Jakiś czas temu miałem możliwość przetestowania kilku par słuchawek firmy MEElectronics, ale jakoś temat przeszedł bokiem. Miałem wtedy na biurku trochę innych sprzętów i po prostu nie znalazłbym czasu to, by dodatkowe doki solidnie ocenić.

Ale nowy rok, więc i nowe okazje się pojawiają. Od słowa do słowa i MuzoStajnia doszła do porozumienia z oficjalnym dystrybutorem MEElectronics na Polskę: firmą AudioHeaven. Tak oto zjawiły się u mnie dwa modele: opisywane poniżej M9 Classic wyceniane na 49 złotych oraz oczekujące na recenzję armaturowe A151P drugiej generacji.

Skupmy się jednak na dzisiejszym bohaterze.

M9 Classic otrzymujemy w niedużym kartonowym pudełku, na którym mamy logo producenta, nazwę słuchawek oraz wpisany kolor jaki otrzymujemy (do wyboru kolor czarny). Takie opakowanie zostało określone mianem „wolnego od frustracji”. I w sumie coś w tym jest, bo jednym ruchem dostajemy dostęp do słuchawek, bez przebijania się przez dodatkowe kartoniki, plastikowe blistry czy inne folie.

pudelko

W środku znajdziemy prócz słuchawek trzy pary wygodnych pojedynczych nakładek, każda z nich w innym rozmiarze (S, M oraz L) oraz jedną parę podwójnych tipsów. Na kablu znajduje się jeszcze klips służący do przypinania go do ubrania i tyle. Czyli w sumie standard w tym budżecie.

gumki

Wykonanie recenzowanych Classiców nie budzi zastrzeżeń. Nieduże aluminiowe kopułki nie mają nigdzie luzów, całość jest ładnie spasowana, kabel w przezroczystej izolacji sprawia dość solidne wrażenie. Wtyk jack jest kątowy i pozłacany.

m9

Całość sprawia wrażenie, że dość długo z nami pożyje. Dla pewności bym sugerował nabycie sztywnego etui do przechowywania słuchawek. Zakup firmowego MEElectronics to raptem kilka złotych.

Jeśli cokolwiek mogłoby budzić moje zastrzeżenie, to otwór bass-reflex umieszczony w taki sposób, że wydaje się wrażliwy na warunki atmosferyczne. Jednak czy faktycznie może być to problem, to się okaże po sezonie chodzenia w mżawce, śniegu i na wietrze (jeśli ktoś w takich okolicznościach przyrody nie nosi choćby kaptura).

Wygoda użytkowania na początku była dla mnie problematyczna – tulejka w rozmiarze T400 i moje wąskie kanały nie zawsze się lubią. Balansowałem więc gdzieś pomiędzy brakiem odpowiedniego uszczelnienia, a wrażeniem zatkanego ucha. Jednak chwila kombinacji z gumkami i już było w porządku, szczególnie gdy przeciągnęło się kabel za uchem. W tym drugim przypadku praktycznie całkiem został wyeliminowany problem przenoszenia dźwięków ocierania się kabla o ubranie. Jednak nosząc te słuchawki tradycyjnie, efekt mikrofonowania też nie był duży, więc za to zdecydowany plus. Tłumienie dźwięków zewnętrznych stoi na solidnym poziomie, choć część hałasów otoczenia na niezbyt zatłoczonej ulicy do nas dociera.

Po właściwym ułożeniu, słuchawki trzymają się w uchu pewnie i wygodnie. Jeśli jednak chcemy jeszcze więcej komfortu, można sięgnąć po pianki Comply z serii T lub Tx. Dodatkowo wielu osobom zmiana dźwięku w takim przypadku może się wydać na plus.

A no właśnie, dźwięk, warto chyba coś o nim napisać, w końcu trochę z nimi spędziłem czasu na słuchaniu muzyki.

Jako sprzęt towarzyszący służyły: iFi iDSD Nano, Fiio X1, Xduoo X2, iPod Video 5G, Sansa Clip+ oraz Nokia Lumia 720. Do tego sporo muzyki w formacie flac.

Przede wszystkim, M9 Classic posiadają lekko ocieploną sygnaturę dźwięku, zmierzającą w stronę naturalnego grania, choć zawsze z kroczkiem w stronę popularnych brzmień z list przebojów. Nie jest to jednak tzw. V, czyli podbite skrajne częstotliwości. Jeśli upierać się przy nomenklaturze literowej, to uznajmy, że jest to bardziej И niż V.

Bas jest wyraźnie podkreślony i oferuje dość mocne uderzenie. Nie jest to dół zadowalający basolubów, powinien jednak być satysfakcjonujący dla „przeciętnego” słuchacza – rysuje się wyraźnie, ale nie przytłacza swoją obecnością. Co istotne, schodzi nisko i nie sprawia wrażenia sztuczności, dość równo rozkładając akcenty od niskiego do wysokiego basu. Na minus muszę wpisać dynamikę dołu: czasami czuć, że powinien pojawić się szybki i mocny impuls, a otrzymujemy zaokrąglone, nieco misiowate dźwięki. Takie wrażenie odnosiłem głównie w agresywnych metalowych i industrialnych utworach, gdzie bas łagodził ową agresywność. Pokłosiem tego jest ograniczona różnorodność dołu, ale całe szczęście M9 Classic są daleko od jednostajnego i mdłego łupania. Co tu ukrywać, za taką cenę, jest bardzo dobrze.

Tony średnie prosto po wyjęcia z pudełka rozczarowały mnie słyszalnym wycofaniem w swoich niższych partiach, przez co całość średnicy wydawała się mdła, a wokale nosowe. Ale kilkadziesiąt godzin grania w szafie, próbuję jeszcze raz i od razu lepiej. W niektórych utworach wciąż mam wrażenie jakiegoś wygaszenia w okolicach 500-1000 kHz, co da się wyczuć na gitarach. Niewątpliwie jest to efekt wcześniej wspomnianego mocniejszego basu i nadchodzącej lekko podbitej wyższej średnicy. Ta, choć wychodząca do przodu, jest niemal pozbawiona sybilizacji, więc nie będziemy raczeni sztucznie syszącymi wokalami. Natomiast instrumenty smyczkowe mogą czasami nieprzyjemnie przejechać się po naszych uszach. Nieczęsto, ale jednak zdarza się.

Konsekwencją takiego strojenia średnicy jest różne rozłożenie charakterystyki głosów męskich i damskich. O ile te pierwsze są delikatnie nosowe i złagodzone, tak kobiecy śpiew jest bardziej bezpośredni i żywiołowy. Nie wiem na ile to był świadomy zabieg inżynierów, ale bardzo fajnie się to sprawdza w muzyce popularnej, takiej jak Ariana Grande and The Weeknd „Love Me Harder”. Natomiast już w „Sister Nightfall” Sirenii męski wokal znika za kobiecym.

Tony wysokie są obecne i wyraźne. Nie wykazują tendencji do metalicznych pogłosów, ale i rozciągnięcia i blasku im brakuje, bym się nimi zachwycił. Nazwałbym je bezpiecznymi – delektować się smaczkami koncertów skrzypcowych nie będziemy, ale i ratują nasz słuch przy marnych realizacjach lub słabej jakości plikach. Może talerze perkusji są nieco matowe ze względu na nie najwyższą dynamikę, ale jak człowiek sobie przypomni o cenie M9 Classic, to mu marudzenie przechodzi.

Scena na kolana nie powala. Niemal wszystko dzieje się w środku głowy, zarówno na boki jak i w głąb, tylko czasami nieco wychodząc poza uszy. Nie miałem jednak uczucia klaustrofobii, bo dzięki bardzo przyzwoitemu poukładaniu planów, przypomina to bardziej owinięcie się w kołderkę, niż zamknięcie w małym pomieszczeniu. Przestrzeni niedużo, ale jest ciepło i przyjemnie.

Separacja instrumentów jest zadowalająca. Oczywiście czasami brakuje rozdzielczości, coś się potrafi zlać ze sobą, ale słuchawki ewidentnie się starają. Stawiając je koło konkurentów cenowych, to zdecydowanie są w ścisłej czołówce.

Z czym zagrały mi najlepiej? Bez wątpienia z iFi iDSD Nano. Ale raczej nikt nie będzie specjalnie nabywał tych sprzętów by grały ze sobą, a i przeznaczenie MEElectroniców jest bardziej w stronę wyjść poza dom. Więc oto moje podium portable:

Pierwsze miejsce, to ex aequo iPod Video 5G oraz Xduoo X2. Oba zaoferowały najbardziej żywe i naturalne brzmienie w połączeniu z M9 Classic. Pierwszy ma przewagę na górze pasma, grając z większą swobodą, natomiast drugi lepiej dopełnia dół.

Drugie miejsce, to Sansa Clip+. Przyjemnie, dość równo grające połączenie, choć jak to z Sansą bywa, momentami zbyt anemiczne.

Na ostatnim miejscu podium umieszczę Fiio X1 oraz Nokię Lumię 720. X1 w parze z M9 dostarczy nam mało przyjemnej niskiej średnicy, która będzie powolna, rozlazła i stłumiona. Natomiast w połączeniu z L720 dźwięk jest ogólnie mało dynamiczny i ciężko się w niego zaangażować.

Całościowo, biorąc pod uwagę cenę: 49 złotych, MEElectronics M9 Classic są bardzo udanym modelem. Uniwersalnym w brzmieniu, pozbawionym większych wad i dobrze wykonanym. Konkurencja? Może kilka modeli z Chin, te jednak trzeba najpierw zakupić w jakimś zagranicznym sklepie, a później czekać do miesiąca aż do nas dotrą. Na naszym rynku, mogą iść w szranki z Brainwavz Delta, które są droższe raptem o 10 złotych. Które wybrać? Tu już dużo zależy od preferencji osobistych i posiadanego sprzętu.

Delt już nie ma przy mnie, ale jestem niemal pewien, że dla nich podium z poprzedniego akapitu odwróciłoby się miejscami.

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi

AudioHeven

Reklamy