Raz na jakiś czas podczas snu, mój umysł stara się nadrobić zaległości w oglądaniu filmów. Normalnie nie mam czasu obejrzeć nawet wiadomości, o filmach nie wspomnę. Jak raz na 2 tygodnie się zdarzy to jest dobrze. Tak więc, jeśli przez dłuższy czas nie oglądam jakiegoś typu filmów to pojawia się on w moich snach. Tym razem trafiło na horror/thriller.

Zaczął się typowo dla większości takich filmów. Rodzinka mieszka na przedmieściach w dość okazałym domu z garażem (tak, zapamiętałem taki szczegół). Sielskie życie w sumie cały czas jest sielskie tylko dziecko czasem ma wrażenie, że w domu coś jest. Coś ciemnego, jakby cień. Cień ten układa się dość naturalnie i nie budzi podejrzeń, tylko czasem kątem oka można zauważyć jakiś ruch. Czasem „przykryje” jakiś drobny ale wartościowy, zwłaszcza sentymentalnie, przedmiot (np. pierścionek) i po tym jak się wycofuje przedmiot ten znika. Co gorsza znikają tez wspomnienia z nim związane. Żaden z domowników nie zauważa zniknięć. Dorośli wracają do domu z pracy lub budzą się rano i nie przeszkadza im brak zegarka, czy kolczyków, które nie tak dawno odkładali w widoczne miejsce. O ironio często odkładali po to by o nich nie zapomnieć (np. wziąć kolczyki na wieczorne wyjście na przyjęcie).
Taka dygresja, w czasie snu „kamera” czyli moja świadomość z reguły znajdowała się w pobliżu dziecka (jakoś płci nie zarejestrowałem, ale chyba bardziej dziewczynka tu pasuje, wiek około 6 lat), które praktycznie nie wychodziło z domu, poza najbliższą okolicą. Czasem jednak widziałem oczami dziecka, zwłaszcza te ruchy kątem oka.
Atmosfera w domu robi się coraz bardziej nerwowa, rodzice wraz ze wspomnieniami tracą też po cząstce uczucia jakim siebie obdarzają. Częściej zdarzają się kłótnie, wszyscy chodzą podminowani. Jedynie dziecko coś podejrzewa, podświadomie zdaje sobie sprawę, że dzieje się coś niedobrego czasem zauważa, że coś zniknęło, jednak nie jest w stanie sobie przypomnieć co.
Tu krótki opis wyglądu domu i okolicy. Ulica przy której jest dom bohaterów pnie się pod górę, przynajmniej w najbliższym sąsiedztwie posiadłości. Dom umiejscowiony jest na skarpie pochylonej w prawo, w dość nowoczesnym stylu. Na posesję wchodzimy z ulicy przez furtkę w niskim ogrodzeniu, parę metrów po prawej mamy wjazd na posesję prowadzący dalej do garażu. Patrząc od frontu, po prawej stronie w poziomie piwnicy jest garaż, wejście blisko środka. W domu holl i schody na górę i na dół naprzeciw wejścia. Po prawo duży a przede wszystkim długi salon połączony z hollem tworzy kształt odwróconej litery L. Salon jest przechodni i w ścianie naprzeciw frontowej są drzwi do dalszych pomieszczeń domu. Po lewo kuchnia i kawałek korytarza polewo od schodów, prowadzący w głąb domu. Okna w salonie są jedynie na ścianie, na której są drzwi frontowe.
Teraz następuje pewien przeskok w akcji spowodowany przebudzeniem. Po ponownym zaśnięciu akcja jest kontynuowana, co mi osobiście bardzo rzadko, ale się zdarza (pamiętam ze 3-4 takie przypadki).
Pewnego dnia cień postanawia „pochłonąć” córkę (niech już będzie córka). Dziecko siedzi w salonie mniej więcej po środku i bawi się. Rodzice są poza domem, matka w pracy, a ojciec chyba na jakimś dłuższym wyjeździe, bo nie pojawia się już do końca snu. Słońce chyli się ku zachodowi i wpada przez okna od frontu domu. Dalsza część salonu znajduje się w półmroku. Właśnie stamtąd cień zaczyna się zbliżać do dziewczynki. Tu w przyspieszonym tempie obserwujemy stopniowy zanik światła słonecznego w salonie i to jak cień zbliża się do dziecka. W pewnej chwili cień „łapie” stopę dziecka. Dziewczynka czuje dziwny chłód i krzyczy przestraszona. W tym momencie do domu wchodzi matka i słyszy ten krzyk. Dziecko się zrywa i biegnie do matki przerażone. Opowiada co się stało. Matka uspokaja dziecko, ale sama czuje jakąś obecność i też jest mocno zaniepokojona. W tym momencie słońce całkiem zachodzi. Matka też zauważa jakiś ruch kątem oka a salon staje się dziwnie ciemny i straszny. Cała akcja od momentu krzyku dziewczynki odbywa się w hollu. „Kamera” umiejscowiona w kuchni (po lewo od wejścia) rejestruje matkę i córkę z salonem w tle. Czasem punkt widzenia zmienia się i widzimy akcję oczami cienia, najpierw z poziomu podłogi, a po opanowaniu salonu również ze ścian i sufitu (jak czyhający Obcy).
Cień zaczyna się zbliżać do matki z córką, powoli wpełza na ściany hollu. Włącznik światła nie działa. Przez drzwi uciekają na zewnątrz, gdzie jeszcze są resztki dnia. Wybiegają na ulicę i biegną w górę ulicy, gdzie jeszcze jest w miarę jasno.
Następnie akcja przenosi się do klaustrofobicznego (nisko sufit) hotelu/motelu, gdzie bohaterki się schroniły przed cieniem. Jest już późno (powiedzmy 2 w nocy) i postanawiają iść spać. Oczywiście zostawiają włączoną lampę taką stojącą na jednej nodze, ok 1,5m wysokości z abażurem. Znajduje się ona dość daleko od łóżek, bliżej rogu pokoju. Jednak i tutaj „cień” się pojawia. Powoli wypełza z rogu i zbliża się do lampki. Obie dziewczyny przerażone obserwują tę wędrówkę. W momencie gdy „cień” dociera do lampki gaśnie ona, a dziewczyny zaczynają krzyczeć i wybiegają na korytarz (dość dyskretnie oświetlony). Za chwilę „cień” wypełza przez szczelinę pod drzwiami i dość szybko zaciemnia cały koniec korytarza (korytarz w hotelu tworzy literę U i na lewym końcu U znajduje się wynajęty pokój). Zaczynają uciekać, dobiegają do windy (w połowie U) jednak „cień” przysuwa sie coraz szybciej a winda nie chce przyjechać. Biegną dalej a 2 kroki za nimi przesuwa się cień. Tutaj kamera czasem umiejscowiona jest 2m przed uciekającymi i obejmuje również zbliżający się cień, czasem patrzymy przerażonymi oczami dziewczynki (chaotyczne ujęcia, raz w przód, raz w tył) a innym razem z perspektywy cienia, z sufitu. W końcu bohaterki osiągają koniec korytarza (prawy koniec U) i widzimy zbliżający się do nich cień (w głębi korytarza oczywiście czarno). Potem kamera przeskakuje i widzimy oczami cienia, który zbliża się dość szybko do bohaterek i znów przeskok na oczy dziewczynki (wtulonej w matkę, co było widać z punktu widzenia cienia)…

W tym momencie się obudziłem z szybko bijącym sercem. W dalszym ciągu miałem wrażenie, że ktoś jest w pobliżu. Nie tak blisko, jak blisko dziewczynki był cień we śnie, bo w nogach łóżka – i nie próbował się zbliżyć. Po jakimś czasie odszedł, a ja poszedłem spać dalej.

Fajny sen, ktoś powie. Inny powie, przerażający. Dla mnie to jednak coś więcej niż tylko sen. Obecność istot spoza naszego wymiaru odczułem niejednokrotnie, zwłaszcza w obecnym mieszkaniu. Z początku przerażało, później wkurzało, dziś jednak skłoniło do przemyśleń. Co ta istota chciała mi przekazać zsyłając taki sen? Każdy sam najlepiej interpretuje swoje sny i po chwili przemyśleń i kojarzeń faktów doszedłem do następujących wniosków:

Przez ostatnie lata po macoszemu traktowałem odwiedziny na grobach po części usprawiedliwiając się tym, że mam małe dziecko. Jeździłem tylko tam, gdzie było blisko, zaniedbując wizytę u innych, którzy groby mają dalej.
Teraz zdałem sobie sprawę, że powoli pochłaniał ich „cień”, a tym snem chcieli pokazać, jaki to dla nich horror – horror zapomnienia…Znicz

Reklamy