Opętany nawrotem audiofilia-nervoza, dostałem jej ataku w najczystszej, skondensowanej postaci.

Kiedy przy zakupie słuchawek klasy premium/prawie-premium okazało się, że te „taniochy” grają niewiele gorzej, a dla mnie wręcz lepiej od flagowców, osiągnąłem efekt odwrotny:

Zamiast się zatrzymać, odpocząć, delektując się muzyką – przyspieszyłem.

Zacząłem organizować dodatkowe odsłuchy, pisać do ludzi z prośbą o udostępnienie sprzętu. Również za kaucją.

 

Wczoraj podłączyłem profesjonalny interfejs Focusrite Scarlett 2i2. Słuchałem na ultrasone hfi-2200, AKG K551, AKG K135, K121, SL HD668B, HE-400, B&W P3. Niestety nie mam na razie moich ulubionych na tą chwilę ATH R70X.

Kurczę – z pamięci co prawda, ale w porównaniu chociażby z Cayin HA-3 (słuchanym przez chwilę), Audio-GD NFB-28 (to było słucane długo i z uwagą), Audio-GD 10.32 – nie jest wcale gorzej. Pomimo, że interfejs nie próbkuje tak gęsto jak powyższe układy.

Mimo tego, że z autopsji wiem, że szału nie ma. Że moje ucho nie wyłapuje tych niuansów. Ba! Że ja nawet tego nie potrzebuję, bo frajdę mam z muzyki.

Wraz z K551 dostałem już poziom w pełni mnie satysfakcjonujący. R70X dały mi już moją definicję HI-FI, która jeszcze o oczko podniosła wrażenia osiągane wcześniej.

Wydaje się, że złapałem królika – powinienem co najwyżej nie zwracać Focusrite i cieszyć się rzetelnym odtwarzaniem dźwięku. A mimo to…..

 

To jest coś niewiarygodnego, ale włączył się we mnie łowca. I to nie byle jaki, goniący ze śrutówką króliczki. Przez ramię przełożyłem dubeltówkę i ruszyłem na ŁOWY. Skontaktowałem się z kim trzeba celem odsłuchu AK380, S16, sprzętu (a zasadzie kompletnego toru) SWS. Ustaliłem nawet kwoty kaucji w niektórych przypadkach.

Położyłem się spać. Dzisiaj rano wstałem i rozpocząłem dzień od lektury „AUDIO – gdzie kończy się pasja, a zaczyna obsesja”. Przeczytałem drugi raz, a potem trzeci.

Założyłem superluxy i uraczyłem się tym utworem:

https://www.youtube.com/watch?v=dYKB6Lag-wg

 

Potem przeczytałem „Po co ci to” również z naszej stajni. Chłopaki, zarówno Barthuss jak i Inszy, rozprawiali się z tym samym problemem w nieco inny sposób i na innych etapach audioszaleństwa.

Siedzę i myślę. I wykluwa mi się myśl – a może by tak naznaczyć na trzeźwo (w ślepych testach) gdzie stoi granica mojej percepcji, poza którą jest już tylko placebo i złudzenie?

Muszę, nauczony zawodem nad produktami hi-end, z którymi dotychczas miałem do czynienia (w porównaniach ze sprzętem, który zakupiłem) zrewidować swoje postępowanie.

Zręcznie się wycofać z odsłuchów i fatygi jakiej tymi przysporzyłbym ludziom będącym kilometry przede mną na tej audiodrodze.

 

Zmieniam na AKG K551.

Słucham:

https://www.youtube.com/watch?v=qM2oFkQmyPk

 

Zamykam oczy i ….MAM!!!! Zdiagnozowałem się sam:

Chcąc dorównać największym melomanom polskiego (i nie tylko) światka audio, pędziłem przez grań na szczyt, próbując ustrzelić wielkiego zwierza, a ani na chwilę nie przystanąłem i nie rozejrzałem się!

Kurde, jak tu pięknie!!!

Bach na uspokojenie :

https://www.youtube.com/watch?v=6JQm5aSjX6g

 

Bez szukania najwyższej jakości, bez szperania w domowej płytotece, czy nie mam tego na CD, bez piracenia plików w DSD. Podane jest to przyzwoicie. Zwiewnie. Mam emocje, bo one są w linii melodycznej, w ekspresji. Jest cudownie.

 

Zaglądam na forum mp3.store – a tam EvilKillaruna zachwyca się 30letnimi słuchawkami AKG, by za chwilę zachwycać  się ich najnowszym modelem poniżej 500zł.

Kurde – o co kaman? Przed chwilą o mało nie zablokowałem 18tys. Zł w kaucjach – tylko po to by gonić złudzenie. Teraz słyszę, że mam to w tym momencie. Wystarczy tylko wyłączyć audiopierdolca (świadomie używam wulgaryzmu) i rozkoszować się tym co dostajemy od muzyki.

Zaglądam do innego wątku –  a tam Saudio pisze, że na HE1000 odkrywa poniższy utwór na nowo, że słyszy wiatr, którego wcześniej tam nie było:

https://www.youtube.com/watch?v=G9ZOw_kc3xA

Kurde, przecież ja też to słyszę! I nie na HE1000. Zapewne nie tak wyeksponowane, ale czy dla tego jestem w stanie poświęcić 13 tys, zł? Do wczoraj prawie to zrobiłem. A tu mowa tylko o słuchawkach.

Manu wczoraj uświadomił mi, że smakołyki dla ludzi będących na diecie, dozowane pod wydziałem, smakują 20 razy lepiej. A przecież moja dieta, złożona z naprawdę fajnych słuchawek, taka ascetyczna nie jest.

 

Prześpię się jeszcze kilka nocy z tym tematem, ale chyba dojrzałem do tego żeby w lustrze, typowi na przeciwko powiedzieć: „przeginasz gościu!”

 

PS – po dłuższej przerwie na SGS4 zainstalowałem SoundCloud i dałem się, po uprzednim skonfigurowaniu profilu, prowadzić sugestiami wyplutymi przez aplikację. Daleko przyjemniej jest mi przerzucać utwory, niż słuchawki 🙂

Advertisements