Lepiej późno niż wcale 🙂 Kilku z was pewnie czekało na ten test. Dokładniejszy opis cech fizycznych i historii słuchawek znajdziecie na zaprzyjaźnionym blogu  wraz ze zdjęciami – DŹWIĘKOŻERCA.

Dziękuję bardzo za bardzo pozytywny feedback po ostatnich nazwijmy to „recenzjach” (choć nie chcę, aby tak były postrzegane te teksty). Zostałem też poproszony o kolejne testy, więc chciałbym przedstawić krótko moje stanowisko, a jest nim ~let it go~ . Nie mówię tak, nie mówię nie, wszystko niech się samo dzieje. 🙂 Aczkolwiek mam też swoje osobiste sprawy, którymi jestem teraz zawalony, a w najbliższym czasie to się nie zmieni za bardzo. Czasem nawet nie znajduje czasu nawet by sprzęt odesłać, za co przepraszam tych którzy są w kolejce po mnie.

Pamiętajcie, że jest to jak zwykle bardzo subiektywna opinia nieprzeszkolonego, zwykłego konsumenta audio. Mówię o tym, gdyż o ile przy wzmacniaczach mogą być spory o jakieś pierdoły, tak ocena słuchawek jest w jeszcze większym stopniu skażona gustem recenzenta. Mam ochotę napisać kilka artykułów o tym jak tylko znajdę trochę siły wewnętrznej w sobie. Tymczasem zachęcam do samodzielnego szukania informacji, jak coś znajdziecie możecie mi podesłać jako inspiracje do kolejnych wpisów. Warto zebrać nawet troszeczkę wiedzy, gdyż  wpływa to bezpośrednio na odsłuch i to jak oceniamy sprzęty. Zapoznać się można wstępnie z kilkoma tekstami naszych kolegów – coś na początek:
Badanie słuchu i słuchawki referencyjne.
Fatsowe rozważania o referencji.

Przejdźmy jednak do głównych atrakcji tego tematu:

Denon AH-D1100 „antybas mod”

Dużo było pisane o tym modelu na forach audio, gdy pojawiła się jego wysprzedaż w sklepach w Wielkiej Brytanii. Najkrócej można byłoby określić je jako grające szeroko, z dobrą sceną, choć spłycone w głębi (w stosunku do szerokości), z dużą ilością powietrza jak na zamknięte. Dźwięk mają szczegółowy, dość dokładny, ale z wrażeniem luzu i wyraźną dawką FUNu. U mnie podłączone były do w miarę neutralnego źródła. Jedyne, co trochę odciągało mnie od muzyki to właśnie zbyt spłycona głębia sceny, lub w zależności jak do tego podchodzić zbyt szeroka scena. Wolałbym, aby efekt przestrzeni był w nich naturalniejszy.

Owszem miały też inne wady, bas nie pokazywał wszystkich tekstur, choć nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że było go za dużo. Po za tym średnica mogłaby być pełniejsza. Ogólnie przyjemnie mi się spędzało z nimi czas. Jednak po niedługim okresie z obawy, przed słabym wykonaniem i konieczności inwestowania w naprawy i mody wolałem odsprzedać swój egzemplarz.

Po modyfikacjach wyraźnie się zmieniły. Na plus jest to, że scena się zwęziła i grają bardziej wymiarowo. W całej reszcie nie wyłapie dokładnych różnic z pamięci. Na pewno brzmienie jest odchudzone. Dźwięk nie jest bezpośredni, wszystko gra, z lekkiego oddalenia, ale nie ma efektu hangaru. Bas  stał się punktowy. Średnica jak na zamkniętą konstrukcje jest dobra, klarowna, ale dalej jest trochę chuda, a może nawet sucha. Wyższa średnica zaczęła dawać o sobie znać. Z wysokimi tonami ciężko powiedzieć co się zmieniło. Zdaje się, że reszta pasma zmieniła ich odbiór. Są szczegółowe czyste, ale jakby krótkie w wybrzmiewaniu.

Ogólnie to nie jest moje granie i mi się efekt nie podoba. Co prawda na odpowiednim wzmacniaczu (SiP) zagrały tak, że nawet na moment potrafiły mnie wciągnąć. Jednak to po prostu nie mój kierunek grania. Ludzie porównują je do K550 nie wiem ile prawdy jest w tych porównaniach. Balans w paśmie w jakimś stopniu jest zachowany, więc może znajdą się osoby, którym podejdzie takie granie. W mojej opinii modyfikacje odebrały słuchawkom FUN, za który je właśnie lubiłem. Natomiast uwidoczniła się taka przyjemna płynność przekazu. Przypomniały mi się trochę D2000, jednak raczej modowane D1100 ich nie zastąpią.  Weźcie sobie moje krytyczne słowa z przymrużeniem oka. Dla kogoś kto lubi dużą scenę, przestrzenne i lekkie to Denon mogą się sprawdzić, w końcu całościowo to zawsze były dość przyjemne słuchawki. 🙂

Creative HS-800  Fatality „antybas mod”

Znam je jeszcze z studenckich lat. Miały potężny, ale niestety kartonowy i mało szczegółowy bas. Przekaz ich wspominam jako zamulony, do tego stopnia, że M390 które wtedy miałem, a które mistrzami klarowności nie są wypadały przy nich dobrze. Byłem bardzo ciekawy jak wypadną po modyfikacjach.

Ku mojemu zdziwieniu wyszły bardzo dobre słuchawki. Pierwsze jednak co się rzuca na ucho – dosłownie, to mniejszy ścisk pałąka i wygodniejsze pady. Nie są w pełni komfortowe, ale da się z nimi wytrzymać, podobna sytuacja co z CAL!  Wydaje mi się, że przetwornik umieszczony w środku stać jeszcze na dużo więcej i sam kabel który w tym wypadku ogranicza się do prolinka, może być jeszcze lepszy.

By nie przedłużać – wady. Jak dla mnie to nie są słuchawki skończone, brak trochę wykończenia w brzmieniu, co w pierwszym momencie nie pozwoliło mi wyłapać wszystkich zalet. Mogą komuś nie podejść charakterem grania, ale nie ma co na siłę doszukiwać się jakiś szczególnych wady. Pasmo jest całkiem zbalansowane, lekko ocieplone, podbity bas, ale w takiej porcji, by cieszyć, a nie martwić. Znajdziemy tu cofniętą średnicę, lecz bez większego bólu. Wysokie tony są trochę niepoukładane, ale ma potencjał, są łagodne, nie męczące, ale z przyzwoitą jakościa. W tej cenie w zasadzie bardzo dobre. HS-800 Grają trochę taką ciepłą V-ką. To co zadziwia w tych słuchawkach, to scena. Jest mnóstwo powietrza jak w otwartych konstrukcjach. Nie porównywałbym ich do tego co mogą osiągać DT990pro to jest trochę inny typ prezentacji. Tutaj wszystko opiera się trochę na pomniejszonych źródłach dźwięku i graniu z dystansu. Jak dla mnie można już spokojnie traktować je jak porządne słuchawki ze środkowej półki w kwestii dźwięku. Pod kątem opłacalności jeśli miałbym dać jakąś ocenę to byłaby bardzo dobra.

AKG K172HD „fun mod”

Nie znam wersji stockowej, więc tutaj nie porównam. Konstrukcja to pierwowzór dla superluxów z tą różnicą, że są tu lepsze materiały i a pady opierają się o ucho, co nie jest komfortowe przy dłuższych odsłuchach.

Od razu słychać, że dźwięk jest dobrze ze sobą zszyty i kompletny, wrócił środek pasma w porównaniu do Fatalitek. Słuchawki przedstawiają sobą dobrą jakość dźwięku, ale nie jest to w żaden sposób techniczne granie. Dźwięk jest ciepły, gęsty, wypełniony. Jak na wielkość muszli scena jest zaskakująco dobra, lecz nie jest to tak przestrzenne granie jak w Fatalitkach. Potrafią rozkładać i układać dźwięki, dzięki czemu stereofonia daje przyjemne wrażenia. Ze szczegółowością i rozdzielczością jest już raczej przeciętnie, ale dalej można czerpać przyjemność z muzyki. Całokształtem grania przypominają mi takie lepsze KSC75, czyli bardzo muzykalny, funowy, można powiedzieć rockowy dźwięk, w tym wypadku okraszony większą technicznością. Bas bardziej uderza niż grzmi, jest miękki, z lekką sprężystością, jest go sporo, ale zachowuje kulturę. O średnicy i reszcie pasma w górę nie mogę wiele konkretów napisać, które by je jakoś charakteryzowały. Ilościowo są w miarę zbalansowane, góra jest złagodzona, potrafi przekazać pewne szczegóły, kiedy trzeba, ale momentami może zostać zakryta. Całość pasma przykryta jest lekkim woalem.

Superlux HD681 EVO „antybas mod”

Ten egzemplarz dostał już profesjonalny kabel i przeszedł szereg modyfikacji. Stockowa wersja po wygrzaniu technicznie nie była jakaś beznadziejna, ale dźwięk był płaski i brzmieniowo jak dla mnie taki nijaki. Niewygrzany egzemplarz Superluxów ma w sobie tyle funu i przepychu, co niewygrzane D7100, niestety zarówno w jednych jak i drugich magia znika wraz z czasem. Przeróbki pozwoliły trochę tej magii odzyskać.

Mają teraz lepszą głębię i dynamikę, a bas już tak mocno nie psuje brzmienia. Scena jest dobra, ale niczym wybitnym się nie odznacza, od taka standardowa. Odzyskały w pewnej mierze, ale nie całkowitej zdolność do monitorowo-superluxowego rozkładania dźwięku, którą tą cechę bardzo lubię. Dlatego separacja dźwięków jest na plus w tym przedziale low-endowych słuchawek. Jak wyglądają poszczególne pasma? Nijak. Serio, nie potrafię ich obiektywnie ocenić, po prostu mi się nie podobają. Mają w sobie jakąś kontrolę, jakoś tam wybrzmiewają, ale mam wrażenie, że wszystkie zniekształcenia idą w nie tą stronę co trzeba. Góra nie zawsze jest wyraźna, często się skleja, a jej wybrzmiewanie pozostawia sporo do życzenia. Średnica jednocześnie chuda i ocieplona basem. Niskie tony niby pokazują jakieś tam faktury,  poprawnie schodzi i wybrzmienia, ale jego barwa odbiega od wszelkich kanonów jakie mógłbym uznać za poprawne, brak mu też wykopu.

W szczegóły dalej wchodzić nie będę, są to ot po prostu słuchawki low-endowe, które na tle reszty wyróżniają się trochę lepszą technicznością, ale w żadnym elemencie nie mają nic co mogłoby mnie zachwycić, a barwy w jakich grają sprawiają, że odechciewa mi się słuchać. Pierwszą wersje tych słuchawek bez końcówki EVO mimo pewnych wad to bardzo lubiłem, ale tej jakoś nie mogę strawić. Być może za dużo się po nich spodziewałem.

A4 Tech HS-29

Przeważnie oceniam takie sprzęty, w których liczą się już niuanse. Tutaj raczej nie ma co w nie wchodzić, nie będą killerami. Całościowo grają żywo i energicznie. Nie chowają średnicy i nie czuć mulenia. Dźwięk jest dość spójny, nie zaznacza w szczególny sposób ani głębi ani szerokości, tworzą po prostu równomierną bańkę wokół głowy. Superluxy oceniane w tym zestawieniu grają lepiej technicznie, ale zniesmaczają mnie bardziej niż te A4tech. Takie jak tu mógłbym mieć do radia, podczas wykonywania jakiegoś zajęcia. Choć w tych cenach wolę bardziej efektowne granie słuchawek dokanałowych. Jak ktoś lubi eksperymentować, lub potrzebuje maksymalnie tanich słuchawek nausznych to jest to akurat propozycja dla niego. Chociaż sam wolę dopłacić parę złotych i kupić takie SHP2500, czy SHP3000, które będą miały większą scenę i będą mocniejsze na basie.

Puenta

Zdaję sobie sprawę, że opis słuchawek można potraktować jeszcze bardziej szczegółowo. Jednak przy tej ilości na raz zrobiłaby się chyba papka, niestety albo stety moje zdolności poetyckie nie miały szans zabłysnąć. Chciałbym podziękować Perulowi, za cierpliwość co do mnie i za wypożyczenie sprzętu.

Osobiście jestem raczej zwolennikiem gotowych wysmażonych do ostatniego rumieńca produktów. Lecz czymś dla mnie bardzo interesującym, a dla innych satysfakcjonującym jest możliwość zrobienia samodzielnie bardzo dobrych słuchawek. Z całej gromady najbardziej zainteresowały mnie Fatalitki, które w dodatku mają jeszcze potencjał, by ewoluować w coś jeszcze lepszego. Jednak zdradzę wam, że dla siebie złapałem ostatnio bardzo przyjemnego króliczka i posiadanie pobocznej pary słuchawek nawet tak dobrych i opłacalnych jest dla mnie zbędne. Ale o tym może opowiem następnym razem. 🙂

 

Advertisements