Razem z niedawno testowanymi słuchawkami MEElectronics M9, przesyłka z firmy Audio Heaven zawierała jeszcze jeden model tego samego producenta – nową wersję A151p opartą o przetwornik armaturowy Knowles SR-31843.

Poprzednika nie miałem okazji poznać, ale poszukałem o nim opinii w internecie. Wyszło na to, że był uważany za zbyt ciepło grający, o ograniczonych tonach wysokich i przeciętnym basie. Zdaje się, że producent bierze sobie do serca zdanie klientów, bo nawet dają porównanie wykresów pasma przenoszenia obu modeli. Jak widać nowszy ma zdecydowanie bardziej zbalansowane brzmienie.

A151p stare vs nowe

Co jednak teraz dostajemy do ręki? Na początek standardowy kartonik, na którym mamy nadrukowane podstawowe informacje o słuchawkach, a w środku blister trzymający słuchawki oraz sztywne etui z akcesoriami.

Pokrowiec jest standardowy dla słuchawek MEElectronics, stonowany i nieduży. W sam razem by bezpiecznie przenosić słuchawki i tipsy do nich.

akcesoria

Z akcesoriów dostajemy pięć par nakładek:

  • trzy pojedyncze w rozmiarach S, M oraz L,

  • jedne standardowe podwójne,

  • jedne standardowe potrójne.

Nie należą one do moich ulubionych gumek dołączanych do słuchawek, gdyż cechują się sporą twardością, a moje uszy przez trzy lata były rozpieszczane silikonami Phonaków Audeo. Te co prawda nie należą do najtrwalszych nakładek, ale moim zdaniem w przypadku A151p producent poszedł za daleko w drugą stronę. Wygodę co prawda znacznie można poprawić piankami Compy S-100, ale w ich przypadku dźwięk ulegał pewnej degradacji. Zapoznałem więc MEElectronicsy z zestawem nakładek Westone True Fit oraz Star Tips. O ile bardzo pasują mi one ze słuchawkami Westone, EarSonics czy Audeo, bo są miękkie i przyjemne, tak tu ta miękkość okazała się średnio skuteczna w poprawie wygody – tulejka próbowała wejść jeszcze głębiej i nici z pięknych marzeń o pełnym komforcie. Co prawda małe silikony pozwalały mi niemal zapomnieć o słuchawkach, to podobnie jak z piankami Comply S, dźwięk ulegał degradacji. Chyba po prostu trzeba przeboleń pewną niewygodę jeśli ma się bardziej skomplikowane kanały słuchowe.

Jednak dość o tipsach i od razu mała uwaga czego mi brakuje: miło by było zobaczyć w zestawie jakieś zauszniki do pewniejszego prowadzenia kabla za uchem i żabkę do jego przypięcia do ubrania. Żeby jednak nie było samego marudzenia na skromne wyposażenie – w dziewięciokrotnie droższych EarSonics SM3v2 otrzymujemy nawet nieco mniej, nie ma więc tragedii.

Przejdźmy jednak do samych słuchawek: są nieduże, lakierowane na połysk i przeznaczone do noszenia z kablem za uchem. Tulejka ma rozmiar 100 według już standardowej numeracji firmy Comply, więc należy do najcieńszych jakie są dostępne.

MEElectronis A151p

Ku mojemu zdziwieniu początkowo miałem spore problemy z poprawną aplikacją słuchawek w uszach, ciągle coś przeszkadzało, słuchawki odstawały i sprawiały wrażenie, jakby tulejka miała rozmiar 400, a może i więcej. Dodatkowy rzut okiem i sprawa stała się jasna – źródłem kłopotu była nie szerokość a długość tulejki. Jest to zdecydowanie spory kawałek plastiku wymagający dość głębokiej aplikacji w uchu. Ja niestety mam wąskie i szybko zakręcające kanały w uchu, więc o pełnym komforcie mogłem tylko pomarzyć, jednak dla większości osób nie powinno być problemów. W końcu to nie tyle wada słuchawek, co konstrukcji mojego ucha.

Ale takie rozwiązanie daje jeden bardzo duży plus: solidna izolacja od świata zewnętrznego, zdecydowanie powyżej średniej słuchawek dokanałowych. W A151p przejażdżka starym tramwajem nie powinna robić na nas wrażenia jeśli chodzi o odczucia dźwiękowe.

Kabel jest pleciony zamiast zwyczajowej prostej gumy. Wygląda to solidnie, choć jest przez to trochę sztywniejszy (na szczęście nie przekłada się to na ponadprzeciętny efekt mikrofonowania). Bardzo mile zaskoczyła mnie jego długość. Standardowo mamy 120cm, co przy noszeniu kabla za uchem jest dla mnie nieco za małą długością (wzrost powyżej 190cm bywa kłopotliwy). W MEElectronics zaopatrzyli te słuchawki w znacznie przyjemniejsze 135cm. Dzięki temu noszenie słuchawek jest dla mnie znacznie wygodniejsze.

Sam przewód zakończony jest pozłacaną czteropinową, kątową wtyczką mini-jack. Łamana wtyczka, to większa żywotność kabla, a cztery piny to już rzecz oczywista. Bez nich byśmy nie wykorzystali pilota i mikrofonu, jakie zostały umieszczone na części prowadzącej do lewej słuchawki.

Czas jednak na najważniejsze, czyli odsłuchy:

Zaczynając analizę od basu, od razu można zauważyć, że inżynierowie MEElectronics postawili na jego jakość, a nie ilość. Nie żeby było go mało, po prostu jest ładnie poprowadzony na całej swojej długości. Żadna jego składowa nie wyrywa się do przodu, nic nie jest ucięte, jest zróżnicowany i szybki jak na armaturę przystało. Ze względu na dość liniowe kształtowanie dźwięków w tych słuchawkach, nie będzie to wymarzony zakup dla bassheada, ale ten dół sprawdza się w niemal każdej muzyce. Gdy potrzeba, to potrafi zawibrować w kanałach niskim uderzeniem, gdy nie jest proszony, nie wychyla się przed szereg. Jego charakter jest lekko ocieplony, co dodaje dźwiękom łagodności i muzykalności. Kolejne bity niosą ze sobą pulsowanie, nie znikają sucho i szybko.

Za basem idzie średnica. Podobnie jak jest z tonami niskimi, ona też cechuje się dość wyrównanym graniem, jednak ze wskazaniem na jej trochę wyższe regiony. Ma w sobie nieco ciepła i jest lekko wysunięta do przodu względem pozostałych pasm. Gitary są szybkie i wyraźne, choć przy mocniejszym graniu brak im trochę siły, co można w pewnym stopniu poprawić podbijając na korektorze przedział 250-750Hz. Nie da się jednak ukryć, że A151p lepiej się sprawują w łagodniejszych klimatach rockowych czy bluesie. Tutaj można wczuć się w kolejne akordy na gryfie.

Podobnie sytuacja wygląda przy żywych instrumentach (gitara akustyczna, harfa czy akordeon) – w nich słuchawki radzą sobie znacznie lepiej niż w dźwiękach puszczanych przez didżeja. W tym drugim przypadku nie jest źle, po prostu MEElectronicsy więcej pokazują przy naturalnych brzmieniach. Wokale nie wykazują tendencji do przekłamań, grają rolę pierwszoplanową. Jest w nich głębia, jest szczypta ciepła i jest gładkość. O ile głosy męskie określę jako poprawne, które nie mają ani bolączek ani nie czarują, tak kobiece były dla mnie bardzo angażujące. Lekko oddalone, choć nie cofnięte, są przyjemnie delikatne i subtelne oraz nie wykazują tendencji do sylabizacji.

W końcu przychodzi pora na tony wysokie. Są bardzo solidne, dobrze rozciągnięte i gładkie, choć nieco schowane za niższymi tonami. Czasami brakuje mi w nich odrobiny blasku, ale faktycznie tylko odrobiny, żeby nie były przejaskrawione.

Tutaj też znajdziemy lekkie ocieplenie, jednak charakter dźwięków na górze robi się bardziej techniczny, a mniej muzykalny niż niższe częstotliwości. Akurat to mi pasuje przy koncertach skrzypcowych, gdzie średnica zapewnia muzykalność, a góra dodaje bardziej analitycznego sznytu.

Talerze perkusji w metalu potrafią się jednak trochę zagubić za ową średnicą. Mają wyraźnie metaliczne brzmienie i grają odpowiednio długo, ale ciężko im się przebić trochę do przodu.

Scena w A151p jest zaskakująco dobra jak na w sumie niedrogie słuchawki dokanałowe i to o głębokiej aplikacji. Co prawda większość dzieje się w środku głowy, ale dźwięki potrafią się od niej nieco oderwać, a całość nie jest skumulowana centralnie. Poszczególne plany są układane w przestrzeni w wyraźny sposób, nie zlewają się w jedno. Bardzo ciekawie wypada granie w płaszczyźnie góra-dół, czasami niemal zapominałem, że to dokanałówki. Wielkiej głębi w tych MEElectronicsach nie uświadczymy, ale przestrzeń nie jest też na szczęście płaska jak stół i dźwięki potrafią wybiegać nieco przed słuchacza.

Szczegółowość zdecydowanie powyżej średniej w tym przedziale cenowym, właśnie za to cenię przetworniki armaturowe. Nie znajdziemy może tu wszystkich niuansów nagrań, ale z reguły ciężko oczekiwać za 200 zł wrażeń ze słuchawek za wielokrotność tej ceny.

Najważniejsze, że instrumenty są od siebie wyraźnie odseparowane, a większość przebiegnięć palców artysty po strunach czy klawiszach jest zauważalna.

Całościowo są to bardzo ciekawe słuchawki dla osób szukających dobrej izolacji oraz w miarę zrównoważonego brzmienia i nie chcą przy tym nadwyrężać budżetu.

Bardzo dobrze A151p zgrywają się z iPodem Video. Słuchawki oferują małą dozę ciepła, odtwarzacz nadaje dodatkowego blasku i powstaje żywiołowa i przejrzysta para o angażującym dźwięku. Jednak synergia nie powinna być problemem testowanych MEElectronicach. Jedyne połączenie jakie mi nie pasowało, to iDSD Nano ze wzmacniaczem ZENek Uno. Dźwięk był zbyt napastliwy, a przy tym mało emocjonalny. Za to Fiio X1, Lumia 720, Sansa Clip+ i xDuoo X2 pozwalały na naprawdę przyjemne chwile z muzyką.

I na koniec zostawiłem sobie jedną rzecz: czy nowa odsłona MEElectronics A151p, to już poziom Phonaków Audeo PFE112/PFE012 z szarymi filtrami? Cóż, jeszcze nie. Jest nieźle, ale Phonaki oferują gładszy oraz bardziej zrównoważony dźwięk, większą szczegółowość i lepszą górę pasma oraz wygodę. Nie są to nadzwyczaj duże różnice, ale zauważalne. Tak jak jest zauważalna mniej więcej dwukrotna różnica w cenie jaką musimy za nie zapłacić. Czy warto dopłacać? Na to każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Ja z MEElectronics A151p spędziłem sporo miłych chwil przy muzyce.

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi

AudioHeven

Reklamy