Od kilkunastu tygodni targają mną rozterki, które paraliżują moją zdolność zakupową.

Przypominam sobie siebie samego sprzed roku, kiedy to nieśmiało wkraczałem na grunt słuchawkowego audio. Abstrakcją i szczytem marzeń były wtedy dla mnie słuchawki Takstar PRO-80 za 300zł. Miałem to szczęście, że przed zakupem, w lepszy sprzęt wprowadził mnie mój (teraz mam już to szczęście tak go określać) przyjaciel. Udostępnił fajne słuchawki i z szelmowskim uśmieszkiem poinformował, że teraz już będzie z górki i karuzela audiowydatków się rozbuja na dobre.

Skubaniec miał rację. Drugim elementem mojego szczęścia było to, że trafiłem na dwa recenzenckie słuchawkowe blogi, których autorzy mają gust zbieżny z moim (wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, że pojęcie jakości w audio jest tak BARDZO WZGLĘDNE). Tak więc zakupiłem kilka par słuchawek. Kupowałem je stopniowo, dozując doznania i przytrzymując gotówkę na zakup zestawu z prawdziwego zdarzenia. Hobby to było/jest wynagrodzeniem za rzucenie palenia, a że na fajki wydawałem niebagatelną kwotę 500zł miesięcznie, to dla świeżego adepta audio wydawało się to fortuną.

Jakże zgubne to twierdzenie 🙂

Drogie jest w audio pojęciem względnym i dla laika w tej dziedzinie bardzo, ale to bardzo łatwo nakreślić tam szereg absurdów. Dałem się wciągnąć. Mając „słabiutkie” AKG K551 i podstawowy DAC (mam nadzieję, że jeżeli tu zaglądasz, to jesteś już na tyle zapoznanym z tematem adeptem audio, że rozróżniasz DAC od wzmacniacza) i parę chińczyków, które są tylko mniej beznadziejne od reszty „budżetówek” wzdychałem do tuzów słuchawkowego świata w cenie dobrego auta. Miałem do wysokich modeli kilka podejść i za każdym razem wzbudzały one moje uznanie, ale jakoś nigdy nie potrafiłem usprawiedliwić tak pokaźnego wydatku takimi subtelnościami. Ulegałem więc presji światka audiofilskiego, mówiącego o przepaści dzielącej modele flagowe od premium.

Mijały miesiące, ja troszeczkę wyciszyłem swoją aktywność w internetowej przestrzeni złotouchych. Było mi dobrze. Bardzo dobrze. Przypadek zechciał, że kolega poprosił mnie o zaniesienie jego słuchawek do naprawy gwarancyjnej. Pisałem o tym gdzie indziej, ale po krótce efekt był taki, że zupełnie przypadkowo stałem się posiadaczem słuchawek z przedziału premium, dwukrotnie droższych od posiadanych przeze mnie K551.

I tu jest rdzeń moich rozważań. Prawie posądzono mnie o herezję, kiedy to wygłosiłem twierdzenie, że zakupione wtedy przeze mnie słuchawki za tysiąc z okładem złotych, zagrały mi lepiej od tych za 9 tysięcy. Grzecznie wycofałem się z tego twierdzenia, wmawiając sobie, że jeszcze nie ten moment, że nie słyszę.

Przemyślałem sprawę. Posłuchałem trochę sprzętu, również takiego dużego, który ceną bliski był już pożądnemu autu używanemu (a nawet nowemu miejskiemu). Tak, jest świetnie. Tak, słyszę niuanse.

Ale.

Słyszę je w naprawdę niewiele mniejszej ilości w modelach premium za kwotę około 1tys. zł. Tak więc jeśli jakimś trafem znalazłeś się tutaj „młody, niedoszły audiofilu”, chciałbym podzielić się garścią porad i przestrogą (jako również niedoszły audiofil):

  1. Nie ma optymalnej drogi wejścia w ten świat. Można od razu strzelić z grubej rury i kupić zestaw w cenie auta, albo dochodzić do tego stopniowo. Ja preferuję drugie podejście – dozujemy endorfiny, a do tego można się bardzo miło zaskoczyć i zakończyć poszukiwania po wydaniu ułamka zakładanej wstępnie kwoty.
  2. Nie ma od pewnego pułapu pojęcia lepsze/gorsze. Ono nie istnieje. Jest tylko większa lub mniejsza synergia z naszym gustem. Odkryłem to przypadkowo podczas kilku przepychanek z kolegą z muzostajni na temat DAC, którego on ocenił, wbrew mnie i większości posiadaczy tego urządzenia jako urządzenie obiektywnie słabe. Ani obiektywnie, ani słabe 🙂 Ot zupełnie niewpisujące się w jego gust. Ja mam podobnie z urządzeniami, które on uważa za naprawdę świetne – stawiam je o półkę/dwie niżej niż on.
  3. Nic, ale to absolutnie nic nie zastąpi samodzielnej oceny sprzętu. Wiele razy doradzałem coś co dla mnie gra cudownie i po kilku dniach/tygodniach dostawałem informację, że to jednak nie to.  Dopóki słyszysz, że nic nie brakuje, nie zmieniaj rzeczy na siłę. Chyba, że chcesz bawić się w żonglerkę i to ma stanowić Twoje hobby. Nie ma się co wstydzić, że nie słyszysz – możliwe, że tak jest. Słuch zresztą można wytrenować. Ja po niespełna roku jestem akurat na takim etapie, że wydaje mi się iż mogę nazwać różnice pomiędzy sprzętem. Ale nie są one dla mnie dostrzegalne tak mocno i dotkliwe na tyle, żebym bezwzględnie musiał ulokować swoje pieniądze w coś bardzo drogiego.

Czasami zazdroszczę tym którzy słyszą więcej, dogłębniej. Czasami im współczuję – gonią za nieosiągalnym ideałem, za referencją referencji. Możliwe, że przestanę zazdrościć lub współczuć. Możliwe, że stanę się członkiem grona bezkompromisowych melomanów. Na chwilę obecną wiem, że można się cieszyć w 100% z muzyki granej ze sprzętu budżetowego. I to naprawdę taniego. Oto kilka moich typów (zaznaczam MOICH, zapewne jeśli zdecydujesz się na odsłuch, wyrobisz sobie własną, jakże odmienną opinię):

  1. Superlux HD668B – granie na planie litery „V”, bardzo spłaszczonej litery. Wyraźne tony wysokie, które pozwolą rozkoszować się muzyką jazzową, bluesem, rockiem. Nawet klasyka zabrzmi na nich bardzo przyjemnie, aczkolwiek wiolonczela i kontrabas będą nieco przerysowane. To naprawdę miłe dla ucha słuchawki. -> ich rozwinięciem mogą być Beyerdynamic DT990 PRO. Podobnie ułożona tonalność, ale detaliczność i klasa brzmienia, prowadzenie basu – na wyższym poziomie. Wymagają jednak lepszego podania sygnału niż 668B. Tu konieczne są inwestycje.
  2. Superlux HD562 -basowe słuchawki przensośne. Doskonały kompan Sandisk Sansa Clip Sport – bardzo uniwersalne połączenie, słuchawki reagują bardzo przyjaźnie na presety equalizera w tym grajku. -> Tutaj następnym krokiem mogą być Sennheiser HD25. Mniej ilościowo basu, bardziej kontrolowany. Górne pasma przekazują więcej informacji. Średnie tony (wokale) lepiej poukładane i bliżej słuchacza.
  3. Superlux HD681EVO – bardzo basowe granie, preferujące je do mocnych brzmień. Jednak potrafią być uniwersalne i dobrze mi się na nich słuchało nawet klasyki. Z tymże kontrabas był już raczej karykaturą siebie i brzmiał bardziej jak w muzyce rozrywkowej. -> Brzmienie dosadne, ale o większej kontroli i przejrzystości to Denon AH-D600. Po prostu. Klasowe bum bum bum.
  4. Takstar HD2000. Nieco misiowe, bardzo przyjemne granie, próbujące udawać neutralne. Niesamowicie przyjemne słuchawki. Tutaj mamy więcej możliwości rozwoju/ewolucji -> Takstar HD6000 – ogólnie większa kultura i minimalnie więcej detali, zwłaszcza w tonach średnich -> Sennheiser momentum On Ear – granie wręcz wybitne, z charakterystycznym „zachrypnięciem” w tonach średnich/ Samsung LevelOn – granie bardziej krystaliczne na górze, bardziej wycofane tony średnie bez „chrypki”, bardziej rozlazły bas. Rzeczą osobistych preferencji jest rozstrzygnięcie które są lepsze: Samsung, czy Sennheiser.
  5. Takstar Ts671 – cudowne słuchawki grające tonami średnimi/dolnym zakresem tonów średnich. Wymagają już dobrego i mocnego towarzystwa, niejednokrotnie droższego od nich samych, ale potrafią się odwdzęczyć niesamowitym klimatem w reprodukcji dźwięków generowanych przez instrumenty naturalne. -> Naturalnym rozwinięciem wydają się Sennheiser HD600. Cóż tu dużo pisać – słuchawki legenda. Mnóstwo recenzji w Sieci opisze je dużo lepiej ode mnie.
  6. Takstar Pro80/Kingston Hyper Xcloud – słuchawki zamknięte. Bliźniacze modele, grające na planie litery „V”, z zaakcentowanym dołem i wyeksponowaną górą pasma. Bardzo muzykalne dla gatunków elektronicznych, chociaż można je traktować jako słuchawki dosyć uniwersalne.-> Audio Technica ATH-M50x jest ich naturalnym rozwinięciem. Robi po prostu wszystko lepiej/dokładniej.
  7. Teraz kolej na moich faworytów. W zasadzie wszystkie ze słuchawek zgromadziłbym w jednej „lidze” różnicując je jedynie miejscami w tabeli(tutaj również trafiłyby słuchawki wymienione jako ostatnie w każdym z 6-ciu punktów powyżej. AKG K550/K551 – słuchawki zamknięte, o charakterystyce studyjnej, z audiofilskim sznytem na dole (najniższy bas przyjemnie wibruje, wyższy bas konturowy, punktowy, bez pulsowania), AKG K612 PRO – słuchawki otwarte, o niesamowitej przestrzeni, wypełnione na wyższej średnicy/tonach wysokich. Nieiskrzące jednak. Klasa sama w sobie. AKG Q701 – naturalne rozwinięcie K612, z poprawionym basem, który czasem w K612 „słabuje” w stosunku do tego w droższych braciach. Góra niezwykle detaliczna, mnóstwo przestrzeni. Beyerdynamic DT880 (wersja 250Ohm) – słuchawki o niezwykle detalicznej górze, jednak trochę iskrzącej, zwłaszcza gdy nie dobierzemy im kompana w postaci źródła dźwięku, które nie iskrzy również w górnych rejestrach. Beyerdynamic DT770 PRO (wersja 250Ohm) – podobnie jak K551: bardzo przyjemne, dosyć równe słuchawki, które pomimo studyjnego rodowodu mają „to coś”. Brainwavz HM5 – brzmienie studyjne, bez faworyzowania pasm, gdy dać im prąd ze skocznego źródła (Aune T1 np.) –dostają „tego czegoś”. Focal Spirit Pro – połączenie K551 i HM5. Przestrzeń pomiędzy tymi modelami. Detal ponad obydwa. Bas konturowy, może troszeczkę przysłaby (dla mnie w prawie idealnej ilości – AKG robią akurat ten aspekt lepiej). I moja ukochana wisienka na torcie: ATH R70x – mariaż brzmienia wysokich Sennheiserów, ze szkołą AKG – słuchawki ciemnawe, ale serwujące sporą przestrzeń, jakby na przekór swojemu ciemniemu charakterowi, który predystynował by je ku bardziej intymnemu graniu.

Oto, z grubsza, lista słuchawek, z którymi miałem okazję się zapoznać w trakcie mojej krótkiej przygody ze słuchawkami. Są to modele, które zwróciły moją uwagę. Do tego grona zaliczyłbym jeszcze Bowers & Wilkins P3, ale nie do końca wiem do którego podpunktu je wrzucić. Może obok Sennheiserów HD25? Może. Słyszałem jeszcze sporo słuchawek z tych przedziałów cenowych, ale nie było między nami chemii. Słuchałem też trochę modeli flagowych, wliczając Audeze LCD-XC, LCD-2, LCD-3,EL-8, Sennheiser HD800, Beredynamic T1 v.1, Denon D7100, HiFiman HE5LE, HE560, HE400. Dla jednych to niewiele, dla innych dużo. Jeśli wchodzisz w ten świat, myślę, że to i tak jest to kwestią kilku miesięcy i Twoja lista pokryje się z moją w 60-80% J. Tak po prostu jest, takie modele się poleca, te modele świetnie grają. Wbrew powszechnym opiniom, do grona słuchawek śmiało podejmujących rękawicę w pojedynkach z powyższymi flagowymi, umieściłbym FAD Pandora Hope VI – dla mnie są to słuchawki bardziej niż udane. Również wbrew większości opinii, uważam Sennheiser HD650 za absolutnie niewarte swojej ceny, a przecież są legendą, znaną nawet ludziom nieobeznanym ze światkiem audio.

Dlaczego to wymieniam? Ano dlatego, żeby przestrzec, że pojęcie lepszości, „dwóch klas” wyżej itp. , jest wysoce względne i zależy od naszych preferencji. Moje ATH R70x na mojej głowie złoiły tyłek Audeze LCD-3, na których zakup byłem nastawiony. Odrzucam więc aspekt technologiczny, bo do dnia kupna R70x nie wiedziałem nawet o ich istnieniu, a Audeze były obiektem moich westchnień i zachwytów (również po odsłuchach) i planowałem ich zakup na następny miesiąc, w dniu kiedy porzuciłem tę myśl na rzecz ośmiokrotnie tańszych słuchawek z Japonii (w zasadzie to Tajwanu 😛 ).

Wymieniam je również dlatego, że powrót do AKG K551 z któregokolwiek z wyżej wymienionych modeli zajmuje mi nie więcej jak dwie minuty. Mówię o akomodacji słuchu do tychże słuchawek. Posypią się na mnie gromy, ale K551 i ATH M50x (choć te dla mnie nieco mniej) to DLA MNIE taki entry level pełnoprawnego hi-fi. A hi-fi od hi-end to nie krok naprzód, to nie poziom wyżej – to delikatne człapnięcie do przodu pod bardzo łagodną górkę przy wykładniczym wzroście ceny. Jak pisałem powyżej – możliwe że po dłuższym czasie obcowania ze sprzętem premium, moje uszy „wyćwiczą” się na tyle, że nic poza jakimiś ultradrogimi słuchawkami, nie będę w stanie zaakceptować. Na razie ten moment nie nastąpił.

Zacząłem od słuchawek. Bo słuchawki to najistotniejszy element (jak sama nazwa wskazuje) słuchawkowego toru audio. Odpowiednio dobre, pokażą różnicę pomiędzy źródłami dźwięku. Zapewniam, że w zasadzie wszystkie modele z mojej przywatnej listy faworytów, śweitnie pokazują niuanse w różnicach brzmieniowych pomiędzy źródłami. Dlaczego teraz o tym piszę? Ano dlatego, że mając takie słuchawki możemy się bawić w budowę reszty toru. I tu właśnie moja przestroga – od pewnego momentu, w dobrze zrealizowanych konstrukcjach DAC, to są niuanse. NuForce uDAC 3, Aune X1s,Aune T1, Audio-GD NFB10, Focusrite Scarlett 2i2, Aune S16, Audio-GD NFB28, NFB27, kilogramy od FIIO – przerzucenie tego sprzętu nauczyło mnie jednego: już z uDAC 3 można żyć delektując się hi-fi. To już jest ten poziom (przy słuchawkach niewymagających wzmacniacza). Z wymienionych przeze mnie powyżej DAC/urządzeń zintegrowanych w postaci DAC-wzmacniacz, jedynie Aune T1 w wersji podstawowej odstaje klarownością przekazu od stawki. Ale modyfikacja i naprawa tego stanu rzeczy sprowadza się do kwoty nieco ponad stu złotych i kilkunastu sekund na wymianę lampy i mamy dzielnego uczestnika wyścigu, który oderwał się od peletonu i goni resztę stawki. Wymienione sprzęty grają bardzo różnie, ale właśnie tutaj chciałem zaznaczyć, że widać jak niewiele dzieli hi-fi od (prawie) hi-end. Scarlett 2i2 dzielnie walczyła z Audio-GD NFB27, które jest 20-krotnie od niej droższe w zestawieniu z głośnikami Adam Audio S3X-V. To nie była przepaść. To były niuanse. Bardzo łatwe do wychwycenia, oczywiste. Ale nie coś co rzuciło mną o podłogę i darło się na mnie w głowie: „wyrzuć ten tani syf, musisz mieć ten droższy”. O ile można wogóle mówić o detaliczności w procentach, to była to różnica około 5-10%, a i to uważam za przekłamanie, bo do różnic jakościowych mogłem zaliczyć różnice tonalne i większą synergię tonalną z moim gustem, poczytać za lepszy szczegół.

Jak już wielokrotnie mówiłem – to są moje odczucia, subiektywny odbiór. Ale to przecież moje hobby i nie ma tu żadnych prawideł. Ma sprawiać przyjemność, jeśli więc nie słyszysz, daj sobie czas. Nie podlegaj presji, bo milion razy usłyszysz: „dorzuć trochę, w audio chcąc bezwzględną lepszość musisz zarzucić problem gotówką” – problem polega na tym, że w audio gotówki nigdy dość i bardzo łatwo dojść do absurdalnych kwot goniąc coś, co nie istnieje. Dodatkowo nie słysząc, a wmawiając sobie, że słyszysz narażasz się na niepotrzebne wydatki i frustrację – to trochę jak mając auto za kilkaset tysięcy, mierzyć w takie za kilka milionów celem urwania pół sekundy na torze, podczas gdy brak podstawowych umiejętności kierowania. A wystarczyłaby zwykła przejażdżka gokartem z pełnym uśmiechem J.

Dlatego, kiedy już wdepniesz, kiedy postawisz pierwszy krok, celem zanurzenia się w audioszaleństwo – nie bój się dopuszczać do głosu własnego rozsądku. W chwilach wątpliwości skup się na muzyce. Zapewniam, że będzie przyjemniej.

  1. A żeby dopełnić ostatniego akapitu, pozostawiam link do playlisty (zwłaszcza kawałek Curse):
Reklamy