Jako, że idea Muzostajni jest najbliższa memu sercu i wiem, że niesiona treść ma tu szanse zaistnieć dla potencjalnie zainteresowanych adresatów, więc w takim wypadku postanowiłem przenieść moje recenzje na łamy naszego bloga.

Oczywiście przy czytaniu trzeba wziąć pod uwagę, że można tu znaleźć wiele bzdur i baboli. Nie są to teksty o charakterze profesjonalnym, tym bardziej opiniotwórczym, raczej sentymentalna podróż Mózgopracza po odcinkach czasu w których miał kontakt z konkretnymi modelami.

Wstępnie dla jakiegoś porządku ponumeruje recenzje PS.1, PS,2 itd.

Dzisiaj tak dla przypomnienia moja opinia o wspaniałych słuchawkach Fidelio X1 kierowana trochę w stronę kolegi Siara ;).


CO MY TU MAMY?

Słuchawki są solidnie wykonane i pięknie wyglądają. Pod tym względem dostajemy to za co płacimy. Przewijało się to parę razy, ale warto to powtórzyć jeszcze raz. ;)

NIEZBĘDNE <przydługie> WPROWADZENIE

Moja para ma za sobą parę godzin grania. W opisie dźwięku myślę, że oceniając je trzeba mieć odpowiednią perspektywę. Z tych słuchawek które dane mi było słuchać najlepiej X1 odnieść do D2000, HP200 i Hi2050. Cała 4 zdecydowanie należy do innej kategorii niż większość słuchawek z jakimi przeciętny zjadacz chleba się spotyka. Są to słuchawki audiofilskie i rządzą nimi określone prawa. Na pewno nie ma sensu omawiać ich w kategoriach muzyki mainstreamowej, gdzie liczy się „oomph”, krzykliwość dźwięku, czy wszelkie inne zabiegi mające przyciągnąć uwagę, wręcz przeciwnie w audiofilskiej kategorii liczy się odkrywanie ukrytych smaczków, analiza i interpretacja muzyki, za która jest ambitniejsza i która nie się za sobą drugie dno. Mówiąc prostym językiem – musimy się napocić by dotrzeć do „wspaniałości zawartej w muzyce”. Nie da się też obiektywnie ich porównać do kategorii słuchawek monitorowych, gdzie wszystko musi być wyłożone na tacy, dobitne, wyraźne, konturowe – tak aby autor mógł z łatwością rzeźbić w dźwięku. Znów jest odwrotność, nic tu nie będzie w dźwięku prostolinijne, oczywiste i z góry przesądzone. Akcent jest nastawiony na słuchanie muzyki w najbardziej zwartej postaci, tak jakbyśmy poszli na koncert. Zapewne próby i przygotowania muzyków w filharmonii wyglądają zupełnie inaczej i opierają się na czymś innym niż sam występ, gdzie liczy się całość i kontakt z publiką ukryty w pewnym rodzaju szyfru.

Ostatnimi czasy dokonał się pewnego rodzaju przełom, a były to wejście chińskich słuchawek studyjnych na rynek konsumencki. Zamiast na zamulonych KSC i UR40 zaczęliśmy słuchać na superluxach, które z racji swojego pierwotnego powołania, musiały się odznaczać jakością znacznie wyższą niż słuchawki konsumenckie szczególnie w tych low-endowych cenach za które można je było nabyć. Jak się okazuje kupiliśmy to i się to nam spodobało. Wiele osób zaczęło cenić jakość i możliwość wglądu w nagranie ponad inne przyjęte konwenanse.

Teraz oto pojawiły się znów coś nowego słuchawki z audiofilskich niebios weszły cenowo w zasięg zwykłych śmiertelników. Najpierw to były Hi2050 i HP200 chińskich firm, a teraz X1 dobrze znanej nam – markowej – firmy od maszynek do golenia – Philips. Myślę, że większość osób niezbyt obeznanych w temacie w tym ja nie zostaliśmy uprzedzeni o tej nowej tendencji, która była przyczyną mojego szoku kulturowego. Robię ten przydługi wstęp , aby złagodzić ewentualne wzburzenia i nieporozumienia. Sam stoję na osobistym rozdrożu będąc trochę skołowanym, jednak powoli zaczyna do mnie docierać świadomość zaistniałej sytuacji i próbuje się jakoś do tego przystosować i zaadaptować.

Przechodząc już konkretnie do dźwięku muszę przyznać, że moje X1 zdecydowanie muszą się jeszcze pogrzać, jednak jest już dla mnie jasne z czym mam do czynienia, a pierwsze burzliwe emocje już ze mnie opadły. W szybkim otrząśnięciu pomogło mi właśnie wcześniejsze doświadczenie z innymi modelami tego typu.

DŹWIĘK

By oszczędzić niektórym niepotrzebnego czytania powiem od razu, że X1 nami nie zatrząsną nami, oraz nie dadzą nam tej „monitorowej jakości”. Jeśli szukasz słuchawek do FUNu lub FUNu wywołanego konturowością dźwięku monitorowego to możesz nie czytać dalej i odpuścić sobie te słuchawki. Nie są to słuchawki dla Ciebie. Zatem dla kogo? Dla tych wszystkich którzy wyłożą 7 ciężko zarobionych stówek lub dla tych co odmówią sobie „wacików” na rzecz muzyki, bo ich po prostu na to stać i w dodatku osoby te muszą się liczyć z zainwestowaniem kolejnej nie małej sumy pieniędzy, aby dobrać odpowiednie źródło dźwięku. Jeśli chodzi o to jaka musi być dziurka do nich to od razu mogę podzielić się swoimi wnioskami. Musi to być źródło o niskiej impedancji na wyjściu jack, oraz dość mocne, żeby chociaż wstępnie je rozruszać. Nie trzeba wydawać kroci na domową elektrownie, jednak zasługują na coś lepszego niż xonar DX czy jakaś jeszcze inna budżetowa karta. Źródłem musi być przyzwoity wzmacniacz. Nie dlatego, że nie zagrają ze słabszych źródeł, bo za grają i to ładnie już z ipoda ze skalą na prawie max. Jednak takie słuchanie jest co najmniej „fo’pa” . Kierujmy się po prostu zdrowym rozsądkiem. Źródło musi być dobre jakościowo, mieć jasną charakterystykę i zdolność do wykreowania pięknej prezentacji dźwiękowej. Te słuchawki są wrażliwe na każdy element dźwięku jaki serwuje nam źródło. Zastanówcie się jak gra wasz wzmacniacz, a będziecie wiedzieć, dlaczego dana rzecz w dźwięku się wam akurat podoba, bądź was odrzuca.

Co do sygnatury pojawiły się [na pewnym niemieckim forum, a udostępnione też na head-fi] dość dużo nam mówiące wykresy.
Dodaj obrazek
Dodaj obrazek

Nie ma co tu się kłócić co do subiektywnych wrażeń. O słuchawkach można dość pewnie powiedzieć, że są ciemne, tzn. ta linia wykresu biegnąca od strefy basu po samą górę pasma, jest linią opadającą biegnącą ku dołowi. Jest dość sporo basu, a dość mało wysokich tonów.  Są na pewno ciepłe i mimo szybkiego dźwięku, rejony basu będą trochę dłużej wybrzmiewały, lekko się ciągnęły. Nie można natomiast mówić o wycofanej średnicy.  Nie jest ona masywna, na pewnych źródłach może być lekko oddalona, ale wycofana na pewno nie jest, razem z basem przyjmuje dość liniowy charakter. Natomiast mamy tu kilka spadków na wyższej średnicy i wysokich tonach, każdy z nich zwany jest roll-off’em. Cała ta charakterystyka objawi się we dość konkretnych wrażeniach. Ocieplenie, ciemność i roll-off’y sprawią, że dźwięk będzie raczej łagodny, bez sybilacji wszelkiego typu. Wykres czasowy oznajmia nam natomiast, że dźwięk będzie dość szybki, a zatem wydawał się dość dynamiczny.  Czy ta cała teoria sprawdza się w praktyce? Jak na moje ucho tak. Z początku w pierwszych godzinach odczułem wręcz podbitą górę i wyraźniej podbity pewien zakres pasma odpowiadający za ciężkość i „punch” basu. Te wrażenia w miarę grania słuchawek słabną. Punch jest dalej wyczuwalny, aczkolwiek już nie tak silny, a bas się dość wyrównał, a góra gwałtownie zmalała.

Przejdźmy do bardziej subiektywnej cechy a mianowicie „sceny” muzycznej. Jak na mój gust nie jest to takie oczywiste i proste jakby można było o tym myśleć w pierwszej chwili. Są to wrażenia ambiwalentnego rodzaju. W sensie monitorowym. Scena nie jest ani zbyt szeroka, ani w oczywisty sposób głęboka – przynajmniej w momencie pisania tych słów z wciąż wygrzewającymi się słuchawkami na uszach. Jednak z punktu widzenia audiofilskiego ilość powietrza na tej przestrzeni i sposób ułożenia dźwięku, daje dość przyzwoite wrażenia przestrzenne. Mając otwarte oczy i odnosząc dźwięk no członków swojego ciała jako punkt odniesienia, dźwiękowi udaje się wyjść zaledwie na niewielki obszar po za naszą głową. Jednak, gdy zamkniemy oczy i „wejdziemy w muzykę” sytuacja się drastycznie zmienia. Obecnie moje źródło nie pozwala mi wycisnąć z nich wszystkiego, ale już teraz słychać, że potrafią pięknie tą scenę kreować, ani w „konsumencki sposób wow”, ani w sposób monitorowy – gdyż „fizycznie” to nie występuje. Ale wszelkie niuansiki, proporcje, zależności, otoczenie akustyczne instrumentów zamieszczonych na scenie jest łatwe do zaobserwowania.

Na koniec warto przeprowadzić kilka obiecanych porównań. Jak dla mnie jest to brzmienie Takstarów Hi2050 znajdujące się po drugiej stronie medalu, czy też mocy. Hi są ogólnie bardziej liniowe w całym paśmie, a ostatecznie wydają się jasne, w przeciwieństwie do ciemnych X1. Kreowanie dźwięku jest bardzo zbliżone równie szybkie, jednak mam wrażenie, że pod względem poukładania sceny i ogólnie pojętej jakości audio X1 wysuwają się na prowadzenie, potrafią też dużo lepiej odtworzyć rejony basu, gdzie Takstary po prostu nie dają rady. HP200 to zupełnie inne kreowanie dźwięku bardziej zwrócone w stronę monitorowej konturowości, ze sceną bardziej zdystansowaną, ale również bardziej rozłożystą, przy czym o dużo słabszej głębi, gdyż głównie grają w jednej linii, podczas gdy X1 wchodzą dźwiękiem do filharmonii kiedy zajdzie taka potrzeba, ale potrafią wyjść i zasiąść na kameralnej scenie.  SM z pewnością należą również do kategorii audiofilskiej. Porównanie do D2000 jest na razie trochę nie na miejscu gdyż znajdowanie wspólnego mianownika na tym etapie odsłuchów może być mylące. D2000 dużo łatwiej napędzić i są mniej wymagające od źródła, moim zdaniem również są to słuchawki w pełnej mierze audiofilskie, chociaż z racji pewnych nierówności w paśmie wyłożą się w audiofilskim nagraniu, a czasem dodadzą smaczku w konsumenckiej muzyce,  pod tym względem X1 są bardziej równe i jednomyślne.

Kolejna nocka zawalona, ale mam nadzieje że chociaż miło się wam będzie czytać.

Reklamy