Egzystencja homo sapiens w XXI w. to w dużej mierze rezultat zdolności konwersji czegoś mniej wartościowego w coś znacznie bardziej cennego. Różni ludzie, czasem całe populacje posiedli tę zdolność w różnym stopniu. Ktoś powie, no tak, regularna, ustrukturyzowana działalność zorientowana na przetrwanie, to nic innego jak dziś powszechnie znane nam zawody. I jest to twierdzenie nie bez racji. Choć trzeba poczynić tu jednak ważne rozróżnienie. Jedni przedsiębiorą dane działania zawodowe ze względu na tradycję, np. rodzinną, posiadane zdolności, predylekcję do danej materii, czasem nawet robią coś z przypadku, inni nie są tak bardzo skłonni kierować się konkretnym ethosem zawodowym, pasją, umiejętnościami, talentem. Oni raczej mają talent do robienia pieniędzy, często prawie z niczego, czyt. z pracy innych. To ważna i cenna umiejętność, a z pewnością niegodna potępienia, wręcz przeciwnie – należy to pochwalić. Pytanie tylko, czy „kręcenie lodów” ma jakieś kanony, chociażby przyzwoitości?

Trzej Żydzi, uznawani gdzieniegdzie za kwiat polskiej literatury:  Julian TuwimJan Wiktor Lesman posługujący się nazwiskiem Brzechwa oraz Antoni Słonimski założyli sobie swego czasu ciekawy biznesik o niewinnej nazwie ZAIKS. Dziś przejmując po nich schedę, ich rodak -Michał Komar, wpada na wspaniałe pomysły, jak ów interes rozwinąć, a majątek sprawnie pomnożyć. Postawa słuszna, ale czy metodyka nie poszła za daleko?

Nasz bohater dzielnie broni ACTA:

Ciekawy atak na tradycyjne polskie wesela:

http://serwisy.gazetaprawna.pl/prawo-autorskie/artykuly/877017,zaiks-kontroluje-wesela.html

Fryzjerzy też dostali po głowie:

http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3515681,zaiks-strzyze-fryzjerow-na-zero,id,t.html?cookie=1

W cenie smartfona czy tabletu, haracz dla spółki Pana Komara:

ZAiKS chce rozszerzać opłatę reprograficzną na tablety i smartfony. I słusznie

O tym, że ZAIKS ma tyle wspólnego z interesem twórców, co ziemniak z kiwi, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Wracając jednak do punktu wyjścia. Czy artysta, np.: muzyk, malarz, fotografik tworzą tylko i wyłącznie po to, by zarabiać, czy to jest takie samo wyrobnictwo jak brukarz czy murarz? Sam Brzechwa był adwokatem, więc twórczość raczej nie była jego źródłem utrzymania. Czy zatem artysta nie dąży przede wszystkim do tego, aby jego dzieło zyskało popularność, by poprzez emocje zmieniało życie innych ludzi – odbiorców, zaś kwestie utrzymania pojawiają się niejako mimochodem? Czy też może każda nuta, nim zabrzmi w utworze jest z góry przeliczona, najlepiej przez tych, co niechybnie dobrze liczą w ZAIKSI-e, na zielone papierki?

I wreszcie trzecia sprawa, dlaczego takie biznesiki jak ZAIKS i ewentualnie producenci (spokojnie, ci też są z tych, co dobrze liczą) decydują, gdzie można dzieło odtwarzać, upowszechniać, np. w radiu, telewizji, a u fryzjera już nie, na weselu już nie, w restauracji już nie. Dlaczego artysta nie ma w tej sprawie, w praktyce, nic do powiedzenia, jest tylko cichym świadkiem tego, jak ludzie od robienia kasy, handlują jego intymnym światem zamkniętym w dźwiękach, obrazie, kształcie, słowach?

Advertisements