Ta historia, którą teraz usłyszycie
Jest o Zenku, jest o Zenku szybkoręku
Powiem ściślej jest o Zenku profesjonaliście
 Tak profesjonaliście

Na wstępnie małe wyjaśnienie – to nie jest recenzja, tylko zbiór podsumowań z kilku dni odsłuchów. Do sensownego tekstu brak mi choćby materiału porównawczego, bo sprzedałem wszystkie wzmacniacze prócz Tagi HTA-700B, zostałem z jednym DACiem: iFi iDSD Nano, a także dwoma większymi parami słuchawek: Audio-Technica ATH-AD700X oraz Echo TDS-16. I mi to odpowiada, bo zamiast bawić się w porównania po prostu słuchałem muzyki.

Ale nie ma co zwlekać, zaczynamy!

Dnia 13.02.2015 odwiedził mnie gość. Zjawił się szybciej niż planowałem, dom nie posprzątany, włosy nie uczesane, no po prostu żenua z mojej strony… Tak właśnie nieszczęśliwie zaczął się mój namiętny weekend z ZENkiem Uno.

Ale jak to mówi stare przysłowie – złe dobrego początki.

Raz dwa pudełko rozpakowane i od razu zdziwienie.

Mimo, że czytałem o tym nie raz, to rzeczywistość robi wrażenie: wzmacniacz sam w sobie jest naprawdę mały. Gdyby był chudszy o połowę, to spokojnie by mógł robić za portable, bo telefon o przekątnej ekranu 4,3 cala jest bardzo do niego zbliżony wielkością.

Zasilacz jest w środku, więc wystarczy tylko podpiąć Uno do gniazdka, spiąć ZENka przewodami RCA z DACiem i gra muzyka. No, grałaby, gdyby udało mi się go odpalić za pierwszym razem 😉

Włącznik z tyłu ma na tyle duży skok, że tylko operując małym palcem, nie miałem problemów z jego prawidłowym wciśnięciem. Początkowo średnio mi się to spodobało, ale jednak doceniłem takie rozwiązanie, bo uruchomić lub wyłączyć go przypadkiem, to już byłaby sztuka.

Sama bryła sprawia solidne wrażenie i mimo niewielkich rozmiarów pewnie trzyma się biurka (najlżejszy nie jest, a i podkładki silikonowe się przydają). Potencjometr obsługuje się wygodnie, choć szkoda, że od samego dołu nie łapie równo obu kanałów, tylko gdzieś w okolicy godziny 9 (no, gdyby potek był zegarkiem, tak to wychodzi podziałka równoległa do podłoża).

Ale najważniejsze, czyli jak to gra. Najważniejsze, bo gra wybornie jak za swoje 400 zł (choć może zdanie powinno się kończyć po wyrazie „wybornie”). Główne cechy, jakie są słyszalne praktycznie od pierwszych sekund:

  • Cisza w tle! Nic nie brumi, nie szumi, nie łapie zakłóceń ani nie robi innych rzeczy przykrych dla muzyki.
  • Rewelacyjna kontrola nad brzmieniem, gdzie nie ma miejsca na rozmyte granie i wszystko ma swoje miejsce zarówno w samej muzyce jak i w układzie na kreowanej scenie.
  • Lekkie ocieplenie dźwięku.

Ten ostatni punkt sprawdza się świetnie w słuchawkach, które mają tendencje do ostrości na górze i niedostatki na dole. Co prawda obecnie, jak wspominałem, zostały mi tylko dwie pary w miarę sensowych słuchawek nausznych, ale obie mają ciągotki właśnie do takiego grania.

W przypadku Echo spotkała mnie miła niespodzianka, bo mocy ZENkowi starczyło na tyle, by je sensownie wysterować. Te stare 80 ohmowe ortodynamiki z Ukrainy jednak potrzebują trochę prądu by się rozkręcić, szczególnie na dole, a tu maluch dawał radę. Co prawda bas nie szalał (i szaleć nigdy nie będzie), jednak całość grania prezentowała przyjemnie zrównoważony i otwarty charakter. I choć wiem, że TDS-16 mają kiepską opinię, to po zmianie padów wolę je od bardziej uznanych modeli, takich jak Yamaha HP-2 czy Elektronica TDS-5. Tutaj w połączeniu z Uno, iDSD Nano oraz „Elizium” z dyskografii Fields of the Nephilim, najpierw mnie rozmiękczało, a później wpędzało w stan bliski snu. A ostatnio rzadko który zestaw potrafi mnie tak wciągnąć w muzykę, bym odlatywał z rzeczywistości. Kurczę, miło było tak się odprężyć.

Z kolei słuchawki ze stajni Audio-Technica, dostały bardziej naturalnego kolorytu. Przełom góry i średnicy został okiełzany na tyle by nie przeszkadzać w gorszych realizacjach, a przy tym nie wypaść z dobrze rozciągniętych tonów wysokich. No i ten bas, którego nagle jest sporo, siedemsetki potrafią nawet zawibrować na głowie. I nie jest to efekt prostackiego podbijania dolnych rejestrów, tylko właśnie małe ocieplenie, moc i kontrola. W takim połączeniu AD700X nadają się praktycznie do każdej muzyki, gdzie np. mocniejsza elektronika nie jest zazwyczaj ich mocną stroną. Oczywiście ciągle nie jest to zestaw dla bassheada, ale dla normalnego zjadacza muzyki powinno być jak najbardziej w porządku.

Z dokanałowymi słuchawkami wypadało już różnie. Custom Art Pro330 zagrały fatalnie, MEElectronics A151p przeciętnie, a Takstary Hi-1200 bardzo fajnie. Tylko oczywiście trzeba być świadomym, że ZENek Uno nie był budowany z myślą o takich maleństwach, on ma pędzić domowe słuchawki i z tego wywiązuje się bardzo dobrze.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie pomieszał trochę kijem w mrowisku i nie napisał co mi nie do końca pasuje 😉

Są to dwie cechy:

  1. Małe wycofanie góry. Co prawda z reguły nie zwracałem na nie uwagi, bo po prostu słuchałem muzyki, ale sporadycznie czułem, że brakuje mi tej dodatkowej szczypty blasku przy wysokich tonach. Świetnie kontrolowanych i rozciągniętych, ale o kroczek do tyłu niż je pamiętam.
  2. Przeciętne rozbudowanie sceny. Jest dobrze poukładana, trójwymiarowa i w ogóle przyjemnie buduje wokół nas dźwięki, ale chciałoby się szerzej i głębiej.

I gdyby ZENek miał w cenie dodatkowe zero z tyłu, to pewnie dyskwalifikowałoby to go z wyścigu o podium wzmacniaczy z tego przedziału cenowego. Ale owego zera nie ma, tylko jest sprzedawany za pół darmo. Więc tak naprawdę doczepiłem się nieco z rozpędu i zamiast siedzieć zniesmaczonym, piszę z uśmiechem na twarzy, bo mi zestawik z Uno właśnie pięknie gra „Somebody To Love” Queenu – w sumie nadzwyczaj trafny utwór do sytuacji i właśnie tak zatytułuję ten tekst 🙂

Jutro czeka mnie smutny moment pakowania ZENka do pudełka i odesłanie go dalej. Ale jeśli mi kiedyś przejdzie pozbywanie się sprzętu z domu, to całkiem prawdopodobne, że do niego wrócę, tym razem już na stałe.

A przecież jest jeszcze ZENon…

Na koniec wielkie podziękowania dla Perula za użyczenie sprzętu do odsłuchów – przez Ciebie chłopie „straciłem” ponad pół weekendu i trzy wieczory w tygodniu 🙂

Reklamy