Audiofilius nervosus to bardzo niebezpieczna choroba, która nawet minimalnie niedoleczona, nie pozwala o sobie zapomnieć. Natomiast nawroty oj są bolesne! Tak właśnie znów uszczuplił się mój portfel, a ja stałem się posiadaczem Oppo PM-3. Ups… zdradziłem happy end 😉
Byłem szczęśliwym posiadaczem słuchawek Focal Spirit Classic, które to od ponad pół roku wydawały mi się idealne do pracy. Małe, nie wyglądam w nich jak przygłup czy czołgista, dobrze tłumią i hałasy z zewnątrz i innym nie każą się cieszyć moim repertuarem. Dźwiękowo też bajka – w swojej klasie na prawdę mistrzostwo. Ale właśnie choroba po niemal pół roku nakazała mi szukać czegoś nowego, bo przecież fajne jest to nowe i na pewno lepsze. Niestety okazało się, że nie jest tak prosto – wiele słuchawek testowałem i nic nie chciało strącić Focali. Aż tu nagle zaczęło być głośno o firmie Oppo, a co mnie najbardziej interesowało to dokładnie o przenośnych, acz wokół-usznych i wygodnych, zamkniętych PM-3.
Telefon do przyjaciela… no dobra nie będę kłamał, bo nie telefon a dziesiątki SMSów i wiadomości na forum 🙂 Męczyłem, męczyłem aż się udało załatwić te słuchawki na odsłuch.

Słuchawki przychodzą od producenta zapakowane w milion pudełek. Najpierw tektura „szara”, potem tektura kolorowa, wewnątrz ładne pudełeczko, w nim woreczek, który skrywa sztywne przenośne etui (swoją drogą całkiem zgrabne i nieduże). Masakra – nie pamiętam tak mocno opakowanych słuchawek.
Jak w końcu się do nich dobrałem moim oczom ukazał się po prostu piękny przedmiot. Nie będę szczegółowo opisywał i się rozwodził – dla mnie one są po prostu śliczne. W ślad za tym idzie też fantastyczne wykonanie. Mięciutkie pady (czy to skóra? ktoś wie to proszę napisać w komentarzach), fajny metalowy pałąk, oczywiście obity mięciutką skórą/skóropodobnym materiałem, idealny docisk, powodujący zarówno bardzo dobry komfort jak i właściwe tłumienie otoczenia (w końcu to segment słuchawek przenośnych, mimo że większości osób będą one wokółuszne). Tłumienie nie jest tak dobre jak np. w Focalach Spirit Classic, ale przynajmniej w warunkach biurowych nie narzekam.
Obracanie, składanie, dostosowanie pałąka, wszystko chodzi miękko, a zarazem stanowczo i precyzyjnie. Dla mnie liga mistrzów, z resztą sami zobaczcie:

IMG_1585 IMG_1584 IMG_1582 IMG_1580 IMG_1579 IMG_1578

Natomiast nie po to słuchawki pożyczałem, aby oglądać, a aby zweryfikować jak grają.

Sprzęt towarzyszący: SMSL SD-650 (tuningowany), Audio-gd NFB-28, iBasso DX90, Beyerdynamic dt990 Edition 600ohm, Hifiman HE-500, SennGrado by Michauczok, Focal Spirit Classic.

Od razu po założeniu na głowę Oppo PM-3 wiedziałem, że mi się spodobają. Nie doznałem tu żadnego efektu WOW jak w przypadku wielu słuchawek segmentu przenośnego z jakimi miałem do czynienia. Nie ma przebarwienia, przepychu. Ani dyskoteki ani żyletek. Ot równe, ale bardzo muzykalne i przyjemne granie. Granie duże – nie tylko w kontekście wypełnienia, ale przede wszystkim kreowania sceny, ale o tym później…

Słuchawki oferują bardzo wysokiej jakości dolne rejestry. Wprawdzie dół nie schodzi tak nisko jak w Focal Spirit Classic (mój poprzedni faworyt przenośno/biurowych słuchawek), ale jest zdecydowanie bardziej zróżnicowany i lepiej kontrolowany. Szybka stopa charakteryzuje się sporo lepszą separacją, szybkością, pozostając fajnie wypełnioną. Nie jest zbyt miękko i pluszowo, ale na pewno nie jest sztywno, kartonowo, analitycznie. Coś po środku, trochę w stronę nasycenia i miękkości. Przy tym jest fajnie zróżnicowany. Kiedy inne znane mi „portable” potrafiły kolorować perkusję „kickiem” tak Oppo tego nie robią – łupną kiedy trzeba, acz nie popadają w przesadę, starając się wiernie oddać nagranie. Tego dołu jest po prostu tyle ile potrzeba i podawany jest w odpowiedniej tonacji. Robi to niesamowite wrażenie – bo zachowując moc, potęgę to w porównaniu do innych słuchawek jest po prostu czysto lekko i zwiewnie. Takie L2, Momentum czy Spirit Classic po prostu przy nich zamulają tym dołem 🙂

Opisać środkowe pasmo to dla mnie w tym teście wyzwanie. Porównując z innymi słuchawkami mam tu po prostu sprzeczne wrażenia. Niby jest ciemniej (niż w Spirit Classic czy Fidelio L2), ale z większym pazurem w instrumentach strunowych jak gitara klasyczna. Z czytelniejszym wykończeniem, pomimo większej ich mocy, masy, bardziej nasyconej barwy. Śmiem twierdzić, że mamy tu po prostu bardzo równe granie, może odrobinę przyciemnione, ale właśnie bez uszczerbku dla wyższych rejestrów. Mówiąc przyciemnienie absolutnie nie mam namyśli zalania średnicy dolnymi rejestrami – tu wszystko przechodzi spójnie bez niekorzystnych efektów.
Na pewno średnica gra w tych słuchawkach pierwsze skrzypce. Jest podana bliżej niż reszta. Nie ma problemu cofania wokalu wgłąb sceny, ale na pewno nie jest podany „na twarz”. Znów, jak w przypadku dołu, mamy do czynienia z dobrym nasyceniem, ale na pewno nie powiedziałbym, że podkolorowaniem. Jest naturalnie, acz przez odrobinę przechyłowi w dół nie do końca neutralnie. Wspomniane wokale brzmią po prostu fantastycznie – pełnie, barwnie, aksamitnie… po prostu żywo. Dynamiczna konkurencja wydaje się być bardziej sucha, matowa (mimo większego podbarwienia dolnymi rejestrami) i na pewno bardziej ostra. Oppo przy swojej niesamowitej rozdzielczości i szczegółowości podają dźwięki łagodnie, bez nerwowości czy dziwnych „szpil” wbijających się w moje uszy.

Góra w tych słuchawkach jest krok do tyłu w stosunku do pozostałych pasm. Nie jest moim zdaniem nadmiernie wycofana, acz jest dość gruba, nieco przyciemniona… no ok, trochę w cieniu. Dla mnie była to kwestia przyzwyczajenia, bo już po paru godzinach słuchania nie mogłem powiedzieć, że czegoś mi brakuje.  Wręcz przeciwnie – lubię i doceniam takie podanie sopranów, dla mnie bardziej naturalne.
Od początku nie brakowało mi precyzji, rozdzielczości i szczegółowości. Pomimo ów przyciemnienia te aspekty są na wysokim poziomie oraz wcale całościowy obraz nie zostaje zamulony czy zagęszczony. Nadal jest tu zwiewnie, precyzyjnie, lekko. Dla mnie to genialne wrażenie, bo oczywiście nie ma mowy o żadnym (osobiście mnie wkurzającym) szeleszczeniu, syczeniu czy agresywnej ostrości. Tą odczuwałem przesiadając się na wszystkie użyte do porównań słuchawki oraz pamiętam (oczywiście w kategorii względnej) z innych cenionych słuchawek przenośnych wykonanych w technologii dynamicznej. W PM3 jest tak analogowo… naturalnie, a zarazem precyzyjnie. Coś na kształt Audeze LCD-2F Bamboo – acz nie wiem czy to dobry punkt odniesienia bo chodzą słuchy, że co partia to gra tam inaczej…

Wspomniałem, że zakładając Oppo na głowę od razu mi rzuciło się w uszy ich duże granie, duże przede wszystkim w aspekcie kreowania sceny. Są to słuchawki grające ze zdecydowanie największym rozmachem scenicznym ze wszystkich zamkniętych z segmentu przenośnych jakie miałem przyjemność słuchać, a troche tego było. Może Denony D600 byłyby tu konkurencją, ale one swoje hektary okupowały wieloma sporymi problemami, z którymi firma Oppo jakoś sobie poradziła. Poza tym Denonów jako przenośnych osobiście bym nigdy nie używał.
Tak więc mamy bardzo napowietrzoną scenę z dużą ilością przestrzeni między instrumentami. Granie jest całkiem szerokie i z bardzo dobrą gradacją planów wgłąb. Wokal podawany jest ni to blisko ni daleko od słuchacza – tak trzeci rząd widowni 🙂 Za nim kolejno ustawiane są poszczególne instrumenty, z nieco większym podkreśleniem tych basowych. Nie jest to więc boisko piłkarskie, ale spora, przestrzenna scena. Separacja instrumentów i precyzja ich lokalizacji jest na bardzo wysokim poziomie – nic na siebie nie nachodzi i nie ma problemu ze wskazaniem ich źródła pozornego. Moi dotychczasowi faworyci w tym zakresie (Focal Spirit Classic czy Fidelio L2) w tym porównaniu grają gęsto, nieco skondensowanie, co wraz z gorszym dołem (wspomniałem powyżej) daje wrażenie zamulania, pomimo ich jaśniejszego charakteru, większej ostrości, mniejszego nasycenia i teoretycznego „rozdmuchania” czy „rozluźnienia” sceny sopranami.

Na koniec słowo o „popędzeniu” tych słuchawek. Chodzą słuchy, że grają one już z ziemniaka… i jest to prawda, ale nie myślcie, że pokażą z niego maksimum swoich możliwości. Z takiego iBasso DX90 grają zacnie i w takiej konfiguracji nie powinien nikt się skrzywić. Niemniej po podłączeniu do mojego SMSL SD-650 od razu słychać, że potrafią zagrać lepiej. Poza tym, że jest równiej i lepiej synergicznie to od razu słychać jak zyskuje dynamika, też ta mikro, bardzo wyraźnie holografia i przestrzeń oraz spokój i czystość grania.

Co więc myślę o tych słuchawkach? Kupiłem je i siedzę w nich z uśmiechem na ustach codziennie w pracy po parę godzin. Z mojej strony to chyba najlepsza rekomendacja!
Oczywiście te ochy i achy prawię z uwzględnieniem, że mówimy o słuchawkach zamkniętych klasy „portable” (acz moim zdaniem w domu też się fajnie sprawdzają – bo w biurze rewelacyjnie). W porównaniu do takich HE500 słuchawki Oppo wypadają jednak słabiej. Nie tylko w kwestii wielkości sceny, holografii ale też rozdzielczości i szczegółowości. Czuć, że to słuchawki mniejsze i zamknięte. Bardziej jednak mi się w nich podoba nasycona barwa, zwłaszcza wokalu oraz łagodniejsze granie.

Advertisements