Specjalizacja….
Nie wiem, czy jest kluczem do sukcesu. Jedni mawiają, że nikt nie może być dobry we wszystkim. Inni zaś, że asortyment trzeba dywersyfikować. Są różne drogi, żeby odcisnąć swoje piętno na rynku.
Tym bardziej aktualne pozostaje pytanie, czego można się spodziewać po producencie pralek, kuchenek mikrofalowych, lodówek, płyt indukcyjnych, drukarek, komputerów, tabletów, telefonów, od niedawna także zegarków.
Z pewną dozą nieśmiałości, jak kiedyś zaczynała się reklama, podeszłem do tego produktu (wiem co piszę, miałem blisko to i podeszłem, jakbym miał daleko, to może bym i podszedł). Przecież to taki nieaudiofilski producent, jego elektronika znana jest raczej z tego, że się sypie tuż po zakończeniu gwarancji. Tu odwalę kawałek prywaty- mi wyświetlacz w lodówce tego producenta padł po ok. 20 miesiącach jej używania, 23 miesiącach od zakupu. Wstydźcie się!!!
Chyba wszyscy już wiedzą, o jakim producencie piszę. Tak, jest to Samsung, a produkt to Level in.
W polskich internatach znalazłem jeden test tych słuchawek, powiem szczerze, że po jego przeczytaniu miałem mieszane uczucia. Ryzykować, czy jednak sobie darować. Skoczyć do tej wody, czy może jednak pójść w innym kierunku. Zauroczony dźwiękiem armaturowych Audeo (PFE 012) stwierdziłem, że może spróbuję podwójnej armatury, wspomaganej przez przetwornik dynamiczny. A może tamten oceniający się mylił?
Przekonamy się za jakiś czas. Dziś, tj. 13 października, roku pańskiego 2014, słuchawki do mnie dotarły, w fabrycznym opakowaniu, więc ich przebieg równy jest zero. Od jakichś 30 minut mam je w uszach, więc to za mało, żeby ewentualnie dynamik się rozruszał. Na armaturę wygrzewanie nie ma wpływu, ale żeby słuchawki zagrały pełnią swoich możliwości, przez kilka, może kilkanaście dni potestuję je sobie, tym samym nabijając licznik.
Tak więc, ciąg dalszy nastąpi…za jakiś czas.
W tym miejscu chciałbym podziękować…pomyślicie Samsungowi, za ich udostępnienie. O nie, sam je sobie kupiłem, więc będę mógł napisać co mi się podoba, a co!

I ciąg dalszy nastąpił….
Garść informacji ogólnych- niekoniecznie udany wstępniak.
Słuchawki do transportu zamknięte są w bardzo gustownym pudełeczku, które dodatkowo zabezpiecznone jest folią. Dopiero po jej usunięciu (zerwaniu, zdarciu: niepotrzebne skreślić), możemy zerwać plombę. Wieczko pudełka zamykane jest na magnes, więc jest jak najbardziej wielokrotnego użytku. Ale co tam pudełko.
Otwieramy je i zastajemy słuchawki równo ułożone w wytłoczce, porządne twarde etui z logo Samsung, skrywające zestaw gumek i pianek. Do czego w moim egzemplarzu mogłem się przyczepić- wytłoczka tak mocno trzymała lewą słuchawkę, że bojąc się o urwanie kabelka, musiałem czymś ją podważyć. Nieostrożny klient już na początku może urwać, albo przynajmniej nadwerężyć kabelek.
Budowa i wygoda.
I tak oto gładko przeszliśmy do budowy słuchawek. I cóż można powiedzieć- jest naprawdę dobrze.
Przez te wszystkie lata Samsung zrobił naprawdę duży postęp w projektowaniu urządzeń. Można się spierać, czy zawsze dobiera odpowiednio wysokiej jakości surowce, ale tu wyglądają naprawdę przednio, nie ma się do czego przyczepić:
1. Kabelek- wystarczająco długi, w kształcie wstążki, z bardzo przyjemnej w dotyku gumy. Co ważne, nie ma tendencji do plątania się,
2. Pilot- obsługujący urządzenia na androidzie, w końcu coś, co nie jest nastawione na urządzenia spod znaku jabłka z wadą. Jest spory, z łatwo wyczuwalnymi przyciskami, nie ma problemu, żeby trafić w akurat ten, którego się potrzebuje. Wizualnie, bardzo ładnie, podłużny, z zaokrąglonymi końcami. Na obrzeżu ozdobiony jest gustowną srebrną ramką,
3. Słuchawki- spore, o zaokrąglonych kształtach. Plastik sprawia pozytywne wrażenie. Wewnętrzna część słuchawki ładnie kontrastuje srebrnym kolorem z białą perłą na korpusie słuchawki. Jeśli się nie mylę, mamy nawet kawałeczek aluminium w postaci nakrętki na korpusie słuchawki, tuż przy tulejce, a przynajmniej tak jest ten materiał stylizowany. Jakość wykończenia wręcz wzorowa, nie ma żadnych zadziorów, żadnych nierówności, robota na szóstkę z plusem, a nawet serduszkiem,
Jak już się nacieszyliśmy wyglądem, dobraliśmy odpowiedni tips (gumka czy też pianka), możemy zacząć słuchawki układać w uszach. No właśnie, możemy zacząć. Jak już raz zaczęliśmy i nam nie wyszło, możemy zacząć jeszcze raz. Nie poddajemy się, przecież to są nasze nowe słuchawki, chcielibyśmy ich posłuchać, zaczynamy je jeszcze raz układać. Uffff, udało się, na koniec trzeba złapać seal. No dobra, trzeba jeszcze raz zacząć układać je w uszach i może seal się znajdzie.
Może mam po prostu mam małe uszy (kanały słuchowe), fakt- wszystkie IEM-y mam na tipsach z rozmiaru „S”, ale Audeo praktycznie od razu udało mi się poprawnie ułożyć. Tu nie jest łatwo. Wracając pamięcią do momentu zakładania tipsa, przypomnijmy sobie jak wygląda tulejka, wszystko wtedy będzie jasne- ona jest po prostu duża. Po poprawnym ułożeniu, słuchawki leżą wygodnie nie przeszkadzają w życiu.
Słuchawki można w uchu ułożyć jedynie w pozycji „kabel w dół”, nie ma możliwości założenia kabla za ucho, co z kolei podyktowane jest jednak przeznaczeniem także i do telefonów. Po prostu mikrofon nie może wylądować na plecach, nasz rozmówca mógłby nas słabo słyszeć. Ale też nie ma co się przejmować efektem mikrofonowym- jeśli jest, to naprawdę niewielki, na tyle, że mi ani nie rzucił się w uszy, ani tym bardziej nie przeszkadzał w odsłuchach.
Dźwięk
Nietypowo, zacznę tu od rozmowy telefonicznej, w końcu to także i do tego słuchawki. Przy pierwszej rozmowie byłem zaskoczony klarownością głosu i choć nie mam telefonu ze stajni Samsunga, S-voice nie zadziała, to zestrojenie przetworników robi wystarczającą robotę. Nie miałem nigdy wcześniej tak dobrych słuchawek do rozmów, a przewinęło się tego troszkę, od tych dokładanych do telefonów, po markowe słuchawki ze średniej półki cenowej. Jeśli ktoś się zapyta, co według mnie oznacza średnia półka cenowa, to dziś odpowiem: 200-300 PLN. Dwa lata temu postukałbym się w głowę twierdząc, że 100 PLN to górna półka, jak na IEM-y.
Platforma testowa:
Ibasso DX50,
LG G2.
Muzyka testowa:
Sting: Symphonicities,
Freddie Mercury: Barcelona (wersja II symfoniczna),
Meat Loaf: Bat Out Of Hell (24/96, HD TRacks),
Meat Loaf: Bat Out Of Hell II, Back Into Hell, Collectors Edition,
Asia: Gravitas,
Fair Warning: Sundancer,
Magnum: Breath of Life,
TOTO: jeden konkretny utwór, I will remember (ocena basu),
Mike Oldfield: Two Sides.

Ze względu na specyfikę dźwiękową słuchawek, do testów wybrałem dość szerokie spektrum muzyki, żeby naprawdę wychwycić w czym się sprawdzą, do czego zaś nie nadają, ale po kolei.
Przewrotnie zacznę. Czy mieliście okazję posłuchać Audeo PFE 012/112? Tak? To Level in nie bardzo ich przypominają.
Za dźwięk odpowiadają trzy przetworniki: dwa zbalansowane oraz jeden dynamiczny. To w teorii powinno dać dźwięk pełny, z piękną górą, średnicą niezbyt schowaną, oraz potężnym basem. I może zaczniemy od basu, a do jego oceny zastosowałem specyficznie dwa utwory. Jeden to I will remember, ToTo, drugi zaś to Bat Out Of Hell.
Ocena basu dla mnie zaczyna się w utworze Bat Out Of Hell, w jednym specyficznym momencie, około 8 minuty utworu pojawjają się słowa: And last thing I see is my heart still beatin’, w tym samym czasie gitara basowa powinna naśladować rytm bicia serca. Są słuchawki, które nie radzą sobie z tym fragmentem. A tu ten fragment jest słyszalny, może nie tak jak na typowych słuchawkach dynamicznych, ale jest.
ToTo, oczywiście początek utworu I will remember. Pamiętam jak Audio-Technica ATH-M50 pomasowały mi bębenki, w Level in oczywiście nie ma co się spodziewać aż takich wrażeń, chociażby przez wielkość drivera, ale czuć potęgę niskich rejestrów.
W mojej ocenie bardzo ładnie Samsung zaprojektował niskie pasma. Są, istnieją, może nie tak twarde i punktowe, ale za to pełne, ładnie zaokrąglone i, co najważniejsze, nie wybijają się ponad pozostałe częstotliwości. Nie ciągną się, mają swój początek i koniec. Po prostu dopełniają obrazu muzycznego, nie stanowiąc głównego spektaklu. Zatem nie są to słuchawki dla bassheadów.
Średnica
To jest to, dlaczego wybieram słuchawki oparte o zbalansowane przetworniki kotwicowe. Wokale w nich brzmią obłędnie, gitary czarują a dźwięk jest ładnie napowietrzony. Nie inaczej jest i tu. Kompletu obrazu dopełnia świetna separacja i czytelność przekazu.
Wysokie tony
Te słuchawki pięknie odtwarzają to pasmo. Talerze cykają obłędnie i to nie jest jeden zlany syk, słychać pojedyncze cyknięcia, niemal każde uderzenie pałeczki bębniarza. Dźwięk jest czysty, nie ma nieprzyjemnego piachu, szarzyzny. Naprawdę to jest to.
Weksponowane wysokie tony czynią te słuchawki niesamowicie jasnymi, nie ma tego nieszczęsnego koca, który może dokuczać niektórym konstrukcjom.
Scena
Nie jest tym, czego szukam w IEM-ach. Tu istnieje raczej wąsko, bardziej w bok. Stereofonia zaś bez zarzutu.
Podsumowanie:
W mojej ocenie bardzo udane słuchawki, mają pazur w dolnych rejestrach, przepiękną średnicę, świetne wysokie. To ostatnie jest tym, czego mi najbardziej brakowało, to dla czego warto było te słuchawki kupić.

Słuchawki idealne?
Teraz wróćmy do wstępniaka. Wspomniałem o innych testach tych słuchawek, które wskazywały na wadę słuchawek- sybilanty. Sam zacząłem sie zastanawiać, czy mam jakąś inną konstrukcję (rev. 2?), może do tamtego testu poszedł egzemplarz uszkodzony. Z drugiej strony, ja kupiłem na wolnym rynku, więc jeśli ktokolwiek miałby mieć uszkodzony egzemplarz to właśnie ja, nie sądzę, żeby producent strzelił sobie w kolano i obie stopy na raz wysyłając na testy słuchawki niepełnosprawne. A może coś z moimi uszami. W końcu 30 wiosen już jakiś czas temu minęło, może niezbyt dobrze słyszę wysokie tony. Wszędzie, gdzie czytałem o Level in, mowa była o ich tendencji do nieprzyjemnej sybilizacji, metaliczności. A to co usłyszałem w najmniejszym stopniu tego nie przypomina. Co jest?!
Wyszło tak naprawdę przez zupełny przypadek. Nie lubię słuchać zbyt głośno. Od razu co zrobiłem po przepięciu z Audeo 012 na Level in- ściszyłem grajka. Głośność DX 50 na Audeo miałem ustawioną na 215-220 (skala producenta). Po wpięciu Level in, od razu zjechałem maksymalnie do 200 (najczęściej przedział 190-200), co daje nawet 10% ciszej. To widać w specyfikacji, co prawda podana przez producenta jest ograniczona, ale z tego co jest, widać, że impedancję mają dwukrotnie niższą niż Audeo: 16 ohm vs. 32 ohm. Tu jako ciekawostkę mogę napisać, że do końca trudno rozstrzygnąć jaką impedancję mają Level in. Samsung Polska podaje 8 ohm, Samsung US: 16 ohm.
Pomiędzy utworami testowymi, gdzieś musiałem zwiększyć głośność, ze względu na cichszą realizację i nie ściszyłem przy następnych utworach. Słuchawki zaczynają być bardzo nieprzyjemne przy wyższych głośnościach, metaliczne, tnące powietrze sybilantami, czego moje uszy nie potrafią znieść. Dopiero na naprawdę dobrze zrealizowanych nagraniach można zwiększyć dawkę decybeli.
Werdykt
Nie będę się silił na żadną skalę, gwiazdki, serduszka i inne takie. Słuchawki są naprawdę dobre, w porównaniu do tego, co miałem okazję posłuchać, naprawdę nie mają się czego wstydzić. I jeśli ktoś lubi relaksujący odsłuch, przy rozsądnych dawkach decybeli, nie ma się czego obawiać.
Za dość przyzwoitą cenę, jak na słuchawki o takiej konstrukcji, dostajemy produkt perfekcyjnie wykonany, naprawdę dobrze brzmiący, zrównoważony, dźwięczny, rzekłbym kompletny, ze względu na spoistość przekazu. Nie ma wrażenia rozerwania dźwięku, bałaganu w przekazie, nieprzyjemnego chaosu. Co ważne, nie czuć szczególnie, by któraś częstotliwość była nadmiernie faworyzowana.
Z pewnością nie są to słuchawki dla wszystkich. Mimo wszystko, jak na polskie warunki, cena jest raczej zaporowa, ale technologia niestety kosztuje. Przypominam- dwa przetworniki armaturowe i jeden dynamiczny. To już mocno zawęża grono potencjalnych odbiorców.
Drugie sito to oczywiście dźwięk- jest po jasnej stronie mocy i jeśli ktoś chce posmakować naprawdę krystalicznego dźwięku, ten polubi Level in.

Tagi: Samsung Level-in, Samsung Level in, Level-in, Level in

Reklamy