

Rolling in the dip (scena i separacja)

Scena jest dość wąska, choć bywały momenty, że potrafiła nieco wyjść nieco poza obręb głowy w niektórych utworach. Efekty stereo nie były jednak zbyt imponujące, a cała charakterystyka grania skupia się bardzo blisko słuchacza. Z jednej strony jest to całkiem przyjemne, zwłaszcza w utworach Lany del Rey, której wokal brzmi wtedy bardzo intymnie. Z drugiej strony brak głębi sprawia, że M9B zdają się podawać dźwięki w jednej linii. W efekcie sposób prezentacji jest dosyć agresywny, gdyż dźwięk jest raczej rzucany prosto w twarz. Dlatego momentami odczuwałem swoistą ciasnotę, gdyż poszczególne dźwięki choć były od siebie ładnie oddzielone, to nie miały możliwości zagrać z większym rozmachem. Mimo naprawdę dobrej separacji, brakowało mimo to miejsca w głębi sceny do ich należytego rozłożenia. Kiedy jednak robiło się nieco luźniej, słuchawki potrafiły zagrać naprawdę przyjemnie i wywołać szeroki uśmiech na twarzy.

Słuchawki rzecz jasna przetestowałem również pod kątem rozmów telefonicznych, łącząc je podobnie jak do testów muzycznych z Xperią Z2 . Wiadomą sprawą było dopasowanie długości kabla i odpowiednie ułożenie pilota, w którym znajdował się mikrofon. Jednak kiedy udawało się to zrobić, zdarzało się, że rozmówca nie był w stanie do końca odróżnić, czy rozmawiam przez telefon, czy słuchawki. Wystarczyło jednak, aby pilot się przekręcił, a już dźwięk po drugiej stronie robił się przytłumiony.

Podsumowanie

Przyznaję szczerze, że recenzję tego modelu popełnioną przez Inszego przeczytałem dopiero w chwili, gdy zabrałem się za podsumowanie mojej własnej. Dla wielu może to nawet wyglądać tak, jakbym przepisał niektóre jego własne spostrzeżenia. W każdym razie mogę bez bicia powiedzieć, że M9B zrobiły na mnie duże wrażenie. Jak na takie maleństwa, w dodatku za naprawdę nieduże pieniądze jak na sprzęt o takich właściwościach, grają dużym i fajnym dźwiękiem. Przy wypadach do sklepu, na spacer, czy urzędu są jak znalazł. Mieszczą się w każdej kieszeni, łatwo się je zakłada, a do tego wciagają dźwiękiem. Nikt o zdrowych zmysłach nie kupi tego rodzaju słuchawek, żeby robić na nich analityczne odsłuchy i zagłębiać się w szczegóły. One mają bawić, dawać radość ze słuchania muzyki i możliwość rozmowy bez sięgania po telefon. To też właśnie robią. Mając M6 Pro mogę powiedzieć, że raz jeszcze Mee pokazało, że można w dobrej cenie zrobić porządny produkt, który nie tylko jakościowo jest na wysokim poziomie, to jeszcze dźwiękowo oferuje w swojej półce cenowej więcej, niż można by się spodziewać. Czas pracy na baterii, choć wynosi „zaledwie” 4 godziny z małym haczykiem, to naprawdę dużo jak na słuchawki o takim przeznaczeniu. Dlatego zbierając wszystko razem do kupy mogę powiedzieć, z czystym sumieniem, że M9B są warte swojej ceny.

Za użyczenie sprzętu do testów bardzo, BARDZO serdecznie dziękuję sklepowi

logo heven

Reklamy