W przeciągu bieżącego roku, japońska firma Zero Audio skutecznie zaistniała w świadomości audio-fanów, dzięki swoim słuchawkom Tenore z serii Carbo. Model doceniany na świecie za swoje ponadprzeciętne brzmienie i niewielką cenę, zdobył również grono wielbicieli w Polsce.

Teraz nad Wisłę, dzięki firmie AudioHeaven, wkroczą kolejne ich produkty, tym razem oparte o przetworniki armaturowe: najstarszy i najtańszy ZH-BX500, jego ulepszona wersja ZH-BX510 (Singolo) oraz flagowe, dwuprzetwornikowe, ZH-BX700 (Doppio). Cenowo mieszczą się mniej więcej w przedziale 200-500 złotych (na chwilę obecną ostateczne ceny nie są jeszcze znane).

Na moje szczęście, wszystkie trzy trafiły w moje ręce w tym samym czasie, więc postanowiłem je ze sobą porównać.

Spis treści:
– Cechy fizyczne i co je łączy
– ZH-BX700-CD Doppio
– ZH-BX510-CS Singolo
– ZH-BX500
– Podsumowanie

Cechy fizyczne i co je łączy

Wszystkie te słuchawki mają sporo zbieżnych cech fizycznych.

Przede wszystkim, prawdopodobnie łączy je ten sam przetwornik, a przynajmniej jego kolejne generacje. Piszę „prawdopodobnie”, gdyż Zero Audio niechętnie dzieli się danymi technicznymi swoich dzieł, a informacje znalezione w sieci, to z reguły domysły fanów. Jednak zarówno załączona specyfikacja, jak i osobiste odsłuchy, wskazują, że driver ma wspólne korzenie, jest jednak nieco inaczej strojony w każdym modelu.

Model BX500 BX510 BX700
Impedancja 22 Ohm 22 Ohm 12 Ohm
Czułość 113 dB/mW 113 dB/mW 113 dB/mW
Max. moc wejściowa 30mW 30mW 30mW
Pasmo przenoszenia 20-16.000 Hz 10-16.000 Hz 8-16.000 Hz

Opakowanie oraz wyposażenie również mają bardzo zbliżone. Całość jest zamknięta w niewielkim pudełku z „oknem widokowym” na kopułki słuchawek. W środku znajdziemy zawsze ten sam zestaw:

  • słuchawki,

  • woreczek (przy BX500 szmaciany, w pozostałych modelach pseudo-skóra),

  • trzy pary silikonowych dobrej jakości nakładek w rozmiarach S, M oraz L,

  • krótka instrukcja.

Zdecydowanie brakuje mi tu sztywnego pokrowca, który by pełnił również funkcję ochronną, a nie tylko transportową. W przypadku Doppio proponuję zakupić go na własną rękę, jest to koszt rzędu 15 złotych, jeśli chcemy zaoszczędzić, a zawsze nasze pół tysiąca ulokowane w słuchawkach będzie miało szansę na dłuższe życie.

Trochę dziwi mnie też brak jakichś pianek. Koszt niewielki, a dla wielu użytkowników jest to ważny dodatek poprawiający ergonomię.

 

Jednak wróćmy do tego, co jednak jest i łączy ze sobą dziś testowane modele (a właściwie wszystkie słuchawki Zero Audio) – kabel. Tak samo jak w przypadku Tenore, tak i tutaj sprawia on dość liche wrażenie. Jest cieniutki, bardzo giętki i zapewne podatny na zwijanie w supeł przy nieuważnym odkładaniu. O ile część pomiędzy jackiem a spliterem jeszcze wzbudza względne zaufanie, tak druciki od splitera do kopułek nieustannie wywoływały u mnie niepokój swoją domniemaną delikatnością. Oczywiście w czasie testów nic się nie stało i być może pożyją one długie lata, ale wrażenie robią jednak niekorzystne, gdy się spojrzy na konkurencję (choćby MEElectronics czy Soundmagic). Kątowe wtyki jack prezentują się zwyczajnie. Nie wyróżniają się w żadną stronę, ale elastyczne zakończenia powinny skutecznie chronić przewód przy codziennym użytkowaniu.

Kopułki niższych modeli są do siebie mocno zbliżone i osobom zaznajomionym z Tenore wydadzą się zdecydowanie znajome – malutkie, walcowate i dobrze wyprofilowane. Z bliżej nieokreślonych przyczyn, armatury były dla mnie wygodniejsze od ich brata z przetwornikiem dynamicznym i nie sprawiały żadnych problemów podczas aplikacji oraz bardzo dobrze tłumiły dźwięki otoczenia.

BX500BX510

Topowe słuchawki Zero Audio, to już zauważalnie większa bryła w której obłe kształty zostały zastąpione kątami prostymi. Niestety odbija się to negatywnie na ergonomii. Krawędzie potrafią nieprzyjemnie uwierać, a sama aplikacja w uchu już nie jest taka bezproblemowa. W moim przypadku używanie silikonowych nakładek z zestawu powodowało sporo niedogodności związanych z brakiem odpowiedniego uszczelnienia i stabilności. Problem rozwiązały pianki firm VSonic, ale je trzeba nabyć oddzielnie, bo w zestawie ich (czy jakichś zamienników) nie znajdziemy.

BX700

BX500 oraz BX700 posiadają dłuższe odgiętki chroniące kabel oraz ułatwiającą identyfikację lewej strony wypustkę analogiczną do znanej ze słuchawek Soundmagic E80. Bardzo praktyczne rozwiązanie i szkoda, że BX510 został tego pozbawiony. Co prawda dzięki temu jeszcze bardziej ograniczono i tak już nieduże rozmiary, ale przez to właściwa aplikacja stronami w słabym oświetleniu lub pośpiechu, to już kwestia szczęścia.

Wyższe modele, należące do serii Carbo, mają kopułki wykonane z włókna węglowego i pozłacane tulejki (rozmiar T200). Dzięki temu prezentują się bardzo miło dla oka – nowocześnie, a jednak stylowo, bez popadania w śmieszność.

Wszystkie egzemplarze były bardzo dobrze spasowane i poza wspomnianym kablem, nie dostrzegłem żadnych słabych punktów w jakości wykonania. Po dokupieniu sztywnego etui, opisywane słuchawki powinny nam służyć przez służysz okres czasu.

Zostawmy jednak budowę oraz wyposażenie i przejdźmy do walorów sonicznych. W czasie testów odsłuchy odbywały się na następujących źródłach: Sansa Clip+, Fiio X1, xDuoo X2, xDuoo X3, Samsung Galaxy S6, Taga HTA-700b.

ZH-BX700-CD Doppio:

Basu nie ma dużo, jest za to szybki i dobrze wybrzmiewa. Nie jest jednak surowy i ograniczony do szkicu, dzięki czemu ma dość energetyczny i rozrywkowy charakter. Całość jest dobrze kontrolowana i dość równa, choć nie liniowa. Słychać pewien spadek w najniższych tonach, a główny akcent został położony na midbasie, jednak na wykresie pasma przenoszenia, na pewno nie byłby to duży skok.

Bardzo dobrze prezentuje się np. kontrabas w nagraniach Arcany, który odpowiednio długo wybrzmiewał i grał pełnym, głębokim dźwiękiem. Jednak miłośnicy „tłustych bitów” poczują się rozczarowani, bo ciężko zmusić Doppio do wibrowania, a co dopiero do masowania wnętrzności, czego wielu bassheadów oczekuje. Tu jest poprawnie i nigdy dół nie wybiega przed szereg.

Średnica jest czysta i lekka. Ze względu na uboższy ilościowo bas, niżej położone tony średnie są nieco odchudzone, przez co np. gitarom w metalu brakuje trochę dociążenia. Są wyraźne, trzymane w ryzach, ale da się wyczuć braki w mocy. Bardzo dobrze wypadają za to nagrania akustyczne, gdzie można śledzić poszczególne instrumenty, bez popadania w suchą analizę. Świetnie brzmi klasyka – organy, harfa, fortepian, flet – grana przez nie muzyka jest przyjemnie swobodna i płynna, co w parze z dużą ilością szczegółów daje mocno wciągający efekt.

Wokale są nieco wysunięte do przodu, jednak nie w natarczywy sposób. Brzmią wyraźnie i naturalnie. Miałem pewną obawę przed tym, czy silne męskie głosy nie zostaną przygaszone, ale na szczęście moje wątpliwości zostały szybko rozwiane. Wszystko jest na swoim miejscu i nie daje poczucia zniekształcenia głosów. Co ważne, wokale nie wykazują większych chęci do sybilacji, jeśli nie podamy sobie naprawdę słabej jakości nagrań (lub śpiewu niskich lotów).

Góra jest wyrazista, mocno zarysowana i dobrze rozciągnięta. Została lekko podbita, przez co czasami instrumenty bywają zbyt natarczywe, choć zachowują przy tym dość naturalne brzmienie, mimo wrażenia, jakby po prostu stały za blisko. Talerze perkusji wybrzmiewają długo, a koncerty skrzypcowe, gdzie dźwięki płynnie przechodzą pomiędzy średnicą i górą, niosą dużą dozę energii.

Aczkolwiek osoby czułe na tony wysokie powinny kompensować je tutaj cieplejszym torem lub konfiguracją korektora.

Scena nie jest zbyt głęboka, niewiele się dzieje się przed i za słuchaczem. Rozchodzi się bardziej na boki, choć i tu niezbyt daleko, przez co dźwięki trzymają się blisko uszu. Na szczęście nie ma się wrażenia, że muzyka jest pompowana bezpośrednio w środek głowy, dzięki czemu zamiast uczucia klaustrofobii można mieć wrażenie bardziej intymnego kontaktu z muzyką. Poszczególne plany są wyraźnie oddzielone, choć znajdują się nieco za blisko względem siebie.

Separacja jest na bardzo dobrym poziomie. Nie ma problemu ze śledzeniem poszczególnych instrumentów oraz oferowanych przez nie smaczków ukrytych w mikrodetalach. Co istotne, nie odbywa się to kosztem muzykalności i sztucznego podbijania detali agresywną wyższą średnicą. Tu przyjemność i analiza idą ze sobą w parze.

ZH-BX510-CS Singolo:

Słuchawki wyglądają i brzmią jak mniejsza wersja Doppio. Jest ciemniej, cieplej i z mniejszą klasą, ale czy źle?

Bas ma podobny charakter do tego z BX700. Szybki, ładnie wybrzmiewający jak na pojedynczą armaturę, ze spadkiem na samym dole. Wydaje się jednak nieco równiejszy niż w Doppio, bez tak zauważalnego akcentu na midbasie, co jednak przekłada się również na mniejszą energetyczność grania, przez co np. waltornia wydaje się przytłumiona. Brakuje mu też nieco kontroli w porównania do większego brata. Z jednej strony jest jednak dobrze, bas się nie rozlewa i nie dudni, jest zróżnicowany i dość równy, jednak przechodząc z jednych słuchawek na drugie, po prostu czuć różnicę jakościową.

Średnica jest lekko ocieplona, bardziej rozrywkowa niż analityczna. Ze względu na nieduże ilości basu, gitary elektryczne nieco się duszą, brakuje im werwy. Ponownie zdecydowanie lepiej wypadają żywe instrumenty – w gitarze akustycznej przyjemnie wybrzmiewają poszczególne struny, wiolonczela brzmi żywo i naturalnie, a harfa potrafi zaczarować. W elektronice natomiast czuć niedobór głębi i mocy, jest za lekko.

Wokale nie są już tak wysunięte do przodu jak w Doppio, tutaj stoją bliżej instrumentów, a ze względu na ocieplenie, wydają się też bardziej intymne. Co prawda niekoniecznie wychodzi to na dobre silnym męskim głosom, ale są to tylko sporadyczne przydatki, gdy wokaliści śpiewają nieco nosowo. Bardzo dobrze wypadają za to głosy kobiece, które prezentują się często bardzo kusząco i trzymają się z dala od sybilacji, jednocześnie unikając nadmiernego ocieplenia.

Tony wysokie są lekko przygaszone, niemęczące, ale i nie są tak rozciągnięte jak w przypadku BX700. Talerze perkusji wybrzmiewają krócej i mają nieco szklisty przydźwięk, a skrzypce kończą się szybciej niż powinny. Jakościowo można je odnieść do MEElectroniksów A151p, tylko tu ciężar jest postawiony na rozrywkę, podczas gdy A151p mają bardziej techniczne zacięcie.

Scena jest niemal pozbawiona głębi, a gdy ta się pojawia, to raczej do tyłu niż do przodu. Szerokość również nie jest nadzwyczajna – zdecydowana większość muzyki dzieje się pomiędzy uszami, dźwięki rzadko wychodzą poza głowę. Poszczególne plany są lekko rozmyte, ale ciągle wyraźne i nie robi się z dźwięków jedna ściana.

Separację bym określił jako przystępną. Z jednej strony nie zachwyci nas analitycznym pokazem możliwości, z drugiej nie zleje wszystkiego w jedną masę. Po prostu dobry poziom do niezobowiązującego słuchania muzyki na mieście, co bardzo ładnie wpisuje w ogólną charakterystykę grania słuchawek.

ZH-BX500:

BX500, to kolejny krok odsuwający słuchawki od jasnego brzmienia.

Tony niskie mają nieco inny charakter niż u młodszych braci. Początkowo wydaje się, że jest go więcej, ale szybko okazuje się, że to raczej złudzenie wywołane wycofaniem średnicy i mocniejszym akcencie na wyższym basie. I właśnie ten akcent daje poczucie dość dyskotekowego dołu, co jest dość niespodziewanym strojeniem jak na pojedynczą armaturę.

Całościowo bas jest dość miękki i energiczny. Choć nie przytłacza swoją ilością, to jest wyczuwalny i np. stopa perkusji wyraźnie wybija rytm. Dół nie jest liniowy, a nastawiony na dawanie frajdy. Niestety czasami lekko zachodzi na średnicę.

Tony średnie, jak wspomniałem, są nieco wycofane względem pozostałych pasm oraz dodatkowo przyciemnione. Pozostają jednak czytelne, a dzięki swojemu ociepleniu otrzymały dość relaksacyjny charakter.

Lepiej niż w przypadku Doppio i Singolo wypadają gitary elektryczne. Może jeszcze nie są manifestacją mocy, ale ich siła już nie jest tak rozpraszana. Podobnie wyglądają klawisze w popie czy muzyce trance.

Analogicznie gorzej wypadają klasyczne instrumenty, które wydają się nieco rozedrgane, brak im równomiernego rozciągnięcia i nie wybrzmiewają do końca przekonywująco. Tutaj nowoczesne rozrywkowe granie prezentuje się zauważalnie lepiej.

Wokale przedstawione są ciekawie – ciepło, może nie do końca naturalnie, lekko zza mgiełki, ale angażująco. Wydają się pojawiać w niedużej odległości przed instrumentami, przez co nie są aż tak czytelne jak w BX510, a tym bardziej przy BX700, a jednak ma się wrażenie, że tonalnie wszystko jest na swoim miejscu: głosy męskie są głębokie i mocne, żeński śpiew delikatny i jakby nieco nostalgiczny, oba bardzo przyjemne do słuchania. Trudno jednak przeoczyć to, że czasami lubią lekko zasyczeć gdy wejdą wyżej.

Tony wysokie są niższej klasy niż w wyżej opisywanych słuchawkach. Brakuje im lepszego rozciągnięcia i przejrzystości. Z jednej strony są niemęczące, z drugiej ciężko się zachwycić brzmieniem klarnetu czy skrzypiec, a talerze perkusji są lekko „wyblakłe”.

I w sumie bym na to mocno kręcił nosem, ale patrząc na całokształt grania BX500, to właściwie taka góra jest jak znalazł. Pop, trance czy metal, w których te armatury się sprawdzają, to w większości przypadków nienajlepsze przykłady na idealną realizację muzyki, więc mocno wybaczające wysokie częstotliwości są mocno wskazane. Brak w tym strojeniu polotu flagowca Zero Audio, ale i cena jest zauważalnie niższa.

Scena prezentuje się podobnie jak w przypadku Singolo. Czyli niewielka głębia, aczkolwiek lepiej wyczuwalna niż w wyższym modelu. Muzyka ciągle zamyka się w środku głowy, a niższa kontrola nad poszczególnymi planami sprawia, że całość mocno się przenika, czasami nawet delikatnie zlewa. Pod tym względem nie jest to idealny wybór do muzyki wypełnionej wieloma płaszczyznami.

Separacja również jest zbliżona do BX510, choć jednak nieco słabsza. Tam gdzie otrzymujemy mało wymagające wesołe granie do tupania, jest to poziom jak najbardziej satysfakcjonujący. Natomiast przy nagraniach symfonicznych łatwo można zgubić część informacji gdy wkracza wiele instrumentów i zaczyna dużo się dziać.

Podsumowanie

Z czym dobrze parować testowane dziś słuchawki? Na pewno ze źródłem o bardzo niskich szumach własnych, bo zastosowane przetworniki są na nie bardzo wrażliwe. Pod tym względem biją nawet moje Custom Art Pro330, które nie uchodzą za wybaczające dla zaszumionych odtwarzaczy.

Tonalnie dobrze jest dobrać sprzęt, który dociąży dół pasma i w przypadku Doppio doda nieco ciepła do nagrań. Ta ostatnia cecha nie jest niezbędna, bo Zero Audio nie są nadzwyczaj wrażliwe na zmianę charakteru grania i dobrze się sprawowały ze wszystkim co podłączyłem – od ciepłego Fiio, przez anemiczną Sansę, po chłodniejsze xDuoo.

Na koniec można postawić krótkie pytanie: czy są to dobre słuchawki? Z mojej strony odpowiedź nie będzie jednoznaczna.

O ile w przypadku BX700 nie mam wątpliwości, że jeśli chce się ulokować pół tysiąca w dokanałówkach stroniących od łupania basem, to mogą się okazać świetnym wyborem. Rewelacyjna szczegółowość w swojej cenie, zrównoważone, lekko rozjaśnione granie i udane połączenie muzykalności z analizą, to cechy, które stawiają je w czołówce swojej kategorii. Tu moje ulubione Phonaki Audeo na szarych filtrach nagle okazały się za bardzo przyciemnione i przygaszone, a przy tym niekoniecznie dające więcej frajdy z odsłuchów. Co prawda nie udało się uciec od problemów związanych z ergonomią i nieszczęsnym przewodem (mam jednak nadzieję, że co do niego się mylę), ale przy odrobinie dobrych chęci i niewielkich wydatkach na etui oraz pianki (to akurat sprawa bardzo indywidualna) dostajemy kompletny, bardzo dobry produkt.

Gdy przechodzę do BX510 ciągle czuję, że mam do czynienia z solidnym zawodnikiem. Udane i zrównoważone strojenie, może nieco zbyt odchudzone na basie, ale jednak uniwersalne granie. Do tego rzadko spotykana tak duża wygoda i urodziwy wygląd skłaniają do wydania na nie pieniędzy. Może nie są tak finezyjne jak Doppio i ustępują Audeo, ale są krok przed MEElectronics A151p i są realną konkurencją dla cieplejszych Final Audio Design Heaven II, gdzie wybór będzie zależał od preferencji brzmieniowych.

Natomiast mam pewne wątpliwości co do BX500. Nie są to złe słuchawki, jednak chyba niekoniecznie trafią do klienta, do którego chyba były kierowane. Fani armatury w tym przedziale cenowym wybiorą pewnie choćby wspomniane A151p, które są równiejsze i bardziej „armaturowe”. Wewnętrzna konkurencja dla Carbo Tenore? Dźwiękowo trochę tak, jest kilka podobieństw brzmieniowych. Potrafią zagrać szybciej od nich, jednak nie oferują aż tak dobrze rozbudowanego basu, czym mogą przegrać u potencjalnego kupca. Przez to, że stoją na rozdrożu pomiędzy brzmieniem rozrywkowym, a niekoniecznie do tego przystosowanym pojedynczym przetwornikiem armaturowym, osobiście bym się zastanowił, czy nie dołożyć do wyższego modelu, lub wybrać Tenore czy Brainwavz S0 – w zależności od preferencji. Jednak na pewno znajdą i swoich fanów, w końcu jak wspomniałem, to nie są złe słuchawki.

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi

AudioHeven

Reklamy