Soundmagic po kilku latach stagnacji w końcu postanowił odświeżyć swoją kolekcję słuchawek: zaczynając od wycenionych na 129 złotych ES19s, poprzez E50 warte 249 złotych, aż po topowe E80, za które należy zapłacić 369 złotych.

Choć bardzo miło wspominam model PL30, który swego czasu sprowadzało się z Chin jako dokanałówki mające świetny stosunek ceny do jakości brzmienia, to kolejne projekty Soundmagic jakoś nie potrafiły mnie do siebie przekonać na tyle, bym je zakupił. Czy E80 są godnym spadkobiercą dawnych przebojów? Postanowiłem wydać 70 dolarów i przed polską premierą sprawdzić czy słuchawki spod znaku Soundmagic znów będą w stanie mnie zauroczyć.

Co prawda urzędy pocztowe w Hong-Kongu i Warszawie miały sezon urlopowy i musiałem poczekać dodatkowe dwa tygodnie na dostawę, to w końcu paczka trafiła do mnie.

Opakowanie prezentuje się skromnie – nieduży kartonik, na którym znajdziemy oznaczenia modelu, hasła reklamowe i podstawowe dane o słuchawkach. Na przodzie umieszczono okienko, przez które można zobaczyć kopułki E80.

Akcesoria nie są nadzwyczaj bogate, ale w pełni wystarczające:

  • estetyczne dwukolorowe sztywne etui (bez oznaczenia producenta),

  • sześć par standardowych nakładek w różnych rozmiarach,

  • jedna para silikonowych tipsów bi-flange,

  • trzy pary pianek Comply T-400 (rozmiary S, M oraz L).

E80 - akcesoria

Jakość silikonów jest na dobrym poziomie i większość osób nie powinna widzieć potrzeby szukania jakichś zamienników.

Na zdjęciach promocyjnych można zauważyć jeszcze klips do ubrania, ale w moim zestawie go nie było, więc nie wiem czy to tylko przeoczenie, czy reklama mija się ze stanem faktycznym.

Słuchawki jakie nabyłem są w kolorze czerwonym, czyli praktycznie jedynym obecnie dostępnym. Mimo że nie przepadam za kolorowym dodatkami do ubrania, to jednak muszę przyznać, że E80 prezentują się ładnie. Nieduże kopułki są wykonane z aluminium, a w połowie długości są przedzielone estetycznym czarnym pierścieniem. Dalej mamy również czarne elastyczne odgiętki chroniące kabel przy samych słuchawkach. Na lewej odgiętce znajdziemy małą kropkę wyczuwalną pod palcem, dzięki której zawsze zidentyfikujemy poprawną stronę przy aplikacji. Oznaczenia lewej i prawej strony są nadrukowane na spodzie kopułek, więc przy słabym świetle będą praktycznie nieczytelne. Całość jest jednak elegancka, dobrze spasowana oraz zapowiada długie i bezawaryjne użytkowanie.

E80

Kabel jest skręcany, przypomina ten z Brainwavz M1 czy nowszych wersji Soundmagic E10. Pozytywnie wpływa to na jego wytrzymałość, niezbyt dobrze na jego giętkość. Jest nieco za sztywny by był wśród najbardziej komfortowych, jednak z powodzeniem można nosić E80 z przewodem poprowadzonym za uchem, co dodatkowo zmniejsza efekt mikrofonowy, który nawet bez tego jest na akceptowalnym poziomie. Od splittera możemy w górę podciągnąć suwak ograniczający poruszanie się kabla pod brodą. Chodzi on z zauważalnym oporem i nie ma objawów samoistnego obniżania się. Przewód kończy się wyglądającym solidnie małym jackiem o kątowej budowie (kabel odchodzi od niego pod kątem około 130 stopni).

E80 - jacek

Wygoda jest bardzo przyzwoita. Słuchawki w kanałach siedzą pewnie, jako jedne z nielicznych klasycznych dokanałówek nie wymagają ode mnie częstego ich poprawiania w trakcie chodu. Dobrze wyprofilowane kopułki nie uwierają i pozwalają na dłuższe odsłuchy, pod tym względem niewiele ustępują Takstarom Hi-1200, które uważam za ideał pod tym względem. W połączeniu z dobrymi nakładkami, otrzymujemy ponadprzeciętnie dobre tłumienie dźwięków otoczenia.

Czas jednak przejść do najważniejszego, czyli do dźwięku.

Jako zestaw testowy służyły: Sansa Clip+ (zainstalowany Rockbox), xDuoo X2 (oprogramowanie v6.0), Fiio X1 (oprogramowanie v1.4), Samsung Galaxy S6 oraz iFi iDSD Nano.

Na początek ważna uwaga – to jedne z nielicznych słuchawek dokanałowych, przy których tak zwane wygrzewanie daje tak zauważalne zmiany dźwięku. Po wyjęciu z pudełka Soundmagic E80 są rozczarowujące przez zbyt twarde i przyciemnione brzmienie. Aktualnie mój egzemplarz ma ponad 150 godzin grania za sobą i wyraźnie się rozwinął, szczególnie w kwestii wybrzmiewania basu oraz swobody na przełomie tonów średnich i wysokich. Opis odnosi się właśnie do już wygrzanego modelu.

Słuchawki mają dość równy charakter brzmienia, choć daje się zauważyć lekką dominację tonów średnich oraz wygaszenie na krańcach pasm. Przez to dźwięk jest delikatnie przyciemniony, jednak czytelny.

Na początek tradycyjnie bas: jest on szybki i zwarty, potrafi zaskoczyć dynamiką, jednak momentami brak mu lepszego wypełnienia, przez co bardziej agresywny metal i ostra elektronika mogą być pozbawione części energii i zbyt surowe w zakresie tonów niskich. Jednak linia basu jest ładnie poprowadzona z delikatnym wypukleniem w swojej środkowej części i spadkiem na najniższym basie. Nie ma jednak wrażenia kastracji dźwięku, bo gdy trzeba, to i dół potrafi zawibrować niemal w sposób kojarzony z subwooferów, a całość jest różnorodna i niemonotonna. Po prostu nie narzuca się swoją obecnością i czeka lekko z tyłu na swoją kolej. Na pewno nie jest to jednak poziom dla miłośnika wielkiego basu, natomiast poza dwoma wyżej wspomnianymi przypadkami ciężko mi było znaleźć nagrania, gdzie niskie tony generowane przez E80 by się nie sprawdziły.

Idźmy jednak wyżej, do średnicy. Ta ma pierwszeństwo w odtwarzanej muzyce, jednak nie jest to dominacja, a bardziej podkreślenie – delikatnie i z wyczuciem. Jej charakter jest zbliżony do basu, czyli szybko, ale w sposób zwarty, z ograniczoną swobodą. Z jednej strony wszystko brzmi jak należy, z drugiej nie ma czarowania tonami średnimi jak w przypadku HiFiMANów RE-400, przez co Soundmagici nie są tak wciągające. SM przypominają mi nieco MEElectronics A151p, choć E80 są od nich bardziej przejrzyste.

Nie sposób jednak narzekać na przekaz muzyki. Przy gitarach słychać drżenie strun, można śledzić poszczególne klawisze na fortepianie, a i keyboard jest należycie oddany. Jedynie instrumenty dęte nie potrafiły mnie do końca przekonać, brakowało im trochę wypełnienia. Całościowo przyjemnie słuchało mi się utworów pop-rockowych, ale i w folku czy odtwarzając trance sprawdzały się bez zarzutu.

Wokale są bardzo dobrze pokazane: naturalne, niosące emocje, lekko oddalone od słuchacza. Ze swojej strony dodałbym im jednak trochę ciepła (ledwie odrobinę), by głosy męskie nabrały większej mocy, a śpiew żeński stał się bardziej intymny.

E80 nie są nadzwyczaj wybaczające w kwestii sybilantów  – gdy nagranie jest słabe i zawiera ich większą ilość, to muzyka może szybko stać się męcząca.

A jak brzmią tony wysokie? Cóż, to najsłabszy element najwyższego modelu Soundmagic. Nie znaczy to jednak, że jest źle, po prostu nie porywają swoim charakterem.

Dźwięki są dobrze rozciągnięte, nie zlewają się i brzmią naturalnie. Czy to skrzypce, talerze perkusji czy inny trójkąt. Zawsze wiemy z czym mamy do czynienia, bez drażnienia czy bliżej niesprecyzowanych szelestów.

Brakuje jednak dodatkowej iskry, która by czasami pozwoliła instrumentom zabłysnąć na górze. Zamiast tego całość jest nieco matowa: grzeczna, dokładna, ale pozbawiona części życia.

Wrażenie może robić separacja i dynamika. Co prawda jest to budżet zbliżający się do 400 złotych, więc nie powinno to dziwić, ale jednak mam wrażenie, że pod tym względem E80 podejmują walkę z droższymi modelami.

Poza bardziej rozbudowanymi i szybkimi kompozycjami klasycznymi nie uświadczyłem żadnych problemów z odseparowaniem poszczególnych instrumentów, czy nie nadążaniem za muzyką.

Oczekując na przesyłkę, naczytałem się trochę zachwytów nad sceną Soundmagiców. Cóż, nie jest źle, ale i bez rewelacji. Bo o ile muzycy oraz wokale są dobrze rozmieszczeni w nagraniach i tworzą spójny twór nie wchodząc sobie w paradę, to jednak wyraźnie brakuje głębi. Mamy mocny podział na lewą i prawą stronę, scena rozchodzi się dość szeroko i nie jest tłamszona w centrum głowy, jednak brakuje przestrzeni przed słuchaczem i częściej usłyszymy muzyką delikatnie za sobą niż przed.

Może odebrałbym je lepiej, ale nieszczęśliwie dla nich doszły w jednej paczce z Macawami GT100s, które pod tym względem są wręcz wybitne na tle konkurencji cenowej. Jednak na nie będzie czas w osobnej recenzji.

W połączeniu z jakimi źródłami najlepiej mi zagrały? Na iFi iDSD Nano było najrówniej, góra się bardziej otwierała, dźwięk nabierał swobody. W parze z Samsungiem Galaxy S6 miałem wrażenie, że ktoś specjalnie pod ten telefon je stroił – bardzo przyjemnie i uniwersalnie, aż żałuję, że nie mam zbliżającej się wersji z mikrofonem: E80s, bo bym chyba na stałe nosił je razem. Fiio X1 przyjemnie je ocieplał, muzyka jest tu łagodna i żywa. Sansa Clip+ oferowała dźwięk nieco jaśniejszy od konkurencji, jednak przyjemny, nie pozbawiony rozrywkowej nuty. Słabo natomiast wypadły z xDuoo X2: bez masy, przytłumione, sztywno grające i jeśli mam być szczery, to nie mam pojęcia czym to jest spowodowane, bo teoretycznie powinny się bardzo dobrze zgrywać.

Co ważne, mimo impedancji wynoszącej 64 omy i czułości na poziomie 102dB, nowe Soundmagici nie są wymagające co do źródła. Nawet na niezbyt mocnym Clipie+ potrafią zagrać bardzo głośno i nie słychać braków w wysterowaniu.

Czy w ogólnym rozrachunku E80 wyszły obronną ręką i spełniły moje oczekiwania? I tak i nie. Bo o ile jak najbardziej są to słuchawki warte swojej ceny, dobrze grające i solidnie wykonane, to przeciętne pierwsze wrażenie oraz lekkie rozminięcie się z dźwiękiem jaki sobie wyobrażałem, zrobiły swoje.

Nie są swobodne jak Audeo PFEx12, nie czarują jak RE-400, ani nie są tak energetyczne jak Yamahy EPH-100 (choć te są ponad sto złotych droższe). Odbieram je jako równiejsze i nieco poprawione Brainwavz S5, aczkolwiek ciemniejsze od nich w brzmieniu.

Są uniwersalne, niezbyt wymagające co do źródeł dźwięku, ale trzeba dać im czas na rozwinięcie skrzydeł i pozwolić im się do siebie przekonać. Brak efektu „wow” może początkowo zniechęcać, jednak za cierpliwość potrafią się odwdzięczyć. Sam planowałem je sprzedać zaraz po napisaniu recenzji, by nabyć kolejne ciekawie zapowiadające się dokanałówki, ale koniec końców na razie zostają ze mną jako słuchawki do telefonu. Więc koniec końców chyba jednak PL30 znalazły następcę na mojej półce z napisem „Soundmagic”.

Reklamy