W oczekiwaniu na Fidelio L2 przybliżę sprzęty, które już posiadam. Zacznijmy od FiiO X5.

Powrót do korzeni.

Przyznam, że ten odtwarzacz muzyki jest odpowiedzią na moje potrzeby. Wkraczając w świat audio nie planowałem budowania toru/-ów.  Kiedyś na swoją 18-stkę kupiłem sobie odtwarzacz iRiver iFP-795. Jak na moją sytuacje, a przede wszystkim mentalność kowalskiego – kosztował fortunę, jakieś 600-700zł.  Grał świetnie mimo, że nie zapewniłem do niego odpowiednio dobrych słuchawek, miał dołączone dobre pchełki MX400, potem dokupiłem EP630, ot taki ówczesny mainstream. W każdym razie było to lepsze doświadczenie niż to co z czego wcześniej korzystałem.

Obcowanie z nim było nie tylko rozrywką, wręcz rytuałem, wstępem do kontaktu z muzyką. Płynęła ona penetrując moje kanały słuchowe, dostarczając potrzebnej dawki emocji. W dodatku mogła towarzyszyć mi wszędzie, coś wspaniałego. Niestety player uległ uszkodzeniu, a muzyka w mobilnej formie poszła na dalszy plan.

Po kilku latach postanowiłem wrócić do wyższej jakości dźwięku. Ponownie wszedłem na internet, a tam nie było już forum iRivera, stało się ono częścią mp3store. No i się zaczęło… żonglowanie słuchawkami, odtwarzaczami, potem wzmacniaczami i DACami.  Wpadłem jak śliwka w kompot. Co prawda sprawiało mi to dużo frajdy, ale też zżerało sporo czasu i pochłonęło dużo pieniędzy.

Oto pojawia się odpowiedź! Spełnienie wszystkich pragnień…

Ostatecznie postanowiłem stworzyć sobie minimalistyczną formułę posiadania sprzętu. FiiO świetnie odpowiedziało tu na moje potrzeby tworząc urządzenie, które działa jako DAP, DAC oraz DAC/AMP, a nawet transport cyfrowy. Za chwilę napiszę szczegóły o tym jak to cacko sprawuje się na co dzień. Warto jednak wspomnieć o pierwszym wrażeniu.

Obecnie na rynku jest wiele opcji. Znajdziemy tyle sprzętów, że można dobierać audio według dowolnej fantazji i budżetu. Decyzja o zakupie X5 była raczej próbą przeprowadzenia eksperymentu, czy takie „cóś” jest wstanie spełnić moje oczekiwania. Przy pierwszym odsłuchu okazało się, że jest……. porażka.

Najważniejsze pierwsze wrażenie? … na szczęście nie.

Odtwarzacz grał wyraziście, ale dźwięk był zamulony, pluszowy. Znacząco odbiegał od moich standardów i to nie tylko względem normalnej stacjonarki.  Jako, że był to tylko eksperyment, więc nie wpadłem w żadne emocje i na chłodno postanowiłem dać mu szanse. Przy każdym nowym sprzęcie w grę wchodzi osłuchanie się, a zmiana Firmewere’u to taka popularna ostatnio czynność equalizująca – było za wcześnie na wydawanie wyroku. 😉

W międzyczasie zwróciłem uwagę, że w aparycji i użytkowaniu jest całkiem ok. Owszem zawsze da się lepiej, odtwarzacz mógł dostać dużo gustowniejszy design o czym informują nas zdjęcia prototypów na internecie. Lecz właśnie mam wrażenie, że:
1. W tym budżecie jest  i tak solidnie, naprawdę dobrze. 2. FiiO chciało sobie zostawić lepsze rzeczy na dalsze projekty – mam takie wrażenie.

Wiadomo kwestia gustów i trzeba samodzielnie pomacać.

A więc podotykajmy!

W każdym razie na pierwszy rzut oka i dalszym użytkowaniu sprawiał dobre wrażenie. Obsługa wydała mi się intuicyjna, jakby przeniesiona żywcem z kiedyś używanego, a już kultowego Sansa Fuze.

Włożyłem go od razu w dokupiony futerał – HS9. Nie jest to może  najwygodniejsze rozwiązanie w stylu plug&play, bo trzeba klapkę za każdym razem odchylać, ale wygląda to jakoś tak bardziej gustownie, prosto i sprzęt jest odpowiednio zabezpieczony. Dla tych co nie chcą dopłacać spokojnie wystarczy sylikonowy pokrowiec dołączony do zestawu, w którym jednak warto uważać na odsłonięte kółko nawigacyjne – nie chcemy by coś się mu stało. 😉

Oprogramowanie porównałbym do tego w sansa clip+, czyli proste jak tylko się da. Nie znajdziemy tu „ficzerów” jak w iOS z pod znaku nadgryzionego jabłka. Można to różnie odczytywać, dla mnie to minus, dla niektórych będzie to plus, ale ostatecznie liczy się tylko dźwięk.

Ból sprawia jedynie brak funkcji streamingowych lub chociaż współpracy jako DAC z mobilnymi urządzeniami w którym ta funkcja jest dostępna, np. ze smartfonem. W zamian za to mamy PC-USB-DAC ze świetnym konwerterem, z którego możemy nawet oddzielnie puścić sygnał cyfrowy w wysokiej jakości.

Jest też funkcja OTG dzięki której możemy podłączyć zewnętrzne dyski. Ciekawą i atrakcyjną opcją jest możliwość umieszczenia dwóch kart pamięci o pojemności łącznie 256GB.

Tak właśnie synku działa ewolucja.

Wracając do wrażeń słuchowych…. Kolejne moje podejścia na nowych firmware i w trybie pracy z komputerem to były bardziej udane doświadczenia. Nie było jednak efektu WOW. Stwierdziłem, że gra to dobrze i miło. Dźwięk przestał się puszyć, był znacznie czystszy, pojawiła się fajna kontrola i szczegółowość.

Mijały godziny, a ja dalej testowałem, porównywałem, rozkoszowałem się i muszę stwierdzić, że się wkręciłem. Nastąpiło tu takie „gotowanie żaby” – znacie to? Jak wrzucimy żabę do wrzątku, to poparzona od razu wyskoczy, lecz jeśli wrzucimy ją to letniej wody i będziemy powoli podgrzewać, to nawet nie zauważy jak się sama ugotuje.

Po osłuchaniu się z tą „dj-ką” doszedłem do wniosku, że do kwestii jakości dźwięku nie można się przyczepić. Nie jest to jakiś poziom „max” czy „ultra” tego co można mieć ze sprzętu audio, ale też niczego nie brakuje. Jest separacja, jest szczegółowość,  kontrola, czystość, scena.

W porównaniu do stacjonarki wypada ten dźwięk bardzo, bardzo dobrze. Może brakować – ale nie wiem czy wynika to z jakości, czy po prostu sposobu grania – takiego wrażenia napowietrzenia sceny i całkowitej wielkości instrumentów. Jest to brak na granicy złudzenia, więc jak dla mnie całkowicie bezbolesny. W zamian źródła pozorne zdają się lepiej zarysowane.

Drugim brakiem podobnego kalibru, jest wybrzmiewanie instrumentów. Nie jest tak naturalne i pełne jak na moich zestawach stacjonarnych, choć muszę przyznać, że granica jest tutaj też wąska. W zamian za to szczególnie na najnowszych sterownikach w funkcji DAC/AMP uzyskujemy super rozdzielczość i szczegółowość. W trybie DAP również jest bardzo dobrze, jednak to co usłyszałem z trybu DAC mnie zdmuchnęło. Znów… nie jest to high-end, lecz poziom, który każdego normalnego użytkownika z  nadwyżką usatysfakcjonuje.

Krótko o różnicach w oprogramowaniach: 

1.21 – Misiak. Nie przydatna wersja chyba, że chcemy dużo ciepła kosztem szczegółów.

2.00 – Dźwięk się wyrównał, nabrał kształtów i kontroli, dalej jest ciepło. Można już słuchać z przyjemnością, szczególnie z chłodnymi-szybkimi słuchawkami.

2.03b – Jest bomba! SQ  jeszcze trochę podciągnięte, szczególnie wyraźnie słychać to na impulsie. Jest szczegółowiej, czyściej, gra to z audiofilską klasową manierą. Można wyczuć lekkie ciepło, ale już bez tej „pluszowej otoczki”. Góra jest lekko przyciemniona. Podoba mi się.

2.20 – Znika przyciemnienie, dźwięk się wyrównuje. Jeśli są jakieś inne zmiany to niezbyt znaczące, aby je wymieniać, choć mam wrażenie, że holografia też się poprawiła, szczególnie granie w szerz.  Można powiedzieć, że gra to już w pełni tak jak trzeba, bardzo dobrze, równo, ale ze swoim charakterkiem w brzmieniu.

Krótko o różnicach w sterownikach: 

1.61 – Jak dla mnie grają w zbliżony sposób do 2.03b, ale można wyłapać pewne różnice, raz w stronę 2.00, a raz w stronę 2.20.

2.23 – Pierwsze WOW z tym odtwarzaczem. Jest w zasadzie neutralnie, szczegółowo z otwartą i dużą przestrzenią. Słychać wzrost rozdzielczości i lepsze wybrzmiewanie. Wiele frajdy sprawia słuchanie w ten sposób. Chociaż nie ma już tego szlachetnego i przyjemnego ocieplenia/przyciemnienia z 2.03b.

Charakter grania: 

Jakość została mniej więcej omówiona. Wiadomo, dla każdego belka na skali eargazmu będzie na różnej wysokości zawieszona. Zależeć to będzie od punktów odniesienia, złapanej synergii, słuchu własnego oraz gustu. Uważam, że takie opisy subiektywne dla nikogo nie muszą być przełożeniem na własne doświadczenia. Jedyny sposób to ocenić samodzielnie, posłuchać, jak to w pewnej piosence śpiewali „przeżyj to sam”. Można to powtarzać w kółko do znudzenia. Jednak na potrzeby spragnionych słowa postaram się zobrazować jak moja wyobraźnia widzi prezentacje X5.

Zacznijmy od sceny i przestrzeni. Można powiedzieć, że miejsca dla dźwięku jest w dobrej ilości, choć bez przesady. Nic nie jest nadmuchane, nie ma wrażenia rozciągnięcia, czy sztucznego pogłębienia. Proporcje są zdrowe. Prezentacja nie jest bezpośrednia, raczej oddalona, ale nie aż tak bardzo jak w moim LC na OPA2228p, raczej jest to oddalenie o krok w tył, mające tylko poprawić efekt przestrzeni. Nic się w dźwięku nie klei, co daje wrażenie bardzo dobrej holografii i stereo.

FiiO ma swój własny sposób podkreślania dźwięku (mówię o sofcie 2.03b bo takiego głównie teraz słucham). Dla przykładu O2+sabre rozkłada smaczki bardziej równomiernie, są one wkomponowane w wypełnienie, brzmienie jest bardziej szare, suche (tak wypada w porównaniu, ale dla mnie to nie jest wada). Tutaj natomiast jest efekt bardziej nowoczesny, widowiskowy, z większym konturem, ale podanym w przyjemnej gładkiej otoczce. Dynamika jest zaznaczona, ale subtelnie.

Efektem jest dźwięk bardziej widowiskowy, barwny, charakterny, lekko sztywny (a raczej konkretnie rozplanowany, jakby wszystko miało z góry ustalone miejsce). Na sofcie 2.20 barwa zbliża się bardziej do neutralności i do tej z sabre+O2. Charakterek dalej jest wyczuwalny: z mniejszą swobodą i lekkością, ale lepszą kontrolą.

Znam sprzęty, które grają z większym rozmachem jak i takie, które tworzą bardziej przekonującą iluzje dźwięku pod kątem jego prawdziwości. Lecz jeśli zapomnimy o kanonach realności lub po prostu je zlekceważymy to dostaniemy odtwarzacz, który daje coś więcej niż dotychczasowe przenośne grajki, może nie taki który zastąpi audiofilowi stacjonarny sprzęt, ale pozwalający zapomnieć, że taki istnieje, przynajmniej na chwilę.

Jak dla mnie jest to również kiler tzw. „kanapek”. dla upartych dobre źródło do takiego sandwicha z zewnętrznym wzmacniaczem, ale to raczej w celu kształtowania brzmienia, niż pogoń za jakością, która prosto z wyjścia słuchawkowego jest mega.

Brzmienie to zastanawiająca cecha FiiO X5. Całość prezentacji jest niezwykle gładka, lecz nie jest to gładkość wywołana tuszowaniem czegoś. Kojarzy mi się to trochę z gładkością jaką spotkałem w słuchawkach planarnych od Hifimana, strzelam, że chodzi o coś odwrotnego, czyli wyjątkowo niski poziom zniekształceń.

Elementem składającym się na sukces jest to w jaki sposób przekazywane jest pasmo przenoszenia. Choć jest dosyć równe to jednak wyraźnie czuć podbudowanie średnicy i ocieplenie (na sofcie 2.03b obniżenie lekkie góry). Jest to subtelny, ale jednocześnie bardzo korzystny zabieg, często bardzo pomocny dla słuchawek o cofniętej średnicy. Wszystko to sprawia, że brzmienie w pierwszych sekundach nie wyrywa z kapci, ale robi dobre wrażenie. W miarę słuchania co raz bardziej angażuje, choć raczej bardziej tu pasuje słowo upaja. ~_~

Bas, midbas, średnica, wyższa średnica, góra – wszystkie te zakresy będą zależeć od słuchawek. Ciężko więc napisać wnioski, które będą uniwersalne we wszystkich zestawieniach. Można powiedzieć, że wszystko wybrzmiewa z precyzyjną kontrolą, choć bas jest delikatnie spowolniony i ocieplony, piszę delikatnie, gdyż jego kultura jest na wysokim poziomie. W średnicy jest nutka słodkości, ale bez najmniejszej utraty wyrazistości. Wyżej nic nie kuje, jest szybko, detalicznie (choć tak jak napisałem opcja „ultra” w tym sprzęcie nie jest dostępna, chyba że podłączymy jakieś ultra szczegółowe słuchawki, ale nie mam jak tego sprawdzić) i z rozdzielczością prima sort.

Basowe słuchawki nie będą mulić, a analityczne, jasne nie będą nas kuć po uszach. Kiedy jest dużo basu to jest on trzymany za jaja, kiedy jest dużo wysokich to wybrzmiewają one gładko.  

Punkty odniesienia.

Touch 4G mimo wyjątkowego dźwięku, który dalej lubię i cenię to nie może się równać z iks-piątką. Jest to inny styl grania, ale też zwyczajnie przegrywa technicznie.

Wave S8500 pokazał mi przedsmak tego co daje X5, zaletą jego jest to, że po konfiguracji jest bardziej neutralny. Jest świetny, ale przegrywa całokształtem.

FiiO X3 (testowany w 2 odsłonach, ale na starszych wersjach softu, dwa-coś) – w porównaniu do niego X5 gra dojrzalej, bardziej spójnie z naturalniejszymi barwami. X3 jest bardziej funowy – w stylu WoW. Jednak przegrywa on rozdzielczością i sceną. Brzmiał tak trochę bardziej płytko z obciętą głębią i głównie na boki, zamiast 3D jak w X5.  Mimo to,  trzeba przyznać, że separacje i szczegółowość miał całkiem niezłe (choć micro wybrzmień może brakować). Dla niektórych to będzie kwestia preferencji, dla mnie zdecydowanie X5 wygrywa. 🙂

Zbierając wszystko do kupska. 😀

Kończąc tą trochę przydługą relacje, wrócę do wątku z IFP. Jak słuchałem iRivera miałem banana na twarzy. Czułem, że mam coś naprawdę dobrego. Takie same odczucia mam również słuchając FiiO X5. Czuć, że gra to z klasą, a w dodatku sprawia mega frajdę i się nie nudzi. Jest urządzeniem bardzo uniwersalnym i wielofunkcyjnym, choć co prawda podobnie jak stara szkoła odtwarzaczy – jedynie do muzyki. Nie zadowoli wielbicieli efektu WoW i tzw. bassheadów, ale  raczej świadomych słuchaczy szukających dźwięku niezwykłego z odpowiednio wysoką jakością. Zdaje sobie sprawę, że większość tych różnic siedzi nam w głowie, lecz nic nie poradzę, że dla mnie te subtelności dźwięku mają znaczenie i X5 będę cenił wysoko.

 

 

Reklamy