Ostatnio miałem przyjemność recenzować słuchawki dokanałowe Zero Audio, które zostały wyposażone w przetworniki armaturowe. Jednak razem z nimi, firma AudioHeaven użyczyła do testów jeszcze jeden model tego producenta: ZH-DWX10 Duoza.

Tym razem mamy do czynienia z dokanałówkami w których umieszczono po dwa drivery dynamiczne na każdą stronę. Osobiście spodziewałem się tańszej wersji ADL EH008, czyli potężnego i dominującego basu od którego zawibruje ciało, a reszta dźwięków będzie dla niego tłem. Czy pokryło się to z rzeczywistością? Po odpowiedź, zapraszam do lektury.

Na początek zajmijmy się cechami fizycznymi.

Opakowanie i wyposażenie w niczym nie odbiegają od innych słuchawek Zero Audio. Dostajemy nieduże kartonowe opakowanie z przezroczystym okienkiem pozwalającym zobaczyć kopułki oraz wtyk jack, a w środku dodatkowo znajdziemy trzy pary silikonowych nakładek w rozmiarach od S do L, woreczek oraz krótką instrukcję po japońsku.

Nie wiem dlaczego producent nie chce przekonać się do sztywnych etui, ale widać taka już jest filozofia firmy.

Gdy weźmiemy w ręce DWX10, od razu rzuca się w oczy, jak wielkie są to słuchawki – w środku można zmieścić dwie inne pary innych dokanałówek, o spaniu w takich potworach można raczej zapomnieć. Kopułki są wykonane z aluminium i składają się z dwóch części (każda na osobny przetwornik) łączonych czarnym pierścieniem, do którego dochodzi przewód przez dodatkowy tunel. Wygląda to ciekawie, jednak miałem przez to obawy co do ergonomii. Duże słuchawki ze sporym kawałkiem wystającego plastiku przez który wchodzi kabel, to przecież nie może być wygodne. Jednak okazało się, że czasami dobrze jest się pomylić. Dzięki temu, że Duoza są lekkie oraz mają dobrze wyprofilowany kształt przypominający walec, to w uszach siedzą pewnie i nie zmuszają do ciągłego korygowania ich pozycji w kanałach. Jeśli odtwarzacz pozwala na odwrócenie kanałów stereo, to z powodzeniem można zamienić kopułki stronami i nosić je z kablem za uchem.

Zero Audio Duoza

Tłumienie jest zależne od zastosowanych nakładek i przy odpowiednim ich doborze można dość skutecznie odciąć się od zewnętrznych hałasów. Nie będzie to wybitny poziom wygłuszenia, czy choćby porównywalny do Zero Audio Singolo, ale i tak jest całkiem zadowalający.

Jedyne co może przeszkadzać, to wspomniane aluminium. W chłodne dni wyjście w takich słuchawkach na zewnątrz nie jest najmilszym doświadczeniem, gdyż bardzo skutecznie przenoszą niską temperaturę na nasze uszy. Dotyczy to jednak wszystkich dokanałówek wykonanych z tego materiału (czy też ogólnie metalowych).

Przewód o długości 120 cm jest typowy dla wszystkich modeli Zero Audio – bardzo elastyczny i cienki, ze swojej strony radzę nie obchodzić się z nim zbyt brutalnie (np. poprzez zwijanie wokół odtwarzacza i upychanie w kieszeni spodni). W trakcie testów nie działo się z nim nic złego, ale warto mieć to na uwadze. Slider chodzi pewnie i stabilnie, więc jeśli ktoś lubi, może podciągnąć go bliżej brody by ograniczyć i tak niewielki efekt mikrofonowania.

Kabelek jest zakończony pozłacanym wtykiem łamanym pod kątem 90%. Wychodzący z niego przewód został dodatkowo zabezpieczony gumową odgiętką, dzięki czemu wtyk prezentuje się dość solidnie mimo smukłej obudowy.

Po skończonym oglądaniu, czas sprawdzić jak Duoza brzmią. W odsłuchach towarzyszyły mi następujące odtwarzacze: Fiio X1, xDuoo X2, xDuoo X3, Samsung Galaxy S6.

Bas… Cóż, od razu na początek główna gwiazda wieczoru, czyli tony niskie. Jest ich dużo, leżą daleko od czegoś, co by można nazwać liniowym dołem. Jednak nie jest to bas nadzwyczaj szybki i elastyczny. To taki bardziej ciepły miś, z mocnym tupnięciem. Sub-basu jest sporo, ale główny akcent jest położony na zakres bliższy średnicy, co ociepla i dociąża dźwięk, ale niestety nie zawsze potrafi się powstrzymać przed wchodzeniem na tony średnie. Nie jest to całkowita dominacja i rozlazłe brzmienie, ale dobrze to skorygować za pomocą źródła.

Całościowo dół próbuje grać w sposób monumentalny, choć jest przy tym trochę za mało „dostojny”. Jest siła, długie wybrzmiewanie na sporej przestrzeni i nadspodziewanie dużo detali. Dzięki temu, np. w muzyce filmowej, otrzymujemy spory efekt „wow”. Jednak czego brakuje, to lepszej kontroli i większej dynamiki, żeby Duoza nie gubiły się przy szybkiej muzyce. Ostre techno czy brutalny metal, to nie materiał na te słuchawki.

Średnica jest trochę wycofana, ciepła i mocno nasycona dźwiękami, a przy tym zaskakująco przystępna i uniwersalna. Tam gdzie M-Duo się duszą, a w ADL EH008 tony średnie całkiem zanikają, tutaj ciągle przyjemnie słucha się muzyki.

Gitary są mocne, choć nieco zbyt grube w brzmieniu, fortepian nieco się gubi na dole, ale mimo tego wciąga,  a dudy potrafią wybrzmiewać jakbyśmy słuchali ich na jakiejś górskiej łące – słuchawki ewidentnie przekłamują przekaz, ale są to kłamstewka miłe dla ucha.

Wokale są nieco ściągnięte w niższe rejestry, z niedużym, ale zauważalnym nosowym przydźwiękiem. Nie jest to zachwycające np. w poezji śpiewanej. Dotyczy to jednak głównie głosów kobiecych, bo w przypadku mężczyzn potrafi się pojawić dodatkowa głębia. Gdy przesłuchiwałem „Nową Aleksandrię” Siekiery, to jakbym nagle trafił na jakiś nowy, mocniejszy, remastering.

Tony wysokie są nieco podbite w celu zwiększenia dynamiki. O ile przeciwwaga dla dominującego basu jest jak najbardziej wskazana, tak Duoza potrafi czasami zbyt ostro podawać słuchaczowi górę. Nie jest jednak ona zbyt daleko rozciągnięta, powyżej 12kHz praktycznie już nic się nie dzieje.

Jest w tym wszystkim pewien szklisty przydźwięk, który może drażnić ucho, szczególnie przy kiepskich realizacjach. I o ile skrzypce czy flet grają całkiem przyjemnie, tak już talerze perkusji bywają bardziej kontrowersyjne.

Scena jest nieco szersza i głębsza niż armaturach Zero Audio i przypomina nieco tę znaną z Carbo Tenore. Czyli ciągle dość płytko, dużo się dzieje w okolicach uszu i dalsze plany są rozmyte, ale muzyka potrafi się rozciągnąć poza głowę i wypełnić większą przestrzeń niż się spodziewamy, szczególnie w okolicach basu.

Separacja jest przeciętna. Co prawda nie gubimy się w masie dźwięku, ale „misiowaty” charakter słuchawek ukrywa przed nami część dźwięków, a instrumenty potrafią się przenikać częściej niż by słuchacz oczekiwał. Dzięki temu więcej wybaczają w słabych nagraniach, ale nie jest to poziom np. Sony H3, które potrafią zagrać podobnym charakterem, ale z o poziom wyżej we wszystkich kategoriach (również cenowych).

Porównując z MEElectronics M-Duo, które również są dwuprzetwornikową konstrukcją stworzoną jako słuchawki do „basowania”, to Zero Audio miało całkiem inny pomysł na reprodukcję tonów niskich. M-Duo uderzają mocniej i szybciej, Duoza jest bardziej rozbudowana w ilości i wybrzmiewaniu. MEElectronicsy stawiają bardziej na sub-bas i mid-bas, natomiast Zero Audio od mid-basu w górę. Całościowo jednak zauważyłem jedną rzecz – o ile M-Duo same w sobie są całkiem interesującymi słuchawkami, to porównując z ZH-DWX10, po prostu produkują hałas. Słuchawki Zero Audio mimo ocieplenia i niższej dynamiki wykazują lepszą dyscyplinę w utrzymywaniu dźwięku, mają równiejszą średnicę i jednak lepiej kontrolowaną górę.

ADL EH008, to już inne brzmienie. One atakują basem w taki sposób, jakiego bohaterowi tego testu nie udało się nigdy osiągnąć. Energia, zejście i wypełnienie – dzieło Furutecha pokazują tu swoją niepodważalną wyższość. I do tego służą te słuchawki: bas i długo, długo nic. Średnica w Duozach ciepła i przyjemna, tu schowana w tle jako niezbyt istotny dodatek. Góra w obu parach dokanałówek ma podobny charakter, choć z lepszą kontrolą w EH008.

Dość istotną rzeczą przy wyborze DWX10 powinno być źródło. Na ciepłym i misiowatym Fiio X1 dźwięki były wybrakowane w kwestii dynamiki, a bas za bardzo się rozlewał po tonach średnich. Z kolei na dobrze pasującym charakterystyką Samsungu Galaxy S6 zdecydowanie brakowało prądu dostarczanego słuchawkom. Niskie tony zanikały (szczególnie w sub-basie), góra się wyostrzała, a dźwięki były pozbawione odpowiedniej kontroli.

Natomiast bardzo dobrze Zero Audio współpracowały z odtwarzaczami xDuoo. X2 oferował bardziej basowe granie, X3 wyrównywał charakterystykę, oba trzymały Duozę w ryzach. Co ważne, akurat ten model, w przeciwieństwo do ostatnio opisywanych armatur, ma dużą tolerancję na szumy źródła, więc z tej strony nie było żadnej niedogodności podczas słuchania.

Patrząc na całość, to już tradycyjnie Zero Audio wydało na świat udany model słuchawek. Nie jest pozbawiony wad, zarówno konstrukcyjnych jak i dźwiękowych, jednak oferuje ciekawe brzmienie: ciepłe, basowe i relaksujące. Lubią poczarować dźwiękiem, zatrząść głową od czasu do czasu i do tego są nadspodziewanie wygodne.

Nie jest to produkt uniwersalny, ale nikt go takim nie planował. Dla fanów analizy, tonów wysokich czy bogatej i czytelnej średnicy producent przygotował inne słuchawki, a przecież i konkurencja jest bogata. Tu liczy się zabawa (choć dość spokojna) i dużo basu. A szukając takich cech, to jak najbardziej można Duozę umieścić na liście zakupów.

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi

AudioHeven

Reklamy