…. 20 lat przyszło nam czekać na nową płytę, dosyć niespodziewanie została zapowiedziana w połowie tego roku a wydana w ten jesienny czas! Jaka ona jest?

Pink Floyd to najważniejszy zespół mojego życia, od niego zaczynałem przygodę z muzyką a co za tym idzie sprzętem audio, zespół po wielu burzach podzielił swoich fanów na kilka obozów, mamy więc część która uważa że „PF” skończyli się po odejściu Syda, następni że po odejściu Rogera, Ja natomiast uważam że Pink Floyd zaczął się właśnie od momentu w którym odszedł Syd, okresu po odejściu Rogera nie uważam za koniec ale za początek innego etapu, okresu wcale nie gorszego, ponad wszystko uwielbiam sposób, kunszt, sztukę, barwę gry Davida, prywatnie to w moim rankingu najlepszy gitarzysta na świecie, ogromie też doceniam sposób komponowania piosenek i płyt przez Rogera, sposób bardzo obrazowy iście filmowy ( Amused to Death jest jedną z najlepszych płyt w mojej kolekcji).

2005 rok przyniósł nam cień nadziej na powrót Rogera i może nowe wydawnictwo, niestety nie doszło do tego mimo tego że panowie bardzo często grywali z sobą

Śmierć Richarda w 2008 jednak zabiła nasze nadziej na nową płytę w pełnym składzie. Tyle wstępu a na tapetę wpada „The Endless River”, płyta stała się dosyć kontrowersyjna jeszcze przed jej wydaniem, dlaczego?

Ano po pierwsze dlatego że to materiał stworzony przy pracy z „The Division Bell”, po drugie płyta z wyłączeniem jednego utwory jest instrumentalna, po trzecie singiel promujący album „Louder Than Words” nie powalił na kolana.

Płytę odsłuchałem już chyba z cztery razy i od razu po pierwszym wiedziałem że to bardzo dobra płyta. Nie pamiętam kiedy tak szybko, tak przyjemnie i miękko przesłuchałem pierwsze dziewięć utwory (w pozytywnym znaczeniu), widać że płyta jest wielkim hołdem dla Richarda, ta płyta przesiąknięta jest jego duszą, jego muzyką, pomysłami i kunsztem. Jest też zdecydowanie nowym etapem, okresem muzycznym Pink Floyd, to na pewno nie jest „The Division Bell” ani „The Wall”, płytę należy traktować zupełnie inaczej, choćby dlatego że brak w niej wokalu, tekstu. The Endless River to płyta spójna, spokojna, charyzmatyczna w przekazie, bogata w barwy, instrumenty, nie wieje tutaj nudą mimo braku ostrych rifów czy spektakularnych solówek, jest składnie i ładnie, gładko, angażująco, ciepło, idealnie wręcz na jesienne wieczory. Oceniając tą płytę, porównywałem ją do płyt instrumentalnych Vangelisa, Eric-a Serra i innych. Cóż więcej pisać, myślę że teraz należy słuchać bo warto, to bardzo dobry materiał który przestawia nam inną stronę Pink Floyd i mający w sobie dużo dobrego z osiągnięć PF bo w końcu to kawałek duszy, geniusza i zdolności Richarda Wrighta!

 

Czy świnie nadal potrafią latać?

TAK, latają inny stylem ale nadal to ekstraklasa i mistrzostwo!

Kończę więc ten tekst akcentem muzycznym, numerem siedem – „Anisina”

Utwór jak dla mnie najlepszy na tej płycie!

 

 

EDYTA 10-11-2014 23:15, musiałem:

 

 

 

Reklamy