Jakiś czas temu kupiłem sobie nowy mały przenośny odtwarzacz muzyki – chińskiego xDuoo X2 z zamiarem porównania do Sansy Clipa+ i Fiio X1. Przy okazji zrobiłem nim niewielkie zamieszanie na forum mp3store. Kilka kolejnych próśb o opis brzmienia i nie dało się inaczej, postanowiłem popełnić szybkie porównanie tych grajków i dorzucić do kompletu iPoda Video 5g. Wszystkie poniżej 500 zł, wszystkie przeznaczone do słuchania muzyki i wszystkie działają około 15 godzin.

grajki

W czasie ostatnich niespełna czterech tygodni żonglowałem nie tylko odtwarzaczami, ale i słuchawkami, żeby mieć lepszy przegląd sytuacji. W grupie testowej znalazły się: Custom Art Pro330 (na nich słuchałem podczas pisania całości tekstu, przepinając na grajki, które były aktualnym bohaterem), Audio-Technica ATH-AD700X, Takstar Hi-1200, Echo TDS-16, Don Scorpio Bass Colour, Sennheiser HD202. Dodatkowo Clip+, Video i X1 odsłuchiwałem wcześniej na całej kupie innych słuchawek, mniejszych i większych, więc tylko świeży xDuoo został pokrzywdzony mniejszym osłuchaniem.

Cel – bogate 3 strony A4 bezpośrednich odniesień, jeśli uda się na tyle rozpisać. Wynik? Nie udało się zrealizować nic :/ Z 3 stron zrobiło się 13, a zamiast spójnego tekstu, gdzie wszystko do siebie odnoszę, wyszła poczwórna recenzja…

Jeśli jednak znajdzie się na tyle wytrwały czytelnik, by przez to przebrnąć, to zapraszam do lektury. Dla ułatwienia szybkie odnośniki:
– Sansa Clip+
– xDuoo X2
– xDuoo X2 (zmiany po aktualizacji oprogramowania do 6.0)
– Fiio X1
– iPod Video 5g
– Podsumowanie
– Lista płyt

Sansa Clip+

plus

Na początek znany i lubiany (mniej lub więcej) Sansa Clip+. Zastąpiony na rynku przez Clipa Zip, jednak nie licząc kolorowego ekranu, kilku drobnych estetycznych zmian i nowszej wersji gniazda USB, Zip praktycznie niczym nie różni się od starszego brata. Teoretycznie mógłbym sobie odpuścić pisanie o nim, bo z dostępnych w internecie materiałów można zlepić sporą epopeję, ale może akurat trafi tu ktoś, kto szuka pierwszego grajka.

Zaczynamy więc obdukcję.

Mniejszy od paczki zapałek i niedrogi odtwarzacz, który dla wielu był pierwszym krokiem ku „poważnemu słuchaniu”.

Ekran OLED jest niewielki, raptem 1 cal po przekątnej, ale zawiera wszystkie potrzebne informacje i nie sprawia problemów przy nawigowaniu. Te odbywa się za pomocą sześciu przycisków – kierunkowe, zatwierdzenie i powrót do menu. Do tego na lewym boku mamy sterowanie głośnością oraz gniazdo mini-usb, a na prawej stronie gniazdo mini-jack i slot kart pamięci. Włącznik znajdziemy na górze urządzenia, więc dość ciężko o przypadkowe włączenie/wyłączenie. Na plecach urządzenia mamy klips do przypinania gdzie nam się podoba. Jedyne czego mi brakuje, to sprzętowa blokada przycisków, jaka była obecna w Clipie bez plusa i jest w iPodzie Video. Mała rzecz, a cieszy.

Jako jedyny odtwarzacz w teście Sansa posiada zarówno pamięć wbudowaną (dostępne w wersjach 2, 4 i 8 GB) oraz możliwość odtwarzania muzyki z kart pamięci. Można więc zacząć budżetowo od samego grajka, a później dozbierać na kartę 64GB i nosić przy sobie naprawdę dużą ilość muzyki. Na pewno starczy jej na dłużej niż rozładuje się bateria.

O oprogramowaniu pisać nie będę – zakładam, że docelowo znajdzie się na Clipie+ stary dobry Rockbox, więc będzie pod ręką jedno z najlepszych rozwiązań na odtwarzacze mp3, zarówno w kwestii wygody użytkowania jak i możliwości konfiguracji. Ważne, że odtwarza niemal wszystkie liczące się formaty dźwiękowe, wspiera wbudowane radio i dyktafon. Czyli taka maszynka do wszystkiego, co związane jest ze słuchaniem muzyki w drodze.

A jak to gra?

Niewątpliwie Sansa jest najsłabszym zawodnikiem w zestawieniu jeśli chodzi o moc. Z jednej strony to nie dziwi, bo i rozmiar malutki i przeznaczenie do mało wymagających słuchawek, typu dokanałówki. Z drugiej, jednak chciałoby się trochę więcej, w końcu w podobnych wymiarach można dostać mocniejsze prądowo odtwarzacze.

Samo brzmienie określiłbym jako lekko ocieplone, z wyraźną średnicą i przygaszoną dynamiką (osobiście nazywam to anemicznością grania).

Właściwie gdyby nie ta ostatnia cecha, niewątpliwie Plus byłby ze mną do dnia dzisiejszego. No, może zamieniłbym na Zipa, tak dla wygody, by mieć jeden kabelek do niego i telefonu. Bo moim zdaniem, to użytkowo jest idealnym odtwarzaczem na zewnątrz, oferując przy tym całkiem sensowną jakość dźwięku.

Bas mamy wyraźny, choć nie dominujący. Nie ma problemu z niedoborem tego niskiego, a wysoki nie dudni. Oczywiście możemy to popsuć w ustawieniach korektora, ale sam z siebie jest solidny. Na minus jedynie dam za dużą miękkość, przez którą czasami brakuje energii na dole. Nie jest to jednak rozmycie dźwięków, a bardziej jakby odsunięcie ich od słuchacza, tak, że po drodze tracą moc uderzenia. Znamy więc treść, ale brakuje części przekazu emocjonalnego.

I tak się przy okazji zastanawiam – czy granie takie jak w Clipie+ może być pokłosiem wielkiej ilości basowych słuchawek na rynku (w drodze wyrównania), czy może ilość owych słuchawek wynika z niedostatków basu w odtwarzaczach? Oczywiście mogli po prostu włożyć jakiś niedrogi układ elektroniczny, patrząc na koszty, a nie filozofując, któż to wie…

Ale wracam już do dźwięku, a konkretnie przechodzę do średnicy. Jej nie mam właściwie nic do zarzucenia, bo jest poprawna w każdym calu. Niższa nie tłamsi muzyki, wysoka nie kłuje po uszach, sam środek przyjemnie rozwija wokale męskie i żeńskie. Być może komuś będzie brakowało ciepła w tym wszystkim, większej ilości kolorów itd., jednak pod względem poprawności, a nie gustów, jest naprawdę dobrze.

Tylko żeby była jasność: to nie jest mistrzostwo świata, Święty Graal przenośnego audio, ani nic z tych rzeczy. Po prostu patrząc na cenę, grzechem by było w tym momencie narzekać na brak wykwintu.

Tu było więc miło i przyjemnie, a jak z tonami wysokimi? Cóż, dla mnie mają podobny problem jak bas – niby wszystko mamy na miejscu, ładnie się ciągną w górę i ciężko się przyczepić do składowych tej części pasma. Tyle że znów pojawia się nad tym wszystkim delikatna mgiełka rozmywająca szczególiki i wygaszająca brzmienie.

Zapewne dla większości osób nie będzie to problem, może nawet błogosławieństwo ukrywające podłą jakość odtwarzanej muzyki, czy łagodzące krzykliwe słuchawki. Gdy jednak siadam z ulubionym koncertem skrzypcowym, to czuję, że jednak brak czasami blasku w miejscach, gdzie być powinien.

Budowana scena nie należy do największych i brakuje trochę lepszego rozmieszczenia instrumentów w przestrzeni. Brzmienie jest przez to skierowane bezpośrednio na słuchacza, co ma i dobre i złe strony. Bo o ile jest to bardziej przyswajalne w gwarze miejskim od rozległej sceny, którą można analizować, to przy spokojniejszych odsłuchach, w porównaniu z innymi odtwarzaczami może się zrobić klaustrofobicznie.

Na koniec szczegółowość, czyli coś, czego mi tu nieco brakowało. Przy tańszych słuchawkach nie czułem różnicy, przy customach niestety pojawiły się wyraźne braki. A to gdzieś brakuje jakiegoś szczególiku, a to jakaś partia instrumentów zaczyna wydawać zlewające się dźwięki. Nie żeby zaraz było bagno i metr mułu, tym nas uraczy tylko jak podepniemy zbyt wymagające prądowo słuchawki jak na takie maleństwo, ale jednak wydając więcej, mogę otrzymać więcej. Tylko czy różnica w cenie jest adekwatna do zmiany jakości? To już każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

Szumy własne? Jak ma się słuchawki wyciągające szumy, to coś tam w tle słychać, ale to tylko przy wyłączonej muzyce lub cichym słuchaniu. Jest więc bardzo dobrze.

Podsumowując, mamy mały i przemyślany pod każdym względem odtwarzacz, który przy niskiej cenie oferuje całkiem przyzwoity dźwięk. Stworzony do niezbyt wymagających słuchawek przenośnych i z nimi sprawdza się najlepiej. Monitory do krytycznego słuchania czy domowe nauszniki wymagające elektrowni nie są dla tej Sansy, ale i nigdy być nie miały.

Odtwarzacz nie jest też wybredny – dzięki dobrze zrównoważonemu charakterowi, potrafi zgrać się dobrze praktycznie z każdymi słuchawkami, co najwyżej wymagając lekkiej zmiany w korektorze. Przy tym wydaje mi się, że trochę słabiej dogaduje się z dokanałówkami o przetworniku armaturowym. Podpinałem kilka różnych par i z żadnej nie byłem do końca zadowolony, choć na innych źródłach było bardzo przyjemnie.

Jednym zdaniem – konstrukcja stara, ale ciągle jara i warta rozważenia.

xDuoo X2

x2

Nowy zawodnik, który pojawił się na rynku na początku tego roku. Na razie niedostępny w Polsce przez żaden oficjalny kanał, ale od czego są zakupy przez internet? Jak tylko się pojawił, z mojego konta zniknęło 55 dolarów i pozostało czekanie na przesyłkę.

Jest trochę większy (choć cieńszy, przez brak klipsa) od Clipa+: 70,6 x 40,6 x 12,5mm kontra 55 x 34,7 x 15.33mm. Za to waga, to już dwa razy tyle co Sansa! Czyli potężne 50 gramów…

Część tego ciężaru, to materiał. Tu już mamy aluminium zamiast plastiku (tylko plecków nie jestem pewien), więc już solidniejsza rzecz w ręce. Reszta wchodzi w elektronikę.

Przycisków mamy mniej od wcześniej opisywanego kolegi, bo usunięto boczne klawisze do sterowania głośnością (a właściwie przerzucono je na przód, jako góra-dół) i nie ma osobnego włącznika odpowiedzialnego za uruchamianie. Aktualnie odpowiada za to środkowy przycisk. Za to, oraz za potwierdzanie wyborów, odtwarzanie oraz pauzę. Ale o multifunkcjonalnej obsłudze za chwilkę, jeszcze tylko dokończę opis fizjognomii X2.

Przyciski same w sobie są zrobione albo z aluminium, albo z twardego plastiku, który ładnie pomalowano, by je imitował – z wierzchu czarne, wokół srebrna obwódka. Całość wygląda całkiem nieźle i praktycznie. W bonusie mamy małą grzechotkę, bo wystarczy potrząsnąć xDuoo by klawisze zagrzechotały o obudowę. Mogli się tu bardziej postarać.

Pod przyciskami na dolnej ściance znajdziemy gniazdo mini-jack, które jak na razie charakteryzuje się bardzo pewnym „klikiem” przy wkładaniu wtyczki słuchawek. Tu mam wrażenie bardzo solidnej roboty i długowieczności. Zdecydowanie na plus.

Lewa ścianka to slot na karty microSD (zakup karty jest konieczny, bo wbudowanej pamięci brak), dziurkę do resetowania (nie miałem nieprzyjemności użyć, bo odtwarzacz działa u mnie bardzo stabilnie) oraz złącze micro-USB do ładowania i synchronizacji z komputerem (system widzi X2 jako pamięć zewnętrzną).

Na koniec wyglądu zostawiłem sobie ekran OLED, bo wydał mi się dość zabawny. Po wyjęciu z pudełka od razu widzimy… siebie. Niespodzianka! Chińscy projektanci stwierdzili, że świetnym pomysłem jest lustrzana powłoka ekranu. Może to wersja dla kobiet? Albo dla ludzi z dużym poczuciem humoru, co to lubią puszczać zajączki. Za to na pewno nie sprawdzi się na zewnątrz w słoneczne dni, jako wyświetlacz odtwarzacza mp3.

Powłoka powłoką, ważne, że jest spory. Tak na oko o połowę większa niż w Clipie+. Przynajmniej tak się wydaje do momentu uruchomienia, bo informacje mamy tylko na środkowej części. Rzut okiem w specyfikację i wszystko jasne: Sansa ma 1 cal, xDuoo 0,96 cala. Więc chyba chodziło tylko o zwiększenie powierzchni lustra.

Ale dość oglądania grajka i podziwiania swojego lica, czas na uruchomienie. Od razu rzuca się w oczy podobieństwo do Sansy – kolorystyka, logo przy uruchomieniu, menu na wyświetlaczu. To wszystko jest znajome. Przynajmniej z wyglądu, bo obsługa to inna bajka.

Przede wszystkim przyciski są multifunkcjonalne. O środkowym już wspominałem, z resztą jest podobnie. Pierwsza wersja oprogramowania (czyli na sprzedawanych aktualnie odtwarzaczach) miała typowo chińską przypadłość w obsłudze, czyli przechodzenie do kolejnej linii odbywało się nie klawiszami góra-dół (które, jak wspomniałem, tu służą do zmiany głośności), a lewo-prawo. Odpowiada to sposobowi zapisu chińskich znaków, jednak dla Europejczyka może być mylące i nielogiczne. Wersja oprogramowania v4.0 udostępniona 5 lutego eliminuje ten problem i nawigujemy dowolnie: lewo-prawo lub góra-dół (którymi dalej również zmieniamy głośność), więc mamy zdublowane opcje.

Mamy jeszcze dodatkowy przycisk „Menu”. Możemy wywołać jego trzy rodzaje: przytrzymanie daje dostęp do informacji systemowych (zmiana języka, ustawienie czasu wyłączenia, wersja oprogramowania itp.), krótkie kliknięcie na ekranie pauzy daje możliwość przeglądania i kasowania plików, natomiast to samo w czasie odtwarzania utworu umożliwia ustawienie trybu odtwarzania, wybraniu jednej z siedmiu konfiguracji korektora (na razie brak możliwości wprowadzania własnoręcznych zmian) itd.

Klawisze chodzą dość głośno i ciężko (muśnięciem ich nie uruchomimy). Więc zawsze wiadomo czy faktycznie je wcisnęliśmy, a ryzyko przypadkowego kliknięcia np. w kieszeni jest nieduże, co przy braku fizycznej blokady przycisków jest sensowne. Oby tylko były na tyle wytrzymałe na ile wyglądają. Póki co, jest w porządku. (edycja: opisywana wersja jest pierwszą wypuszczoną na rynek, mniej więcej od połowy 2015 roku w sprzedaży jest druga z poprawionymi przyciskami (chodzą lekko i cicho), a stare kupimy tylko na rynku wtórnym)

Na koniec opisu obsługi dwie informacje – po pierwsze, na razie nie radzę wkładać na kartę setek albumów, gdyż są one układane na wyświetlaczu w dacie wgrania, a nie alfabetycznie, więc czasami ciężko coś znaleźć. Jednak programiści xDuoo cały czas pracują nad zmianami, z polskiej strony już poszła sugestia między innymi alfabetycznego rozwiązania, jest więc jakaś szansa na poprawę.

Po drugie, pierwsza wersja oprogramowania miała problem z niektórymi plikami, część tagów umieszczonych w plikach uniemożliwiała ich odtworzenie. I nieważne, że X2 sam w sobie tagów nie obsługuje. Całe szczęście w v4.0 jest to już rozwiązane.

Po tak przydługim wstępie, czas przystąpić w końcu do odsłuchów.

Od samego początku czuć tu większą werwę niż w Clipie+, jest dynamiczniej i dosadniej. Ale w końcu X2 posiada na pokładzie wzmacniacz LMH6643, który w teorii daje mu 250mW przy 32Ω. Aktualnie ze słuchawek nie mam pod ręką nic ponad 80ohm, a z nimi radził sobie dobrze, więc może dane producenta nie są jakoś specjalnie przesadzone.

Taki miły dodatek wyraźnie wpływa na bas, który staje się bardziej zwarty i szybszy niż w Plusie. Nabiera też trochę twardości i nie eksponuje nadzwyczaj swoich wyższych zakresów, więc wielbicielom dudnienia może nie przypaść do gustu, nawet pod wybraniu w korektorze opcji DBB, która uwydatnia dolne rejestry.

Sam charakter basu jest dość liniowy, z lekkim wygaszeniem na końcu. Nie brak mu jednak energii i siły, a przy tym nie popada w pompatyczność. Dla mnie, to jest on blisko ideału w trzymaniu balansu pomiędzy rozrywką a techniczną poprawnością. Nie jest to poziom topowych odtwarzaczy, ale przy tej cenie, biorę z ucałowaniem ręki.

Tony średnie wyraźnie opierają się na basie, gitary posiadają solidne dociążenie i dziarsko są wspierane przez perkusję. Jednak najbardziej wyeksponowane są tu wokale: wyraźnie przysunięte do słuchacza i bezpośrednie. Mają w sobie i trochę ciepła i pewnej suchości, która wchodzi z tonów wysokich, szczególnie przez głosy żeńskie. Nadaje im to pewnego technicznego sznytu. Nie jest to wybitna poprawność, ale ma swój charakter, który może się podobać lub nie (czy jak u mnie – w zależności od płyty). Wyższa średnica, jak przed chwilą wspomniałem, nie jest nadzwyczaj nasycona. O ile żywe instrumenty dostają więcej życia (altówka może być czarująca), tak syntezator wręcz odwrotnie, robi się osłabiony i chudy.

Ogólnie jest dobrze, choć nieco surowo, co nie każdemu może pasować.

I w końcu góra. Najsłabszy element składowy grania X2. Dźwięki się nie zlewają, nie skrzeczą ani nic z tych rzeczy, po prostu ewidentnie brak tu klasy. xDuoo stara się, próbuje grać technicznie i rozciągać wysoko, ale właśnie czuć, że się stara, a nie gra lekko i naturalnie. Talerzom brak wibracji, skrzypce są za suche, za mało w nich barwnego brzmienia. Do tego nie do końca wychodzi to rozciągnięcie, w pewnym momencie góra wyraźnie się wygasza. I ewidentnie jest to wina oprogramowania, bo wystarczy zmienić ustawienia na korektorze by zabrzmiała lepiej. Ot, typowa chińska szkoła grania.

Potrafi zaangażować, łatwo się zapomnieć w brzmieniu mimo wad i oferuje więcej szczegółów niż Clip+, ale wystarczy zrobić porównanie z czymś innym by wyszły braki.

Scena ulega zdecydowanej poprawie względem Plusa. Jest szerzej, bardziej bogato w zakresie góra-dół, mniej się dzieje w samym środku głowy, a i położenie instrumentów jest bardziej konkretne, nie zlewają się tak jak u konkurenta. Może za to brakować trochę głębi, bo przed i za słuchaczem niewiele się dzieje – dźwięki rozchodzą się głównie na szerokość. Nie ma przy tym problemów z lokalizacją w przestrzeni i śledzeniem poszczególnych partii na scenie.

Szczegółowość też jest krokiem do przodu po Sansie. Ciągle nie to co można usłyszeć na wyższej klasy sprzęcie, ale zaczyna dochodzić do nas więcej małych detali, muzyka jest bogatsza, a zestaw grający bardziej wymagający odnośnie jakości nagrań.

Na koniec mały przytyk – dźwięki poza muzyką generowane przez X2. Odtwarzacz szumi na customach dość znacznie, wręcz uniemożliwia ciche słuchanie. Na mniej wymagających słuchawkach nie jest źle, ale jednak nie ma wielkiej ciszy. Do tego dochodzi średnio przyjemny i zauważalny dźwięk załączania się układu zabezpieczającego słuchawki.

Tutaj muszę dodać ważną wzmiankę odnośnie tych szumów, bo pojawiło się wiele pytań o to, a czasami wręcz rozpowszechniania nieprawdziwych informacji: nie bójcie się ich, jeśli nie macie słuchawek np. o czułości 130db i impedancji 16ohm i używacie ich do cichego słuchania. W większości przypadków szum będzie niezauważalny, bo nie przedrze się przez muzykę. Nawet gdy słuchacie w środku nocy, przy najniższym poziomie głośności, to zazwyczaj słuchawki są zbyt mało czułe, by to przeszkadzało.

Jak całościowo wypada xDuoo X2? Moim zdaniem bardzo porządnie: solidnie zrobiony, dźwiękowo wyraźnie lepszy od Sansy Clip+, a programiści ciągle pracują nad jego rozwojem. Oczywiście ma typowo chińskie braki, np. nie tak dobra góra jakby się chciało, czy generowane szumów własnych. Jednak gdyby pozbyć się tych kilku baboli, odtwarzacz byłby warty i dwa razy tyle, ile kosztuje teraz.

Nie ma też takich problemów z mocą jak Sansa, a i dobór słuchawek nie wydaje się trudny. Jedynie radzę unikać tych z ubogimi tonami wysokimi, to się może nie zgrać.
Ja jednak na razie nie mam wątpliwości – X2 zostaje ze mną.

Cztery miesiące później…

Minęło trochę czasu, xDuoo wypuściło oprogramowanie 5.0, a później 6.0, należy więc zrobić małe uzupełnienie opisu.
Zmiany w obsłudze nie były wielkie, ot kilka drobnych usprawnień (choćby możliwość szybkiego wracania do początku utworu, zamiast od razu skakać do poprzedniego), jedna nowa upierdliwość (beznadziejnie rozwiązane blokowanie przycisków), ciągle brak sortowania alfabetycznego. Jest więc lepiej, ale ciągle spore pole do poprawy.
W brzmieniu jednak zaszło kilka większych zmian.
Bas zachował swój charakter, choć odnoszę wrażenie, że jest nieco bardziej punktowy i mocniejszy. Nie jest to jednak żaden duży skok w którąś stronę. Jest mocno, rozrywkowo, przestawiając korektor na pozycję DBB nawet z CA Pro330 można zrobić basowe potworki, ale ciągle jest to dół trzymany w ryzach, bez tendencji do wylewania się na tony średnie.
Średnica jest już zauważalnie bardziej nasycona, zwłaszcza w swoich wyższych regionach, gdzie na wersji 4.0 czekało na słuchacza odchudzenie. Tu jest teraz gęściej, naturalniej i cieplej. Wokale kobiece dostały więcej barwy, a przy tym zlikwidowano część sybilantów (jednak jak utwór nimi sypie, to już trzeba ratować się odpowiednimi słuchawkami). Ma to też przełożenie na scenę, która się przybliża, jednak na szczęście pozostaje dość swobodna, nie ma takiego uczucia ścisku jak na Fiio X1 (choć i w nim firmware 1.3 poprawia ten element).
I na koniec tony wysokie – w końcu swobodniejsze i pełniejsze. Już nie próbują na siłę grać technicznie, dają więcej rozrywki. Są dobrze rozciągnięte, równiejsze i wyraźne, choć czasami brakuje mi większej szybkości, która by wydobyła dodatkowe mikrodetale z nagrań, to w tej cenie są rewelacyjne.

Tak wypada system w wersji 6.0 w porównaniu do 4.0. A jak odnosi się do 5.0? Cóż, napiszę szczerze, że nie mam ochoty sprawdzać. Na świeżo po zmianie miałem wrażenie, że w nowym fw jest nieco mocniejszy bas i troszkę więcej detali, co potwierdza to kilka głosów z sieci. Jednak zmiany jeśli w ogóle są, a nie wynikają z faktu, że jednak mija nieco czasu zanim się przełączymy pomiędzy wersjami i pamięć może płatać figla, to są na tyle małe, że nie ma raczej pilnej potrzeby wgrywania 6.0 – chyba że dla samego wracania na początek utworu.

Czy warto więc zmieniać oprogramowanie na nowsze w naszym X2? Tylko jak chce się dojrzalsze brzmienie i usprawnienia w obsłudze, inaczej odradzam 😉

Fiio X1

x1

Trzeci w kolejce jest „maluch” ze stajni Fiio, który od ostatniego kwartału 2014 roku próbuje zrobić małe zamieszanie wśród przenośnych odtwarzaczy muzyki i od tego czasu jest ze mną.

100 dolarów (w Polsce około 450 zł, do ceny trzeba doliczyć podatki) – tak go wycenił producent, to jest gdzieś na psychologicznej linii pomiędzy odtwarzaczami dla „zwykłego słuchacza”, a „poważnym przenośnym sprzętem grającym”.

Patrząc na same parametry, to pod względem możliwości zdecydowanie znajduje się w tej drugiej grupie. Odtwarzanie gęstych formatów (do 192kHz/24bit), wyjście line-out (współdzielone z wyjściem słuchawkowym) dedykowane do podpinania zewnętrznych wzmacniaczy, aluminiowa obudowa, tego się nie spotyka w budżetowych rozwiązaniach. Wspiera też wszystkie znaczące formaty muzyczne, jest solidnie wykonany, prosty w obsłudze i posiada solidną bazę akcesoriów (opaski, etui, czy nawet naklejki). Czyli czempion klasy robotniczej, stający w szranki z arystokracją? Poniekąd tak, jednak nie do końca, ale to tym trochę później.

Spoglądając na X1, ciężko uciec od skojarzeń z iPodem Video. Podobne rozmiary (Fiio ma 96,6 x 57 x 14mm, natomiast iPod 104,1 x 60,9 x 10,9mm) podobny ekran, podobne kółko sterujące. Fiio dorzuciło do tego garść rozwiązań ze swojej topowej kuchenki gazowej… przepraszam, ze swojego flagowego (na ten moment) odtwarzacza, czyli X5. Mamy więc cztery przyciski rozmieszczone wokół kółka sterującego, które są odpowiedzialne za cofanie, podręczne opcje oraz zmianę utworów. Pośrodku okręgu służącego do nawigacji jest koło, którym zatwierdzamy swoje wybory oraz pauzujemy i odtwarzamy muzykę. Na lewej ściance znajdziemy jeszcze trzy przyciski: zmianę głośności oraz włącznik.

Na prawej krawędzi umieszczono slot na kartę pamięci, na dole port microUSB, a na górze gniazdo mini-jack, które spełnia dwie wcześniej wspomniane funkcje: wyjścia słuchawkowego i liniowego.

Kolorowy ekran ma przekątną dwóch cali, jest czytelny również w świetle słonecznym i naprawdę ciężko mi wpaść na pomysł, po co miałby się tu znajdować jakiś ekranik HD, na brak którego niektórzy narzekali. Moim zdaniem jest idealnie skrojony jeśli spojrzeć na przeznaczenie X1 i jego rozmiary.

Ogólnie wszystko jest dobrze oznaczone, sprawia solidne wrażenie i pracuje bez zarzutu. Jedyne do czego można się przyczepić, to kółko – nawigacja jest czuła, przez co nietrudno przestrzelić pozycję jaką chcieliśmy wybrać. Osobiście nie miałem z tym większego problemu, ale widziałem trochę głosów osób, którym to przeszkadzało. Niestety okrąg nie jest inercyjny, więc mając na karcie pamięci kilkadziesiąt albumów, trzeba cierpliwie kręcić kciukiem by znaleźć ten upragniony. Daleko tu do iPodów, w których wystarczyło szybciej zakręcić by znaleźć się zdecydowanie dalej na liście.

Ktoś by tu mógł powiedzieć, że to nie problem, mu nie jest potrzebna karta i wystarczą albumy zapisane na pamięci odtwarzacza. Cóż, mógłby… gdyby X1 udostępniał taką pamięć. Analogicznie do xDuoo X2, bez karty microSD nie ma słuchania muzyki.

Po uruchomieniu (trwa nieco dłużej niż w przypadku Clipa+ czy X2, ale ciągle dość żwawo) widzimy całkiem zgrabne menu, podzielone na odpowiednie działy (aktualnie odtwarzane, kategorie, pliki i dwa rodzaje ustawień: dźwięku i systemowe). Opcji jest sporo, całość trzyma się kupy i najzwyczajniej w świecie jest przyjemna w obsłudze. Nie jest to Rockbox, ale rzadko czuję do niego tęsknotę gdy korzystam z X1. Jakiś minus? Tradycyjnie u Fiio będzie to korektor. Siedem przedziałów do zmiany, każdy w zakresie 12db, czyli można wprowadzać bardzo duże zmiany w dźwięku. Teoretycznie… Praktyka niestety pokazuje, że X1 jest dość oporny na zabawy korektorem. Zmiany oczywiście są, ale rzadko zadowalające, oryginalny charakter brzmienia ewidentnie się przebija przez nasze próby majstrowania.

Jak to w przypadku odtwarzaczy firmy Fiio bywa, istotną informacją jest używana wersja oprogramowania, bo lubią nimi zmieniać dźwięk jaki wydobywa się z grajka. Na moim egzemplarzu znajduje się fw 1.22beta. Od 1.10 i 1.20 znajdujących się (póki co) na sklepowych egzemplarzach, różni się tym, że poprawiono kreowanie sceny oraz zdjęto trochę ciepła z muzyki.

Ląduję więc wśród swoich wybranych albumów i zaczynam odsłuch.

Wspomniałem przed chwilą, że w aktualnym oprogramowaniu zdjęto trochę ciepła, prawda? Więc jak gra aktualnie X1? Oczywiście, że… ciepło. Zdecydowanie najcieplejszy odtwarzacz wśród tu opisywanych. Taki z niego trochę pluszowy miś: słodziutki, przytulny, nie budzi skojarzeń z agresywnością, ale już ucieka z bycia ciepłą kluchą, jak na pierwszych wersjach systemu.

Taki charakter zaczyna się już od basu, którego jest odpowiednia ilość, nie dominuje, nie jest chudy, ładnie się komponuje z resztą dźwięków. Na zejście też nie można narzekać. Nie ma ubytków, jest dobrze rozciągnięty i bez wielkich podbić. Te jednak występują i to niestety nie w miejscu, które bym wybrał, czyli zaczynają się od środka basu i idą w górę, w stronę tonów średnich. Nie jest to jakieś agresywne podbijanie, objawiające się dudnieniem czy zalewaniem reszty muzyki, ale dodaje sporo słodyczy do brzmienia. Łącząc to z niezbyt dużą dynamiką dostajemy brzmienie pasujące do spokojnej muzyki, gdzie liryczne uniesienia wykonawcy popłyną na basowej podstawie. Po prostu relaks i wypoczynek.

Gorzej gdy zechcemy posłuchać czegoś bardziej agresywnego, wtedy dół może okazać się nieprzyjemnie rozlazły, a takiej stopie perkusji zabraknie siły uderzenia. Przez to ciężko mi się wyzbyć skojarzeń z Clipem+. Takim na poważnych sterydach.

Po basie wchodzi średnica. Postawiona nieco z przodu reszty dźwięków, ocieplona, mająca przyjemny klimat rodem ze starych zestawów stereo, jakie pamiętam z odwiedzin u wujostwa. Wyraźnie wyrasta ona z basu, gitary są solidnie dociążone i mimo ciągle dziwnie ubogiej dynamiki mają w sobie sporo energii.

Wokale określę mianem kuszących. Dla mnie to najmocniejszy element X1, który wielokrotnie okazywał się złodziejem czasu. „Tylko chwilka” z Loreeną McKennitt czy Katatonią kończyła się po trzech czy czterech godzinach. Ciągle jest ciepło, ale właśnie ono potrafi w tym przypadku stworzyć świetną atmosferę do spokojnych odsłuchów. Głosy męskie są głębokie i solidne, kobiece czarują nieco oniryczną nutą, bez atakowania sybilantami gdy ciągną się w górę.

No i właśnie… góra. Mały Fiio lubi mnie tu irytować. Nie dlatego, że tony wysokie są kiepskie, drażnią czy tną uszy. Irytuje mnie polityką producenta.

Ale zanim wyłuszczę dlaczego tak jest, najpierw napiszę jak ją odbieram. Cóż, nie ma jej specjalnie dużo, nie jest krystaliczna ani specjalnie wciągająca. Nie jest też mdła, ani się nie gubi na poszczególnych instrumentach. Po prostu prawidłowo i w niemęczący sposób prezentuje dźwięki, łagodząc krzykliwe słuchawki czy nagrania.

Teoretycznie można znaleźć tu analogię z xDuoo X2, który też jest uboższy w tym zakresie, ale podobieństwo jest pozorne. W X1 czuć wyższą klasę brzmienia, wręcz szczyptę swobodnej finezji spoglądającej zza kocyka, jaki leży na tym paśmie. Bardzo dobre granie, tylko że przyjazne radiu.

I tu jest moja pretensja do Fiio – słychać wyraźnie, że odtwarzacz ma możliwości by rozwinąć się na górze, że chce, tylko oprogramowanie go trzyma na krótkiej smyczy. I wiem, że zbytnio nie ulegnie to zmianie, to dokładnie tak miał tu grać, jako „user friendly”. A ja nie chcę „user friendly”, tylko „music friendly”!

Ale że nic się z tym nie wskóra, a Rockboxa raczej nigdy na X1 nie zobaczymy, to trzeba otrzeć łzy i wrócić do opisu.

Czas więc na kreowanie sceny. Ta wielkością i charakterem jest gdzieś pomiędzy Clipem+ i X2. Niezbyt szeroko (choć lepiej niż w fw 1.10), z przyzwoitą głębią, a duża część muzyki dzieje się w naszej głowie. Na plus należy zaliczyć przekonywujące budowanie planów – tu praktycznie zawsze wiadomo gdzie co gra, choć właśnie nieco w stronę Sansy, czyli sporo dzieje się na małym obszarze, poszczególne sekcje zbliżają się do siebie, ale X1 jednak sztywniej wszystko ustawia, nie mamy poczucia, że niepotrzebnego przenikania się dźwięków i wchodzenia sobie w drogę.

Za sceną przyszła separacja. Jest dobra, choć nie o analitycznym charakterze. Można się jednak wsłuchać i z tła wychodzą coraz mniejsze szczegóły, po prostu muzykalność jako cel numer jeden.

Ten aspekt brzmienia jednak traci przez obniżoną dynamikę, która dusi możliwości małego Fiio. Ale skoro tak został pomyślany, to widać tak ma być.

Czy X1 szumi? Ano szumi, ale cicho. Wyraźnie ciszej od X2, trochę mniej niż Clip+. Na większości słuchawek będzie cisza w tle, a tylko te bardzo czułe wychwycą niemęczący szum przy cichych odsłuchach.

Ale mocy nie ma za dużo, tyle co do słuchawek portable plus mały zapas, to i szumieć nie ma z czego, skoro włożyli do środka porządne podzespoły i umiejętnie je podłączyli.

Problem dla mnie stanowi parowanie słuchawek z tym odtwarzaczem. To najbardziej wybredny sprzęt pod tym względem jaki znam. Wyborem najbezpieczniejszym będą słuchawki grające dźwiękiem jasnym i z lekko podbitymi skrajnymi częstotliwościami.

Jednak doświadczenie uczy, że X1 potrafi ignorować takie oczywistości i zaczyna dobrze grać z czymś z czym nie powinien, lub właśnie się nie zgrywa ze słuchawkami, które miały być świetne.

Tak wiec bardzo zachęcam, by w miarę możliwości sprawdzić wybrane połączenie przed zakupem.

Podsumowując wrócę do pytania z początku: czy jest to czempion klasy robotniczej, stający w szranki z arystokracją? Jak wspomniałem – jest i nie jest.

Zdecydowanie jest to bardzo solidny kawałek odtwarzacza o świetnych parametrach, na pewno wart swojej ceny. Tyle że producent założył mu kaganiec, by się nie rozbrykał, a ciężko walczyć z jedną ręką związaną za plecami. Dla mnie był to jedyny z opisywanych tu sprzętów, na którym słuchanie muzyki klasycznej nie sprawiało mi radości.

Na pewno ciekawy następca dla Clipa+, szczególnie dla ludzi miłujących się w spokojniejszym i ciepłym brzmieniu. W ostatnich miesiącach raz byłem bliski jego sprzedania, ale póki co zrezygnowałem z tej opcji, bo mimo że nie wpada w mój gust, to ma w sobie urok, szczególnie w klimatach typu dark wave czy choćby radiowe przeboje.

Jednak żaden z niego „killer” gigantów.

iPod Video 5g

video

Jako ostatni zawodnik startuje staruszek Video ze stajni Apple. Staruszek, bo 10 lat na rynku przenośnych odtwarzaczy, to praktycznie głęboka historia. Ciągle jest jednak całkiem popularny ze względu na swoje możliwości brzmieniowe oraz modyfikację na tzw. iModa (mój egzemplarz ma ją zrobioną, ale nią nie będę się zajmował w tym tekście).

Jak wspomniałem wcześniej, wygląd Video był zauważalną inspiracją dla twórców Fiio X1, tylko w dziadku cała obsługa jest jeszcze prostsza – inercyjne kółko służące do wszelkiej nawigacji, w środku zawiera przycisk do zatwierdzania, na górnej krawędzi suwak „Hold” do blokowania klawiszy i to już koniec tego czym operujemy. Niby mało, ale absolutnie wystarcza do wszystkiego. Można nie lubić firmy z ugryzionym jabłkiem, ale trzeba im oddać, że potrafią zrobić intuicyjny sprzęt.

Prócz elementów służących do obsługi, na odtwarzaczu znajdziemy dwa wyjścia – górna krawędź prócz „holda” zawiera gniazdo mini jack, natomiast na dolnej jest wyjście służące jako gniazdo ładowania, przesyłania danych po kablu USB, oraz line-out. Wejścia na karty pamięci brak, więc musimy się ograniczyć do już wbudowanej.

Na froncie znajduje się kolorowy ekran o przekątnej 2,5 cala (trochę więcej niż cały Clip+). Jest przyzwoitej jakości, choć ten w X1 wydaje mi się czytelniejszy.

Sam iPod dobrze leży w ręce, choć elementy z jakich jest wykonany (aluminiowe „plecki” szlifowane na lustro i przód malowany na połysk) robią z niego idealną przylepę na odciski palców oraz łapacz rysek. Przez to jest praktycznie niemożliwym utrzymanie go w idealnym stanie. Jednak jest to jedna z cech charakterystycznych dla przenośnych urządzeń Apple. Węszę tu podwójny spisek: ładnie się błyszczą zachęcając do ich zakupu i szybko stają się brzydkie zmuszając do wymiany na nowy model.

W teorii Video jest przypisany do oprogramowania iTunes, a jego wewnętrzny system uniemożliwia choćby korzystanie z plików flac. Całe szczęście z pomocą przyszli twórcy Rockboxa i analogicznie do Sansy, również tutaj można go zainstalować, dzięki czemu otrzymujemy bardzo wszechstronne źródło muzyki.

Ano właśnie, przejdźmy do muzyki.

Na początek ważna (powiedzmy…) rzecz: choć iPod Video 5g oraz Fiio X1 wyglądają dość podobnie, to wcale nie znaczy, że podobnie grają. Wręcz przeciwnie, to są zdecydowani antagoniści i czuć to od pierwszych taktów: X1 gra ciepło, Video jest chłodnawy.

Chłodnawy, czyli bez basu? Całe szczęście nie, bo dół jak najbardziej jest i to dobrej jakości. Zwarty, szybki, potrafi zejść naprawdę nisko. Nie ma wysuniętej przed szereg żadnej swojej składowej, dzięki temu jest zróżnicowany i elastyczny. Uderzenie też nie jest rozmyte, bo czuć jak powietrze jest wpychane do naszych uszu. Jedynie samej ilości może brakować, jeśli ktoś jest rozmiłowany w basowych brzmieniach.

Można to jednak korygować słuchawkami. Gdy podpiąłem do Video dokanałowe ADL EH008, to myślałem, że mi plomby z zębów powypadają. Więc jak widać nic straconego, jeśli ktoś ma taką potrzebę.

Średnica jest swobodna, lekko oddalona od słuchacza, choć w żadnym razie nie wycofana. Gitary są wyraźne i dynamiczne, jednak nieco w tle za wokalami, przez co taki np. metal może tracić na agresywności, co niekoniecznie jest pożądaną cechą. Za to pięknie rozciąga się brzmienie harfy. Ma w sobie jakąś zwiewność i naturalność.

Śpiew jest wyeksponowany i nieco za bardzo dominuje tony średnie. O ile przy kobiecym mogę to wybaczyć, bo ładnie się rozciąga i jest dobrze wypełniony – choć najbardziej narażony na sybilanty ze wszystkich czterech opisywanych tu odtwarzaczy – tak wokal męski na tym iPodzie mnie nie przekonuje. Brak mu trochę siły, wydaje się spłaszczony i za lekką mgiełką.

Z tonów średnich czas przejść na wysokie. I w tym miejscu Video 5g zostawia daleko z tyłu swoich konkurentów. Góra jest czysta, rozwija się razem z muzyką, w dobrych nagraniach grając z odpowiednią ilością blasku bez tendencji do przejaskrawiania. Tutaj koncerty skrzypcowe to sama przyjemność, smyczek po prostu czaruje.

Nie ma również problemu z talerzami perkusji. Słychać, że są metalowe, mają odpowiednie wybrzmiewanie i czystość.

Scena jest dobrze rozbudowana zarówno na szerokość, jak i w głąb. Nie ma klaustrofobicznych naleciałości, ani nie sprawia wrażenia sztucznie rozdmuchanej.

Instrumenty są na niej dobrze poukładane, jednak wszystko idzie bardziej w stronę przyjemności ze słuchania, a nie technicznej doskonałości. Plany potrafią się przenikać, jednak nie jest to wada znana z Sansy. Tutaj taka „miękkość” nie pociąga za sobą takiego zlewania się instrumentów ze sobą. Jest więc miło i przyjemnie, choć z butów nie wyrywa.

Szczegółowość jest na dobrym poziomie, czasami jakieś małe detale umykają, ale nie ma się wrażenia, że część muzyki się zagubiła.

Ilość „smaczków” jest do złapania w większej ilości na Fiio X1, tam jednak należy bardziej się w nie wsłuchiwać. iPod podaje je znacznie szybciej i bardziej dosadnie. To może być taki pierwszy krok w stronę analitycznego brzmienia.

Dużą mocą Video nie może się popisać, ale nie jest źle. Nie dusi się jak to bywa z Clipem+, jednak do bardziej wymagających słuchawek, zewnętrzny wzmacniacz byłby mile widziany. Za to z gniazda słuchawkowego nie szumi na poziomie, który by mógł irytować. Trochę bardziej sieje zakłóceniami niż Sansa i Fiio, ale zdecydowanie mniej niż xDuoo.

iPoda warto łączyć ze słuchawkami o lekko ocieplonym brzmieniu, dzięki temu muzyka dostanie więcej naturalności. Nie jest to jednak tak wymagający odtwarzacz jak X1. Tu dobre rezultaty można osiągnąć niemal z każdą parą słuchawek.

Jest to sprzęt stary, ale ewidentnie ciągle jary. Wygodny, dobrze wykonany, podatny na modyfikacje i brzmi dobrze już sam z siebie. Nie dziwi więc ciągła popularność. Nie sądzę, by za kolejne 10 lat wiele osób pamiętało o reszcie stawki, więc tym bardziej wyrazy uznania dla dziadka iPoda.

Podsumowanie

I to już właściwie koniec tego „krótkiego porównania”. Czy coś właściwie z niego wynikło? Na pewno to, że mam za dużo sprzętu… A dla czytelnika? Nie wiem, mam nadzieję, że komuś się przyda zanim wyda swoje pieniądze na coś, co może okazać się rozczarowaniem (i tak może nim być, ale zawsze trochę mniejsze ryzyko).

Każdy z tych odtwarzaczy ma swoje plusy i minusy:

  • Sansa Clip+ (oraz Zip), to mały, najbardziej funkcjonalny i niedrogi odtwarzacz, dobry dla mniej wymagającego słuchacza i na spacery. Dużo wybacza w muzyce, nie jest wybredny co do słuchawek.
  • xDuoo X2 jest małym chińskim grajkiem, z wadami typowymi dla tamtej myśli technologicznej. Za to jest żywiołowy w brzmieniu, dość uniwersalny i ciągle poprawiany w obsłudze, co daje nadzieje na jeszcze lepszą przyszłość.
  • Fiio X1 miał być wybitnym w swojej cenie, ale oczekiwania zostały pokryte tylko częściowo. Potrafi zaczarować w muzyce, ale jest mało uniwersalny przez sporą ilość ciepła w brzmieniu oraz ograniczone tony wysokie. Lubi też wybrzydzać w doborze słuchawek.
  • iPod Video 5g jest leciwy, ale w dalszym ciągu nieźle daje sobie radę w starciu z młodzikami. Dość jasny w brzmieniu, swobodny, banalny w obsłudze i łatwo dobrać do niego słuchawki. Tylko rysuje się od samego patrzenia i jest do zdobycia tylko na rynku wtórnym.

Gdybym miał zostać tylko z jednym, to którego bym wybrał? Hmm… Najlepiej opakowanie Clipa+, ale z aluminium, o bezproblemowej ergonomii i uniwersalności Sansy, z zainstalowanym Rockboxem, zadziornością X2, wokalami X1 i górą Video. O, z czymś takim mógłbym żyć i nie wybrzydzać.

Czy to wyczerpuje temat niedrogich (znaczy się do 500 zł) odtwarzaczy? Oczywiście, że nie. Przecież są jeszcze choćby Sony NWZ-E585, Colorfly C3, Hisoundaudio Nova N1, Xuelin IHIFI770C czy HiFiMAN HM-700.

Ale przyjemność kolejnych porównań zostawię chyba komuś innemu. Moja kieszeń nie jest aż tak głęboka 😉

W trakcie pisania dostałem też pytania, czy mogę się odnieść do grania iPoda Touch 4. Cóż, nie mogę, po prostu go nie posiadam, a nie będę się rozpisywał o tym, co kiedyś słyszałem.

Mogę za to skrobnąć zdanie o iPadzie 2, którego mam na stanie i pamiętam, jako podobnie grającego do Toucha.

Więc na szybko – prawdopodobnie jest lepszy od wszystkich wyżej opisanych sprzętów. iPad oferuje najbardziej zrównoważone brzmienie, lekko ocieplone i z dobrą sceną. Jest i ciekawy bas i przyjemna średnica i dobra góra. Na pewno jest to bezpieczniejszy wybór niż cokolwiek z mojej czwórki. W takim razie podejrzewam, że wybór czegoś innego od popularnej „Taczki”, to bardziej kwestia gustu muzycznego, a nie przewagi jakiegoś grajka nad nią.

Tylko dla mnie iPod Touch jest nieco niezrozumiałym narzędziem, taki telefon bez funkcji dzwonienia. Jednak szybciej bym się skusił na iPhona.

I tu już definitywnie kończę.

Jeśli ktokolwiek dotarł do tego miejsca, to dziękuję i współczuję 🙂 Do przeczytania!

A nie, jeszcze małe postscriptum:

Lista płyt

Skoro społeczeństwo się domaga słowa o tym, na jakiej muzyce porównywałem odtwarzacze, to spełniam prośbę. Jeszcze jakieś strajki się zaczną, czy coś…

Lista zawiera pełną listę albumów, pogrubione zostały materiały wrażliwe (znaczy się najczęściej odtwarzane), żeby było sprawiedliwie, były one w formacie flac. A słuchałem sobie tego:

  • Apocalyptica – Reflections
  • Armia – Legenda
  • Blackmore’s Night – Fires At Midnight
  • Blackmore’s Night – Secret Voyage
  • Blind Guardian – Somewhere Far Beyond
  • Blind Guardian – Tales From the Twilight World
  • Body Count – Born Dead
  • Closterkeller – Graphite
  • Closterkeller – Scarlet
  • De Press – Groj Skrzypko Groj
  • Disturbed – Believe
  • Five Finger Death Punch – War Is The Answer
  • Kairos – Kairos
  • Katatonia – Dead End Kings
  • Katatonia – The Great Cold Distance
  • Kult – Ostateczny Krach Systemu Korporacji
  • Kult – Spokojnie
  • Loreena McKennitt – A Midwinters Night’s Dream
  • Loreena McKennitt – The Visit
  • Mariko Senju – Vivaldi-The Four Seasons
  • Moby – Hotel
  • Nirvana – MTV Unplugged in New York
  • Proletaryat – Proletariat
  • Queen – The Platinum Collection
  • Sabaton – The Art Of War
  • Samuel Barber – Orchestral Works (Vol. 2)
  • Schiller – Opus
  • Siekiera – Nowa Aleksandria
  • Sirenia – Nine Destinies and a Downfall
  • Stiltskin – The Mind’s Eye
  • Svann – Granica Czerni i Bieli
  • The Eden House – Smoke And Mirrors
  • The Gathering – Mandylion
  • The Jam – Snap!
  • Therapy – Troublegum
  • Therion – Vovin
  • Tool – AEnima
Advertisements